środa, 31 marca 2010

Dreszczowiec na Allianz Arena! W pierwszym ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów Bayern Monachium pokonał Manchester United 2-1 po golu strzelonym w ostatniej minucie doliczonego czasu gry!

Goście prowadzili już od 2. minuty, ale nie zdołali dowieźć zwycięstwa do końca. Na domiar złego stracili Wayne'a Rooneya, który doznał kontuzji skręcenia stawu.

Mecz rozpoczął się po myśli Manchesteru United. Już w pierwszej akcji gości Naniego na skrzydle sfaulował Demichelis. Sędzia podyktował rzut wolny, z którego dośrodkował portugalski skrzydłowy. Jego mocne dośrodkowanie trafiło na środek pola karnego do nieobstawionego Wayne'a Rooneya, który strzałem z woleja pokonał Hansa-Joerga Butta. Pilnujący snajpera MU leżał na murawie, gdyż przewrócił się w starciu z kolegą z drużyny.

77 minuta przyniosła jednak długo wyczekiwanego gola dla gospodarzy. Ręką przed polem karnym zagrywał Neville, za co obejrzał żółtą kartkę. Do rzutu wolnego podszedł Ribery. Strzelił mocno, ale w mur. Piłka odbiła się jednak od korków Paula Scholesa i wpadła w ten róg bramki, który odsłonił holenderski bramkarz United.

Bayern strzelił zwycięskiego gola w ostatniej akcji meczu. Gdy zegar wskazywał 93. minutę spotkania na przebój poszedł Gomez. Próbując się wedrzeć w pole karne MU ruszył między obrońców rywali, ale upadł na murawę. W zamieszaniu piłkę przejął Olić, który nagle znalazł się tuż przed Edwinem Van der Sarem. Popatrzył jak ustawiony jest bramkarz gości, po czym pewnie strzelił obok jego nogi. Po chwili wzniósł ręce w geście triumfu i radował się wraz z kolegami z drużyny i tysiącami widzów na stadionie.

Bayern Monachium - Manchester United 2-1 (0-1)

0-1 Rooney (2.)

1-1 Ribery (77.)

2-1 Olić (90+3)

Bayern: Hans-Joerg Butt - Philipp Lahm, Daniel van Buyten, Martin Demichelis, Holger Badstuber - Hamit Altintop (86. Miroslav Klose), Mark van Bommel, Danijel Pranjic (89. Anatolij Tymoszczuk), Franck Ribery - Thomas Mueller (73. Mario Gomez), Ivica Olic.

Manchester United: Edwin van der Sar - Gary Neville, Rio Ferdinand, Nemanja Vidic, Patrice Evra - Nani (82. Ryan Giggs), Darren Fletcher, Michael Carrick (70. Antonio Valencia), Paul Scholes, Park Ji-Sung (70. Dimitar Berbatow) - Wayne Rooney.

Sędziował: Frank De Bleeckere (Belgia).

 

 

Olympique Lyon jest bliżej awansu do półfinału piłkarskiej Ligi Mistrzów w sezonie 2009/10. W pierwszym meczu ćwierćfinałowym pokonał na Stade Gerland Girondins Bordeaux 3-1.

Bratobójczy pojedynek francuskich zespołów był bardzo ciekawym widowiskiem. Prowadzenie dla gospodarzy zdobył Lisandro Lopez, który wykorzystał błąd Michela Cianiego. Obrońca mistrzów Francji źle wybił piłkę z władnego przedpola, trafiła ona do Matthieu Bodmera, który podał do Argentyńczyka, a ten wykończył akcję.

Lyon cieszył się jednak prowadzeniem tylko cztery minuty. W 14. na prawej stronie Yoann Gourcuff fenomenalnie ograł rywala, a następnie dośrodkował do Marouane'a Chamakha, a Marokańczyk doprowadził do wyrównania celną "główką".

Podopieczni Claude'a Puela potrafili jednak znowu objąć prowadzenie. W 32. minucie Michel Bastos potężnym uderzeniem wykończył podanie Miralema Pjanicia, które minęło Benoit Tremoulinasa.

Wynik spotkania ustalił w drugiej połowie Lopez, który w 77. minucie wykorzystał rzut karny. Lyon wygrał we wtorek, ale w rewanżu, w przyszłą środę, nie będzie mógł skorzystać z usług Argentyńczyka i Sidneya Govou, ukaranych żółtymi kartkami.

OLYMPIQUE LYON - BORDEAUX 3-1 (2-1)

1-0 Lopez (10.)

1-1 Chamakh (14.)

2-1 Bastos (32.)

3-1 Lopez (77. z karnego)

Lyon: Hugo Lloris - Anthony Reveillere, Cris, Mathieu Bodmer, Aly Cissokho - Jean-Makoun, Jeremy Toulalan, Cesar Delgado (86. Maxime Gonalons), Miralem Pjanic (65. Kim Kallstrom), Michel Bastos (65. Sidney Govou 65) - Lisandro Lopez.

Bordeaux: Cedric Carrasso - Matthieu Chalme (82. Henrique), Ludovic Sane, Michael Ciani, Benoit Tremoulinas - Jaroslav Plasil, Fernando, Yoan Gouffran (84. David Bellion), Yoann Gourcuff, Wendel (71. Jussie) - Marouane Chamakh.

Sędziował: Felix Brych (Niemcy)

Polki przegrały z mistrzyniami świata Rosjankami 26:35 (15:15) w meczu eliminacji Mistrzostw Europy.

Po wspaniałej walce w pierwszej połowie Polki niestety przegrały 26:35! W niedzielę kolejny mecz biało-czerwonych ze Sborną w podmoskiewskim Czechowie.

 

POLSKA  - ROSJA 26:35 (15:15)

POLSKA: Jurkowska, Maliczkiewicz - Gleń, Perek, Stachowska 2, Polenz 7, Szyszkiewicz 2, Byzdra 1, Waga 2, Kucińska 3, Semeniuk 2, Lisewska 1, Kulwińska, Pielesz 6. Trener: Przybylski.

