poniedziałek, 31 stycznia 2011

Francja pokonała w Malmoe po dogrywce Danię 37:35 (31:31, 15:12) w finale mistrzostw świata piłkarzy ręcznych. Brązowy medal wywalczyła Hiszpania.


Francuzi obronili tytuł i po raz czwarty w historii stanęli na najwyższym stopniu podium mistrzostw świata. Duńczycy - mistrzowie Europy z 2008 roku - w tej imprezie mają znacznie mniejsze dokonania. Wcześniej po medale sięgali tylko dwa razy: w 1967 roku wywalczyli srebro i przed czterema laty brąz (w półfinale po dwóch dogrywkach ulegli wtedy Polakom).

Od początku zawodnicy imponowali zadziornością i poświęceniem z jakim walczyli o każdą, czasami wydawałoby się straconą piłkę. Gra toczyła się gol za gol i żadna z drużyn nie mogła odskoczyć rywalowi. Oba zespoły miały za sobą głośny doping swoich kibiców, którzy szczelnie wypełnili Malmoe Arena.

Dopiero w 17. min mistrzowie olimpijscy Francuzi osiągnęli lekką przewagę i objęli prowadzenie 9:6. Skandynawowie potrzebowali jednak tylko trzech minut, aby doprowadzić do wyrównania. Trójkolorowi odpowiedzieli na to czterema bramkami z rzędu, by w 26. min wygrywać 14:10. Korzystny dla nich wynik przypilnowali do końca pierwszej połowy i do szatni schodzili prowadząc 15:12.

Po przerwie Duńczycy dwoili się i troili, by zniwelować straty. Trójkolorowi, pomimo kilku błędów utrzymywali korzystny rezultat . Poza tym w bramce mieli Thierry Omeyera, którego uznano za najlepszego zawodnika na tej pozycji w MŚ 2011.

Przełom nastąpił 46. minucie, kiedy Skandynawowie zdobyli kontaktowego gola na 22:23. Trzy minuty później był już remis 24:24. Walka rozgorzała na nowo, a kibicom coraz częściej puszczały nerwy. Otwarta gra skutkowała wieloma golami.

W końcówce rozegrał się Lars Christiansen, który w 57. minucie doprowadził do kolejnego wyrównania 29:29. Kibice wstali z miejsc i na stojąco obserwowali dramatyczną końcówkę. Niecałą minutę przed ostatnią syreną Nicola Karabatic - uznany za najbardziej wartościowego zawodnika czempionatu (MVP) - uzyskał gola i Francuzi prowadzili 31:30. Ostatnie słowo należało jednak do Duńczyków, wytrzymali nerwowo i udanym rzutem dwie sekundy przed końcem popisał się Bo Spellerberg, doprowadzając do dogrywki.

W doliczonym czasie gry udanymi interwencjami poderwał swój zespół do walki Niklas Landin. Obronił m.in. karnego i w 64. minucie po raz pierwszy od długiego czasu na prowadzenie wyszli Duńczycy (33:32). Na odpowiedź nie trzeba było jednak długo czekać. Francuzi, choć to się już wydawało niemożliwe, podkręcili tempo, podczas gdy rywali zaczęły już łapać skurcze. Pierwsza część dogrywki zakończyła się prowadzeniem Trójkolorowych 34:33.

W drugiej części wiadomo było, że jeden błąd może zadecydować o mistrzostwie świata. Taki błąd popełnił Duńczyk. Wskutek nieporozumienia w ataku Francuzi odzyskali piłkę, gola zdobył Fernandez, a za chwilę Omeyer obronił rzut rywala i Francja mogła się cieszyć z wygranej 37:35.

Polska zajęła w mistrzostwach ósme miejsce.

Francja - Dania 37:35 (31:31, 15:12)

Francja: Thierry Omeyer - Jerome Fernandez 5, Didier Dinart, Xavier Barachet 3, Bertrand Gille 4, Guillaume Joli 1, Samuel Honrubia, Nikola Karabatic 10, William Accambray 2, Luc Abalo 5, Cedric Sorhaindo, Michael Guigou 7.

Dania: Niklas Landin Jacobsen, Soerenn Rasmussen - Hans Lindberg 3, Mikkel Hansen 10, Lars Christiansen 5, Lasse Boesen 2, Rene Toft Hansen 2, Bo Spellerberg 4, Kasper Soendergaard, Mads Christiansen 1, Rasmus Lauge, Anders Eggert Jensen 3, Lasse Svan Hansen, Kasper Nielsen, Jasper Noeddesbo 3, Michael Knudsen 2.

Sędziowali: Oscar Raluy i Anhel Luis Sabroso (obaj Hiszpania).

Widzów: 12 462.


Wyniki decydujących spotkań:

finał

Francja - Dania 37:35 po dogr. (15:12, 31:31)

o brązowy medal

Hiszpania - Szwecja 24:23 (11:11)

Siatkarze Tytana AZS Częstochowa kryzys mają za sobą. W pierwszym meczu drugiej fazy rozgrywek PlusLigi pokonali Zaksę Kędzierzyn-Koźle 3:1 i powrócili na trzecie miejsce w tabeli.

Najciekawiej zapowiadające się weekendowe spotkanie nie było zbyt emocjonujące. Ekipa spod Jasnej Góry przebudziła się po pierwszym, przegranym secie i udowodniła, że ostatnie dwie przegrane z podopiecznymi Krzysztofa Stelmacha (w lidze i Pucharze Polski) nie znaczą, że poddadzą się bez walki . W drugiej partii wyraźnie odżyli. Fabian Drzyzga znakomicie rozdawał piłki i sam... atakował. Najwięcej punktów zdobył tradycyjnie już Dawid Murek - szesnaście.

