poniedziałek, 28 lutego 2011

Justyna Kowalczyk zdobyła srebrny medal biegu na 10 km stylem klasycznym w Oslo. Zwyciężyła po niesamowitym finiszu Marit Bjoergen!


Kibice w Oslo i w całej Polsce przeżyli niesamowite emocje. Finisz biegu na 10 km stylem klasycznym ze startu indywidualnego był jednym z najbardziej dramatycznych starć pomiędzy Justyną Kowalczyk a Marit Bjoergen, jakie do tej pory oglądaliśmy.

Justyna już na pierwszym pomiarze czasu (po 2,2 km) pokazała, że w biegu na swoim koronnym dystansie ma wielką ochotę na złoty medal. Polka minęła punkt pomiaru czasu z wynikiem 6.49.00. Nad drugą Marit Bjoergen Justyna miała aż 9,6 sekundy przewagi!

Norweżka minimalnie zmniejszyła stratę do biegaczki z Kasiny Wielkiej na drugim pomiarze (po 7 km). Justyna nadal miała jednak 8,3 sekundy przewagi nad dwukrotną złotą medalistką z Oslo!

Na mistrzostwach świata w Oslo nie byliśmy jeszcze tak blisko złota! A Justyna biegła ile sił w nogach. Odpychała się kijkami tak mocno, jak w pamiętnym biegu na Igrzyskach w Vancouver, kiedy po dramatycznym finiszu sięgnęła po medal z najcenniejszego kruszcu.

Kolejne rywalki mijały linię mety, ale kibice czekali tylko na dwie największe biegaczki ostatnich lat - Kowalczyk i Bjoergen. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że to właśnie te dwie znakomite zawodniczki rozstrzygną między sobą losy złotego medalu.

Marit Bjoergen najpierw dogoniła Mariannę Longę, a potem przemknęła przez linię mety z czasem 27.39.30 i stało się jasne, że przed Justyną stoi piekielnie trudne zadanie. Biegaczka z Kasiny Wielkiej sunęła po trasie w Oslo z niebywałą szybkością, zawzięcie odpychała się kijkami, ale nie zdołała utrzymać prowadzenia. Na mecie do Norweżki straciła 4.1 sekundy.

Srebrny medal w poniedziałkowym biegu na 10 km jest już drugim krążkiem z tego kruszcu zdobytym przez Polkę w Oslo. Wcześniej Justyna zdobyła już srebrny medal w biegu łączonym na 15 km. W sumie Polka ma już pięć medali wywalczonych na mistrzostwach świata.

- Cieszę się z tego medalu, ale zdaję sobie sprawę, że z mistrzostw w Oslo wyjadę chyba bez złota - powiedziała zmęczona po biegu Polka. W oczach Justyny widać było łzy sportowej złości. - To był naprawdę ciężki bieg i chyba jeszcze nigdy się tak nie zmęczyłam. Wszystko szło dobrze dopóki Bjoergen nie zaczęła biec obok Longi. To ułatwiło jej zadanie - stwierdziła Polka.

Przed Justyną jeszcze jeden bieg na mistrzostwach świata w Oslo. W sobotę będzie rywalizowała z rywalkami na "królewskim" dystansie - 30 km.

Wyniki biegu na 10 km:

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 27.39,3

2. Justyna Kowalczyk (Polska) strata 4,1

3. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 9,7

4. Therese Johaug (Norwegia) 23,7

5. Krista Lahteenmaki (Finlandia) 23,9

6. Pirjo Muranen (Finlandia) 26,8

7. Marianna Longa (Włochy) 28,9

8. Kerttu Niskanen (Finlandia) 49,7

9. Vibeke Skofterud (Norwegia) 1.00,9

10. Kristin Stoermer Steira (Norwegia) 1.03,6

..

47. Paulina Maciuszek (Polska) 3.33,0

54. Ewelina Marcisz (Polska) 4.09,2

55. Agnieszka Szymańczak (Polska) 4.15,6

Austria zwyciężyła w drużynowej rywalizacji w kombinacji norweskiej na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Oslo. Drugie miejsce zajęli Niemcy, a trzecie Norwegowie.

Zawodnicy oddali po jednym skoku na średnim obiekcie (K95) i mieli do pokonania 4x5 km w biegu.

Na skoczni najlepiej zaprezentowali się Francuzi i ruszyli na trasę biegu 13 s przed Niemcami oraz 34 s przed zespołem gospodarzy. Austriacy mieli stratę 49 s, ale po dwóch zmianach stało się jasne, że to oni o złoto walczyć będą z Niemcami.

Na finiszu narta w nartę walczyli Mario Stecher i Tino Edelmann, który w sobotę był drugi indywidualnie. O 0,4 s lepszy był Austriak. "To była najlepsza reklama kombinacji norweskiej, jaką kiedykolwiek widziałem" - przyznał jeden z członków zwycięskiej sztafety David Kreiner.

Prowadzący po skokach Francuzi spadli na piątą pozycję.

Wyniki:

1. Austria 48.07,8 (4. w skokach/1. w biegu)

(David Kreiner, Bernhard Gruber, Felix Gottwald, Mario Stecher)

2. Niemcy strata 0,4 (2./3.)

(Johannes Rydzek, Eric Frenzel, Bjoern Kircheisen, Tino Edelmann)

3. Norwegia 40,6 (3./4.)

(Mikko Kokslien, Haavard Klemetsen, Jan Schmid, Magnus Moan)

4. USA 54,8 (5./2.)

5. Francja 1.30,4 (1./7.)

6. Japonia 2.03,0 (8./5.)

Lech Poznań wyszarpał zwycięstwo w pierwszym ligowym meczu w tym roku, ale gra piłkarzy Jose Bakero pozostawia wiele do życzenia. Trzy punkty w spotkaniu z Widzewem zapewnił mistrzom Polski Jakub Wilk, który wykorzystał znakomite podanie Siergieja Kriwca.


Pierwsze dwadzieścia minut można przemilczeć, bo obie drużyny grały ospale i bez pomysłu.Gra rozkręciła się dopiero później i od razu efektem był gol dla gospodarzy. Po pięknym diagonalnym podaniu Siergieja Kriwca jeszcze ładniej przyjął i uderzył z powietrza Jakub Wilk.