 

ROSJA: Suslina, Kalinina - Koczetowa 15, Postnowa 2, Dmitriewa 2, Lewina 3, Jarcewa 4, Makiejewa, Wetkowa 2, W. Żilinskajte 1, Koroliewa 1, Chmyrowa 3, J. Żilińskajte, Czernoiwanienko 2. Trener: Trefiłow.

Sędziowali: Alijew i Afakiszijew (obaj Azerbejdżan). Widzów: 1200.

poniedziałek, 29 marca 2010

Trwa dobra passa piłkarzy Jagiellonii Białystok. Po awansie do półfinału Pucharu Polski podopieczni Michała Probierza wygrali w niedzielne słoneczne popołudnie bardzo ważny mecz z sąsiadem z dolnej części tabeli - Piastem Gliwice 2:0, co pozwoliło im oddalić się od strefy spadkowej. Dwie bramki strzelił Tomasz Frankowski, obie w dość kuriozalnych okolicznościach.

W 17. minucie Jarosław Lato dośrodkował, Frankowski główkował, piłka skozłowała przed zaskoczonym bramkarzem Piasta Rafałem Kwapiszem i między jego nogami wpadła do siatki.

Drugiego gola "Franek" strzelił... leżąc. W 66. minucie Kamil Grosicki przedarł się lewym skrzydłem, wymanewrował obronców i bramkarza Piasta, ale zagrał niedokładnie do Frankowskiego, który jednak padając na murawę zdołał końcem buta opanować piłkę i już w pozycji horyzontalnej skierował ją do siatki.

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK - PIAST GLIWICE 2-0 (1-0)

Bramki - Frankowski (16., 66).

Jagiellonia Białystok: Grzegorz Sandomierski - Alexis Norambuena, Andrius Skerla, Thiago Rangel Cionek, El Mehdi Sidqy (80. Piotr Klepczarek) - Bruno Coutinho, Rafał Grzyb, Marcin Burkhardt (88. Paweł Zawistowski), Jarosław Lato - Remigiusz Jezierski (36. Kamil Grosicki), Tomasz Frankowski.

Piast Gliwice: Rafał Kwapisz - Jarosław Kaszowski, Paweł Gamla, Kamil Glik, Sławomir Szary - Jakub Biskup, Mariusz Zganiacz, Marcin Pietroń (55. Adrian Paluchowski), Sebastian Olszar (85. Roman Maciejak) - Kamil Wilczek (57. Szymon Matuszek), Jakub Smektała.

Sędziował Daniel Stefański (Bydgoszcz). Żółte kartki: Grosicki - Glik, Zganiacz. Widzów 8000.

W ostatnim meczu 22. kolejki Ekstraklasy Odra Wodzisław zremisowała 0-0 z Lechem Poznań. Nie było to porywające widowisko, "Kolejorz" stworzył za mało klarownych sytuacji podbramkowych, aby pokonać dobrze dysponowanego Onyszkę. Gospodarze stworzyli ich jeszcze mniej, ale zapewne i tak cieszą się z jednego "oczka".

O tym, że napastnik Lecha jest zawieszony, wiedziała chyba cała Polska. Wieść ta nie dotarła najwidoczniej do Włoch. - Where is Lewandowski? - pytało dziennikarzy w Wodzisławiu dwóch skautów włoskiego klubu zainteresowanego kupnem reprezentanta Polski. Gdy usłyszeli że pauzuje za kartki, spuścili nosy na kwintę i zaczęli przeglądać meczowy program.

Przeciętny przed przerwą mecz widowiskiem godnym ekstraklasy stał się po przerwie. Odra poczuła, że nie taki groźny Lech jak go malują. Atakowała odważniej, z większą pasją, czując, że w tej wiosny może być lepsza nie tylko od Legii, ale też od Lecha. Szarżował też Lech - zwłaszcza niespożytymi siłami Siergieja Kriwca. W ataku brakowało mu jednak ostatniego słowa. Brakowało Lewandowskiego.

ODRA WODZISŁAW - LECH POZNAŃ 0-0

Żółta kartka - Odra Wodzisław: Mauro Cantoro, Marcin Malinowski, Jacek Kowalczyk, Piotr Piechniak, Stanislav Velicky. Lech Poznań: Tomasz Bandrowski, Mateusz Możdżeń.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin). Widzów 6˙500.

Odra Wodzisław: Arkadiusz Onyszko - Stanislav Velicky, Jacek Kowalczyk, Marcin Dymkowski, Robert Kłos - Piotr Piechniak (69. Jan Woś), Mauro Cantoro, Brasilia (77. Jakub Grzegorzewski), Marcin Malinowski, Aleksander Kwiek (84. Robert Kolendowicz) - Daniel Bueno.

Lech Poznań: Jasmin Burić - Zlatko Tanevski, Bartosz Bosacki, Manuel Arboleda, Seweryn Gancarczyk - Sławomir Peszko, Tomasz Bandrowski, Semir Stilić (75. Krzysztof Chrapek), Ivan Djurdević (20. Mateusz Możdżeń), Siergiej Kriwiec - Tomasz Mikołajczak (86. Bartosz Bereszyński).