Zacięty mecz rozegrała Asseco Resovia Rzeszów z AZS Politechniką Warszawską (3:1). Stołeczna drużyna jechała na Podkarpacie z myślą o wywalczeniu punktów. Do zespołu wrócili niedawno jeszcze chorujący czołowi zawodnicy (m.in. reprezentacyjny przyjmujący Zbigniew Bartman). Gospodarze zagrali jednak skutecznie w bloku i mimo słabszej dyspozycji Niemca Gregora Groezera w ataku, potrafili wychodzić z opresji. W drugim secie przegrywali już ośmioma punktami, by doprowadzić do gry na przewagi. W końcówce zabrakło im zimnej głowy i przegrali 26:28, ale w kolejnych setach byli już nie do pokonania.

"Chcieliśmy wywieźć z Rzeszowa punkty, ale nasza skuteczność w ataku był mizerna i trudno w takim przypadku pokonać Resovię" - powiedział trener Politechniki Radosław Panas.

Najmniejszych problemów z pokonaniem Delecty Bydgoszcz 3:0 nie miała broniąca tytułu PGE Skra Bełchatów.

Szkoleniowiec Delecty Waldemar Wspaniały nie miał pretensji do swojego zespołu, bo zdaje sobie sprawę, że drużyny są z "dwóch różnych bajek".

"Jeśli myśli się o nawiązaniu walki ze Skrą, to muszą być spełnione dwa warunki. Po pierwsze trzeba zagrać na super wyżynach, a po drugie Bełchatów musiałby zagrać słabiej. My wystąpiliśmy bez trzech podstawowych graczy i z chorym Michalem Masnym. Mistrzowie Polski chcieli wygrać najmniejszym nakładem sił i to im się udało. Próbowaliśmy nawiązać walkę, ale nie ta półka, nie ta bajka" - skomentował.

O utrzymanie w lidze walczą cztery zespoły. Wicemistrz Polski Jastrzębski Węgiel nadal ma znaczne kłopoty z odzyskaniem formy sprzed roku. Pierwsze spotkanie drugiej fazy wprawdzie wygrał, ale ostatni w tabeli Indykpol AZS UWM Olsztyn zdołał wywalczyć jeden punkt.

Zaangażowania nie zabrakło po obu stronach siatki, ale często panował także chaos. "Te mecze będą tak wyglądać, bo dla niektórych zespołów to jest walka o wszystko, o ligowy byt. Tutaj nie liczy się styl, przede wszystkim chodzi o zwycięstwa" - zaznaczył Paweł Siezieniewski, kapitan olsztynian.

W drugim spotkaniu beniaminek Fart Kielce wygrywał już 2:0 z Pamapolem Wielton Wieluń, ale nie potrafił utrzymać koncentracji do końca i przegrał w tie-breaku.

Wyniki meczów 1. kolejki drugiej rundy i tabela PlusLigi siatkarzy:


o miejsca 1-6

2011-01-29:

Asseco Resovia Rzeszów - AZS Politechnika Warszawska  3:1 (25:18, 26:28, 25:15, 25:22)
PGE Skra Bełchatów - Delecta Bydgoszcz  3:0 (25:20, 25:21, 25:20)

2011-01-30:
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle - Tytan AZS Częstochowa  1:3 (25:20, 21:25, 22:25, 17:25)

o miejsca 7-10

2011-01-29:
Fart Kielce - Pamapol Wielton Wieluń  2:3 (25:22, 25:22, 21:25, 24:26, 10:15)
Jastrzębski Węgiel - Indykpol AZS UWM Olsztyn  3:2 (25:22, 25:17, 23:25, 19:25, 15:8)


Poz. Drużyna Mecze Zwycięstwa Porażki Sety Punkt
1. PGE Skra Bełchatów 19 18 1 55-16 50
2. Asseco Resovia Rzeszów 19 15 4 50-26 42
3. Tytan AZS Częstochowa 19 12 7 43-30 37
4. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 19 11 8 46-34 34
5. AZS Politechnika Warszawska 19 10 9 39-35 29
6. Delecta Bydgoszcz 19 8 11 30-41 23
-----





7. Jastrzębski Węgiel 19 7 12 32-44 20
8. Fart Kielce 19 5 14 27-46 19
9. Pamapol Wielton Wieluń 19 5 14 26-46 18
10. Indykpol AZS UWM Olsztyn 19 4 15 22-52 13

Koszykarze PGE Turów Zgorzelec pokonali mistrzów Polski Asseco Prokom Gdynia 72:63 w meczu 15. kolejki ekstraklasy.

Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy po rzutach Davida Jacksona i Konrada Wysockiego szybko objęli prowadzenie (9:3). Podopieczni Jacka Winnickiego grali twardo w obronie i skutecznie na rozegraniu. Goście mieli natomiast spore problemy zwłaszcza ze skutecznością rzutów zza linii 6,25 m i po 10 minutach przegrywali 16:21.

