czwartek, 29 kwietnia 2010

FC Barcelona wygrała z Interem Mediolan 1-0 w rewanżowym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów, ale awans wywalczyli mediolańczycy, którzy pierwsze starcie wygrali 3-1.

Mediolańczycy twardą grą w pierwszych minutach pokazali rywalom, że nie pozwolą im na spokojną wymianę piłek przed ich polem karnym. Już w 10. minucie Thiago Motta został ukarany żółtą kartką, a chwilę później w walce o pozycję w polu karnym Interu Samuel rozerwał koszulkę Zlatanowi Ibrahimovicowi. Szwed musiał się szybko przebrać, bo oderwany pod szyją kawałek materiału wisiał mu prawie do pępka.

Motta w walce o piłkę w środku boiska uderzył ręką w twarz Busquetsa i sędzia wyrzucił go z boiska. Wściekły trener Interu Jose Mourinho ironicznie bił brawo.

W pierwszej połowie Barcelona najbliżej zdobycia gola była w 32. minucie, gdy Messi urwał się obrońcom i strzelił, ale fantastyczną paradą piłkę wybił na rzut rożny Julio Cesar.

W drugiej połowie goście świetnie się bronili i kompletnie zneutralizowali ofensywne gwiazdy Barcelony. Nie pomagały kolejne zmiany Pepa Guardioli. Barcelona wolno i statycznie rozgrywała piłkę. Biła głową w mur i nie potrafiła wypracować sobie czystej sytuacji strzeleckiej.

Po raz pierwszy udało się to dopiero w 82. minucie - Messi centrował na 6. metr, Bojan główkował mając przed sobą tylko bramkarza, ale nie trafił w bramkę.

Po chwili Gerard Pique dostał prostopadłe podanie w pole karne, zakręcił kółeczko sadzając na murawie Cordobę i Julio Cesara, a następnie strzelił do pustej bramki.

FC Barcelona - Inter Mediolan 1-0 (0-0)

Bramka: 1-0 Gerard Pique (84.).

Pierwszy mecz 1-3, awans: Inter.

Sędzia: Frank De Bleeckere (Belgia).

Czerwona kartka: Thiago Motta (29. za drugą żółtą)

Barcelona: Valdes - Alves, Pique, Toure, Milito (46. Maxwell) - Xavi, Busquets (63. Jeffren), Keita - Messi, Pedro, Ibrahimovic (63. Bojan Krkic).

Inter: Julio Cesar - Maicon, Lucio, Samuel, Zanetti - Cambiasso, Sneijder (67. Muntari), Thiago Motta - Eto'o (86. Mariga), D.Milito (81. Cordoba), Chivu.

 

Bayern Monachium wystąpi w finale Ligi Mistrzów sezonu 2009/10. W rewanżowym meczu półfinałowym podopieczni Louisa van Gaala zwyciężyli 3-0. Bohaterem meczu był Ivica Olić, który ustrzelił hat-tricka. W pierwszym spotkaniu Bawarczycy wygrali 1-0.

Bawarczycy w rewanżu bardzo szybko narzucili swoje warunki. Już w drugiej minucie powinni objąć prowadzenie. Po dośrodkowaniu Ivicy Olicia z ośmiu metrów strzelił Thomas Mueller, jednak nie trafił w światło bramki.

Bardzo dobrze spisywały się skrzydła gości. W początkowej fazie aktywny był Arjen Robben, a potem Hamit Altintop.

Van Gaal może zostać dopiero trzecim trenerem, który poprowadzi dwie drużyny do zwycięstwa w Pucharze Europy. W 1995 roku zdobył go z Ajaksem Amsterdam.

Olympique Lyon - Bayern Monachium 0-3 (0-1)

Bramki: Olić (26., 67., 78).

Olympique: Lloris - Reveillere, Cris, Boumsong, Cissokho (46. Gomis) - Gonalons, Makoun, Delgado (68. Pjanić) - Govou, Lisandro (79. Ederson), Bastos.

Bayern: Butt - Lahm, van Buyten (46. Demichelis), Badstuber, Contento - Robben (76. Klose), Schweinsteiger (79. Alaba), Van Bommel, Altintop - Mueller, Olić.

Sędziował Massimo Busacca (Szwajcaria). Czerwona kartka - Cris (61., dwie żółte). Widzów 43 000.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Kolejki górskie

Nie ma to jak dobra kolejka górska!



Jedna z najlepszych jakimi miałem okazje się przejechać jest niedawno wybudowana kolejka we włoskim wesołym miasteczku "Mirabilandia" położonym niedaleko od Rawenny.