Tabela - Ekstraklasa, sezon 2009/2010

Tabela ligowa
DrużynaMPWRPrzB. Zdob.B. Strac.
P - punktyM - meczeW - wygraneR - remisyPRZ. - PrzegraneB. ZDOB. - bramki zdobyteB. STRAC. - bramki stracone
1. Wisła Kraków 22 47 15 2 5 37 16
2. Lech Poznań 22 43 12 7 3 36 18
3. Legia Warszawa 22 42 12 6 4 28 13
4. Ruch Chorzów 22 42 13 3 6 32 20
5. PGE GKS Bełchatów 22 35 10 5 7 25 21
6. Lechia Gdańsk 22 31 8 7 7 23 23
7. Polonia Bytom 22 28 7 7 8 22 21
8. KGHM Zagłębie Lubin 22 27 7 6 9 22 28
9. Śląsk Wrocław 22 26 6 8 8 23 23
10. Cracovia 22 23 6 5 11 19 31
11. Jagiellonia Białystok 22 23 8 9 5 24 20
12. Korona Kielce 22 23 5 8 9 25 35
13. Arka Gdynia 22 21 5 6 11 18 25
14. Piast Gliwice 22 20 5 5 12 24 36
15. Odra Wodzisław 22 20 5 5 12 17 29
16. Polonia Warszawa 22 20 5 5 12 17 33
niedziela, 28 marca 2010

Robert Kubica zajął drugie miejsce w GP Australii na torze w Melbourne. Zwyciężył aktualny mistrz świata Jenson Button. Jako trzeci linię mety minął Felipe Massa z Ferrari. Tuż za plecami Brazylijczyka finiszował jego kolega z zespołu i zwycięzca wyścigu o Grand Prix Bahrajnu Fernando Alonso.

Warto było wstać rano żeby obejrzeć wyścig, który odbywał się o 8 czasu polskiego. Robert Kubica rozkręca się z wyścigu na wyścig. Formuła 1 jednak nie jest tak nudna jak zapowiadano. Emocjonujący start, padający deszcz i wiele nieplanowanych wypadków dodało kolorytu wyścigowi.

Robert Kubica po świetnym starcie znalazł się na 4 miejscu. Przesunał się na 3 a po wypadnięciu z trasy Vettela jechał drugi za liderem Buttonem i odpierając ataki najpierw Hamiltona, a później Massy utrzymał swą pozycję do końca wyścigu. Samochód Renault może nie jest tak dobry jaki posiadają rywale, ale talent i umiejętności Roberta napewno nie raz jeszcze pozwolą cieszyć się teamowi z Francji w tym sezonie.

Gratulacje dla Buttona, nagana dla Hamiltona bo jechał agresywnie i cwaniakowato. Jego 6 miejsce to kara jako go spotkała bo mogło byc wyżej. Massa trzeci, Alonso czwarty. Hiszpan zapewne liczył na dużo więcej, ale jego zawirowania na starcie wpłynęły na wynik poza podium. Gratulacje dla Rosberga, Liuzziego i Barrichello. Wszyscy trzej mimo, że nie mają jakiś petard w swoich bolidach potrafili zdobyc punkty. Smutno się patrzy jak 41-letni były mistrz Michale Schumacher męczy się na torze. Może jeszcze błyśnie? A może niepotzrebnie wrócił? Czas pokaże. Wielkimi pechowcami tego wyścigu zostali Vettel i Weber. Obaj zawodnicy z Red Bull zawiedli. Pozostali zawodnicy muszą się jeszcze wiele uczyć i cieszyć z obecności w tych elitarnych zawodach.

Jakie będą kolejne wyścigi? Ten pełen wmocji i radości dla Polskich kibiców juz przeszedł do historii. Gratulacje Robert!

Spotykamy się za tydzień w Malezji!

---------------------------------------------------------------------

Wyniki GP Australii:

1. Jenson Button (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 1:33.36,531

2. Robert Kubica (Polska/Renault) strata 12,034 s

3. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) 14,488

4. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) 16,304

5. Nico Rosberg (Niemcy/Mercedes GP-Petronas) 16,683

6. Lewis Hamilton (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 29,898

7. Vitantonio Liuzzi (Włochy/Force India-Mercedes) 59,847

8. Rubens Barrichello (Brazylia/Williams-Cosworth) 1.00,536

9. Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault) 1.07,319

10. Michael Schumacher (Niemcy/Mercedes GP-Petronas) 1.09,391

11. Jaime Alguersuari (Hiszpania/Toro Rosso-Ferrari) 1.11,301

12. Pedro de la Rosa (Hiszpania/Sauber-Ferrari) 1.14,084

13. Heikki Kovalainen (Finlandia/Lotus-Cosworth) 2 okr.

14. Karun Chandhok (Indie/HRT-Cosworth) 5 okr.

Klasyfikacja MŚ kierowców (po 2 z 19 eliminacji):

1. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) 37 pkt

2. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) 33

3. Jenson Button (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 31

4. Lewis Hamilton (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 23

5. Nico Rosberg (Niemcy/Mercedes GP-Petronas) 20

6. Robert Kubica (Polska/Renault) 18

7. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull-Renault) 12

8. Michael Schumacher (Niemcy/Mercedes GP-Petronas) 9

9. Vitantonio Liuzzi (Włochy/Force India-Mercedes) 8

10. Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault) 6

11. Rubens Barrichello (Brazylia/Williams-Cosworth) 5

Klasyfikacja MŚ konstruktorów (po 2 z 19 eliminacji):

1. Ferrari 70 pkt

2. McLaren-Mercedes 54

3. Mercedes GP-Petronas 29

4. Red Bull-Renault 18

. Renault 18

6. Force India-Mercedes 8

7. Williams-Cosworth 5

Następny wyścig - Grand Prix Malezji odbędzie się 4 kwietnia na torze Sepang pod Kuala Lumpur.

 

slawunio77©

Siatkarki Organiki Budowlanych Łódź sprawiły sporą niespodziankę i zostały triumfatorkami Final Four Enea Cup Pucharu Polski kobiet, który w dniach 27-28 marca miał miejsce w Poznaniu.

Najpierw w półfinale wyeliminowały obrońcę trofeum - Aluprof Bielsko-Biała (3:1), a w niedzielę w pełni zasłużenie pokonały aktualne mistrzynie Polski - Bank BPS Muszyniankę Fakro również 3:1. Łodzianki z Poznania wyjadą nie tylko z okazałym trofeum, pierwszym w historii klubu, ale także bogatsze o 150 tys. złotych. Organika zdobywając Puchar Polski zapewniła sobie udział w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzyń.