Pierwsze minuty drugiej części meczu przebiegały ponownie pod dyktando zgorzelczan, którzy konsekwentnie powiększali przewagę. W 14. minucie prowadzili 28:20, w czym największa zasługa świetnie rzucającego Marko Brkica i znakomicie podającego Ivana Koljevica. W drużynie Asseco wyróżniali się Ronnie Burrell i były zawodnik PGE Robert Witka, ale sami nie byli w stanie zatrzymać świetnie dysponowanych rywali.

W trzeciej kwarcie zgorzelczanom mimo słabszego początku udało się utrzymać inicjatywę, a Wysocki i Torey Thomas celnymi rzutami z dystansu powiększyli prowadzenie swojej drużyny do 17 punktów (53:36). Gdynianie ciągle grali bardzo chaotycznie i przede wszystkim nieskutecznie w ataku (w całym meczu trafili jedynie 5 z 26 rzutów za 3 punkty).

W końcówce gospodarze cały czas kontrolowali przebieg gry. Na trzy minut przed końcem spotkania Turów prowadził 72:54 i losy meczu były już w tym momencie przesądzone. Ostatecznie pokonali mistrzów Polski 72:63.

PGE Turów Zgorzelec - Asseco Prokom Gdynia 72:63 (21:16, 21:14, 14:8, 16:25)

PGE Turów Zgorzelec: Konrad Wysocki 14, Ivan Koljevic 12, David Jackson 11, Marko Brkic 10, Michael Kuebler 6, Bartosz Bochno 5, Ivan Zigeranovic 4, Robert Tomaszek 4, Michał Gabiński 3, Torey Thomas 3, Mateusz Jarmakowicz 0.

Asseco Prokom Gdynia: Filip Widenow 14, Daniel Ewing 13, Robert Witka 12, Ronnie Burrell 9, Adam Hrycaniuk 5, Piotr Szczotka 5, Ratko Varda 3, Courtney Eldridge 2, Łukasz Seweryn 0, Mateusz Kostrzewski 0.


15 kolejka Tauron Basket Ligi (Polskiej ligi koszykówki mężczyzn):

29 stycznia
Polonia Warszawa - AZS Koszalin  89:82 (29:29, 13:14, 28:14, 19:25)
PGE Turów Zgorzelec - Asseco Prokom Gdynia  72:63 (21:16, 21:14, 14:8, 16:25)
2011-01-30:
PBG Basket Poznań - ASK Siarka Tarnobrzeg  88:67 (32:20, 21:9, 21:15, 14:23)
Anwil Włocławek - Kotwica Kołobrzeg  87:85 po dogrywce (20:25, 20:19, 21:10, 16:23, 10:8)
Energa Czarni Słupsk - Polpharma Starogard Gd.  66:82 (10:17, 17:22, 18:29, 21:14)
2011-02-02:
Trefl Sopot - Zastal Zielona Góra (19.00)


Poz. Drużyna Mecze Zwycięstwa Porażki Kosze Punkty Bilans
1. Energa Czarni Słupsk 15 10 5 1222-1190 25 +32
2. PGE Turów Zgorzelec 14 10 4 1127-1053 24 +74
3. Polpharma Starogard Gd. 15 9 6 1227-1163 24 +64
4. Trefl Sopot 14 8 6 1096-1027 22 +69
5. Anwil Włocławek 15 7 8 1174-1159 22 +15
6. Polonia Warszawa 15 7 8 1067-1117 22 -50
7. Asseco Prokom Gdynia 12 9 3 910-810 21 +100
8. PBG Basket Poznań 14 6 8 1066-1071 20 -5
9. AZS Koszalin 14 6 8 1141-1206 20 -65
10. Zastal Zielona Góra 13 6 7 975-1006 19 -31
11. Kotwica Kołobrzeg 14 4 10 1106-1142 18 -36
12. ASK Siarka Tarnobrzeg 15 3 12 1100-1267 18 -167




20 kolejka Ford Germaz Ekstraklasy(Polskiej ligi koszykówki kobiet):

29 stycznia

Utex ROW Rybnik - Energa Toruń 72:91 (20:30, 22:17, 13:22, 17:22)
Wisła Can-Pack Kraków - INEA AZS Poznań 84:70 (24:23, 12:15, 23:18, 25:14)
2011-01-30:
Super Pol Tęcza Leszno - PTS Lider Pruszków 62:76 (18:21, 12:23, 17:15, 15:17)
Odra Brzeg - KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. 56:72 po dogrywce (11:13, 15:11, 12:11, 12:15, 6:22)
ŁKS Siemens AGD Łódź - Lotos Gdynia 53:106 (14:22, 11:29, 14:26, 14:29)
Widzew Łódź - Artego Bydgoszcz 54:70 (13:25, 9:7, 17:24, 15:14)


Poz. Drużyna Mecze Zwycięstwa Porażki Kosze Punkty Bilans
1. Wisła Can-Pack Kraków 19 18 1 1424-1092 37 +332
2. KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. 19 15 4 1453-1117 34 +336
3. CCC Polkowice 18 16 2 1232-941 34 +291
4. PTS Lider Pruszków 20 13 7 1307-1271 33 +36
5. Lotos Gdynia 19 12 7 1481-1213 31 +268
6. Energa Toruń 19 12 7 1413-1258 31 +155
7. Artego Bydgoszcz 20 10 10 1382-1470 30 -88
8. Super Pol Tęcza Leszno 20 9 11 1376-1433 29 -57
9. Widzew Łódź 19 7 12 1209-1327 26 -118
10. INEA AZS Poznań 19 4 15 1211-1410 23 -199
11. Odra Brzeg 19 3 16 1107-1495 22 -388
12. Utex ROW Rybnik 18 3 15 1076-1345 21 -269
13. ŁKS Siemens AGD Łódź 19 2 17 1159-1458 21 -299
niedziela, 30 stycznia 2011

Severin Freund okazał się najlepszy podczas konkursu Pucharu Świata na skoczni Muhlenkopfschanze w niemieckim Willingen. Niemiec szybował na 143,5m i 139m i z notą 289,1 pkt. wygrał pierwszy w życiu konkurs PŚ przed własną publicznością.