Do końca pierwszej połowy poznaniacy mieli jeszcze kilka okazji na podwyższenie prowadzenia, brakowało jednak skuteczności lub na posterunku stał Maciej Mielcarz.

Widzew, który do przerwy stworzył zaledwie jedną groźną sytuację, po wyjściu z szatni zaprezentował się znacznie lepiej. Lech grał tak jak we wszystkich meczach w tym roku, czyli bardzo przeciętnie. Gospodarzom nie pomogły przeprowadzone przez Jose Mari Bakero zmiany. Mateusz Możdżeń i Tomasz Mikołajczak nie odmienili miernej gry w ofensywie, zbyt rzadko z przodu udzielał się też Hubert Wołąkiewicz.

Goście nie wykorzystali słabości Lecha, a kilka bardzo niecelnych strzałów Darvydasa Sernasa to było wszystko, na co było ich stać w drugiej połowie meczu. Widzew dał się dogonić Polonii Bytom i Ruchowi Chorzów, a mecz w Poznaniu pokazał, że po odejściu zimą Marcina Robaka, skuteczność łodzian może stać się ich nowym problemem.

Lech zbliżył się nieznacznie do czołówki, ale poziom jaki zaprezentował w niedzielnym meczu na pewno do kolejnych zwycięstw nie wystarczy.

Lech Poznań - Widzew Łódź 1-0 (1-0)

Bramki: 1-0 Jakub Wilk (32. minuta)

Lech: Kotorowski - Kikut, Bosacki, Arboleda ŻK, Henriquez - Injac ŻK, Murawski (67. Możdżeń) - Wilk (85. Wołąkiewicz), Kriwiec, Kiełb (46. Mikołajczak) - Rudnevs.

Widzew: Mielcarz - Broź, Madera, Szymanek, Dudu - Ben Radhia ŻK, Panka, Budka (76. Riski), Grischok (81. Grzelak) - Sernas, Grzelczak (65. Dżalamidze).

Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)

Widzów: 23000.


Polonia Warszawa - Górnik Zabrze 0-0

Polonia Warszawa: Sebastian Przyrowski - Jakub Tosik, Tomasz Jodłowiec, Maciej Sadlok, Dorde Cotra - Bruno Coutinho, Łukasz Piątek, Patryk Rachwał, Janusz Gancarczyk (78. Tomasz Brzyski) - Euzebiusz Smolarek (65. Daniel Gołębiewski), Artur Sobiech.

Górnik Zabrze: Adam Stachowiak - Michał Bemben (89. Adam Danch), Mariusz Jop, Adam Banaś, Mariusz Magiera - Grzegorz Bonin (79. Daniel Sikorski), Adam Marciniak, Mariusz Przybylski, Aleksander Kwiek, Michal Gasparik (79. Marcin Wodecki) - Tomasz Zahorski.

Sędziował Dawid Piasecki (Słupsk). Żółte kartki - Bemben, Kwiek. Widzów 4000.


Polonia Bytom - PGE GKS Bełchatów 1-1 (0-0)

Bramka:

1-0 Łukasz Tymiński (53.)

1-1 Dawid Nowak (68.)

Polonia Bytom: Seweryn Kiełpin - Adrian Chomiuk, Michal Hanek, Mateusz Żytko, Błażej Telichowski - Marcin Radzewicz, Dziewulski Marcin, David Kobylik, Łukasz Tymiński, Dariusz Jarecki (69. Blazej Vascak) - Grzegorz Podstawek (76. Przemysław Trytko).

PGE GKS Bełchatów: Łukasz Sapela - Maciej Mysiak, Marcin Drzymont, Mate Lacic, Grzegorz Fonfara - Tomasz Wróbel, Grzegorz Baran, Łukasz Bocian, Mateusz Cetnarski (77. Szymon Sawala), Maciej Małkowski (66. Paweł Buzała) - Dawid Nowak (90. Grzegorz Kuświk).

Żółte kartki:

Polonia Bytom: Adrian Chomiuk, Michal Hanek.

PGE GKS Bełchatów: Maciej Mysiak, Łukasz Bocian.

Czerwona kartka za drugą żółtą:

PGE GKS Bełchatów: Łukasz Bocian (66.).

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).

Widzów: 2˙500.


Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 0-0

Ruch Chorzów: Matko Perdijic - Piotr Stawarczyk, Rafał Grodzicki, Grzegorz Bronowicki, Żeljko Djokovic - Wojciech Grzyb (76. Łukasz Janoszka), Marek Szyndrowski, Andrej Komac, Marek Zieńczuk - Maciej Jankowski (83. Paweł Lisowski), Sebastian Olszar (59. Arkadiusz Piech).

Lechia Gdańsk: Sebastian Małkowski - Marcin Pietrowski, Luka Vućko, Krzysztof Bąk, Vytautas Andriuskevicius - Łukasz Surma, Marko Bajic (72. Paweł Nowak), Kamil Poźniak (78. Ivans Lukjanovs), Abdou Traore, Bedi Buval - Aleksandr Sazankow (84. Piotr Wiśniewski).

Żółte kartki:

Lechia Gdańsk: Marcin Pietrowski, Krzysztof Bąk, Piotr Wiśniewski.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin).

Widzów: 6 000.


KGHM Zagłębie Lubin - Korona Kielce 1-1 (1-1)

Bramki:

1-0 Michał Stasiak (6.)

1-1 Andrzej Niedzielan (10.)

KGHM Zagłębie: Bojan Isailović - Bartosz Rymaniak, Csaba Horvath, Michał Stasiak, Przemysław Kocot - Łukasz Hanzel, Damian Dąbrowski, Dawid Plizga, David Abwo (78. Dennis Rakels), Szymon Pawłowski - Dusan Djokić (66. Arkadiusz Woźniak).

Korona: Zbigniew Małkowski - Nikola Mijajlović, Hernani, Pavol Stano, Paweł Golański - Maciej Korzym (56. Paweł Sobolewski), Sander Puri (79. Tomasz Lisowski), Vlastymir Jovanović, Aleksandar Vuković - Andrzej Niedzielan (85. Maciej Tataj), Edi Andradina.