Łodzianki nie zachłysnęły się sobotnią wygraną nad Aluprofem. Przez niemal dwa i pół seta dominowały na boisku i gdyby nie przestój w końcówce trzeciej partii, ograłyby Muszyniankę do zera.

Szkoleniowiec Organiki nie krył wzruszenia po ostatniej akcji meczu. - Udało nam się przecież pokonać potentatów ligi - mówił Popik.

- My jesteśmy beniaminkiem ligi, a zajęliśmy już czwarte miejsce w rundzie zasadniczej i zdobyliśmy Puchar Polski. Jak na cztery lata istnienia sekcji, to naprawdę dużo. Zdaję sobie sprawę, że w lidze ciężko będzie wygrać z Bielskiem czy Muszyną aż trzy razy, ale wszystko przed nami. Zresztą najpierw musimy pokonać PTPS Piła.

MVP turnieju została Karolina Kosek (Organika), która otrzymała premię - 10 tys. złotych. Pozostałe wyróżnienia otrzymały: Agnieszka Bednarek-Kasza (najlepsza zagrywająca, Muszynianka), Mariola Zenik (najlepsza broniąca, Muszynianka), Marta Pluta (najlepsza rozgrywająca, Organika), Luana de Paula (najlepsza blokująca, Organika), Katarzyna Ciesielska (najlepsza przyjmująca, Organika) i Katarzyna Zaroślińska (najlepsza atakująca, Organika).

Organika Budowlani Łódź - Bank BPS Muszynianka Fakro 3:1

Muszyna: Bełcik, Pycia, Bednarek-Kasza, Mirek, Żebrowska, Jagieło, Zenik (libero) oraz Pykosz, Śrutowska, Solpiwko, Skowrońska.

Łódź: Kosek, Pluta, Shelukhina, Niemczyk, Zaroślińska, de Paula, Ciesielska (libero) oraz Texeira, Koczorowska.

Polonia Bytom przegrała z Wisłą Kraków 1-3. Podopieczni Henryka Kasperczaka od 18 minuty przegrywali 0-1, ale na gola gospodarzy odpowiedzieli aż trzema trafieniami.

Wisła rozpoczęła mecz od frontalnych ataków, ale dość nieoczekiwanie to gospodarze pierwsi cieszyli się ze zdobytej bramki. W 18. minucie z rzutu rożnego dośrodkował Marek Bażik, a do siatki piłkę wpakował David Kotrys.

Radość miejscowych trwała jednak zaledwie 120 sekund. Wisła - jak mawia Henryk Kasperczak - zareagowała pozytywnie i szybko doprowadziła do wyrównania.

Mistrzowie Polski dopięli swego w 67. minucie. Ba odegrał na skrzydło do Piotra Brożka, który podał precyzyjnie na piąty metr do wprowadzonego chwilę wcześniej Rafała Boguskiego, a ten dopełnił formalności. Gospodarze próbowali doprowadzić do remisu, ale to wiślacy zdobyli jeszcze jedną bramkę. Już w doliczonym czasie gry Junior Diaz wykorzystał błąd Skaby i ładnym, technicznym strzałem ustalił wynik spotkania na 3-1.

POLONIA BYTOM - WISŁA KRAKÓW  1-3 (1-1)

Bramki: 1-0 Kotrys (18.), 1-1 Piotr Brożek (20.), 1-2 Boguski (67), 1-3 Junior Diaz (90+3)

Polonia Bytom: Wojciech Skaba - Tomasz Nowak, Adrian Klepczyński, Lukas Killar, David Kotrys - Piotr Tomasik (70. Miroslav Barcik), Szymon Sawala, Marek Bazik (73. Vladimir Milenkovic), Jacek Kuranty, Marcin Radzewicz - Maciej Bykowski (70. Grzegorz Podstawek).

Wisła Kraków: Mariusz Pawełek - Łukasz Burliga, Arkadiusz Głowacki, Marcelo, Junior Diaz - Wojciech Łobodziński (78. Andraz Kirm), Radosław Sobolewski, Issa Ba, Piotr Brożek (88. Krzysztof Mączyński) - Paweł Brożek (61. Rafał Boguski), Patryk Małecki.

Żółta kartka - Polonia Bytom: David Kotrys. Wisła Kraków: Junior Diaz, Issa Ba. Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów 5˙000.

Na Suchych Stawach zobaczyliśmy dziś pojedynek dwoch zespołów, które dzieli różnica kilku klas. Porażka 1:4 była zdecydowanie najmniejszym wymiarem kary dla słabiutko grającej Cracovii. Dużo pracy czeka Oresta Lenczyka, jeśli chce przywrócić u swoich graczy wiarę w siebie.

"Pasy" pierwszy strzał w światło bramki oddały dopiero w 83. min - kiedy to przegrawały już 0:3 (po zagraniu Jakuba Kaszuby piłkę złapał Krzysztof Pilarz).

Jeszcze w przerwie fani Cracovii łudzili się, że gra ich pupili w drugiej części ulegnie radykalnej zmianie na lepsze. Jednak już na jej początku defensywa krakowskiego zespołu popełniła poważny błąd. Michał Pulkowski zagrał na pole karne do Sobiecha, a że wokół niego brakowało defensorów "Pasów" to skutecznie uderzył na bramkę.

CRACOVIA - RUCH CHORZÓW 1-4 (0-1)

Bramki: 0-1 Marcin Zając (9.), 0-2 Artur Sobiech (49.), 0-3 Łukasz Janoszka (63.), 0-4 Artur Sobiech (82.), 1-4 Mariusz Sacha (86.).

Żółta kartka - Cracovia Kraków: Sławomir Szeliga. Ruch Chorzów: Gabor Straka.