Na drugiej pozycji ze stratą 2,2 pkt znalazł się reprezentant Austrii, Martin Koch (141,5m, 140,5m). Tuż za nim sklasyfikowany został czterokrotny Mistrz Olimpijski, Simon Ammann (143m, 140,5m) oraz Thomas Morgenstern (139m, 138m).

Dalekie skoki oddawali także powracający do formy Gregor Schlierenzauer (136,5m, 141m) oraz reprezentant naszego kraju, Kamil Stoch (133,5m, 141m). Na siódmej pozycji wylądował Matti Hautamaeki (139m, 137m), a za nim znalazł się powracający do skakania po kontuzji Janne Happonen (140m, 133m).

Ostatecznie na 9. pozycji uplasował się Adam Małysz. Polak lądował na 135,5m i 135m. Swój udział w zawodach na pierwszej serii zakończył Piotr Żyła. Reprezentant Wisły Ustronianki po skoku na odległość 127m, zajął pechowe 31. miejsce.

W klasyfikacji FIS Team Tour na pierwszej pozycji umocniła się Austria. Drugie miejsce nadal okupują gospodarze, ale ponieważ drugi po Freundzie Niemiec - Martin Schmitt zajął dziś dopiero 20. miejsce, Polska traci już do swoich zachodnich sąsiadów tylko 3,4 punkta. Z kolei Norwegowie tracą już do nas niemal 30 punktów.

Do zakończenia Pucharu Świata pozostało jeszcze siedem indywidualnych konkursów. Thomas Morgenstern dziś zajął czwarte miejsce i utrzymuje sporą przewagę nad wszystkimi rywalami. Właściwie już tylko teoretyczną, matematyczną szansę na zwycięstwo w cyklu ma oprócz Morgensterna jeszcze tylko trzech skoczków: Simon Ammann, Andreas Kofler i Adam Małysz.


Kolejne zawody z cyklu Pucharu Świata odbędą się już 2. lutego w niemieckim Klingenthal.


Lp.ZawodnikKrajOdl.1Odl.2Suma pkt.
1 FREUND Severin Niemcy 143.5 m 139 m 289.1
2 KOCH Martin Austria 141.5 m 140.5 m 286.9
3 AMMANN Simon Szwajcaria 143 m 140.5 m 284.5
4 MORGENSTERN Thomas Austria 139 m 138 m 280.1
5 SCHLIERENZAUER Gregor Austria 136.5 m 141 m 274.4
6 STOCH Kamil Polska 133.5 m 141 m 270.2
7 HAUTAMAEKI Matti Finlandia 139 m 137 m 266.8
8 HAPPONEN Janne Finlandia 140 m 133 m 262.5
9 MAŁYSZ Adam Polska 135.5 m 135 m 259.7
10 HILDE Tom Norwegia 136 m 133.5 m 255.3
11 YUMOTO Fumihisa Japonia 137.5 m 136 m 251.6
12 EVENSEN Johan Remen Norwegia 129.5 m 139 m 251
13 FETTNER Manuel Austria 135 m 130 m 248.5
14 KOUDELKA Roman Czechy 130.5 m 134.5 m 245.5
15 COLLOREDO Sebastian Włochy 140 m 129.5 m 243.6
16 KOFLER Andreas Austria 130.5 m 128.5 m 242
17 JANDA Jakub Czechy 134.5 m 130.5 m 241.3
18 PREVC Peter Słowenia 134 m 126.5 m 239.1
19 TEPES Jurij Słowenia 132.5 m 132 m 237.1
20 SCHMITT Martin Niemcy 133.5 m 128.5 m 234.8
21 TAKEUCHI Taku Japonia 136.5 m 126.5 m 234.6
22 CHEDAL Emmanuel Francja 131.5 m 129.5 m 230.8
23 ROMOEREN Bjoern-Einar Norwegia 129.5 m 128.5 m 230.5
24 LOITZL Wolfgang Austria 128 m 129 m 229.3
25 KASAI Noriaki Japonia 131.5 m 127 m 228.6
26 DAMJAN Jernej Słowenia 132.5 m 124.5 m 225.5
27 BODMER Pascal Niemcy 131 m 126 m 222.2
28 TOCHIMOTO Shohhei Japonia 128 m 124.5 m 217.9
29 HOCKE Stephan Niemcy 129.5 m 117.5 m 216.7
30 SEDLAK Borek Czechy 132.5 m 112.5 m 197.3
31 ŻYŁA Piotr Polska 127 m - 109
32 NEUMAYER Michael Niemcy 124 m - 108.7
33 UHRMANN Michael Niemcy 127 m - 108.3
34 ZIMA Rok Słowenia 129 m - 107.4
35 KOIVURANTA Anssi Finlandia 127.5 m - 106.6
36 KEITURI Kalle Finlandia 126.5 m - 104.8
37 MORASSI Andrea Włochy 126 m - 104.5
38 ITO Daiki Japonia 121 m - 103.1
39 BARDAL Anders Norwegia 124.5 m - 103
40 KORNIŁOW Denis Rosja 126.5 m - 102.4
41 MAYER Nicolas Francja 127 m - 99.7
42 MATURA Jan Czechy 124 m - 99.3
43 CIKL Martin Czechy 124.5 m - 98.6
44 KARELIN Paweł Rosja 119.5 m - 98.4
45 PUNGERTAR Matjaz Słowenia 120 m - 92.1
46 BRESADOLA Davide Włochy 119.5 m - 89.7
47 VACULIK Ondrej Czechy 117.5 m - 89.2
48 WASILJEW Dmitrij Rosja 116.5 m - 88.9
49 INGVALDSEN Ole Marius Norwegia 120 m - 88.3
DSQ MEZNAR Mitja Słowenia - - DSQ

