czwartek, 31 marca 2011

Andrea Anastasi podał nazwiska 25 zawodników powołanych na Ligę Światową. W składzie nie ma wielu dotychczasowych liderów reprezentacji.

Andrea Anastasi podał nazwiska siatkarzy, którzy znaleźli się w reprezentacji Polski na Ligę Światową 2011. W kadrze brakuje m.in. Michała Winiarskiego, Pawła Zagumnego, Mariusza Wlazłego i Daniela Plińskiego. Są za to nowe twarze i młodsi zawodnicy.

Kadra Polski:

rozgrywający: Fabian Drzyzga (Tytan AZS Częstochowa), Grzegorz Łomacz (Jastrzębski Węgiel), Paweł Woicki (PGE Skra Bełchatów), Łukasz Żygadło (Trentino BetClic)

atakujący: Marcel Gromadowski (Indykpol AZS UWM Olsztyn), Bartosz Janeczek (Tytan AZS Częstochowa), Jakub Jarosz (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Piotr Gruszka

środkowi: Patryk Czarnowski (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Grzegorz Kosok (Asseco Resovia Rzeszów), Marcin Możdżonek (PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (Tytan AZS Częstochowa), Piotr Hain (Indykpol AZS UWM Olsztyn), Łukasz Wiśniewski (Tytan AZS Częstochowa).

przyjmujący: Michał Bąkiewicz (PGE Skra Bełchatów), Zbigniew Bartman (AZS Politechnika Warszawska), Michał Kubiak (AZS Politechnika Warszawska), Bartosz Kurek (PGE Skra Bełchatów), Mateusz Mika (Asseco Resovia Rzeszów), Michał Ruciak (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Wojciech Ferens (Indykpol AZS UWM Olsztyn)

Libero: Krzysztof Ignaczak (Asseco Resovia Rzeszów), Paweł Zatorski (PGE Skra Bełchatów), Damian Wojtaszek (AZS Politechnika Warszawska).

Do 4 maja trener Andrea Anastasi musi z tej listy podać nazwiska dwudziestu graczy, którzy wystąpią w Lidze Światowej. Piotr Gruszka w tym sezonie występował w Halkbanku Ankara i w jego trakcie rozwiązał kontrakt.

Trener reprezentacji Polski mężczyzn podał również szeroki skład kadry narodowej na sezon 2011, w którym oprócz wymienionych zawodników znaleźli się jeszcze: Dawid Konarski (Delecta Bydgoszcz), Daniel Pliński (PGE Skra Bełchatów), Michał Winiarski (PGE Skra Bełchatów), Mariusz Wlazły (PGE Skra Bełchatów) i Paweł Zagumny (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle).

poniedziałek, 28 marca 2011

Broniący tytułu mistrza świata Sebastian Vettel wygrał wyścig o Grand Prix Australii, który otworzył w niedzielę sezon Formuły 1. Niemiec wyprzedził Brytyjczyka Lewisa Hamiltona z McLaren-Mercedes oraz Rosjanina Witalija Pietrowa z ekipy Renault, który w swoim 20. starcie w MŚ po raz pierwszy stanął na podium.


Przed rozpoczęciem wyścigu na znak solidarności z ofiarami ostatniej katastrofy w Japonii nad torem w Melbourne na minutę zaległa całkowita cisza.

Pietrow do przodu. Alonso wypchnięty przez Buttona

Sebastian Vettel, ruszając z pierwszego pola, bez najmniejszych problemów wygrał start. Niemiec, startując z czystej strony toru, bardzo szybko odjechał całej stawce kierowców i nie oddał swojej pozycji do mety. Ciekawe rzeczy działy się za plecami aktualnego mistrza świata. Najpierw Mark Webber z Red Bull Racing próbował ograć Lewisa Hamiltona, który startował z drugiej pozycji. Anglik zachował zimną krew i odparł atak Australijczyka. Swoją wojnę na starcie stoczyli Fernando Alonso z teamu Ferrari i Jenson Button z McLaren. Button, tuż po zgaszeniu semaforów, z pasją zaatakował kierowcę Ferrari, który najprawdopodobniej nie spodziewał się takiej zagrywki strony Anglika. Hiszpan w pewnym momencie znalazł się poza torem, na czym skorzystał Witalij Pietrow. Jego bolid Lotus-Renault z szóstego miejsca przesunął się na czwartą pozycję. Fernando Alonso spadł aż na dziewiąte miejsce. Już na wyścigiem pożegnał się Michael Schumacher z Mercedes GP, który po kontakcie z bolidem Jamie Algersuari'ego zakończył występy na Albert Park.

Spokój Vettela. Wiara Hamiltona. Odmieniony Button

Na pierwszych okrążeniach prowadzący Vettel spokojnie powiększał swoją przewagę nad drugim Hamiltonem. Kierowca McLarena wszystkimi siłami starał się nie tracić dystansu do młodego Niemca wiedząc, że jedyną szansą na wyprzedzenie Vettela będzie wizyta w garażu przy zmianie ogumienia. Na 11. okrążeniu Webber zjechał do boksu i zmienił opony. Chwilę później swój pit-stop wykonał prowadzący w stawce Vettel. Niemiec był szybszy w tym momencie od Hamiltona niewiele ponad sekundę. Dwa okrążenia po Vettelu w alei serwisowej pojawił się Hamilton, który założył drugi komplet miękkich opon. Anglik jadąc dwa "kółka" w roli lidera wyścigu nie zdołał zniwelować strat i po wyjeździe znowu musiał gonić Vettela. Doskonale radził sobie Pietrow. Rosjanin zjawił się u swoich mechaników po 16 kółkach i po całej operacji zajmował czwarte miejsce. Nie do poznania był zwycięzca dwóch ostatnich edycji GP Australii - Button, który z delikatnego kierowcy zmienił się wyścigowego "łobuza". Anglik najpierw wypchnął na starcie Alonso, by kilkanaście okrążeń później o trzymać karę przejazdu przez aleję serwisowa za nieprzepisowy sposób wyprzedzania Felipe Massy z teamu Ferrari.

Vettel po zwycięstwo. Hamilton urwał podłogę. Pietrow przekleństwem Alonso

Po 35 okrążeniach mistrz świata miał 12 sekund przewagi nad Anglikiem. Na kolejnym kółku obaj panowie zjawili się w boksie zakładając twardszą mieszankę. Podobny ruch wykonał Pietrow, który spadł za Alonso. Hiszpan zaliczył drugi pit-stop znacznie wcześniej i przebił się przed Rosjanina zbliżając się do Webbera. Nie udało mu się wyprzedzić Australijczyka, ale z pomocą przyszłą strategia. Webber jako pierwszy zaliczył trzeci pit-stop. Alonso zjawił się w alei serwisowej rundę później i przeskoczył kierowcę Red Bulla, obejmując czwartą pozycję. Przed nimi jechał Pietrow, który realizował taktykę dwóch pit-stopów. Historia przypominała tę z ubiegłego roku i ostatniego wyścigu sezonu o GP Abu Zabi, w którym Alonso przegrał tytuł mistrza nie mogąc wyprzedzić właśnie Pietrowa. Rosjanin powoli staje się przekleństwem kierowcy Ferrari.

Wcześniej z wyścigu odpadł Nico Rosberg z Mercedes.GP. Bolid Niemca został staranowany przez Rubensa Barrichello, który nieodpowiedzialnym manewrem wjechał w bok Mercedesa. Brazylijczyk otrzymał karę przejazdu przez stanowiska mechaników. Na 8 okrążeń przed metą Hamilton ostatecznie odpuścił walkę o zwycięstwo, bowiem w jego bolidzie została uszkodzona podłoga i zespól nakazał Anglikowi spokojne dojechanie do mety na drugiej pozycji.