Sędzia: Marcin Szulc (Warszawa). Widzów 3˙500.

Cracovia: Marcin Cabaj - Łukasz Mierzejewski, Piotr Polczak, Łukasz Tupalski, Łukasz Derbich - Alexandru Suvorov, Arkadiusz Baran (46. Mariusz Sacha), Sławomir Szeliga, Michał Goliński (68. Jakub Kaszuba), Dariusz Pawlusiński (46. Mateusz Jeleń) - Radosław Matusiak.

Ruch Chorzów: Krzysztof Pilarz - Wojciech Grzyb, Rafał Grodzicki, Piotr Stawarczyk, Ariel Jakubowski - Damian Świerblewski (60. Arkadiusz Piech), Gabor Straka (73. Paweł Lisowski), Michał Pulkowski, Łukasz Janoszka - Artur Sobiech, Marcin Zając (87. Michał Brzozowski).

Polonia podniosła się w drugiej połowie i odrobiła straty. Gdynianie zmarnowali swoją szansę w pierwszej części meczu, po której powinni byli prowadzić wyżej niż 1:0. Pochwalić trzeba trenera Bakero, który wpuścił w przerwie na boisko Janusza Gancarczyka i Łukasza Piątka co odmieniło grę "Czarnych Koszul".

Piłkarze warszawskiej Polonii odnieśli pierwsze zwycięstwo na własnym boisku w historii potyczek z Arką Gdynia. W dotychczasowych pięciu meczach obu zespołów na Konwiktorskiej "Czarne koszule" poniosły trzy porażki, a dwa razy spotkanie zakończyło się remisem. W sobotę podopieczni Jose Marii Bakero wygrali 2:1, choć przez długi czas zanosiło się na kolejną wpadkę jego zespołu.

POLONIA WARSZAWA  - ARKA GDYNIA 2-1

Bramki: 0-1 Ława (21.), 1-1 Piątek (58.), 2-1 Gołębiewski (73.)

Polonia Warszawa: Michał Gliwa - Radek Mynar (83. Marek Sokołowski), Piotr Dziewicki, Tomasz Jodłowiec, Mariusz Zasada (46. Łukasz Piątek) - Adrian Mierzejewski, Łukasz Trałka, Andreu Mayoral, Tomasz Brzyski - Daniel Gołębiewski, Milan Nikolić (46. Janusz Gancarczyk).

Arka Gdynia: Norbert Witkowski - Łukasz Kowalski, Maciej Szmatiuk, Dariusz Ulanowski, Robert Bednarek - Marcin Budziński, Bartosz Ława, Adrian Mrowiec, Miroslav Bożok (72. Wojciech Wilczyński) - Joel Tshibamba (81. Joseph Desire Mawaye), Tadas Labukas (63. Przemysław Trytko).

Żółta kartka - Polonia Warszawa: Daniel Gołębiewski. Arka Gdynia: Marcin Budziński, Robert Bednarek. Czerwona kartka za drugą żółtą - Arka Gdynia: Marcin Budziński (79).

Sędzia: Hubert Siejewicz (Białystok). Widzów 2˙000.

W meczu 22. kolejki Ekstraklasy Śląsk Wrocław zremisował z Koroną Kielce 1-1. Oba zespoły kończyły mecz w dziesiątkę. Wrocławianie wciąż pozostają bez zwycięstwa w tym roku.

Korona przykładała dużą uwagę do gry defensywnej, ale w pierwszej połowie wypracowała kilka bardzo dobrych okazji strzeleckich. Już na początku spotkania Kelemen dwukrotnie musiał ratować Śląsk. Najpierw powstrzymał szarżującego Sobolewskiego, a po chwili obronił groźny strzał Vukovicia.

Oba zespoły skracały pole gry i sytuacji podbramkowych jak na lekarstwo, lecz w 27. minucie Korona dobrze rozegrała rzut wolny i objęła prowadzenie. Kaczmarek centrował z boku pola karnego, a Pavol Stano uderzył piłkę głową, futbolówka skozłowała i na nic zdała się parada Kelemena - futbolówka przeleciała nad nim i wpadła do bramki.

Gdy wydawało się, że wszystkie atuty są po stronie kielczan, w 36. minucie Artur Jędrzejczyk kolejny raz sfaulował Piotra Ćwielonga, a ponieważ miał już kartkę, a rywal wybiegał na czystą pozycję, to sędzia wyrzucił piłkarza Korony z boiska.

Po przerwie rosła przewaga miejscowych. Dopięli swego w 56. minucie. Śląsk wykonywał rzut wolny, zamknął rywali w ich własnym polu karnym, Madej mocno wbił piłkę na 5. metr, a Piotr Celeban dostawił nogę i trafił do siatki.

ŚLĄSK WROCŁAW - KORONA KIELCE 1-1 (0-1)

Bramki: 0-1 Pavol Stano (27. głową), 1-1 Piotr Celeban (56.)

Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Piotr Ćwielong, Tomasz Szewczuk, Łukasz Madej. Korona Kielce: Artur Jędrzejczyk, Zbigniew Małkowski, Jacek Markiewicz.

Czerwona kartka za drugą żółtą - Korona Kielce: Artur Jędrzejczyk (37). Czerwona kartka - Śląsk Wrocław: Vuk Sotirović (69-faul).

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa). Widzów 6˙500.

Śląsk: Marian Kelemen - Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Krzysztof Wołczek, Łukasz Madej - Piotr Ćwielong (83. Krzysztof Ulatowski), Dariusz Sztylka, Antoni Łukasiewicz, Sebastian Mila - Tomasz Szewczuk, Vuk Sotirović.