Belgijka Kim Clijsters wygrała Australian Open, odnosząc pierwsze zwycięstwo na twardych kortach w Melbourne Park. W finale pokonała Chinkę Na Li 3:6, 6:3, 6:3. Serb Novak Djokovic po raz drugi zwyciężył w wielkoszlemowym Australian Open (pula nagród 24 mln dol. austral.) na twardych kortach w Melbourne. W finale tenisista z Belgradu, triumfator tego turnieju z 2008 roku, pokonał Szkota Andy'ego Murraya 6:4, 6:2, 6:3.

Clijsters przerwała serię dwóch australijskich zwycięstw Amerykanki Sereny Williams, która nie przystąpiła do obrony tytułu w wyniku kontuzji stopy.

Rekordzistką w liczbie triumfów w Melbourne jest Australijka Margaret Smith-Court, która w latach 60. i 70. wygrywała turniej jedenaście razy. Druga w klasyfikacji wszech czasów, z sześcioma zwycięstwami, jest jej rodaczka Nancye Wynne-Bolton. Pierwszą wygraną odnotowała w 1937, a ostatnią - w 1951 roku.

Szkot przystąpił do odrabiania strat dopiero, gdy na tablicy pokazał się wynik 0:5, choć raczej zryw ten wynikał z chęci uniknięcia przegrania seta do zera. Wtedy utrzymał swojego gema, po czym od razu przełamał podanie rywala na 2:5. Gdy wydawało się, że zacznie gonić Djokovica, po serii równowag i obustronnych przewag, ponownie dał się przełamać, po kolejnych 40 minutach gry.

Nadzieje na odwrócenie losów finału pojawiły się u niego tylko na chwilę, gdy rozpoczął od "breaka" trzeciego seta. Później jednak przegrał w fatalnym stylu trzy gemy. Choć zdołał jeszcze wyrównać, to w jego grze brakowało wciąż agresji i determinacji, jaką prezentował we wcześniejszych pojedynkach.

Od stanu 3:3 już nie potrafił wygrać gema, oddając całkowicie inicjatywę w grze rywalowi. Pomógł mu też w decydującym gemie, w którym dwa ostatnie jego uderzenia trafiły w siatkę. Mecz trwał dwie godziny i 39 minut. Szkot popełnił w nim 47 niewymuszonych błędów, przy 33 po stronie Djokovica.

Odbierając puchar i czek na sumę 2,2 miliona dolarów australijskich Djokovic nie omieszkał podziękować ojcu i bratu, tworzącym jego team szkoleniowy: "Tenis jest sportem indywidualnym, ale na to, bym mógł tu dzisiaj stać, musi ciężko popracować kilka osób. Widzicie ich dzisiaj tam w moim boksie".

Zasiadła w nim, zresztą podobnie jak podczas poprzednich jego meczów, Ana Ivanovic, była liderka rankingu WTA Tour. Sama odpadła w Melbourne w pierwszej rundzie, choć była rozstawiona z numerem 19. Jednak została tu i do końca kibicowała koledze z reprezentacji narodowej, z którym w styczniu grała w Perth w Pucharze Hopmana, nieoficjalnych mistrzostwach świata drużyn mieszanych.

Wyniki finałów Australian Open 2011:

-

gra pojedyncza mężczyzn -

Novak Djokovic (Serbia, 3) - Andy Murray (W.Brytania, 5) 6:4, 6:2, 6:3

-

gra pojedyncza kobiet -

Kim Clijsters (Belgia 2) - Na Li (Chiny, 9) 3:6, 6:3, 6:3

-

gra podwójna mężczyzn -

Bob Bryan, Mike Bryan (USA, 1) - Mahesh Bhupathi, Leander Paes (Indie, 3) 6:3, 6:4

-

gra podwójna kobiet -

Gisela Dulko, Flavia Pennetta (Argentyna, Włochy, 1) - Wiktoria Azarenka, Maria Kirilenko (Białoruś, Rosja, 12) 2:6, 7:5, 6:1

-

gra mieszana -

Katarina Srebotnik, Daniel Nestor (Słowenia, Kanada, 2) - Yung-Jan Chan, Paul Hanley (Tajwan, Australia) 6:3, 3:6, 10-7.