Pietrow na podium. Heidfeld w ogonie

Na ostatnich okrążeniach napięcie w stanowiskach Lotus-Renault sięgnęło zenitu. Opony w samochodzie Pietrowa nie trzymały tak dobrze, jak świeższy komplet Alonso. Szarżujący Hiszpan próbował wydrzeć Rosjaninowi podium, ale kierowca Lotusa-Renault zdołał utrzymać trzecią lokatę. Zwyciężył Sebastian Vettel, który sięgnął tym samym swój jedenasty triumf w F1. Niemiec finiszował z 22-sekundową przewagą nad Hamiltonem. Na14 pozycji GP - Australii ukończył zmiennik Roberta Kubicy - Nick Heidfeld, który będzie chciał, jak najszybciej zapomnieć o swoim beznadziejnym występie na torze Albert Park.

Kilka godzin po zakończeniu wyścigu komisja sędziowska podjęła decyzję o dyskwalifikacji obydwu kierowców Sauber-Ferrari po stwierdzeniu przekroczenia limitu wymiarów tylnej części nadwozia. W ten sposób debiutant Sergio Perez z Meksyku stracił siódme miejsce, a Japończyk Kamui Kobayashi - ósme.

Wyniki GP Australii:

1. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull-Renault) 1:29.30,259

2. Lewis Hamilton (W.Brytania/McLaren-Mercedes) strata 22,297

3. Witalij Pietrow (Rosja/Renault) 30,560

4. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) 31,772

5. Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault) 38,171

6. Jenson Button (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 54,304

7. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) 1.25,186

8. Sebastien Buemi (Szwajcaria/Toro Rosso-Ferrari) 1 okr.

9. Adrian Sutil (Niemcy/Force India-Mercedes) 1 okr.

10. Paul di Resta (W.Brytania/Force India-Mercedes) 1 okr.

11. Jaime Alguersuari (Hiszpania/Toro Rosso-Ferrari) 1 okr.

12. Nick Heidfeld (Niemcy/Renault) 1 okr.

13. Jarno Trulli (Włochy/Lotus-Renault) 2 okr.

14. Jerome d'Ambrosio (Belgia/Virgin-Cosworth) 4 okr.

dyskwalifikacja:

Sergio Perez (Meksyk/Sauber-Ferrari) - 7. miejsce

Kamui Kobayashi (Japonia/Sauber-Ferrari) - 8. miejsce

Klasyfikacja MŚ kierowców (po 1 z 19 eliminacji):

1. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull-Renault) 25 pkt

2. Lewis Hamilton (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 18

3. Witalij Pietrow (Rosja/Renault) 15

4. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) 12

5. Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault) 10

6. Jenson Button (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 8

7. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) 6

8. Sebastien Buemi (Szwajcaria/Toro Rosso-Ferrari) 4

9. Adrian Sutil (Niemcy/Force India-Mercedes) 2

10. Paul di Resta (W.Brytania/Force India-Mercedes) 1

Klasyfikacja MŚ konstruktorów (po 1 z 19 eliminacji):

1. Red Bull-Renault 35 pkt

2. McLaren-Mercedes 26

3. Ferrari 18

4. Renault 15

5. Toro Rosso-Ferrari 4

6. Force India-Mercedes 3

Następny wyścig: Grand Prix Malezji - 10 kwietnia na torze Sepang pod Kuala Lumpur.

Nie dla nas podium siatkarskiej Ligi Mistrzów. W meczu o 3. miejsce Final Four w Bolzano Jastrzębski Węgiel przegrał z Dynamo Moskwa 1:3.


Obie drużyny przegrały półfinałowe spotkania. Jastrzębianie ulegli Trentino BetClic (0:3), a Dynamo musiało uznać wyższość innej rosyjskiej drużyny Zenitu Kazań (0:3).

Siatkarze Dynamo pojawili się w hali PalaOnda godzinę przed meczem. Trener Jurij Czerednik zebrał wszystkich zawodników na środku boiska, mobilizując ich jeszcze przed bojem z wicemistrzem Polski. Jastrzębianie rozpoczęli rozgrzewkę kilkanaście minut później.

Spotkanie dobrze rozpoczął polski zespół. Po dobrych akcjach Gaspariniego jastrzębianie prowadzili 2:0. Dwa punkty przewagi gracze Bernadiego utrzymali do pierwszej przerwy technicznej (8:6). Wtedy zaczęły się kłopoty. Jastrzębianie nie mogli poradzić sobie z zagrywką Kazakowa, a nawet gdy już dograli piłkę, to popełniali błędy w ataku. Dwukrotnie piłkę w aut posłał Divis, raz w boisko nie trafił Polański i zrobiło się 8:11.

Na szczęście kiepska seria nie trwała długo. Wicemistrzowie Polski poprawili przyjęcie i Łomacz mógł prowadzić kombinacyjną grę. Dobrze w obronie spisywał się Rusek (świetnie podbity potężny atak Krugłowa), co dawało okazję do kontrataków, które kończyli Divis i Hardy. W efekcie straty zostały odrobione i na drugą przerwę techniczną jastrzębianie schodzili z jednopunktowym prowadzeniem (16:15).

W decydującej fazie seta szczęście sprzyjało polskiej drużynie. Przy stanie 22:20 na zagrywce pojawił się rezerwowy Maciej Pawliński. Piłka po jego serwisie zatańczyła na taśmie i spadła na boisko Dynamo. Rosjanie odrobili część strat głównie za sprawą Dante. Trener Bernardi poprosił o przerwę i to poskutkowało. Jastrzębski Węgiel miał setbola po ataku Hardy'ego (24:22). Pierwszą piłkę setową Dynamo jeszcze obroniło, ale w kolejnej akcji Divis atakiem ze skrzydła (dobre rozegranie Łomacza na pojedynczy blok) zakończył pierwszą partię.

Drugiego seta od mocnego uderzenia rozpoczął Gasparini, który zagrywką "ustrzelił" Petera Veresa. W kolejnych akcjach trwała zacięta walka o każdy punkt. Znów problemy pojawiły się, kiedy w polu zagrywki stanął Kazakow. Jastrzębianie stracili w jednym ustawieniu dwa punty (9:12). Później blokiem został zatrzymany Gasparini i Dynamo "odskoczyło" na cztery "oczka" (10:14).

Sygnał do odrabiania strat dał Divis, który zagrywką zaskoczył Veresa. Gawryszewski wspólnie z Hardym zablokowali Krugłowa i zrobiło się tylko 13:14. Niestety, błędy popełniane przez jastrzębian sprawiły, że znów musieli "gonić" wynik (14:18).

Wydawało się, że przewaga Dynama jest bezpieczna. Gracze Bernardiego ambitnie walczyli. Niesamowita była akcja przy stanie 23:21 dla Dynama. Divis obronił mocny atak rywali, z przechodzącej piłki poprawił Szczerbinin, ale trafił prosto w leżącego Słowaka. Zaskoczeni Rosjanie dotknęli siatki i punkt, przy aplauzie widzów zgromadzonych w hali PalaOnda, zdobyli wicemistrzowie Polski. Jastrzębianie mieli szansę, żeby wyrównać, ale sędziowie pokazali aut po ataku Hardy'ego. Ta decyzja wywołała gwizdy na trybunach. Dynamo nie wypuściło szansy z rąk. Rosjanie wygrali drugiego seta 25:22 i wyrównali stan meczu na 1:1.

Trzeciego seta lepiej rozpoczęli jastrzębianie, od prowadzenia 3:0. Szybko jednak przewaga została roztrwoniona. Grankin wykorzystywał dobre przyjęcie i wystawiał szybko do Dante oraz Veresa, gubiąc blok Jastrzębskiego Węgla. W odpowiedzi Łomacz rozegrał piłkę na drugą linię do Divisa. Słowak na "wyczyszczonej" siatce nie mógł się pomylić.