Kolejka ta ma długość 1200m, wyjeżdża na 50m w gore i osiąga prędkość 110km/h. Cala trasę pokonuje w ok. 90s. Można przyjrzeć się jej na zdjęciach obok. Do pierwszego wagonika jest osobna kolejka i gorąco polecam odstanie trochę dłużej aby do niego się dostać. Robi wrażenie, szczególnie za pierwszym razem. Wagoniki przyczepione są do szyn znajdujących się u góry tak ze siedząc nogi luźno wiszą w powietrzu. Jadąc obraca się we wszystkie strony tzn. oprócz zwykłych pętli również dookoła własnej osi. Po drodze mamy jeszcze dodatkowe atrakcje w postaci krótkiego tunelu pod ziemia. Dodatkowo po ok. 2/3 trasy kolejka gwałtownie zwalnia, aby po chwili znowu przyśpieszyć co jeszcze zwiększa jej atrakcyjność.

Więcej na temat tej kolejki można się dowiedzieć na stronach: www.mirabilandia.it

Znacznie bliżej bo w Budapeszcie można znaleźć tradycyjna kolejkę górską, tzn. wagonik jadący po szynach. Ma ona jedna pętlę gdzie gdzie jedziemy po wewnętrznej części toru robiąc obrót o 360*. Jest dosyć krotka, ale tez warto się nią przejechać. Bardzo ciekawe mogą być tez starsze kolejki, jeszcze z drewnianymi podporami. Gdzie jadąc tory skrzypią pod ciężarem wagoników. Powiew historii i świetna zabawa.

Innym rozdziałem są kolejki jak ta na zdjęciu poniżej. Nie są one szybkie, nie posiadają pętli. Ale są równie ekscytujące, przede wszystkim za sprawa zakrętów o 180*. Wagonik dojeżdża tak daleko ze nie widać już torów i gwałtownie zmienia kierunek. W głowie kreci się bardziej niż na najszybszych nowoczesnych torach.

 

Ten kto wybrał się w poniedziałkowy wieczór na stadion Arena Kielce nie ma czego żałować. Piłkarze Korony i Legii Warszawa stworzyli dobre widowisko, zakończone zwycięstwem stołecznego zespołu 1-0 (0-0).

Długo nic nie zapowiadało tej wygranej, bo tak słabo, jak w pierwszej połowie, warszawianie nie grali dawno. Wolno, majestatycznie i niechlujnie oraz bez żadnego pomysłu na połowie Korony. Nie przegrywali tylko dzięki szczęściu (strzał w słupek Ediego na samym początku), kilku świetnym interwencjom bramkarza Jana Muchy (Słowakowi wróciła forma z wiosny) oraz umiejętnościom Dicksona Choto - reprezentant Zimbabwe rozbił wiele ataków Korony. Poza tym bardzo dobrze kierował kolegami z bloku - legioniści kilkanaście razy łapali rywali na spalonym. Później jeszcze świetnie wspomagał go Hiszpan Inaki Astiz.

Drugą połowę lepiej rozpoczęli kielczanie. W 49. minucie piłka przypadkowo trafiła do Gajtkowskiego, który znalazł się sam na sam z Muchą. Napastnik Korony starał się przerzucić piłkę nad bramkarzem. Golkiper Legii jednak na to nie pozwolił.

Gospodarze cały czas atakowali i wydawało się, że wreszcie uda im się złamać dobrze zorganizowaną defensywę Legii. Tymczasem w 61. minucie stołeczny zespół wykonywał rzut rożny. Dokładne dośrodkowanie Iwańskiego na bramkę zamienił Jakub Wawrzyniak, który strzałem głową zmusił Małkowskiego do kapitulacji.

Stracony gol nie podciął skrzydeł kielczanom. Na bramkę Muchy sunął atak za atakiem, ale wynik nie ulegał zmianie. W 75. minucie minimalnie pomylił się Andradina. Chwilę później Brazylijczyk nie sięgnął piłki po dobrym zagraniu Macieja Tataja. Gospodarze ambitnie walczyli o zmianę niekorzystnego rezultatu do samego końca, ale po ostatnim gwizdku sędziego ze zwycięstwa cieszyli się legioniści.

Korona Kielce - Legia Warszawa 0-1 (0-0)

Bramka: 0-1 Wawrzyniak (61)

Sędzia: Tomasz Mikulski (Lublin). Widzów 10˙220.