Korona: Zbigniew Małkowski - Artur Jędrzejczyk, Hernani, Pavol Stano, Nikola Mijailovic - Paweł Sobolewski, Cezary Wilk, Aleksandar Vukovic, Grzegorz Lech (41. Jacek Markiewicz) - Paweł Kaczmarek, Maciej Tataj (46. Michał Zieliński, 81. Jacek Kiełb).

sobota, 27 marca 2010

Kapitalny mecz w Gdańsku! W spotkaniu 22. kolejki Ekstraklasy Lechia przegrała u siebie z Legią Warszawa 2-3, mimo że po 10 minutach gry prowadziła już 2-0! Legioniści nie załamali się straconymi bramkami i po raz drugi tej wiosny odrobili straty w wyjazdowym meczu.

Szczególnie zadziwiające było świetne przygotowanie kondycyjne gości. Oba zespoły grały we wtorek w Pucharze Polski - gdańszczanie pewnie wyeliminowała Wisłę. Warszawianie rozegrali zaś trzydzieści minut więcej niż lechiści i dopiero po dogrywce ulegli Ruchowi Chorzów. Tymczasem to oni lepiej wytrzymali szybkie tempo środowego spotkania.

Po dziesięciu minutach tego spotkania chyba nikt, kto oglądał ten mecz, nie wyobrażał sobie innego wyniku niż zwycięstwo gospodarzy. Najpierw już w 28. sekundzie Jana Muchę pokonał Paweł Nowak, kilka minut później rzut karny podyktowany po faulu Astiza na Dawidowskim na bramkę zamienił Hubert Wołąkiewicz.

Warszawianie zareagowali jednak na te niepowodzenia zupełnie inaczej niż w poprzednich meczach. Najpierw sędzia nie uznał bramki Rybusa odgwizdując, dość kontrowersyjnego spalonego. Chwilę później gola skrzydłowemu Legii musiał już uznać. Wyrównać mógł Maciej Iwański, ale trafił w spojenie.

Druga połowa to już całkowita dominacja wicemistrzów Polski. Bramki Tomasza Kiełbowicza i Inakiego Astiza pogrążyły pewnych swego gospodarzy. Dodać trzeba, że bardzo dobry mecz rozegrali krytykowani po ostatnich spotkaniach Maciej Iwański, Bartłomiej Grzelak i Jakub Rzeźniczak. Szczególnie rozgrywający Legii kilkukrotnie kapitalnymi podaniami stwarzał okazje bramkowe kolegom, którzy jednak nie umieli już ich zamienić na większą ilość bramek.

LECHIA GDAŃSK - LEGIA WARSZAWA 2-3 (2-1)

1-0 Nowak 1.

2-0 Wołąkiewicz 10. (karny)

2-1 Rybus 32.

2-2 Kiełbowicz 54.

2-3 Astiz 78.

Żółta kartka - Lechia Gdańsk: Tomasz Dawidowski, Ivans Lukjanovs, Krzysztof Bąk. Legia Warszawa: Inaki Astiz, Jakub Rzeźniczak.

Sędzia: Włodzimierz Bartos (Łódź). Widzów 7˙500.

Lechia Gdańsk: Paweł Kapsa - Krzysztof Bąk, Hubert Wołąkiewicz, Sergejs Kozans, Arkadiusz Mysona (82. Jakub Zabłocki) - Piotr Wiśniewski (66. Marcin Pietrowski), Olegs Laizans, Łukasz Surma, Paweł Nowak, Ivans Lukjanovs - Tomasz Dawidowski (46. Marcin Kaczmarek).

Legia Warszawa: Jan Mucha - Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Pance Kumbev, Tomasz Kiełbowicz - Sebastian Szałachowski (67. Marcin Mięciel), Tomasz Jarzębowski (64. Piotr Giza), Ariel Borysiuk, Maciej Iwański, Maciej Rybus - Bartłomiej Grzelak (89. Miroslav Radović).

Obecność na stadionie w Bełchatowie selekcjonera reprezentacji Polski Franciszka Smudy miała zmobilizować drużyny do skutecznej i efektownej gry. Z lepszej strony pokazali się piłkarze z Lubina, którzy bez większych problemów pokonali gospodarzy 3:1.

Po pierwszej połowie goście prowadzili 1:0. Bramkę w 21. minucie zdobył Mouhamodu Traore wykorzystując niezdecydowanie obrońców i błąd bramkarza GKS.

Goście bez problemów poradzili sobie z obroną gospodarzy również w 59. minucie. Gdy piłka trafiła do Wojciecha Kędziory, ten strzałem z siedmiu metrów pokonał Sapelę. W 66. minucie po raz trzeci wyjmował ją z siatki. Ilijan Micanski zdecydował się na uderzenie z 20 metrów, po którym piłka zatrzymała się w bramce GKS.

Gospodarze od początku spotkania mieli problemy z konstruowaniem akcji ofensywnych. W ich grze brakowało dokładności i popełniali dużo błędów w defensywie. W 72. minucie zdołali jednak strzelić gola, w czym zasługa rezerwowego Grzegorza Kuświka. Po akcji tego zawodnika w doliczonym czasie gry gospodarze mogli zdobyć jeszcze jedną bramkę, jednak Mateusz Cetnarski stojąc tuż przed linią bramkową nie zdołał pokonać Aleksandra Ptaka.

PGE GKS BEŁCHATÓW - KGHM ZAGŁĘBIE LUBIN 1-3 (0-1)

Bramki: 0-1 Mouhamodu Traore (21.), 0-2 Wojciech Kędziora (59.), 0-3 Ilijan Micanski (66.), 1-3 Grzegorz Kuświk (72.).

Żółta kartka - GKS Bełchatów: Janusz Gol. KGHM Zagłębie Lubin: Mateusz Bartczak.

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Widzów 4˙000.

GKS Bełchatów: Łukasz Sapela - Marek Szyndrowski, Dariusz Pietrasiak, Mate Lacić, Jacek Popek - Tomasz Wróbel, Patryk Rachwał (63. Kamil Poźniak), Janusz Gol (70. Mateusz Cetnarski), Maciej Małkowski (59. Grzegorz Kuświk) - Zbigniew Zakrzewski, Dawid Nowak.