Sędzia: Hubert Siejewicz (Białystok).

Żółte kartki:

KGHM Zagłębie Lubin: Dusan Djokić.

Korona Kielce: Vlastymir Jovanović, Aleksandar Vuković.

Czerwona kartka:

Korona Kielce: Aleksandar Vuković (83.).

Widzów: 5800.

W niedzielnym meczu kończącym 18. kolejkę ekstraklasy koszykarzy Polpharma Starogard Gd. przegrała po dogrywce z PGE Turów Zgorzelec 90:93. Była to pierwsza porażka gospodarzy na własnym parkiecie od 31 października ubiegłego roku.

PGE wygrał z "Kociewskimi Diabłami" po raz drugi w sezonie, co daje mu lepszą pozycję w walce o pierwsza czwórkę. Spotkanie w Starogardzie było wyrównane i zacięte od pierwszych minut. W końcówce lekką przewagę uzyskali goście, ale rzut Deonty Vaughna za trzy punkty na osiem sekund przed syreną dał Polpharmie remis (77:77) i dogrywkę.

W dodatkowym czasie mniej błędów popełnili koszykarze ze Zgorzelca. Najwięcej punktów zdobyli dla Turowa Amerykanie: Torey Thomas - 26 (też osiem zbiórek i cztery asysty) oraz David Jackson - 22 (sześć zbiórek i asysta).

W sobotę w siódmych derbach Trójmiasta stuprocentową skuteczność wygranych zachował Asseco Prokom Gdynia. Mistrz Polski pokonał Trefla Sopot 78:76. W Gdyni na 20 sekund przed końcem prowadził Trefl 76:75, ale ostatnie słowo należało do podopiecznych trenera Tomasa Pacesasa. Rzuty wolne wykorzystał Bułgar Filip Widenow, a w ostatniej akcji Piotr Szczotka zablokował Filipa Dylewicza.

Passę trzech porażek z rzędu przerwał beniaminek Zastal Zielona Góra. We własnej hali prowadzeni przez nowego pierwszego trenera Tomasza Jankowskiego (był asystentem zwolnionego Tomasza Herkta) zawodnicy Zastalu rozgromili Polonię Warszawa 96:68. Gospodarze zdominowali walkę pod tablicami, grali zespołów (23 asysty) i trafili aż 14 razy zza linii 6,75 m.

W Kołobrzegu doszło do niecodziennej sytuacji - z powodu awarii urządzeń pomiarowych odwołano spotkanie derbowe Kotwica kontra AZS Koszalin. O tym, czy mecz odbędzie się w nowym terminie, czy też gościom zostanie przyznany walkower zdecydują władze Polskiej Ligi Koszykówki.

18. kolejka PLK - 26 lutego

Asseco Prokom Gdynia - Trefl Sopot 78:76 (16:15, 16:21, 25:17, 21:23)

ASK Siarka Tarnobrzeg - Anwil Włocławek 69:92 (14:27, 17:22, 18:18, 20:25)

PBG Basket Poznań - Energa Czarni Słupsk 78:68 (21:10, 17:22, 18:16, 22:20)

Zastal Zielona Góra - Polonia Warszawa 96:68 (16:13, 24:15, 29:32, 27:8)

Polpharma Starogard Gd. - PGE Turów Zgorzelec 90:93 po dogrywce (11:18, 27:12, 21:29, 18:18, 13:16)

Kotwica Kołobrzeg - AZS Koszalin nie odbył się

Poz. Drużyna Mecze Zwycięstwa Porażki Kosze Punkty Bilans
1. Energa Czarni Słupsk 18 12 6 1480-1404 30 +76
2. PGE Turów Zgorzelec 17 12 5 1387-1308 29 +79
3. Trefl Sopot 18 10 8 1393-1315 28 +78
4. Polpharma Starogard Gd. 18 10 8 1453-1394 28 +59
5. Asseco Prokom Gdynia 15 12 3 1167-1042 27 +125
6. Anwil Włocławek 18 9 9 1421-1365 27 +56
7. PBG Basket Poznań 18 8 10 1373-1392 26 -19
8. Zastal Zielona Góra 18 8 10 1355-1402 26 -47
9. Polonia Warszawa 18 8 10 1279-1357 26 -78
10. AZS Koszalin 16 7 9 1309-1377 23 -68
11. Kotwica Kołobrzeg 16 5 11 1268-1307 21 -39
12. ASK Siarka Tarnobrzeg 18 3 15 1298-1520 21 -222



23. kolejka PLKK - 26 lutego

Odra Brzeg - Matizol Lider Pruszków 63:91 (14:30, 12:13, 14:32, 23:16)
Energa Toruń - INEA AZS Poznań 82:62 (22:23, 18:8, 23:23, 19:8)
Lotos Gdynia - Utex ROW Rybnik 114:47 (34:13, 24:9, 24:18, 32:7)

2011-03-02:
ŁKS Siemens AGD Łódź - KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. (17.30)

Poz. Drużyna Mecze Zwycięstwa Porażki Kosze Punkty Bilans
1. CCC Polkowice 21 19 2 1452-1101 40 +351
2. Wisła Can-Pack Kraków 21 19 2 1558-1220 40 +338
3. Lotos Gdynia 22 15 7 1761-1406 37 +355
4. KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. 21 16 5 1578-1235 37 +343
5. Matizol Lider Pruszków 22 15 7 1467-1399 37 +68
6. Energa Toruń 22 14 8 1696-1485 36 +211
7. Artego Bydgoszcz 22 11 11 1532-1606 33 -74
8. Super Pol Tęcza Leszno 22 9 13 1484-1564 31 -80
9. Widzew Łódź 22 8 14 1392-1524 30 -132
10. INEA AZS Poznań 22 6 16 1421-1609 28 -188
11. Utex ROW Rybnik 22 4 18 1313-1684 26 -371
12. Odra Brzeg 22 3 19 1288-1737 25 -449
13. ŁKS Siemens AGD Łódź 21 2 19 1286-1658 23 -372
sobota, 26 lutego 2011

Ileż jeszcze radości przyniesie nam ten Wielki Mały Człowiek z Wisły?! Adam Małysz w sobotę sięgnął po brąz MŚ w Oslo! Thomas Morgenstern wywalczył na skoczni Midstubakken (HS-106) swój pierwszy indywidualny tytuł Mistrza Świata w skokach narciarskich. Austriak oddał skoki na odległość 101,5 oraz 107 metrów, czym znokautował całą konkurencję.