Gracze ze stolicy Rosji wykorzystywali jednak najmniejszy błąd jastrzębian i dzięki temu prowadzili 8:6, 12:9, 16:11. Podopieczni Czerednika grali coraz lepiej, a polski zespół nie mógł znaleźć recepty, żeby ich powstrzymać. Bernardi wziął czas, na boisko posłał Marcina Wikę (zastąpił Hardy'egpo), ale nic to nie pomagało. Przewaga Dynama urosła do 8 punktów (22:14) i stało się jasne, że tego seta Jastrzębski Węgiel nie wygra.

Jastrzębianie znaleźli się pod ścianą. Czwartą partię musieli wygrać, żeby przedłużyć marzenia o podium Ligi Mistrzów. Problem w tym, że Dynamo w dalszym ciągu grało na wysokim poziomie. Ubiegłoroczny finalista Ligi Mistrzów na pierwszej przerwie technicznej prowadził 8:5. Mimo ambitnej postawy, jastrzębianom nie udawało się zniwelować strat. W środkowej fazie seta błędy zaczęli też popełniać Rosjanie i dzięki temu przewaga stopniała do jednego punktu (16:17). Sprawy w swoje ręce wziął jednak Dante, zagrywkę popsuł Yudin, a Gasparini nie trafił w boisko z prawego skrzydła i zrobiło się 17:21. To był decydujący moment tego seta. Meczbola Dynamo miało po lekkim ataku Dante (w obronie zagapił się Gasparini), a chwilę później Słoweniec został zablokowany i ten sposób zakończył się mecz.

Mecz o 3. miejsce Final Four LM:

Jastrzębski Węgiel - Dynamo Moskwa 1:3 (25:23, 22:25, 16:25, 21:25)

Jastrzębski Węgiel: Gasparini, Polański, Divis, Łomacz, Gawryszewski, Hardy, Rusek (libero) oraz Yudin, Pawliński, Wika, Pająk

Trener: Lorenzo Bernardi

Dynamo: Dante, Kazakow, Krugłow, Veres, Szczerbinin, Grankin, Stepanjan (libero) oraz Szestak

Trener: Jurij Czerednik


Małgorzata Glinka-Mogentale wzniosła puchar za zwycięstwo w Lidze Mistrzyń tydzień temu. W niedzielę okazałe trofeum elitarnych rozgrywek trafiło w ręce Łukasza Żygadły.

Żygadło miał swój udział w trzecim z rzędu triumfie Trentino BetClic. We włoskim Bolzano obrońcy tytułu w wielkim finale wygrali z rosyjskim Zenitem Kazań 3:1. Polak pojawił się na parkiecie na krótko w czwartym secie. Swoją zagrywką sprawił kłopoty przyjmującym rosyjskiego zespołu, dzięki czemu jego drużyna zdobyła ważny punkt. Występ Żygadły był krótki, ale radość ze zwycięstwa ogromna.

- Pojedynek stał na wysokim poziomie, godnym finału Ligi Mistrzów. My jednak mieliśmy w swoim składzie Osmany Juantorenę - powiedział Żygadło.

ZAKSA Kędzierzyn Koźle rozpocznie w sobotę walkę o medale w PlusLidze siatkarzy od meczów z Asseco Resovią w Rzeszowie. Środowe spotkania obu drużyn - ostatnie przed półfinałem - nie mają wpływu na układ tabeli.

Po ostatnim zwycięstwie Zaksy nad Resovią za trzy punkty już wiadomo, że te dwie drużyny spotkają się w walce o finał PlusLigi. W drugiej półfinałowej parze zmierzą się Skra Bełchatów i AZS Częstochowa. Kędzierzynianom w końcówce sezonu udało się opuścić czwarte miejsce w ligowej tabeli i uniknąć starcia z Bełchatowem.

- Skra jest w tej chwili najmocniejszą drużyną w lidze, i wygranie z nią w półfinale trzech spotkań jest zadaniem bardzo trudnym. Dlatego wszyscy chcieli tego uniknąć i spotkać się z tą drużyną dopiero w walce o złoto. Nam się udało uniknąć Skry i o finał zagramy z Rzeszowem - powiedział drugi trener Kędzierzyna Andrzej Kubacki.

ZAKSA ma obecnie 49 punktów i 4 punkty przewagi nad czwartym w tabeli AZS Częstochowa. Taka przewaga oznacza, że nawet jeśli nie zdobędzie ani jednego punktu w Bydgoszczy, a AZS wygra za 3 punkty z Resovią, układ tabeli nie zmieni się.

Drużyna z Kędzierzyna rozpocznie walkę o finał PlusLigi w sobotę w Rzeszowie. Wcześniej - w środę - rozegra ostatni mecz sezonu zasadniczego, z Delectą w Bydgoszczy. - Będziemy się zastanawiać jaki skład wyjdzie w Bydgoszczy. Musimy tu brać pod uwagę wiele czynników, zespół musi być jak najlepiej przygotowany do decydującej fazy rozgrywek. Może być tak, że skład będzie się mocno zmieniał w trakcie meczu - zapowiedział Kubacki.

W Bydgoszczy zagra najprawdopodobniej wracający po kontuzji Patryk Czarnowski. - Nawet jeśli jeszcze nie jest w pełni sił, to właśnie po to, żeby wrócić do optymalnej dyspozycji, powinien grać - ocenił trener.

Do Bydgoszczy ZAKSA podróżuje samolotem, stamtąd - również transportem lotniczym, bez powrotu do Kędzierzyna - do Rzeszowa. - Najważniejsze dla nas mecze zaczynają się w sobotę i niedzielę w Rzeszowie. Zdecydowaliśmy się na transport lotniczy, bo podróż autokarem mogłaby zająć nawet kilkanaście godzin - wyjaśnił Kubacki.

W fazie play-off gra się do trzech zwycięstw. Pierwsze dwa mecze rozegrane będą na terenie drużyny, która zajmuje w tabeli wyższe miejsce. Po dwóch meczach w Rzeszowie rywalizacja przeniesie się na dwa kolejne do Kędzierzyna. Jeśli po czterech spotkaniach będzie remis, decydujący piąty mecz rozegrany zostanie w Rzeszowie.

Grupa mistrzowska:

Grupa spadkowa:

Fart Kielce - Indykpol Olsztyn 3:1

Pamapol Wieluń - Jastrzębski Węgiel 06.04

MiejsceKlubMeczeZw.Por.SetyPunkty







1. PGE Skra Bełchatów 27 26 1 79-22 72
2. Asseco Resovia Rzeszów 27 20 7 68-41 56
3. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 27 16 11 65-49 49
4. Tytan AZS Częstochowa 27 15 12 57-49 45
5. AZS Politechnika Warszawska 27 12 15 53-55 38
6. Delecta Bydgoszcz 27 9 18 37-62 27
-------------------------------------------------------
7. Fart Kielce 24 9 15 39-51 31
8. Jastrzębski Węgiel 24 10 14 41-52 29
9. Pamapol Wielton Wieluń 24 7 17 34-59 22
10. Indykpol AZS UWM Olsztyn 24 5 19 31-64 18



Łódzkie siatkarki pokazały charakter. Po świetnym meczu pokonały Centrostal Bydgoszcz i są już bardzo blisko awansu do rozgrywek play-off.

Łodzianki od razu rzuciły się na rywalki. Po asie serwisowym Karoliny Kosek prowadziły 3:0, a chwilę później Joanna Mirek skutecznie zaatakowała ze skrzydła i na pierwszą przerwę techniczną obie drużyny schodziły przy wyniku 8:1 dla gospodyń. Drużyna prowadzona przez Małgorzatę Niemczyk imponowała wielką motywacją i ambicją, z jaką podeszła do sobotniego pojedynku. Organika nie oddała wysokiej przewagi już do końca i w efektownym stylu wygrała pierwszą partię.