-

gra pojedyncza juniorów -

Jiri Vesely (Czechy, 1) - Luke Saville (Australia) 6:0, 6:3

-

gra pojedyncza juniorek -

An-Sophie Mestach (Belgia, 2) - Monica Puig (Portoryko, 5) 6:4, 6:2

-

gra podwójna juniorów -

Filip Horansky, Jiri Vesely (Słowacja, Czechy, 2) - Ben Wagland, Andrew Whittington (Australia, 3) 6:4, 6:4

-

gra podwójna juniorek -

An-Sophie Mestach, Demi Schuurs (Belgia, Holandia, 6) - Eri Hozumi, Miyu Kato (Japonia) 6:2, 6:3

Nikt z polskiej ekipy piłkarzy ręcznych, która zajęła ósme miejsce mistrzostw świata w Szwecji, nie jest usatysfakcjonowany osiągniętym rezultatem. Artur Siódmiak upatruje przyczyn porażki m.in. w zbytnim pośpiechu na boisku. Kapitan reprezentacji piłkarzy ręcznych Sławomir Szmal podkreślił po ostatnim meczu w mistrzostwach świata w Szwecji, że wola walki drużyny nie zrekompensowała braku formy.

Według Siódmiaka, on i jego koledzy uwierzyli w swoje możliwości po wygranym meczu z Koreą Płd. Właśnie wtedy w zespole powiało optymizmem. Gra się zazębiała i wydawało się, że zwycięski marsz będzie trwał.

"Mieliśmy dobre i złe chwile. Na początku turnieju graliśmy dość przeciętnie. Potem przyszedł mecz z Koreą, w którym w drugiej połowie potrafiliśmy się odbudować. To zaczynało funkcjonować tak jak powinno. Przed meczem ze Szwecją byliśmy optymistami. Tymczasem w drugiej połowie przytrafiły się proste błędy i niewykorzystane przewagi. Doprowadziło to do tego, że przegraliśmy. To nam trochę podcięło skrzydła" - przypomniał.

"Z Duńczykami znowu wyszliśmy +naładowani+, jednak ponownie dyscyplina taktyczna zawodziła. Oddawaliśmy rzuty z nieprzygotowanych sytuacji. W drugiej połowie jeszcze raz się odrodziliśmy. Pokazaliśmy kibicom i sobie, że można. Los jednak się do nas nie uśmiechnął. Przegraliśmy walkę o półfinał i na pewno morale trochę opadło" - ocenił.

Siódmiak zaprzecza stwierdzeniom, że w końcówce turnieju polscy szczypiorniści wychodzili na boisko bez wiary w zwycięstwo, stawiając się na z góry straconej pozycji.

"Nie zgodzę się, że +zostawiliśmy głowy+ w szatni przed ostatnimi trzema meczami. Do spotkania z Węgrami o siódme miejsce byliśmy dobrze nastawieni. Niestety, mieliśmy znowu przestój w pierwszej połowie i to się zemściło. W głupi sposób roztrwoniliśmy przewagę i zeszliśmy do szatni z minus dwoma bramkami. To miało ogromny wpływ na naszą postawę. Straciliśmy kolejne bramki i potem znów gonienie, gonienie króliczka, ale tym razem się nie udało" - zakończył Siódmiak.

"Mecze w grupie w pierwszej rundzie nie były może najlepsze. Ale tworzyliśmy zespół, walczyliśmy i wygrywaliśmy, a to najważniejsze. Nie było w nas może widać uśmiechu po wygranych meczach, to się zmieniło dopiero po zwycięstwie nad Koreą Południową. Ale potem, w trakcie naprawdę ważnych spotkań w naszych poczynaniach można było zauważyć niepewność, brak zaufania do własnych umiejętności" - dodał Szmal.

W trakcie turnieju jeden z najlepszych bramkarzy świata zupełnie nie interesował się ocenami mediów, pomeczowymi statystykami.

"Po żadnym meczu nie oglądałem statystyk, nie czytałem artykułów. To mnie nie interesowało. Skupiałem się na kolejnych przeciwnikach i przygotowaniu. Ocena będzie należała do naszych fanów i trenera" - stwierdził.

- Stoi przed wami człowiek, który czuje na sobie odpowiedzialność, czuje niedosyt, czuje złość, czuje to, że czegoś może nie ruszył. Obojętnie jak to nazwać, nie jestem człowiekiem, który chowa się gdzieś pod szczotkę, którą wycierają parkiet, tylko staram się zawsze walczyć do końca. Jestem tym wszystkim rozczarowany, zdziwiony, obolały, przegrany - możecie tych określeń użyć w kolejności jakiej chcecie - powiedział dziennikarzom rozgoryczony Wenta po ostatniej porażce w turnieju, która sprawiła, że nie zrealizowano celu minimum na te mistrzostwa, czyli awansu do kwalifikacji olimpijskich.

Wenta często był bezsilny, widząc poczynania swoich podopiecznych na boisku. Nie wszystkie jego decyzje przynosiły spodziewany efekt. Sami zawodnicy, jego zdaniem, powinni też dokonać samooceny.

Szkoleniowiec zdaje sobie sprawę, że recenzje w kraju będą bardzo surowe. Pociesza się, że mimo wszystko nie stracili zupełnie kontaktu z czołówką.

- Kolejna impreza, która określana jest mianem niewypał. Choć szczęśliwie jesteśmy jeszcze w tej grupie czołowej. Kompletnym nieszczęściem by było, gdybyśmy przegrali jeszcze coś po drodze - dodał.

Wenta odpiera zarzuty, że jego zespół nie spisał się najlepiej, gdyż nie trafił z formą, a zawodnicy byli przemęczeni.

Piłkarze Japonii po raz czwarty w historii zostali mistrzami kontynentu. W finale Pucharu Azji pokonali w stolicy Kataru Dausze po dogrywce Australię 1:0. Gola w 109. minucie gry zdobył Tadanari Lee.