Adam Małysz 102m - 2 seria:


Thomas Morgenstern 107m - 2 seria:


Srebrny medal wywalczył Andreas Kofler, podopieczny Alexandra Pointerna uzyskał 99,5 i 105 metrów i do swojego kolegi z reprezentacji stracił 9,1 punktu. Na najniższym stopniu podium stanął Adam Małysz, Orzeł z Wisły skoczył 97,5 w pierwszej serii oraz 102 metry w finale, co dało mu pewny brązowy medal.

Poza podium konkurs zakończył Simon Ammann, Szwajcar zanotował 97,5 i 101,5 metra. Piąty był Tom Hilde po skokach na 94 i 101,5 metra. Świetne szóste miejsce zajął Kamil Stoch po skokach na 94 i 101,5 metra.

W ścisłej czołówce konkurs znaleźli się także Severin Freund (95,5 i 100 metrów), Gregor Schlierenzauer (93,5 i 98 metrów). Czołową "10" zamknęli Anders Bardal oraz Anssi Koivuranta.

Pozostali Polacy tylko połowicznie zaliczyli dobry start. Piotr Żyła skoczył 93,5 i 96 metrów, co ostatecznie pozwoliło zająć 19. miejsce. Niezbyt udany debiut w Mistrzostwach Świata zaliczył Tomasz Byrt, który uzyskał tylko 80,5 metra, co dało mu ostatnie, 50. miejsce.

Konkurs przebiegał w bardzo trudnych warunkach, przy sypiącym śniegu i niesprzyjających skoczkom podmuchach wiatru.

-Cieszę się, że zdobyłem medal i wytrzymałem presję do końca - uśmiechał się skromnie, jak to on, Adam Małysz. - Mogę się też tylko cieszyć, że tak długo, niemal przez całą moją karierę byłem dobrze prowadzony i dzięki temu ciągle jestem w topowej formie i skaczę tak, że ciągle zdobywam medale. To jest coś niesamowitego - przyznał Adam.

- Oslo, to dla mnie szczególne miejsce. Na pewno nie powiedziałem tu jeszcze ostatniego słowa i będziemy walczyć o medale podczas następnych konkursów - zapowiedział Adam Małysz.

Już w niedzielę (godz. 15) Adam Małysz, Kamil Stoch, Piotr Żyła i Tomasz Byrt powalczą w konkursie drużynowym MŚ.

1 MORGENSTERN Thomas AUT 101.5 107.0 269.2
2 KOFLER Andreas AUT 99.5 105.0 260.1
3 MALYSZ Adam POL 97.5 102.0 252.2
4 AMMANN Simon SUI 97.5 101.5 247.6
5 HILDE Tom NOR 94.0 101.5 244.8
6 STOCH Kamil POL 94.0 101.0 240.5
7 FREUND Severin GER 95.5 100.0 239.2
8 SCHLIERENZAUER Gregor AUT 93.5 98.0 235.2
9 BARDAL Anders NOR 97.0 98.5 232.6
10 KOIVURANTA Anssi FIN 98.5 94.0 231.9
11 UHRMANN Michael GER 93.5 99.5 231.2
12 COLLOREDO Sebastian ITA 96.0 97.0 230.4
13 ITO Daiki JPN 92.5 98.0 229.9
14 SCHMITT Martin GER 93.5 97.5 229.4
15 JACOBSEN Anders NOR 92.5 99.0 229.0
16 KORNILOV Denis RUS 96.0 98.0 228.8
17 PREVC Peter SLO 94.0 95.0 224.6
18 MUOTKA Olli FIN 97.5 94.5 224.1
19 ZYLA Piotr POL 93.5 96.0 224.0
20 AHONEN Janne FIN 96.0 94.0 223.0
21 KOCH Martin AUT 90.0 97.5 222.4
21 JANDA Jakub CZE 91.0 96.5 222.4
23 KARELIN Pavel RUS 95.0 92.0 218.1
24 TAKEUCHI Taku JPN 93.0 95.5 217.9
25 MORASSI Andrea ITA 91.5 95.0 215.9
26 KASAI Noriaki JPN 93.5 92.5 215.7
27 SEDLAK Borek CZE 93.0 93.0 215.0
28 CHEDAL Emmanuel FRA 94.0 94.0 214.7
29 KUETTEL Andreas SUI 91.5 93.5 211.4
30 KARPENKO Nikolay KAZ 94.0 86.0 194.6

Justyna Kowalczyk zdobyła srebrny medal mistrzostw świata w Oslo w biegu łączonym na 15 km! Wygrała wielka faworytka gospodarzy Marit Bjoergen.


Na mecie Justyna Kowalczyk straciła do Marit Bjoergen, która w tegorocznych MŚ zdobyła drugi złoty medal, 7,5 s, a wyprzedziła Therese Johaug o 1,3. Narciarki miały do pokonania dystans 7,5 km techniką klasyczną i 7,5 km techniką dowolną.

Po pierwszej małej pętli najsilniejsze biegaczki zaczęły uciekać stawce. Na długim, ciężkim podbiegu najpierw ukształtowała się prowadząca siódemka, a potem zaczęły z niej odpadać kolejne zawodniczki. Została czwórka: Kowalczyk, Bjoergen, Johaug i Charlotte Kalla. Szwedka znakomicie radziła sobie na pierwszych kilometrach, ale tempo narzucone przez Justynę okazało się dla niej za mocne i na czele została trójka.

Po dłuższym okresie prowadzenia Kowalczyk, na prowadzenie wyszła Bjoergen. Powiększyła nieco swoją przewagę na zjeździe, ale na punkcie zmiany nart różnice pomiędzy trzema najlepszymi zawodniczkami były już minimalne. Czwarta Aino-Kaisa Saarinen traciła 28,6 sekundy do Bjoergen, ale szybko wyprzedziła ją Kalla. Szwedka ścigała rywalki, lecz traciła za dużo, aby mogła myśleć o medalu. Gdy 2,8 km przed metą zegar pokazał, że traci 34 sekundy, było już wiadomo, że nie wskoczy na podium.