W kolejnych też była lepszą drużyną od Centrostalu. Gdyby tylko na chwilę nie straciła koncentracji w drugim secie, który po emocjonującej końcówce zakończył się zwycięstwem gości, to łodzianki rozbiłyby drużynę z Bydgoszczy. W Organice najlepiej grała Kosek, która zasłużenie zdobyła nagrodę dla MVP meczu. Miała aż 54 proc. skuteczność w ataku, a z odbiorem jej świetnych zagrywek rywalki często sobie w ogóle nie radziły. Była liderką drużyny, a kibice znów widzieli zawodniczkę, która w poprzednim sezonie została okrzyknięta odkryciem PlusLigi i trafiła do reprezentacji Polski. - Naprawdę jesteśmy silną drużyną, dysponujemy przecież mocnym składem. Udowodniłyśmy, że w play-offach możemy jeszcze dużo namieszać - mówiła Kosek.

ORGANIKA BUDOWLANI 3
CENTROSTAL 1

Sety: 25:17, 25:27, 25:20, 25:16

Organika: Echenique 3, Kosek 24, Szeluchina 11, Mirek 13, De Paula 14, Wojcieska 10, Ciesielska (libero) oraz Szymańska, Bryda 2,

Centrostal: Leys 2, Pelc 2, Kowalkowska 20, Polak 23, Mróz 3, Spicer, Kuehn-Jarek (libero) oraz Nacz. 3, Sawoczkina 2.

Pozostałe wyniki i tabela:

Atom Trefl Sopot - MKS Dąbrowa Górnicza 3:1

Stal Mielec - TPS Rumia 3:0

AZS Białystok zagra w Muszynianką dziś, a Gwardia Wrocław z Aluprofem Bielsko-Biała we wtorek.

1.Atom Trefl 17 41 45:19
2.Muszynianka 16 40 45:18
3.MKS 17 30 37:27
4.Gwardia 16 25 34:29
5.Aluprof 16 25 29:27
6.Centrostal 17 25 32:35
7.Organika 17 21 30:37
8.Stal 17 21 28:37
9.AZS 16 19 27:34
10.TPS 17 2 7:51
niedziela, 27 marca 2011

Wielki Adam Małysz raz jeszcze pokonał przeciwności losu. Choć załamanie pogody uniemożliwiło przeprowadzenie konkursu skoków do celu, Adam dotrzymał danego słowa i skoczył dla zakopiańskiej publiczności swój ostatni skok.


Zaplanowany na godzinę 16 konkurs skoków był przesuwany, gdyż gwałtownie pogorszyła się pogoda. Zaczął padać gęsty śnieg, który zasypywał tory. Te z kolei były w kiepskim stanie z powodu panującej przez kilka dni odwilży. Kibicom czas umilali piosenkarze i wodzireje. W końcu zdecydowano się przeprowadzić część artystyczną a skoki przesunąć na wieczór.

Adam Małysz pojawił się na scenie i usiadł na specjalnie przygotowanej dla niego ławeczce imitującej belkę startową z fragmentem najazdu. Na scenę wyszli skoczkowie i piosenkarze. Pojawiła się też para prezydencka. Prezydent Bronisław Komorowski podziękował Adamowi za wspaniałą karierę a pani Anna Komorowska życzyła mu szczęścia na nowym etapie życia. Adam Małysz zamienił też prywatnie kilka ciepłych słów z prezydentem. Potem gwiazdy odśpiewały skoczkowi z Wisły specjalnie przygotowaną na tę okazję piosenkę: "Skaczemy dla Ciebie". Na zakończenie cała publiczność odśpiewała Adamowi Małyszowi "Sto lat".

"Dziękuję Wam, jesteście wspaniali. Jeśli się tylko uda, jeśli warunki pozwolą, skoczę dla Was po godzinie 19" - obiecał Małysz.

Słowa dotrzymał. Gdy doprowadzono do stanu używalności tory najazdowe, na belce pojawiło się kilkunastu skoczków - oprócz Polaków min. Jakub Janda i Simon Ammann. Nie skakali daleko, gdyż warunki były trudne. Ostatni skok oddał Adam Małysz, kończąc go przejazdem pod szpalerem nart, które trzymali jego koledzy. Potem Kamil Stoch i Stefan Hula nosili Mistrza na rękach po zeskoku.

Po ostatnim skoku bohater dnia w otoczeniu przyjaciół znów znalazł się na scenie. Raz jeszcze odśpiewano na dla niego piosenkę, oraz przebój "We are the champions" zespołu Queen. "Dziękuję Wam wszystkim! Choć sędziowie i organizatorzy odradzali nam to, jednak zdecydowaliśmy się dla Was skoczyć. Dla takiej publiczności warto! Dziękuję, że przez te wszystkie lata byliście ze mną i wspieraliście mnie!" - powiedział wzruszony Małysz.

"Jeszcze o mnie usłyszycie" - zakończył.

W sobotę pewnie swoje spotkania wygrali Niemcy i Anglicy. Niespodziewanie, Chorwacja nie wywiozła z Gruzji nawet punktu. W piątkowych meczach eliminacji Euro 2012 nie doszło do żadnej niespodzianki. Faworyci zgodnie wygrali swoje mecze, a najokazalszy dorobek zgromadziła reprezentacja Holandii, która ograła na wyjeździe Węgry aż 4:0.


Grupa A

Austria - Belgia 0:2


Niemcy - Kazachstan 4:0

Piłkarze reprezentacji Niemiec pokonując w Kaiserslautern Kazachstan 4:0 umocnili się na pozycji lidera w grupie A eliminacji do mistrzostw Europy

w 2012 roku. Bohaterami tego spotkania byli zdobywcy dwóch bramek - Miroslav Klose i Thomas Mueller.

Wynik spotkania Niemcy tworzyli już w trzeciej minucie. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Bastiana Schweinsteigera piłkę do bramki strzeżonej przez Davida Lorię skierował urodzony w Opolu Klose. Gospodarze strzelili kolejne dwa gole jeszcze przed przerwą. Obydwa, w 25. i 43. minucie zdobył napastnik Bayernu Monachium Thomas Mueller, po podaniach gracza Realu Madryt - Mesuta Ozila. Wynik spotkania ustalił na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Klose, zdobywając swoją 61. bramkę dla reprezentacji Niemiec.

Po pięciu kolejkach poopieczni trenera Joachima Loewa mają komplet punktów i są liderami grupy A. Stracili zaledwie jedną bramkę, a zdobyli 17. Nad drugą w tabeli Belgią mają już osiem punktów przewagi. Kazachstan zamyka tabelę z zerowym dorobkiem punktowym.

Grupa B

Armenia - Rosja 0:0

Andora - Słowacja 0:1

Irlandia - Macedonia 2:1

Irlandia po dobrym meczu pokonała u siebie Macedonię 2:1. Pierwsza połowa należała zdecydowanie do gości, którzy swoją przewagę udokumentowali trafieniami Aidena McGeady'ego i Robbiego Keane'a. Tuż przed przerwą kontaktowego gola zdobył Ivan Trickovski, ale gościom nie udało się już w drugiej połowie dogonić rywali.


Grupa C

Serbia - Irlandia Północna 2:1

Słowenia - Włochy 0:1


Grupa D

Luksemburg - Francja 0:2

Pikarze reprezentacji Francji pokonując na wyjeździe Luksemburg 2:0 zrobili kolejny krok do awansu z grupy D. Pierwszego gola po podaniu Samira Nasriego z Arsenalu Londyn zdobył w 28. minucie obrońca Romy Philippe Mexes. Niespełna 20 minut przed końcem wynik spotkania ustalił Yoann Gourcuff.