Korona Kielce: Zbigniew Małkowski - Jacek Markiewicz, Hernani, Pavol Stano, Nikola Mijailovic - Jacek Kiełb, Grzegorz Lech (83. Paweł Kaczmarek), Cezary Wilk, Paweł Sobolewski (23. Łukasz Maliszewski) - Edi Andradina, Krzysztof Gajtkowski (63. Maciej Tataj).

Legia Warszawa: Jan Mucha - Wojciech Szala, Inaki Astiz, Dickson Choto, Jakub Wawrzyniak - Miroslav Radović (90. Maciej Rybus), Tomasz Jarzębowski (82. Pance Kumbev), Maciej Iwański, Tomasz Kiełbowicz - Marcin Mięciel (71. Ariel Borysiuk), Bartłomiej Grzelak.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

EKSTRAKLASA PIŁKARZY RĘCZNYCH:

Piłkarze Vive Targi Kielce pokonali 34-26 Azoty Puławy w drugim półfinałowym meczu mistrzostw Polski. Podopieczni Bogdana Wenty są już bardzo blisko awansu do finału. Potrzebują jeszcze tylko jednej wygranej.

Trener Azotów Bogdan Kowalczyk też dał szansę gry wszystkim zawodnikom, którzy przyjechali do Kielc. Bramkarz gości Piotr Wyszomirski obronił cztery karne.

Trzeci i ewentualnie czwarty mecz 1 i 2 maja w Puławach. Jeśli zajdzie potrzeba, piąte spotkanie w Kielcach 5 maja.

Drugi mecz półfinałowy:

Vive Targi Kielce - Azoty Puławy 34-26 (21-14)

Vive Targi: Kazimierz Kotliński - Paweł Podsiadło, Patryk Kuchczyński 3, Mariusz Jurasik 6, Rastko Stojkovic 4, Henrik Knudsen 8, Vitalij Nat 7 oraz Tomasz Rosiński 1, Piotr Grabarczyk 1, Daniel Żółtak, Kamil Krieger 3, Rafał Gliński, Mateusz Zaremba 1.

Azoty: Piotr Wyszomirski, Maciej Stęczniewski - Grzegorz Gowin 2, Sebastian Płaczkowski 2, Dmytro Zinczuk 3, Artur Witkowski 1, Mateusz Kus 1, Wojciech Zydroń 10 oraz Oleg Semenom, Michał Szyba 2, Paweł Sieczka, Tomasz Pomiankiewicz 4, Dmitrij Afanasjew 1.

półfinały

 

2010-04-24: Vive Targi Kielce - Azoty Puławy 31:18 (14:9)

2010-04-25: Vive Targi Kielce Azoty Puławy 34:26 (21:14)

Stan rywalizacji play off (do trzech zwycięstw) 2-0 dla Vive.

o miejsca 5-8

2010-04-24: Nielba Wągrowiec - OKPR Traveland Społem Olsztyn 30:32 (13:14)

2010-04-24: Piotrkowianin Piotrków Tryb. - Zagłębie Lubin 31:33 (19:17).

Wyniki meczów o miejsca 9-12 :

 

2010-04-25

NMC POWEN Zabrze - AS-BAU Śląsk Wrocław 27:22 (14:12)


2010-04-24

AZS AWFiS Gdańsk - Chrobry Głogów 32:22 (14:13)

 

EKSTRAKLASA PIŁKAREK RĘCZNYCH:

PLAY OFF

(do trzech zwycięstw)

 

półfinały

2010-04-19: SPR Lublin - Piotrcovia Piotrków Tryb. 33:25 (20:13)

2010-04-20: SPR Lublin SSA - Piotrcovia Piotrków Trybunalski 33:21 (19:8)

2010-04-24: Piotrcovia Piotrków Tryb. - SPR Lublin 25:27 (14:15).

Stan rywalizacji play off 3-0 dla Lublina, który awansował do finału.

 

2010-04-19: MKS Zagłębie Lubin - Vistal Łączpol Gdynia 32:25 (15:10

2010-04-20: MKS Zagłębie Lubin - Vistal Łączpol Gdynia 27:23 (14:9)

2010-04-25: Vistal Łączpol Gdynia - Zagłębie Lubin 28:31 (14:17).

Stan rywalizacji  3-0 dla Zagłębia, które awansowało do finału.


o miejsce 5-8

2010-04-24: KU AZS Politechnika Koszalińska - Zgoda Ruda Śląska 22:29 (10:16).

-----------------------------------------------------------------

Mecze o miejsca 9-12

2010-04-24: KSS Kielce - KPR Jelenia Góra 35:31 (20:17).