Niespełna dwa kilometry przed końcem zaatakowała Bjoergen. Odskoczyła na kilka metrów, a przewagę powiększyła na zjazdach. Kowalczyk wyprzedziła Johaug i ścigała Bjoergen, ale wielka faworytka gospodarzy potwierdziła znakomitą formę i minęła metę z 7,5-sekundową przewagą nad Polką.

Druga nasza reprezentantka Paulina Maciuszek w stawce 55 narciarek zajęła 32. miejsce, a Agnieszka Szymańczak zrezygnowała ze startu.

Dla Justyny był to drugi start w tych mistrzostwach. W czwartek w sprincie techniką dowolną zajęła piąte miejsce. Dzisiaj w Oslo zdobyła czwarty medal narciarskich mistrzostw świata. Poprzednie trzy wywalczyła przed dwoma laty w Libercu. W Czechach Polka triumfowała w biegu łączonym i na 30 km, a była trzecia na dystansie 10 km.

Narciarka z Kasiny Wielkiej ma na koncie także cztery medale olimpijskie, w tym złoty wywalczony przed rokiem w biegu na 30 km w Vancouver. Trzykrotnie zdobywała także Kryształową Kulę za zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ostatnią zapewniła sobie przed tygodniem.

Wyniki biegu łączonego na 15 km (2x7,5 km techniką klasyczną i dowolną):

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 38.08,6

2. Justyna Kowalczyk (Polska) strata 7,5

3. Therese Johaug (Norwegia) 8,8

4. Charlotte Kalla (Szwecja) 53,9

5. Marianna Longa (Włochy) 1.08,4

6. Maria Rydqvist (Szwecja) 1.08,8

7. Nicole Fessel (Niemcy) 1.08,8

8. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 1.11,3

9. Kristin Stoermer Steira (Norwegia) 1.16,0

10. Anna Haag (Szwecja) 1.38,2

..

32. Paulina Maciuszek (Polska) 3.42,6

Niemiec Eric Frenzel wygrał rywalizację w kombinacji norweskiej na narciarskich mistrzostwach świata w Oslo. Drugie miejsce zajął jego rodak Tino Edelmann, a trzecie Austriak Felix Gottwald. Polacy daleko.

Zawodnicy oddali po jednym skoku na obiekcie K-95, po którym wybiegli na liczącą 10 km trasę w kolejności zajętych miejsc.

W pierwszej części konkurencji triumfował Frenzel. Odległością 109,5 m znokautował rywali. 104 metry skoczył Norweg Haavard Klementsen, który do biegu wystartował z 19-sekundową stratą do lidera. Trzeci ze stratą 32 s był mistrz olimpijski z Vancouver Francuz Jason Lamy Chappuis - 102,5 m, który jednak słabo pobiegł i spadł na 15. pozycję.

Na skoczni najlepiej z trójki Polaków spisał się Adam Cieślar (KS Wisła Ustronianka), który po próbie na 97,5 m zajął 25. miejsce. Paweł Słowiok był 36. - 93,0 m, a 54. Tomasz Pochwała - 81,5. Ostatecznie uplasowali się, w takiej kolejności, na pozycjach: 42., 48. i 52. Sklasyfikowano 55 zawodników.

Najszybciej 10 km pokonał Amerykanin Bill Demong, ale wystarczyło mu to do awansu z 29. na siódme miejsce. Drugi wynik uzyskał 35-letnim Gottwald, ale Austriak miał znacznie więcej powodów do radości, bo finiszował trzeci.

Drugi był Niemiec Edelmann, który przesunął się z szóstej pozycji. Niezagrożony wygrał Frenzel, choć zanotował dopiero 19. rezultat w biegu.

"Zdobyłem złoty medal w stolicy Norwegii, kolebce naszej konkurencji. To coś wspaniałego, większego szczęscia nie mogę sobie wyobrazić" - powiedział 22-letni Frenzel.

"Trzech zawodników w czołowej czwórce. Dawno już nie przeżyłem czegoś podobnego" - powiedział trener kadry Niemiec w tej konkurencji Hermann Weinbuch, który po sukcesie swoich podopiecznych ogłosił, że po sezonie kończy pracę z reprezentacją.

"Mam 50 lat, ale i dwójkę malutkich dzieci. W domu prawie mnie nie ma. By odnosić sukcesy w tym zawodzie, trzeba się poświęcić pracy bez reszty. Musiałem dokonać wyboru i postawiłem na rodzinę" - wyjaśnił.

Reprezentant Niemiec poprzednio stanął na najwyższym stopniu podium MŚ w kombinacji norweskiej w rywalizacji indywidualnej w 2005 roku w Oberstdorfie, gdy triumfował Ronny Ackermann.

Wyniki kombinacji norweskiej rozgrywanej metodą Gundersena (skocznia HS-106, bieg na 10 km):

1. Eric Frenzel (Niemcy) 25.19,2 (1. w skoku/19. w biegu)
2. Tino Edelmann (Niemcy) strata 11,9 (6./7.)
3. Felix Gottwald (Austria) 18,4 (15./2.)
4. Johannes Rydzek (Niemcy) 22,9 (9./7.)
5. Akito Watabe (Japonia) 25,5 (13./4.)
6. Mikko Kokslien (Norwegia) 29,6 (24./3.)
7. Bill Demong (USA) 46,2 (29./1)
8. Todd Lodwick (USA) 46,9 (16./10)
9. Haavard Klementsen (Norwegia) 47,0 (2./25)
10. Lukas Runggaldier (Włochy) 47,0 (19./9)
... ...
42. Adam Cieślar (Polska) 4.04,0 (25./52.)
48. Paweł Słowiok (Polska) 5.07,7 (36./54.)
52. Tomasz Pochwała (Polska) 6.03,1 (54./50.)

Takiego rozpoczęcia rundy wiosennej Ekstraklasy kibice nie widzieli już dawno. Świetny mecz, wiele doskonałych okazji, walka na całym boisku i, co najważniejsze, aż sześć bramek - wszystko to można było zobaczyć w meczu Cracovii z Legią. Ostatecznie padł remis 3:3.