Trener Francuzów Laurent Blanc w podstawowym składzie wystawił Francka Ribery'ego i Patrice'a Evrę, którzy wrócili do kadry po karach za bunt na ubiegłorocznych mistrzostwach świata w RPA. Ten pierwszy odsunięty był na trzy mecze, a były kapitan zespołu na pięć. Kary wygasły już wcześniej, ale Blanc dopiero teraz zdecydował się skorzystać z ich usług. Ribery często był kontuzjowany, a Evra zastąpił w drużynie Erica Abidala, u którego zdiagnozowano raka wątroby.


Bośnia i Harcegowina - Rumunia 2:1

Albania - Białoruś 1:0


Grupa E


Węgry - Holandia 0:4

Piłkarze reprezentacji Holandii w imponującym stylu pokonali w Budapeszcie Węgry 4:0, dzięki czemu umocnili się na pozycji lidera w grupie E. Wynik spotkania już w ósmej minucie otworzył Rafael van der Vaart, a tuż przed przerwą podwyższył Ibrahim Afellay. Dziewięć minut po zmianie stron do siatki trafił Dirk Kuyt, a w 62. minucie swoją 20. bramkę dla reprezentacji Oranje zdobył Robin van Persie.

Po pięciu kolejkach Holendrzy mają komplet punktów. Stracili zaledwie dwie bramki, a zdobyli 16. Nad drugimi w tabeli Węgrami mają już sześć punktów przewagi.

Grupa F

Gruzja - Chorwacja 1:0

Izrael - Łotwa 2:1

Malta - Grecja 0:1


Grupa G

Walia - Anglia 0:2

Przewaga Anglików, którzy oddali 10 strzałów, w tym pięć w światło bramki, była w tym meczu bezdyskusyjna. Pierwszego gola strzelili już w siódmej minucie. 21 trafienie w reprezentacyjnej karierze zaliczył Frank Lampard. Pomocnik Chelsea Londyn wykorzystał rzut karny, podyktowany za faul zawodnika gospodarzy - Jamesa Collinsa na Ashleyu Youngu. Wynik spotkania ustalił w 15. minucie napastnik Aston Villa Darren Bent, po podaniu klubowego kolegi - Younga.

Bułgaria - Szwajcaria 0:0


Grupa H

Cypr - Islandia 0:0


Norwegia - Dania 1:1

Norweski napastnik AS Bari Erik Huseklepp uratował remis dla swojej drużyny w meczu z Danią, zdobywając gola niespełna 10 minut przed końcem spotkania. To była pierwsza strata punktów dla gospodarzy w tych eliminacjach. Duńczycy jednak długo prowadzili po trafieniu Dennisa Rommedahla (27).

Po tym remisie Norwegia z dorobkiem 10 punktów pozostaje liderem H, a Portugalia i Dania tracą do niej trzy oczka.


Grupa I

Hiszpania - Czechy 2:1

W 29. minucie prowadzenie objęli goście po fantastycznym uderzeniu Plasila. Dominowali Hiszpanie, ale rośli i silni czescy obrońcy dobrze sobie z nimi radzili. Do czasu. W 69. minucie bramkę dla mistrzów Europy i świata zdobył Villa. Po dobrym podaniu od Iniesty zszedł w środek i uderzył nie do obrony. Trzy minuty później Hiszpanie już prowadzili - Villa podwyższył na 2:1 z rzutu karnego po faulu na Xavim. Czesi choć próbowali, strat nie byli w stanie obronić.

sobota, 26 marca 2011

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla nie dali rady faworytowi. W półfinale Final Four LM w Bolzano przegrali z Trentino BetClick 0:3 i w niedzielę zagrają o 3. miejsce.


Zdecydowanym faworytem półfinału byli gospodarze Final Four. "Chcemy zatrzymać mistrzowską koronę i udowodnić na boisku, że jesteśmy najlepsi" - mówił przed pojedynkiem as atutowy i kapitan Trentino Matej Kazijski.

Dla jastrzębian już sam awans do Final Four jest sukcesem, ale jak zapewniał szkoleniowiec Lorenzo Bernardi, on i jego zawodnicy nie przyjechali do Bolzano statystować. "Postaramy się wykorzystać każdą szansę" - podkreślił były znakomity siatkarz. Otuchy swoim ulubieńcom starała się dodawać kilkudziesięcioosobowa grupka kibiców Jastrzębskiego Węgla. Fanom z Polski ciężko było jednak przekrzyczeć włoskich tifosi.

Trentino to w opinii wielu fachowców zespół bez słabych punktów. Szczególne niebezpieczeństwo groziło zwłaszcza ze strony Kazijskiego i Kubańczyka Osmany Juantoreny. Zatrzymać tych dwóch zawodników, a także piekielnie mocno atakującego Czecha Jan Stokra, to był główny cel Grzegorza Łomacza i jego kolegów.

W podstawowym składzie Jastrzębskiego Węgla wybiegli: Łomacz, Lukas Divis, Łukasz Polański, Bartosz Gawryszewski, Benjamin Hardy, Mitja Gasparini i na libero Paweł Rusek. Rozpoczęło się znakomicie. Gasparini popisał się asem serwisowym. Po chwili polski zespół prowadził 3:1, kiedy zagrywki Polańskiego nie przyjął Andrea Bari. Problemy zaczęły się kiedy w polu zagrywki pojawił się Stokr. Czech posyłał potężne bomby na stronę jastrzębian i o dobrym przyjęciu nie było mowy. Divis i Hardy zmuszeni byli dostarczyć piłkę rywalom. Kontry wykorzystywał głównie atakujący w różnych kierunkach Juantorena. Pierwsza przerwa techniczna odbyła się przy prowadzeniu gospodarzy 8:5. Jastrzębianie mieli sporo pretensji do sędziów, kiedy nie odgwizdali piłki rzuconej przez Junatorenę, a także kiedy nie zauważyli, że piłka otarła się o blok po ataku Divisa.

Wicemistrzowie Polski zaczęli popełniać błędy (ataki w aut Divisa i Gaspariniego), a na dodatek trudno było im się przebić przez blok Trentino. Obrońcy tytułu prowadzili 15:9, 20:12. Trener Bernardi wykorzystał przysługujące mu dwie przerwy. Obraz gry nie uległ jednak zmianie. Trentino dominowało na parkiecie. Pierwszą piłkę setową podopieczni Radostina Stojczewa mieli po ataku Juantoreny (24:16). Seta zakończył Divis, posyłając piłkę w aut z lewego skrzydła. I w tym przypadku jastrzębianie mocno protestowali. Sędziowie decyzji jednak nie zmienili.

Pierwszy punkt w drugim secie zdobył Hardy sprytną kiwką tuż za blok. Szybko jednak zrobiło się 1:4 m.in. bez bloku zaatakował Emanuele Birarelli, a z krótkiej pomylił się Polański. Jastrzębianom trudno było znaleźć receptę na dobrą grę Trentino. Gracze Stojczewa wykorzystywali najmniejszy błąd polskiej drużyny. Rozgrywający Raphael grał szybko i kombinacyjnie, często gubiąc blok Jastrzębskiego Węgla.

Wicemistrzowie Polski starali się jak mogli. Zniwelowali czteropunktową przewagę rywala, a po kontrataku wykorzystanym przez Divisa na tablicy wyników był remis 10:10. Trener Bernardi ekspresyjnie wyraził swoje niezadowolenie z decyzji sędziego i został za to ukarany żółtą kartką, a Trentino przyznano punkt (12:11). Wreszcie doczekaliśmy się wyrównanej gry. Na dobre akcje Trentino, Jastrzębski Węgiel odpowiadał tym samym. Łomacz wykorzystywał dobre przyjęcie, a Hardy, Divis, Gasparini i Gawryszewski nie zawodzili.