SPR Olkusz - AZS AWF Wrocław 18:30 (9:15)



AZS AWF Wrocław - KPR Jelenia Góra 28:24 (11:14)
SPR Olkusz - KSS Kielce 23:21 (10:11)

 

POLSKA LIGA KOSZYKÓWKI KOBIET:

Pierwszy mecz finału: KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. - Lotos Gdynia 78:74 (18:14, 22:13, 17:25, 21:22). Stan rywalizacji (do trzech zwycięstw): 1-0 dla KSSSE.

Pierwszy mecz finału był zacięty, toczył się w dobrym tempie, a jego losy - głównie za sprawa australijskiej rozgrywającej Lotosu Erin Philips ważyły się do ostatnich sekund.

W 37. minucie KSSSE prowadził 70:63, a na 43 sekundy przed końcem nadal miał bezpieczna przewagę (73:66). Wówczas ponownie błysnęła Philips, która błyskawicznie przeprowadzała piłkę na połowę rywalek i dwukrotnie trafiła za trzy punkty. Na 20 sekund przed końcem Lotos przegrywał tylko 72:74. Faule taktyczne gdynianek nie zdołały przybliżyć ich jednak do remisu, gdyż czterokrotnie bezbłędna z linii rzutów wolnych okazała się Izabela Piekarska.

W poniedziałek odbędzie się w Gorzowie Wlkp. drugi mecz finałowy.

KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. - Lotos Gdynia 78:74 (18:14, 22:13, 17:25, 21:22)

KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.: Nkolika Anosike 15, Samantha Jane Richards 14, Ludmiła Sapowa 14, Izabela Piekarska 12, Sydney Spencer 9, Julia Dureika 5, Justyna Żurowska 5, Agnieszka Kaczmarczyk 3, Katarzyna Dźwigalska 1.

Lotos Gdynia: Erin Philips 21, Ivana Matovic 19, Magdalena Leciejewska 19, Roneeka Hodges 7, Tanisha Wright 4, Louize Halvarsson 2, Marta Jujka 2, Olivia Tomiałowicz 0, Claudia Sosnowska 0, Marta Urbaniak 0.

FINAŁ

(do trzech zwycięstw)

1. mecz 25 kwietnia: KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. - Lotos Gdynia 78:74 (18:14, 22:13, 17:25, 21:22)
2. mecz 26 kwietnia: KSSSE - Lotos (godz. 18)
3. mecz 30 kwietnia: Lotos - KSSSE
ew. 4. mecz 1 maja: Lotos - KSSSE
ew. 5. mecz 3 maja: KSSSE - Lotos

Stan rywalizacji 1-0 dla KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.

 

Drugi mecz o brązowy medal: Energa Toruń - CCC Polkowice 65:52 (16:11, 22:17, 14:8, 13:16). Stan rywalizacji (do trzech zwycięstw) 2-0 dla Energi.

Energa, poza pierwszymi minutami, przez cały czas prowadziła. Podopieczne trenera Elmedina Omanica przewagę osiągniętą w pierwszej kwarcie podwoiły po kolejnych 10 minutach gry. Jednak w czasie drugiej kwarty ich prowadzenie sięgało nawet 14 punktów.

O 3. MIEJSCE

(do trzech zwycięstw)

1. mecz 24 kwietnia: Energa Toruń - CCC Polkowice 62:61 (19:16, 14:14, 14:22, 15:9).
2. mecz 25 kwietnia: Energa Toruń - CCC Polkowice 65:52 (16:11, 22:17, 14:8, 13:16).
3. mecz 28 kwietnia: CCC - Energa
ew. 4. mecz 29 kwietnia: CCC - Energa
ew. 5. mecz 1 maja: Energa - CCC

Stan rywalizacji 2-0 dla Energi

 

Klasyfikacja końcowa o miejsca 5-8:

5. Wisła Can-Pack Kraków
6. Odra Brzeg
7. Super Pol Tęcza Leszno
8. Utex ROW Rybnik

 

POLSKA LIGA KOSZYKÓWKI MĘŻCZYZN:

Faza pre play off:

Energa Czarni Słupsk - PBG Basket Poznań 82:81 (20:20, 26:19, 13:19, 23:23).

PBG Basket Poznań - Energa Czarni Słupsk 73:83 (17:19, 15:29, 20:15, 21:20).

Stan rywalizacji (do dwóch zwycięstw) 2-0 dla Energi Czarnych, którzy awansowali do ćwierćfinału.


 

AZS Koszalin - Stal Stalowa Wola 84:80 (31:7, 12:28, 14:29, 27:16).