Pierwszą stuprocentową okazję do zdobycia bramki miał pozyskany niedawno przez warszawian Michal Hubnik. Świetną akcję na wysokości pola karnego przeprowadził Jakub Rzeźniczak, piłka trafiła do Czecha, ale jego znakomity strzał instynktownie obronił Wojciech Kaczmarek. Gospodarze postanowili odpowiedzieć już po minucie. Zawodnicy Cracovii trzy razy w bardzo dobrych sytuacjach strzelali na bramkę Wojciecha Skaby, trzykrotnie blokowali ich jednak goście.

W 35. minucie ta sztuka już im się jednak nie udała. Fatalny błąd po dośrodkowaniu z rzutu wolnego popełnił Skaba, któremu piłka przeleciała między rękawicami. Zamieszanie wykorzystał Marian Jarabica i wepchnął piłkę do siatki. Tuż przed przerwą gościom udało się wyrównać. Piękną akcję na prawym skrzydle przeprowadzili Manu i Jakub Rzeźniczak, ten drugi zacentrował w pole karne i Michał Kucharczyk strzałem głową pokonał Kaczmarka.

Legioniści nie zdążyli jeszcze dobrze wyjść na drugą połowę, a Bartłomieja Dudzica w polu karnym sfaulował Inaki Astiz. Do jedenastki podszedł Alexandru Suvorov i pewnym strzałem tuż przy słupku nie dał szans golkiperowi Legii. Meczu nie udało się dokończyć kapitanowi gości Ivicy Vrdoljakowi. Chorwacki pomocnik w 52. minucie tak niefortunnie upadł, że uderzył głową w murawę i stracił przytomność. Z boiska, prosto do szpitala, zwiozła go karetka. Cała sytuacja trwała długo, sędzia doliczył później do meczu aż osiem minut.

Ta strata podziałała na warszawian mobilizująco. W 61. minucie Jarabica źle wybił zmierzającą w pole karne piłkę. Ta trafiła na osiemnasty metr pod nogi Hubnika, który pięknym strzałem z woleja doprowadził do wyrównania. Legioniści cieszyli się z prowadzenia tylko przez cztery minuty. Jarabica, radzący sobie lepiej pod bramką rywali, zgrał głową piłkę wprost na nogę Saidiego Ntibazonkizy. Ten przyjął i w chwilę później uderzył na bramkę Legii. Skaba co prawda obronił, ale przy dobitce był bez szans. Warszawianie nie odpuścili i po raz trzeci w tym spotkaniu doprowadzili do wyrównania. Piękną dwójkową akcję przeprowadzili Jakub Wawrzyniak i wprowadzony za Vrdoljaka Alejandro Cabral. Szybka klepka i obrońca Legii płaskim strzałem ustalił wynik meczu.

W niesamowitym stylu rozpoczęli rundę wiosenną Ekstraklasy piłkarze Cracovii i Legii. Jeśli rozgrywki zaczynają się w ten sposób, to aż ciężko wyobrazić sobie co będzie się działo dalej.

Cracovia - Legia Warszawa 3-3 (1-1)

1-0 Marian Jarabica (35.)

1-1 Michał Kucharczyk (45.)

2-1 Alexandru Suvorov (49. z karnego)

2-2 Michal Hubnik (61.)

3-2 Saidi Ntibazonkiza (65.)

3-3 Jakub Wawrzyniak (78.)

Cracovia: Wojciech Kaczmarek - Marian Jarabica, Łukasz Nawotczyński, Vule Trivunovic, Milos Kosanovic - Alexandru Suvorov (71. Aleksejs Visnakovs), Mateusz Klich, Piotr Giza (81. Marcin Krzywicki), Arkadiusz Radomski, Saidi Ntibazonkiza - Bartłomiej Dudzic (90+5. Sławomir Szeliga).

Legia: Wojciech Skaba - Jakub Rzeźniczak, Dejan Kelhar, Inaki Astiz, Jakub Wawrzyniak - Michał Kucharczyk (72. Takesure Chinyama), Ivica Vrdoljak (56. Alejandro Ariel Cabral), Miroslav Radovic, Ariel Borysiuk, Manu - Michal Hubnik (88. Bruno Mezenga).

Sędzia: Włodzimierz Bartos (Łódź). Żółta kartka - Cracovia: Piotr Giza, Saidi Ntibazonkiza. Legia Warszawa: Jakub Rzeźniczak, Ivica Vrdoljak, Ariel Borysiuk, Dejan Kelhar, Inaki Astiz. Widzów: 11 000.


W sumie tylko sześciu Polaków zobaczyliśmy w wyjściowych składach Arki i Wisły w inaugurującym wiosnę spotkaniu na nowym stadionie w Gdyni. Gola na wagę trzech punktów dla Wisły zdobył Patryk Małecki - drugi obok Cezarego Wilka nasz rodak w pierwszej jedenastce krakowian.

Wisła przystąpiła do spotkania z pięcioma nowymi zawodnikami w składzie. Na placu gry od pierwszej minuty zameldowali się Pareiko, Jaliens, Siwakow, Melikson i Genkow. W pierwszej części najbardziej aktywny był Melikson, który uczestniczył niemal w każdej akcji swojego zespołu. Izraelczyk zaliczył wprawdzie sporo strat, ale i tak to z nim arkowcy mieli najwięcej problemów.

Sporo zagrożenia stwarzali dobrze znani kibicom piłkarze krakowskiego zespołu. Doskonałe okazje mieli Cikosz i Kirm. Słoweniec z kilku metrów po strzale Małeckiego dobił piłkę, która ostatecznie wylądowała na słupku.

Analizując wyjściowy skład Arki można było przypuszczać, że gdynianie skupią się na obronie własnej bramki. Nic bardziej mylnego. Dobrze zorganizowani w defensywie gospodarze, gdy tylko przechwycili piłkę, potrafili szybko zorganizować się pod bramką Wisły i wysuniętego na szpicy Mawaye wspomagało w ataku jeszcze kilku zawodników.