Po ładnej kontrze w wykonaniu polskiego zespołu (dobry atak z krótkiej Gawryszewskiego) był remis 21:21. Wtedy o przerwę poprosił Stojczew. Kolejna akcja padła jednak łupem jastrzębian, a punkt zdobył Gasparini. W następnej akcji pomylił się Stokr (23:21). Dwa punkty przewagi szybko jednak zostały roztrwonione (zablokowany Gasparini).

Jako pierwsi setbola mieli jastrzębianie po skutecznym ataku Hardy'ego. Do remisu 24:24 doprowadził Juantorena. Trentino przechyliło szalę zwycięstwa na swoją korzyść w tej partii dzięki blokowi. Najpierw zatrzymany został Hardy, a chwilę później Gasparini i było po secie.

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla przekonali się, że można nawiązać walkę z utytułowanym rywalem. Od początku trzeciego seta ruszyli z impetem i szybko objęli prowadzenie 4:1. Niestety, nie na długo. Gasparini nie przebił się przez potrójny blok (4:4). Następny atak również mu nie wyszedł i trener Bernardi posadził Słoweńca na ławce. Zastąpił go Igir Yudin. Australijczyk dobrze wprowadził się do gry. Głównie dzięki jego postawie jastrzębianie ponownie "odskoczyli" na kilka punktów (11:8). Wtedy dały o sobie znać gwiazdy Trentino Kazijski i Juntorena (13:13). Druga przerwa techniczna odbyła się przy prowadzeniu polskiej ekipy 16:15.

Podobnie jak w drugim secie, zanosiło się na ciekawą i emocjonującą końcówkę również w partii trzeciej. Przy stanie 20:20 dwa błędy popełni Gasparini. Najpierw zaatakował w aut, a później w antenkę. Dwa punkty przewagi w tej fazie seta to dla takiej drużyny jak Trentino wystarczająca zaliczka. Mecz zakończył potężnym atakiem z krótkiej Riad.

W wielkim finale w niedzielę zagra zatem Trentino, a Jastrzębski Węgiel będzie walczył o 3. miejsce. Rywali wyłoni drugi półfinał, w którym zmierzą się Dynamo Moskwa i Zenit Kazań.

Trentino BetClic - Jastrzębski Węgiel 3:0 (25:16, 27:25, 25:22)

Trentino: Kazijski, Birarelli, Juantorena, Raphael, Stokr, Riad, Bari (libero) oraz Della Lunga, Sala, Sokołow, Colaci.

Trener: Radostin Stojczew.

Jastrzębski Węgiel: Divis, Łomacz, Polański, Gawryszewski, Hardy, Gasparini, Rusek (libero) oraz Pawliński, Pająk, Yudin.

Trener: Lorenzo Bernardi.

Przez źle ustawione celowniki Polacy przegrali w Kownie towarzyski mecz z Litwą 0-2, choć sytuacji bramkowych stworzyli więcej od rywala.


Szybkie, krótkie podania, wymienność pozycji i próba strzałów z każdej pozycji - to miała być recepta na defensywę Litwinów. Ta pierwsza próba naszego kapitana, Jakuba Błaszczykowskiego nie należała jeszcze do udanych. Wydawało się, że "Biało-czerwoni" muszą wygrać, gdyż wyglądali na mocniejszy zespół, a mieli też indywidualności, a zwłaszcza Roberta Lewandowskiego, który swobodnie mijał rywali.

Jeszcze przy stanie 0-0 napastnik Borussii Dortmund przedryblował dwóch Litwinów, wpadł w pole karne, by kropnąć z 15 m - Żydrunas Karcemarskas złapał jednak silnie kopniętą piłkę. Litwini po tej akcji wyprowadzili pierwszą kontrę, która zarazem była ich pierwszym atakiem i od razu dała im prowadzenie!

Pecha miał Arkadiusz Głowacki, który wybijając lewą nogą niechcący skierował piłkę do Sauliusa Mikoliunasa, a ten uderzeniem w krótki róg z 20 m zaskoczył Sebastiana Małkowskiego.

Orły Franza próbowały odrobić stratę - Lewandowski przepchnął rywala, wyłożył piłkę Błaszczykowskiemu, lecz tego uprzedził obrońca, ale po upływie kolejnych 11 minut strata do przeciwnika była już dwubramkowa. Obrona kryła na radar Edgarasa Cesnauskisa, więc ten po otrzymaniu podania od Mikoliunasa kopnął z tego samego miejsca, co wcześniej Mikoliunas, w to samo miejsce polskiej bramki, czyli w krótki róg. Małkowski znowu przepuścił piłkę do siatki, po czym zaklął siarczyście.

Ludovic Obraniak, który ma być reżyserem poczynań naszej drugiej linii, być może robi postępy w polszczyźnie, ale piłkarsko notuje regres. I nie ma się co dziwić, w ostatnich sześciu meczach ligowych Lille rozegrał ledwie 63 minuty.

Ludo zmarnował świetną okazję do zdobycia gola przed przerwą, trafiając z bliska prosto w bramkarza. Ale to nie on, tylko bezbarwni w I połowie Murawski i Mierzejewski zostali zdjęci z boiska, na którym po przerwie pojawili się Kamil Grosicki i Sławomir Peszko.

Ten pierwszy, po kontrze zapoczątkowanej przez Błaszczykowskiego, wypracował stuprocentową okazję Lewandowskiemu, który strzelił obok słupka. Za moment, po uderzeniu "Grosika" Setkus sparował piłkę, ale z linii bramkowej ekspediowali ją obrońcy. Inna rzecz, że chwilę wcześniej Panka mógł zapewnić Litwinom trzecią bramkę, lecz futbolówkę po jego strzale na słupek sparował nogą Małkowski. Dogodnych sytuacji strzeleckich Polacy mieli jednak znacznie więcej od rywala, lecz pod bramką Litwy prześladował ich niefart.

W II połowie nasiliły się na trybunach awantury, które wywoływali chuligani z Polski. Petardy leciały w kierunku policji z trybun, a ta rewanżowała się salwami z broni gładkolufowej. Zamieszki zaczęły się już na długo przed meczem.

Litwa - Polska 2-0 (2-0)

Bramki:

1-0 Saulius Mikoliunas (18.),

2-0 Edgaras Cesnauskis (29. z podania Mikoliunasa)

Polska: S. Małkowski - Piszczek, Głowacki, Glik, Sadlok - Mierzejewski (46. Peszko), Murawski (46. Grosicki), Dudka - Błaszczykowski (86. Pawłowski), Lewandowski (73. Kucharczyk), Obraniak (69. Roger).

Sędziował: Andris Treimanis z Łotwy.

piątek, 25 marca 2011

"Polski Batman", "tygrys na progu, jastrząb w powietrzu", "popularny jak papież" - to tylko niektóre z tysięcy określeń osobistości ze świata sportu i polityki o Adamie Małyszu. W sobotę najwybitniejszy polski skoczek narciarski oficjalnie zakończy karierę.

W benefisie Małysza na Wielkiej Krokwi w Zakopanem wezmą udział m.in. Szwajcar Simon Ammann, Austriacy Gregor Schlierenzauer, Martin Koch i Thomas Morgenstern, Niemcy Martin Schmidt i Michael Uhrmann oraz Fin Matti Hautamaeki i Norweg Bjoern Einar Romoeren.

W pożegnalnej imprezie wielokrotnego medalisty igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata nie zabraknie gwiazd sceny muzycznej. Dla Małysza i jego kibiców zagrają i zaśpiewają Wilki, Brathanki, Blue Cafe, Kasia Wilk, Bracia, Zakopower, Pectus oraz Papa D.