Australijczycy, którzy w 2006 roku przenieśli się ze strefy Oceanii, odnieśli największy sukces w tym turnieju. Cztery lata temu w ćwierćfinale ulegli... Japończykom w serii rzutów karnych.

Japończycy wcześniej byli najlepsi w 1992, 2000 i 2004 roku.

Jedyna bramka padła po zagraniu obrońcy Yuto Nagatomo i strzale z woleja z 10 metrów rezerwowego Lee. W regulaminowym czasie gry bliżsi zwycięstwa byli piłkarze z antypodów, ale dwóch świetnych okazji nie wykorzystał grający na co dzień w Galatasaray Stambuł Harry Kewell.

Zwycięzcy Pucharu Azji:

Japonia 4 (1992, 2000, 2004, 2011)
Iran 3 (1968, 1972, 1976)
Arabia Saudyjska 3 (1984, 1988, 1996)Korea Południowa 2 (1956, 1960)
Izrael 1 (1964)
Kuwejt 1 (1980)
Irak 1 (2007)


Mecz o III. miejsce 


28 stycznia2011
18:00

Korea Południowa

3:2

Uzbekistan

Jassim Bin Hamad Stadium, Ad-Dauha
Sędzia: SingapurAbdul Malik Bashir
Widzów: 8 199
Koo Ja-cheol Gol 18'
Ji Dong-won Gol28'39'
(3:1)

Gol 43' (k)53'Aleksandr Geynrix

Finał 


29 stycznia2011
18:00

Australia

0:1 (dogr.)

Japonia

Khalifa International Stadium, Ad-Dauha
Sędzia: UzbekistanRavshan Irmatov
Widzów: 37 174

(0:0)

Gol 109' Tadanari Lee



MISTRZ AZJI 2011

Flag of Japan.svg

Japonia
CZWARTY TYTUŁ

Nagrody 

Najlepszy strzelec MVP Fair Play
Korea Południowa Koo Ja-cheol Japonia Keisuke Honda Korea Południowa Korea Południowa

Strzelcy 

5 goli 

  • Korea Południowa Koo Ja-cheol

4 gole 

  • Bahrajn Ismaeel Abdullatif
  • Korea Południowa Ji Dong-won

3 gole 

  • Australia Harry Kewell
  • Japonia Ryoichi Maeda
  • Japonia Shinji Okazaki
  • Uzbekistan Aleksandr Geynrix
piątek, 28 stycznia 2011

Władimir Zografski został nowym Mistrzem Świata Juniorów. Bułgar po skokach na 98m i 95m wygrał zawody na skoczni w estońskim Otepaa.

Na drugiej pozycji znalazł się Stefan Kraft z Austrii (91,5m i 100m), a na najniższym stopniu podium stanął reprezentant gospodarzy, Kaarel Nurmsalu (93,5m, 96m).

Dalekie skoki oddawali także Anders Fannemel (89,5m, 98m), Marco Grigoli (91,5m, 93m), Thomas Lackner (92m, 90,5m) oraz Sami Niemi (91m, 92,5m).

Najlepiej z reprezentantów naszego kraju spisał się Klemens Murańka. Polak zajął 11. lokatę (89,5m, 90m). Andrzej Zapotoczny był 16. (90m, 88,5m), a Krzysztof Miętus 25. (86m, 83m).

O sporym pechu może mówić Tomasz Byrt, który po pierwszej serii zajmował wysoką, piątą lokatę. W drugiej serii trafił jednak na mocny podmuch wiatru w plecy i nie mógł daleko odlecieć, przez co na koniec sklasyfikowany został na 24. pozycji (92,5m, 78,5m).

Pełne wyniki (.pdf) >>

Szkot Andy Murray wygrał w drugim półfinale Australian Open z Hiszpanem Davidem Ferrerem 4:6, 7:6, 6:1, 7:6 i w finale zmierzy się z Novakiem Djokoviciem.

Murray ponownie rozbudził odwieczne nadzieje brytyjskich kibiców tenisa na pierwszy triumf ich zawodnika w Wielkim Szlemie od 75 lat. Jako ostatni dokonał tego Fred Perry w 1936 roku, gdy po raz trzeci z rzędu wygrał Wimbledon. Nikomu z jego rodaków to się nie udało w ponad 270 następnych turniejach.

Szkot powtórzył ubiegłoroczny wynik, pokonując w piątkowym półfinale Hiszpana Davida Ferrera (nr 7.) 4:6, 7:6 (7-2), 6:1, 7:6 (7-2). Natomiast dzień wcześniej Djokovic (3.) wyeliminował broniącego tytułu Szwajcara Rogera Federera (2.) 7:6 (7-3), 7:5, 6:4.

Murray niezbyt dobrze rozpoczął mecz z Ferrerem; w dziesiątym gemie nieoczekiwanie przegrał swój serwis i zarazem pierwszego seta. W drugim od razu wyszedł na 2:0, ale Hiszpan odrobił stratę; później doprowadził do tie-breaka. W nim jednak górę wzięła agresywna i ryzykowna gra Szkota, który odskoczył na 6-0, zanim oddał trzy punkty rywalowi.

Również dwie następne partie były wyrównane. O losach meczu zadecydował drugi tie-break, tym razem rozstrzygnięty przez Murraya wynikiem 7-2, po trzech godzinach i 46 minutach walki.