Nowy bramkarz Wisły okazji do wykazania się jednak nie miał.

Druga połowę lepiej rozpoczęła Wisła, ale po raz pierwszy gorąco w tej części meczu zrobiło się w jej polu karnym. Gdyby w 60. minucie stojący dwa metry od bramki Mawaye lepiej trafił piętą w piłkę, golkiper Wisły byłby bez szans, bo obok Kameruńczyka nie było żadnego z krakowskich piłkarzy.

Dziesięć minut później doskonała okazję do zdobycia bramki miała Wisła. Przeplatający w całym meczu dobre i złe zagrania Patryk Małecki, po centrze Kirma urwał się obrońcom i główkował minimalnie obok słupka.

Niewykorzystana sytuacja i kilka nieudanych dryblingów nie zniechęciły jednak Małeckiego do dalszej gry. W końcowych minutach, z pola widzenia zniknął Melikson i to właśnie Polak wziął na siebie ciężar rozgrywania akcji. W 89. minucie po zgraniu piłki głową przez Cikosza wpadł w pole karne i po minięciu Szmatiuka posłał potężną bombę w prawy róg bramki Moretto. Kilka minut później sędzia Raczkowski gwizdnął po raz ostatni. Dzięki wygranej Wisła zrównała się punktami w tabeli z Jagiellonią.

Arka Gdynia - Wisła Kraków 0-1 (0-0)

Bramka:

0-1 Patryk Małecki (89.).

Żółta kartka - Arka Gdynia: Michał Płotka. Wisła Kraków: Patryk Małecki.

Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów 11000.

Arka Gdynia: Marcelo Moretto - Marciano Bruma, Maciej Szmatiuk, Ante Rozic, Emil Noll - Giovanni Duarte (61. Tadas Labukas), Michał Płotka, Paweł Zawistowski, Miroslav Bozok (87. Filip Burkhardt), Robert Bednarek - Joseph Desire Mawaye (86. Junior Ross).

Wisła Kraków: Sergei Pareiko - Erik Cikos, Osman Chavez, Kew Jaliens, Dragan Paljic - Patryk Małecki, Michaił Siwakow (86. Tomas Jirsak), Cezary Wilk, Maor Melikson, Andraz Kirm (85. Maciej Żurawski) - Cwetan Genkow (94. Łukasz Garguła).

piątek, 25 lutego 2011

Lech Poznań przegrał 0-2 ze Sportingiem w Bradze i zaprzepaścił szanse na awans do 1/8 finału Ligi Europejskiej.


Sporting Braga pokazał w pierwszej połowie przestraszonemu Lechowi Poznań, że na równej, zielonej murawie i w normalnej dla człowieka temperaturze jest po prostu zespołem lepszym. Mistrzowie Polski przegrali w Portugalii 0-2 i pożegnali się z Ligą Europejską. Szkoda, bo w ostatniej minucie Bragę uratował bramkarz Artur, a później poprzeczka.

Trener Sportingu Braga Domingos Paciencia zapowiadał frontalny atak od początku spotkania i słowa dotrzymał. Portugalczycy wyleczyli nawet kilku piłkarzy, którzy mieli dłużej pauzować. Zagrał m.in. Alan, któremu ponoć tydzień temu w Poznaniu na zmrożonym boisku pogłębił się uraz. Widać nie na tyle, by szybki snajper Bragi opuścił to ważne spotkanie. Właśnie tacy piłkarze jak: Alan, Lima czy Mossoro robili różnicę na korzyść wicemistrza Portugalii. Potrafili minąć obrońcę i nieważne było, czy trafiali na Seweryna Gancarczyka, Ivana Djurdjevicia czy zwykle pewnych Bartosza Bosackiego lub Manuela Arboledę. Po prostu mijali ich i już pod bramką Krzysztofa Kotorowskiego było niebezpiecznie.

Raz jednak Alan przedobrzył - w 5. minucie stracił piłk, a po szybkim jej rozegraniu przez Gancarczyka i Rudnevsa Kriwiec już atakował lewym skrzydłem. Białorusin świetnie wypatrzył w polu karnym Semira Stilicia - Bośniak oddał strzał, ale w bramkę nie trafił. Mógł zagrać piętą do Rudnevsa - łotewski snajper miałby niemal pustą bramkę. Może wówczas losy tego spotkania potoczyłyby się inaczej...

A tak, już niecałe trzy minuty później gospodarze mogli się cieszyć z odrobienia strat z Poznania. Hugo Viana oddał dość groźny strzał z prawego skrzydła, ale bramkarz powinien sobie z nim bez problemu poradzić. Tymczasem Kotorowskiego chyba zaskoczył rykoszet od od nogi obrońcy - odbił futbolówkę przed siebie, a Alan wbił ją do siatki.

Bakero wystawił bardzo defensywny skład - Lech niemal nie istniał na skrzydłach, środkiem też nie potrafił się przedrzeć w okolice pola karnego rywali. Braga całkowicie zdominowała grę - Lima, który półtora roku temu miał trafić do Lecha, kopnął piłkę w boczną siatkę, zaś uderzenie Miguela Garcii Kotorowski obronił z najwyższym trudem. W 36. minucie był jednak bezradny. Helder Barbosa przejął piłkę po błędzie Bosackiego, zagrał w pole karne do Limy, a ten podwyższył na 2-0. Na pięknym stadionie w Bradze cieszyli się tylko kibice gospodarzy.

Poznaniacy zaatakowali dopiero wtedy, gdy sędzia techniczny pokazał, że pierwsza połowa zostanie przedłużona o kilkadziesiąt sekund. Znudzony od dłuższego czasu bramkarz Artur nie spodziewał się chyba, że Gancarczyk może celnie uderzyć z dystansu i wybił przed siebie piłkę. Jemu jednak pomogli obrońcy i Lech wywalczył rzut rożny.