Sobotni konkurs Skoków do Celu - Adam's Bull's Eye będzie podsumowaniem siedemnastoletniej kariery sportowej zawodnika pochodzącego z Wisły. Jego uczestnicy najpierw wylosują odległości, a następnie ustawią sobie belkę startową i będą się starali wylądować jak najbliżej wyznaczonego celu. Rywalizacja odbędzie się w dwóch seriach.

Wybrane cytaty o Adamie Małyszu:

"Jestem pod urokiem Adama Małysza. Styl "V" został jakby stworzony dla tego l9-latka z Wisły. Jest bardzo odważny, a gdy lepiej opanuje drugą fazę skoku będziemy znów mieli skoczka najwyższej światowej klasy" (Tadeusz Pawlusiak, 1997)

"Pod względem popularności wśród Polaków Małysz dorównuje samemu papieżowi" - menedżer Edi Federer (2001 rok)

"Adam jest w takiej formie, że trudno mu będzie dorównać. Niesłychanie ciężko będzie wygrać z polskim Batmanem" - Sven Hannawald (2001)

"Do Adama trzeba dziś przykładać inną miarkę. Porównania z nim nie mają sensu - jest w tej chwili poza zasięgiem normalnych skoczków" - Martin Schmitt (2001)

"To narciarski fenomen" - dwukrotny mistrz olimpijski Toni Innauer (2001).

"Jego odejście bardzo mnie zasmuciło. Ten cały pucharowy cyrk stracił bardzo fajnego gościa, który odniósł niesamowite sukcesy. Każdy sezon wspólnej rywalizacji z Adamem był pełen wyjątkowych wspomnień" - Noriaki Kasai (2011)

"To jeden z najsympatyczniejszych zawodników wśród skoczków. Jeszcze nie widziałem go w złym humorze. Gdy patrzę na niego z boku, zawsze mi się wydaje, że to ostoja spokoju. Nie wiem, co musiałoby się stać, by wyprowadzić go z równowagi" - Andreas Kofler.

"Profesjonalista. Nigdy nie widziałem, by niepoważnie podszedł do tego, co robi. Może, a nawet powinien, być wzorem dla młodych zawodników. Jak chcą osiągać dobre wyniki, to powinni brać z niego przykład. Taki powinien być mistrz" - Janne Ahonen.

"Adama nigdy nie można było lekceważyć. Zawsze mam kłopot z określeniem, co tam mu w głowie gra. Niesamowite jest, że nawet jak mu nie idzie, nie załamuje się. Siada na belce i robi swoje" - Simon Ammann.

"Od kiedy pamiętam, Adam był kimś, kogo podziwiałem. Jako mały chłopiec chciałem być taki, jak on. Wydawał mi się człowiekiem niezwykle otwartym, ale i wiedzącym czego chce, a co najważniejsze, jak do tego dojść. Nie pomyliłem się" - Gregor Schlierenzauer.

"Na palcach jednej ręki możemy policzyć Polaków, którzy dali tak długo, tyle dobrych wzruszeń. Przy tym jest kapitalnym, skromnym człowiekiem" - Donald Tusk.

"Zdobycie Pucharu Świata jest ogromnym sukcesem Adama Małysza. Tym bardziej, że jest pierwszym Polakiem, który otrzymał Kryształową Kulę. Od dzisiaj polski orzeł ma swoje imię i brzmi ono właśnie Adam Małysz. Widziałem dzisiaj na trybunach transparent z napisem +Adam na prezydenta+ (...) Nie miałbym nic przeciwko temu, aby moje miejsce zajął Małysz" - Aleksander Kwaśniewski (Planica, 2001).

"Po pierwszej serii było drugie miejsce, dla nas dopiero, bo liczyliśmy przecież na więcej. Potem był jednak ten wspaniały skok w drugiej serii, który przypieczętował ten prosty fakt, że to jest najlepszy w tej chwili skoczek na świecie" - Jerzy Buzek (luty 2001, Lahti)

"Małysz nie tylko sukcesami zdobywa sobie olbrzymią popularność w naszym społeczeństwie, ale także swoją postawą, całą skromnością, bezpośredniowością, taką naturalnością" - Lech Kaczyński (luty, 2010).

"W czasie, gdy Adam odnosił sukcesy było u nas siedmiu premierów, jest trzeci prezydent, a on wciąż trwał i styl, w jakim to robił, jest wielki. To fantastyczny sportowiec, który stworzył nowy wymiar widowiska" (Artur Partyka, 2011)

"Praca z Adamem to sama przyjemność. Bardzo łatwo go prowadzić. Nie stwarzał nigdy żadnych problemów, nie robił głupot ani nie krytykował na boku. Jak coś mu się nie podobało, to mówił o tym otwarcie. Czasami, gdy nie wytłumaczyłem dokładnie o co mi chodzi, on i tak bez mrugnięcia okiem wykonywał moje polecenia" (Hannu Lepistoe)

"Podczas skoku Adam jest jak tygrys na progu i jastrząb w powietrzu" - były trener, a obecnie prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner.

"Każdy wie, kto jest królem Zakopanego. Bez względu na to, co się zdarzy, reszta skoczków jest tam tylko tłem dla Adama Małysza" - fiński trener Mika Kojonkoski.

czwartek, 24 marca 2011

W najbliższy weekend rozpocznie się sezon Formuły 1, który może przynieść sporo niespodzianek. Niestety, na torze zabraknie Roberta Kubicy.

6 lutego Kubica miał bardzo groźny wypadek podczas rajdu samochodowego we Włoszech i wciąż przebywa szpitalu w Pietra Ligure. Jeszcze w tym miesiącu ma zacząć samodzielnie chodzić, ale rehabilitację może potrwać co najmniej kilka miesięcy.

Jak "Szybki Nick" zastąpi Kubicę?

Lekarze ostrożnie wypowiadają się na temat powrotu Polaka do Formuły 1, jeśli ten w ogóle będzie możliwy. Największą niewiadomą jest stan łokcia, który pozostaje unieruchomiony. Nie można wykluczyć, że będą konieczne kolejne operacje. W wypadku poważnie zmiażdżona została także prawa dłoń Kubicy, co również może mieć wpływ na kontynuowanie kariery.

Nieobecność Polaka może pokrzyżować ambitne plany ekipy Lotus-Renault. Obok Witalija Pietrowa jej bolid prowadzić będzie Niemiec Nick Heidfeld, który w przeszłości był partnerem Kubicy w BMW-Sauber.

Przedsezonowe testy aut Renault, którego współwłaścicielem został Lotus, wypadły pozytywnie, a specjaliści stawiają ten zespół w roli jednego z kandydatów do walki o najniższe miejsce na podium klasyfikacji konstruktorów, m.in. za sprawą nowatorskiego przedniego wydechu powietrza. Dwa pierwsze wydają się zarezerwowane dla broniącego tytułu teamu Red Bull-Renault oraz Ferrari.

Ciasno za plecami "Czerwonego Byka"

Oba będą startować w niezmienionych składach: pod szyldem "Czerwonego Byka" najlepszy kierowca ubiegłego roku Niemiec Sebastian Vettel i Australijczyk Mark Webber, a we włoskiej stajni Hiszpan Fernando Alonso i Brazylijczyk Felipe Massa.

Za plecami tych ekip robi się ciasno. Chociaż team Renault uczynił największe postępy w przerwie między sezonami, to jednak będzie - podobnie jak w ubiegłym roku - rywalizować głównie z Mercedesem i z Williamsem-Cosworth.