W zgodnej opinii fachowców i notowaniach bukmacherów w finale mieli się spotkać dwaj najlepsi obecnie zawodnicy w rankingu ATP World Tour - Hiszpan Rafael Nadal (nr 1.) i Szwajcar Roger Federer (2.). Tenisista z Majorki triumfował już raz w Australii w 2009 roku. Tym razem miał szansę skompletować niekalendarzowego Wielkiego Szlema, bowiem w ubiegłym roku wygrał kolejno Roland Garros, Wimbledon i US Open. Odpadł jednak w ćwierćfinale, w którym przegrał z kontuzją mięśnia uda i Federerem.

Mimo kłopotów z nogą Hiszpan walczył zacięcie o każdy punkt i starał się nie oddawać pola rodakowi. Nie był jednak w stanie prowadzić wyrównanej walki i przegrał w trzech setach. Podobnie Federer, choć zdrowy, sprawiał wrażenie nieobecnego. Chyba większym problemem od dobrze spisującego się Djokovica były kłopoty z utrzymaniem koncentracji, co odbiło się na precyzji uderzeń.

Federer nie zdobędzie w Melbourne rekordowego 17. tytułu w Wielkim Szlemie, a piątego w Australian Open, który wygrywał w 2004 roku, w latach 2006-07 i w ubiegłym sezonie. W sumie można stwierdzić, że w jakimś stopniu spełniła się butna zapowiedź Djokovica sprzed trzech lat.

Na jednej z konferencji prasowych tenisista z Belgradu mówił o pokoleniowej zmianie i przerwanie dominacji duetu Nadal-Federer w ATP Tour. W niedzielę stanie przed szansą powtórzenia sukcesu sprzed trzech lat, gdy odniósł pierwsze i jak dotychczas jedyne zwycięstwo w imprezie wielkoszlemowej.

Natomiast Murray, w swoim trzecim występie w finale jednego z czterech najważniejszych turniejów w sezonie, będzie walczył o pierwszy tytuł. Przed rokiem w Melbourne musiał uznać wyższość Federera, we wrześniu w US Open - Nadala. Teraz po drugiej stronie siatki stanie numer trzy na świecie, więc - przynajmniej teoretycznie - szanse Szkota wzrosły.

Obaj często razem trenują. Bilans ich dotychczasowych pojedynków jest korzystny dla Serba 4-3 (na twardych kortach jest 3-3), ale trzy ostatnie mecze rozstrzygnął na swoją korzyść Murray.

Wyniki spotkań 1/2 finału gry pojedynczej mężczyzn:
Andy Murray (W.Brytania, 5) - David Ferrer (Hiszpania, 7) 4:6, 7:6 (7-2), 6:1, 7:6 (7-2)
Novak Djokovic (Serbia, 3) - Roger Federer (Szwajcaria, 1) 7:6 (7-3), 7:5, 6:4

czwartek, 27 stycznia 2011

Japonia pokonała po rzutach karnych Koreę Południową 3:1 w pierwszym półfinale Pucharu Azji. W regulaminowym czasie gry było 1:1, a po dogrywce 2:2. Rywalem "Niebieskich samurajów" będzie Australia, która rozgromiła Uzbekistan 6:0!


Wynik spotkania w 23. minucie otworzył Ki Sung-Yong, który wykorzystał rzut karny. Sędzia podyktował "jedenastkę" za faul Yasuyuki Konno na Park Ji-Sungu.

Niespełna dziesięć minut przed zakończeniem pierwszej części spotkania do wyrównania doprowadził Ryoichi Maeda, który wykorzystał podanie od Yuto Nagatomo.

W regulaminowym czasie gry mecz zakończył się wynikiem 1:1 i potrzebne było rozegranie dogrywki.

Już w ósmej minucie dogrywki prowadzenie dla drużyny Japonii dał Hajime Hosogai, który w 87. minucie zmienił na placu gry napastnika Borussii Dortmund Shinji Kagawę. Najpierw rzut karny zepsuł Keisuke Honda, ale przy dobitce Hosogai koreański bramkarz był już bezradny. Koreańczycy nie chcieli zgodzić się z podyktowaniem "jedenastki", uważając że japoński napastnik był faulowany przed linią pola karnego.

W drugiej połowie dogrywki Japonia ograniczała się głównie do utrzymania korzystnego wyniku. Zemściło się to w ostatniej minucie dodatkowego czasu gry. W zamieszaniu podbramkowym piłkę w japońskiej bramce umieścił Hwang Jae-Won, a to oznaczało, że mecz rozstrzygnąć musiały rzuty karne.

W rzutach karnych piłkarze Korei Południowej ani razu nie potrafili pokonać Eiji Kawashimy i to Japonia została pierwszym finalistą Pucharu Azji.


Japonia - Korea Południowa 2:2 dogr. (1:1, 1:1), karne 3:0
Bramki: Ryoichi Maeda 36, Hajime Hosogai 98 - Ki Sung-Yong 23-karny, Hwang Jae-won 120

Sędziował: Khalil Al Ghamdi (Arabia Saudyjska).


Australia - Uzbekistan 6:0 (2:0)
Bramki: Harry Kewell 5, Sasa Ognenovski 34, David Carney 65, Brett Emerton 74, Carl Valeri 82, Robbie Kruse 83
Czerwona kartka: Uługbek Bakajew 67 (Uzbekistan)

Sędziował: Ali Al Badwawi (ZEA).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9