Bakero zareagował na niekorzystny wynik zmianami - wreszcie na boisku pojawili się skrzydłowi: najpierw Jakub Wilk, później Jacek Kiełb. Gra się wyrównała, długimi fragmentami to poznaniacy dłużej przebywali na połowie rywali. Groźnych sytuacji było jak na lekarstwo. Najlepsza nadarzyła się w 70. minucie - Kaka staranował tuż za linią pola karnego Kriwca i poznaniacy dostali rzut wolny. Sytuacja była wymarzona - Kiełb posłał jednak piłkę w rosnące za bramką drzewa. 13 minut później kolejny rzut wolny wykonywał Gancarczyk - on z kolei obił jednego z obrońców Bragi. W ostatnim kwadransie Lech miał już wyraźną przewagę. Braga broniła dwubramkowego prowadzenia, ewentualny stracony gol pozbawiał jej możliwości rywalizacji z Liverpoolem. Trener Domingos Paciencia w miejsce napastnika Alana posłał na boisko obrońcę Eldersona.

Od 86. minuty wicemistrzowie Portugalii mieli już ułatwione zadanie - za faul z boiska wyleciał Marcin Kikut. A jednak to poznaniacy mieli piłkę meczową - a nawet dwie! Strzał Rudnevsa z bliska obronił Artur, a po rzucie rożnym z dystansu kropnął Wilk, ale trafił w poprzeczkę! Grający w dziesiątkę Lech zamknął rywali na ich polu karnym, ale gola nie zdobył. To Braga awansowała do 1/8 fnału Ligi Europejskiej.

Sporting Braga - Lech Poznań 2-0 (2-0)

Bramki: 1-0 Alan (8. ), 2-0 Lima (36.).

Sporting: Artur - Miguel Garcia, Alberto Rodriguez, Kaka ŻK, Silvio - Alan (82. Elderson), Hugo Viana, Custodio, Mossoro (68. Leandro Salino), Helder Barbosa (67. Paulo Cesar) - Lima.

Lech: Kotorowski - Wołąkiewicz (61. Kiełb), Bosacki, Arboleda, Gancarczyk ŻK - Djurdjević, Injac (46. Wilk) - Kikut CzK, Stilić (70. Ubiparip), Kriwiec - Rudnevs.

Sędziował: Markus Strombergsson (Szwecja). Pierwszy mecz: 1-0 dla Lecha, awans Bragi.

W kolejnej rundzie Ligi Europejskiej zobaczymy między innymi Bayer Leverkusen, PSV Eindhoven, FC Liverpool czy Manchester City. Jedną z bramek dla PSV w meczu z Lille zdobył były piłkarz Wisły Kraków Brazylijczyk Marcelo. W rywalizacji nie została już żadna polska drużyna - Lech przegrał w Bradze ze Sportingiem 0:2.


We wtorek i środę odbyły się już dwa mecze 1/16 finału. Najpierw awans wywalczyli piłkarze CSKA Moskwa, a dzień później - FC Porto. Oba zespoły zagrają ze sobą w kolejnej rundzie.

"The Reds" pokonali u siebie Spartę Praga 1:0. Po bezbramkowym meczu w stolicy Czech, w rewanżu Liverpool znów przez długi okres nie mógł znaleźć recepty na bramkarza Sparty. W końcu udało się to Holendrowi Dirkowi Kuytowi, który w 86. minucie strzelił gola głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Czytaj więcej o meczu Liverpool - Sparta.

Z dalszych gier odpadli natomiast piłkarze Lille. Po remisie 2:2 u siebie z PSV Eindhoven, w czwartek ulegli na wyjeździe 1:3. Jedną z bramek dla holenderskiego zespołu zdobył były piłkarz Wisły Kraków Brazylijczyk Marcelo. W drużynie francuskiej całe spotkanie rozegrał pomocnik reprezentacji Polski Ludovic Obraniak.

Do 72. minuty meczu Ajax Amsterdam - Anderlecht Bruksela w zespole gości grał Marcin Wasilewski. Drużyna Polaka przegrała jednak w czwartek 0:2, a w dwumeczu aż 0:5.

W 1/8 finału wystąpią m.in. po trzy drużyny rosyjskie (CSKA Moskwa, Spartak Moskwa, Zenit St. Petersburg), portugalskie (Sporting Braga, FC Porto, Benfica Lizbona) oraz holenderskie (Ajax Amsterdam, Twente Enschede, PSV Eindhoven).

Wyniki i program rewanżowych meczów 1/16 finału LE:


wtorek, 22 lutego

CSKA Moskwa (awans) - PAOK Saloniki 1:1 (0:0), pierwszy mecz 1:0

środa, 23 lutego

FC Porto (awans) - FC Sevilla 0:1 (0:0), pierwszy mecz 2:1

czwartek, 24 lutego

Zenit St. Petersburg (awans) - Young Boys Berno 3:1 (1:1), pierwszy mecz 1:2

Sporting Lizbona - Glasgow Rangers 2:2 (awans), pierwszy mecz 1:1

FC Liverpool (awans) - Sparta Praga 1:0, pierwszy mecz 0:0

Spartak Moskwa (awans) - FC Basel 1:1, pierwszy mecz 3:2

PSV Eindhoven (awans) - OSC Lille 3:1, pierwszy mecz 2:2

Bayer Leverkusen (awans) - Metalist Charków 2:0, pierwszy mecz 4:0

Villarreal (awans) - FC Napoli 2:1, pierwszy mecz 0:0

Ajax Amsterdam (awans) - Anderlecht 2:0, pierwszy mecz 3:0

Sporting Braga (awans) - Lech Poznań 2:0, pierwszy mecz 0:1

Dynamo Kijów (awans) - Besiktas Stambuł 4:0, pierwszy mecz 4:1

Manchester City (awans) - Aris Saloniki 3:0, pierwszy mecz 0:0

Twente Enschede (awans) - Rubin Kazań 2:2, pierwszy mecz 2:0

VfB Stuttgart - Benfica Lizbona (awans) 0:2, pierwszy mecz 1:2

Paris St. Germain (awans) - BATE Borysów 0:0, pierwszy mecz 2:2



Pary 1/8 finału (10 marca i 17 marca):

Benfica Lizbona - Paris St. Germain

Dynamo Kijów - Manchester City

Twente Enschede - Zenit St. Petersburg

CSKA Moskwa - FC Porto OSC

PSV Eindhoven - Glasgow Rangers

Bayer Leverkusen - FC Villarreal

FC Liverpool - Sporting Braga

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6