KGHM Zagłębie Lubin: Aleksander Ptak - Grzegorz Bartczak, Michał Stasiak, Sergio Reina, Costa Nhamoinesu - Wojciech Kędziora, Łukasz Hanzel, Mateusz Bartczak, Martins Ekwueme (56. Fernando Dinis), Mouhamadou Traore - Ilijan Micanski (90+2. Adrian Błąd).

Norweg Emil Hegle Svendsen triumfował w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w biathlonie, a Kryształową Kulę zapewnił sobie dzięki 14. miejscu w kończącym sezon biegu na 15 km ze startu wspólnego w Chanty-Mansijsku. Wygrał Austriak Dominik Landertinger.

W 25 startach w tym sezonie Svendsen zgromadził 828 punkty, wyprzedzając Sumanna - 813 pkt i Rosjanina Iwana Czerezowa - 782. Dopiero dziesiąty był broniący Kryształowej Kuli Norweg Ole Einar Bjoerndalen - 593, natomiast siedem lokat niżej znalazł się Tomasz Sikora - 421.

Polacy nie startowali w finałowych zawodach w Chanty-Mansijsku.

Magdalena Neuner po raz drugi w karierze - wcześniej w 2008 r. - zdobyła Kryształową Kulę za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w biathlonie.

W sobotę 23-letnia Niemka wygrała kończący sezon bieg na 12,5 km ze startu wspólnego w Chanty-Mansijsku. Jednocześnie biathlonistka pochodząca z Garmisch-Partenkirchen sięgnęła po małą Kryształową Kulę za biegi ze startu wspólnego.

Końcowa klasyfikacja generalna PŚ (po 25 zawodach):
1. Magdalena Neuner (Niemcy) 933 pkt
2. Simone Hauswald (Niemcy) 854
3. Helena Jonsson (Szwecja) 813
4. Andrea Henkel (Niemcy) 781
5. Anna-Carin Olofsson-Zidek (Szwecja) 775
6. Daria Domraczewa (Białoruś) 770
..
32. Agnieszka Cyl (Polska) 287
37. Weronika Nowakowska (Polska) 189
45. Krystyna Pałka (Polska) 122
51. Magdalena Gwizdoń 94
90. Paulina Bobak (Polska) 11
98. Magdalena Nykiel (Polska) 4
czwartek, 25 marca 2010

Jagiellonia pokonała w Białymstoku Koronę Kielce 3-0 (1-0) w rewanżowym spotkaniu 1/4 finału Pucharu Polski. Gospodarze odrobili tym samym straty z Kielc (porażka 1-3) i zapewnili sobie awans do półfinału rozgrywek.

W lepszej sytuacji przed rewanżem byli goście z Kielc. W pierwszym spotkaniu rozegranym przed tygodniem w Kielcach gospodarze zwyciężyli 3-1 (3-1), a łupem bramkowym podzielili się Nikola Mijailović, Michał Zieliński i Maciej Tataj. Honorowe trafienie dla "Jagi" zaliczył Tomasz Frankowski.

Podopieczni trenera Michała Probierza nie przejmowali się jednak porażką w pierwszym meczu i szybko zabrali się za odrabianie strat. Wynik spotkania już w 16. minucie otworzył Piotr Klepczarek, precyzyjnym strzałem tuż przy słupku z kilkunastu metrów.

Gospodarze złapali wiatr w żagle, wypracowali sobie kolejne sytuacje do zdobycia bramki, ale przed przerwą dopisało im szczęście. Z rzutu wolnego z około 20 metrów mocno uderzył Aleksandar Vuković, a piłka odbiła się od poprzeczki.

Piłkarze "Jagi" dopięli swego po zmianie stron. W 57. minucie gola na 2-0 zdobył Remigiusz Jezierski, który popisał się dokładnym uderzeniem z 15 metrów. Wynik meczu na 3-0 dla Jagiellonii ustalił Hermes, skutecznie egzekwując w 68. minucie rzut karny.

Jagiellonia Białystok - Korona Kielce 3-0 (1-0)

Bramki: 1-0 Klepczarek (16.), 2-0 Jezierski (57.), 3-0 Hermes (68.)

Jagiellonia: Gikiewicz - Lewczuk, Skerla, Cionek, Klepczarek - Hermes, Grzyb, Bruno, Burkhardt (56. Lato) - Jezierski (71. Frankowski), Grosicki (88. Norambuena).

Korona: Cierzniak - Jędrzejczyk, Hernani, Stano, Mijailović - Kaczmarek, Vuković, Lech (76. Gajtkowski), Sobolewski (63. Kiełb) - Zieliński (61. Tataj), Edi.

W rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Remes Pucharu Polski Pogoń Szczecin zremisowała z wiceliderem zachodniej grupy II ligi - Zagłębiem Sosnowiec i awansowała do półfinału.

Kwestia awansu była praktycznie przesądzona przed tygodniem, kiedy to portowcy wygrali w Sosnowcu aż 3:0. Rewanż miał być tylko formalnością. Dlatego w porównaniu z ligowym spotkaniem w Nowym Sączu (Pogoń przegrała z Sandecją 1:3), trener Pogoni dokonał aż siedmiu zmian w wyjściowej jedenastce. Z ekipy, która wyszła na boisko przeciw Sandecji, desygnował jedynie bramkarza Radosława Janukiewicza, stopera Omara Jaruna, Marcina Mysiaka przesunął do obrony, a reżyserem gry pozostał Dariusz Zawadzki.

W pierwszej jedenastce zadebiutował nawet 19-letni syn trenera - Robert Mandrysz, a w ataku strzelec dwóch bramek w Sosnowcu, rówieśnik młodego Mandrysza - Mikołaj Lebedyński w parze z Piotrem Dziubą.