Możliwe, że w tej grupie znajdą się również bolidy McLaren-Mercedes, który najwyraźniej nie spisał się w pracach nad nowym modelem. Już kilka tygodni temu Lewis Hamilton i Jenson Button nie szczędzili słów krytyki pod adresem inżynierów, nazywając MP4-26 "wolno jeżdżącym złomem". Wiele wskazuje, że jeden z najbardziej utytułowanych zespołów nie będzie się mógł liczyć na miejsce w ścisłej czołówce.

Ruchome skrzydło nakłoni do ataków

Od strony technicznej wprowadzono w tym roku praktycznie trzy większe zmiany. Do wyposażenia bolidów wrócił znany już z 2009 roku system odzyskiwania energii kinetycznej (KERS), pozwalający zmniejszyć ilość zużywanego paliwa. Uzyskiwaną przy dohamowaniach wartość można wykorzystać w trakcie wyprzedzania rywali, zwiększając moc silnika.

Temu samemu celowi ma służyć nowinka w postaci ruchomego tylnego skrzydła, sterowanego przez pilota poprzez wciśnięcie guzika w kierownicy. Skorzystać z tej procedury można będzie dowolnie podczas treningów i kwalifikacji, natomiast w wyścigu - tylko na wyznaczonym odcinku toru, nie dłuższym niż 600 metrów na głównej prostej. Sygnałem do włączenie guzika będzie światełko zapalane w kokpicie przez sędziów. Atakowany rywal nie będzie miał takiej możliwości. Ma to nakłonić do częstszych ataków i wyprzedzeń.

Team orders znów będą bezkarne

Po wieloletniej przerwie do Formuły 1 wraca Pirelli, tym razem jako wyłączny dostawca opon. Przygotował specjalne kolorowe paski w dość jaskrawych kolorach, umożliwiających odróżnienie każdego z sześciu rodzajów mieszanki. Po przedsezonowych testach ogumienie włoskiej firmy było krytykowane za szybsze zużywanie się w porównaniu z produktami japońskiego Bridgestone'a.

W tegorocznych MŚ szefowie ekip będą mogli stosować "team orders", jednak udzielane kierowcom polecenie będą bezkarne, jeśli "nie będą miały bezpośredniego wpływu na wynik uzyskany przez zespół". W razie rażących naruszeń tych zasad grożą surowe kary, włącznie z wykluczeniem z rywalizacji w kolejnym roku.

Sezon rozpocznie się w niedzielę w Melbourne wyścigiem o Grand Prix Australii. Zaplanowana na 13 marca impreza w Bahrajnie została odwołana z powodu napiętej sytuacji politycznej w tym kraju. O tym, kiedy i czy w ogóle się odbędzie w tym sezonie, zdecyduje w najbliższym czasie Światowa Federacja Samochodowa (FIA).

Mistrz świata zostanie wyłoniony w 19 lub 20 eliminacjach, a najpóźniej będzie znany 27 listopada.

Indywidualni mistrzowie świata Formuły 1:

1950 Giuseppe Farina (Włochy/Alfa Romeo)

1951 Juan Manuel Fangio (Argentyna/Alfa Romeo)

1952 Alberto Ascari (Włochy/Ferrari)

1953 Alberto Ascari (Włochy/Ferrari)

1954 Juan Manuel Fangio (Argentyna/Mercedes/Maserati)

1955 Juan Manuel Fangio (Argentyna/Mercedes)

1956 Juan Manuel Fangio (Argentyna/Lancia/Ferrari)

1957 Juan Manuel Fangio (Argentyna/Maserati)

1958 Mike Hawthorn (W.Brytania/Ferrari)

1959 Jack Brabham (Australia/Cooper-Climax)

1960 Jack Brabham (Australia/Cooper-Climax)

1961 Phil Hill (USA/Ferrari)

1962 Graham Hill (W.Brytania/BRM)

1963 Jim Clark (Szkocja/Lotus-Climax)

1964 John Surtees (W.Brytania/Ferrari)

1965 Jim Clark (Szkocja/Lotus-Climax)

1966 Jack Brabham (Australia/Brabham-Repco)

1967 Dennis Hulme (Nowa Zelandia/Brabham-Repco)

1968 Graham Hill (W.Brytania/Lotus-Ford)

1969 Jackie Stewart (Szkocja/Matra-Ford)

1970 Jochen Rindt (Austria/Lotus-Ford)

1971 Jackie Stewart (Szkocja/Tyrrell-Ford)

1972 Emerson Fittipaldi (Brazylia/Lotus-Ford)

1973 Jackie Stewart (Szkocja/Tyrrell-Ford)

1974 Emerson Fittipaldi (Brazylia/McLaren-Ford)

1975 Niki Lauda (Austria/Ferrari)

1976 James Hunt (W.Brytania/McLaren-Ford)

1977 Niki Lauda (Austria/Ferrari)

1978 Mario Andretti (USA/Lotus-Ford)

1979 Jody Scheckter (RPA/Ferrari)

1980 Alan Jones (Australia/Williams-Ford)

1981 Nelson Piquet (Brazylia/Brabham-Ford)

1982 Keke Rosberg (Finlandia/Williams-Ford)

1983 Nelson Piquet (Brazylia/Brabham-BMW Turbo)

1984 Niki Lauda (Austria/McLaren-Porsche Turbo)

1985 Alain Prost (Francja/McLaren-Porsche Turbo)

1986 Alain Prost (Francja/McLaren-Porsche Turbo)

1987 Nelson Piquet (Brazylia/Williams-Honda Turbo)

1988 Ayrton Senna (Brazylia/McLaren-Honda Turbo)

1989 Alain Prost (Francja/McLaren-Honda)

1990 Ayrton Senna (Brazylia/McLaren-Honda)

1991 Ayrton Senna (Brazylia/McLaren-Honda)

1992 Nigel Mansell (W.Brytania/Williams-Renault)

1993 Alain Prost (Francja/Williams-Renault)

1994 Michael Schumacher (Niemcy/Benetton-Ford)

1995 Michael Schumacher (Niemcy/Benetton-Renault)

1996 Damon Hill (W.Brytania/Williams-Renault)

1997 Jacques Villeneuve (Kanada/Williams-Renault)

1998 Mika Hakkinen (Finlandia/McLaren-Mercedes)

1999 Mika Hakkinen (Finlandia/McLaren-Mercedes)

2000 Michael Schumacher (Niemcy/Ferrari)

2001 Michael Schumacher (Niemcy/Ferrari)

2002 Michael Schumacher (Niemcy/Ferrari)

2003 Michael Schumacher (Niemcy/Ferrari)

2004 Michael Schumacher (Niemcy/Ferrari)

2005 Fernando Alonso (Hiszpania/Renault)

2006 Fernando Alonso (Hiszpania/Renault)

2007 Kimi Raikkonen (Finlandia/Ferrari)

2008 Lewis Hamilton (W.Brytania/McLaren-Mercedes)

2009 Jenson Button (W.Brytania/Brawn GP-Mercedes)

2010 Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull-Renault)

Wielokrotni mistrzowie świata Formuły 1:

7 - Michael Schumacher (Niemcy) 1994-95, 2000-04

5 - Juan Manuel Fangio (Argentyna) 1951, 1954-57

4 - Alain Prost (Francja) 1985-86, 1989, 1993

3 - Ayrton Senna (Brazylia) 1988, 1990-91

- Nelson Piquet (Brazylia) 1981, 1983, 1987

- Niki Lauda (Austria) 1975, 1977, 1984

- Jackie Stewart (Szkocja) 1969, 1971, 1973

2 - Fernando Alonso (Hiszpania) 2005-06

- Mika Hakkinen (Finlandia) 1998-99

- Emerson Fittipaldi (Brazylia) 1972, 1974

- Graham Hill (W.Brytania) 1962, 1968

- Jim Clark (Szkocja) 1963, 1965

- Jack Brabham (Australia) 1959-60

- Alberto Ascari (Włochy) 1952-53

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6