Pogoń Szczecin - Zagłębie Sosnowiec 1-1 (1-0)

Bramki: 1-0 Piotr Dziuba (16), 1-1 Adrian Pajączkowski (65)

Pogoń: Radosław Janukiewicz - Marcin Nowak, Omar Jarun, Marcin Mysiak, Marcin Woźniak - Daniel Wólkiewicz, Robert Mandrysz (77. Marcin Bojarski), Dariusz Zawadzki (46. Tomasz Parzy), Przemysław Pietruszka - Piotr Dziuba (66. Maciej Ropiejko), Mikołaj Lebedyński.

Zagłębie: Mateusz Prus - Marcin Strojek, Dżenan Hosić, Tomasz Balul, Tomasz Łuczywek (46. Rafał Pietrzak) - Lilo, Tomasz Szatan, Sławomir Pach (76. Radosław Flejterski), Adrian Pajączkowski - Marcin Lachowski (46. Dawid Ryndak), Hubert Jaromin.

Sędzia: Artur Radziszewski (Warszawa). Widzów: 5 000 (w tym ok. 400 z Sosnowca).

Pierwszy mecz 3:0 dla Pogoni. Awans - Pogoń.

 

środa, 24 marca 2010

Ruch Chorzów w półfinale Pucharu Polski! Podopieczni Waldemara Fornalika mimo porażki 1-2 z Legią Warszawa na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej zapewnili sobie grę w kolejnym etapie tych rozgrywek. Legia po golu Grzelaka doprowadziła do dogrywki, ale bramka Janoszki zapewniła awans "Niebieskim", którego nie odebrało nawet trafienie Jarzębowskiego w ostatniej minucie dogrywki.

Ruch Chorzów w pierwszym meczu wygrał na własnym stadionie 1-0 i teraz, dzięki strzeleniu gola na wyjeździe, awansował do dalszej fazy pucharowych zmagań.

Schodzących do szatni legionistów żegnały gwizdy nielicznych, ale rozczarowanych grą drużyny kibiców.

Po 90 minutach konieczna była dogrywka i dodatkowe 30 minut gry. Pierwsza część dogrywki nie przyniosła specjalnych emocji, ani bramek. Te pojawiły się dopiero w ostatnim kwadransie meczu. W 108. minucie prostopadłe podanie przejął Łukasz Janoszka i pokazał jak należy wykorzystywać sytuacje sam na sam z bramkarzem. Strzelił pewnie obok interweniującego Jana Muchy i doprowadził do remisu. Legia potrzebowała dwóch goli, ale strzeliła tylko jednego. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Iwańskiego, piłkę do siatki skierował Jarzębowski.

Chwilę po tym golu sędzia odgwizdał koniec meczu. Do półfinału Pucharu Polski awansował Ruch Chorzów.

Legia Warszawa - Ruch Chorzów 2-1 (0-0, 1-0, 0-0, 1-1)

1-0 Grzelak 66.

1-1 Janoszka 108.

2-1 Jarzębowski 120.

Legia: Mucha - Rzeźniczak, Kumbev, Astiz, Wawrzyniak (46. Rybus) - Borysiuk, Jarzębowski, Iwański, Kiełbowicz - Grzelak, Dong (46. Szałachowski, 107. Radović).

Ruch: Perdijić - Grzyb, Stawarczyk, Grodzicki, Jakubowski - Świerblewski (63. Lisowski), Baran, Pulkowski (83. Piech), Janoszka - Zając (73. Goncerz), Sobiech.

Żółte kartki: Legia - Jan Mucha, Maciej Iwański; Ruch - Grzegorz Baran, Michał Pulkowski, Ariel Jakubowski, Damian Świerblewski, Grzegorz Goncerz.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin)

Widzów ok. 1,5 tys

Po Legii Warszawa z Remes Pucharem Polski już na etapie ćwierćfinału pożegnał się inny krajowy potentat - Wisła Kraków. Mistrzowie Polski przegrali na stadionie Hutnika z Lechią 1-3.

Piłkarze "Białej Gwiazdy" myślami byli chyba jeszcze w szatni, bo po 10 minutach przegrywali 0-2 i musieli zaryzykować odważne ataki. Najpierw Łukasz Surma, już w 48. sekundzie, popisał się strzałem z 18 m w prawy róg. Następnie Tomasz Dawidowski wyskoczył w tempo do podania Ivansa Lukjanovsa (wiślacy zakładali bez powodzenia pułapkę ofsajdową) i w sytuacji sam na sam ładnie dziubnął nad padającym Mariuszem Pawełkiem. Piłka odbiła się od poprzeczki, a później od próbującego ją wybić Piotra Brożka i wpadła do bramki. Niechciany w Wiśle "Dawid" szalał z radości za bramką.

WISŁA KRAKÓW - LECHIA GDAŃSK 1-3 (1-3)

0-1 Surma (1.), 0-2 Piotr Brożek (10. samob.), 1-2 Małecki (22. z karnego), 1-3 Lukjanovs (37.)

Wisła: Pawełek - Alvarez, Burliga, Diaz, Piotr Brożek - Łobodziński, Ba, Jirsak (46. Mączyński), Kirm (46. Paweł Brożek) - Boguski (62. Christow), Małecki.

Lechia: Kapsa - Bąk, Kozans, Wołąkiewicz, Mysona - Laizans, Surma, Nowak (81. Kaczmarek) - Lukjanovs, Dawidowski (65. Pietrowski), Wiśniewsk. (88. Buzała).

Żółte kartki: Wisła - Junior Diaz, Łukasz Burliga; Lechia - Sergejs Kozans, Piotr Wiśniewski.

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa). Żółte kartki: Wisła - Junior Diaz, Łukasz Burliga; Lechia - Sergejs Kozans, Piotr Wiśniewski. Widzów: 2 000.

W pierwszym meczu: 0-0, awans Lechii


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8