AZS Koszalin - Stal Stalowa Wola 108:83 (24:10, 23:26, 33:23, 28:24)

Stan rywalizacji (do dwóch zwycięstw) 2-0 dla AZS, który awansował do ćwierćfinału.

 

PGE Turów Zgorzelec - Kotwica Kołobrzeg 83:80 (18:11, 20:15, 19:26, 26:28).

Kotwica Kołobrzeg - PGE Turów Zgorzelec 78:80 (16:17, 23:17, 15:21, 24:25).

Stan rywalizacji (do dwóch zwycięstw) 2-0 dla PGE Turowa, którzy awansowali do ćwierćfinału.

 

Znicz Jarosław - Polonia Azbud Warszawa 76:73 (21:13, 19:15, 19:28, 17:17).

Stan rywalizacji (do dwóch zwycięstw) 1-1.

Na zakończenie 25. kolejki Ekstraklasy, w Gdańsku oglądaliśmy bardzo ciekawe spotkanie. Lechia zremisowała z Ruchem Chorzów 1-1, chociaż od 18. minuty grała w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Marko Bajicia. Gole w tym meczu padały w odstępie dwóch minut. W 35. do siatki trafił Janoszka, a w 37. samobójcze trafienie zaliczył G. Baran.

Po przerwie piłkarze stworzyli bardzo dobre widowisko, nawet pomimo faktu, że żadnemu z zawodników nie udało się trafić do siatki. Tempo gry było żywe, mieliśmy sporo podbramkowych sytuacji, a Lechia imponowała hartem ducha, dzielnie i skutecznie broniąc się w osłabieniu.

Trzy kapitalne sytuacje Ruch miał jeszcze przed końcem spotkania. Najpierw w 87. minucie strzelał Grzyb, jego uderzenie z dystansu odbił Kapsa, a z prezentu nie potrafił skorzystać Sobiech, który spartaczył kolejną świetną sytuację w tym meczu. Tym razem nie trafił do bramki z czterech metrów - zrehabilitował się Kapsa, który rzucił się pod nogi snajpera Ruchu i wybił piłkę na rzut rożny. Po kornerze strzelał bardzo groźnie Stawarczyk, ale futbolówka odbita od murawy przeszła nad bramką Lechii.

Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów 1-1

0-1 Janoszka 35.

1-1 Baran 37. sam

Lechia Gdańsk: Paweł Kapsa - Krzysztof Bąk, Hubert Wołąkiewicz, Marko Bajić, Arkadiusz Mysona - Marcin Pietrowski, Łukasz Surma, Paweł Nowak (83. Olegs Laizans) - Piotr Wiśniewski, Tomasz Dawidowski (73. Paweł Buzała), Ivans Lukjanovs (72. Maciej Rogalski).

Ruch Chorzów: Krzysztof Pilarz - Krzysztof Nykiel, Rafał Grodzicki, Maciej Sadlok, Ariel Jakubowski (86. Piotr Stawarczyk) - Wojciech Grzyb, Grzegorz Baran, Gabor Straka, Michał Pulkowski (46. Arkadiusz Piech) - Łukasz Janoszka, Artur Sobiech.

Tabela - Ekstraklasa, sezon 2009/2010

Tabela ligowa
DrużynaMPWRPrzB. Zdob.B. Strac.
P - punktyM - meczeW - wygraneR - remisyPRZ. - PrzegraneB. ZDOB. - bramki zdobyteB. STRAC. - bramki stracone
1. Wisła Kraków 25 54 17 3 5 39 16
2. Lech Poznań 25 50 14 8 3 39 18
3. Legia Warszawa 25 48 14 6 5 33 15
4. Ruch Chorzów 25 47 14 5 6 36 23
5. PGE GKS Bełchatów 25 40 11 7 7 29 22
6. Lechia Gdańsk 25 34 8 10 7 26 26
7. KGHM Zagłębie Lubin 25 30 7 9 9 24 30
8. Polonia Bytom 25 30 7 9 9 25 25
9. Śląsk Wrocław 25 28 6 10 9 23 24
10. Jagiellonia Białystok 25 27 9 10 6 26 22
11. Cracovia 25 27 7 6 12 21 33
12. Korona Kielce 25 27 6 9 10 28 38
13. Polonia Warszawa 25 23 6 5 14 20 36
14. Odra Wodzisław 25 23 6 5 14 21 36
15. Piast Gliwice 25 23 6 5 14 25 41
16. Arka Gdynia 25 22 5 7 13 21 31

 

niedziela, 25 kwietnia 2010

Tomasz Adamek pokonał na punkty w kalifornijskim Ontario, po dwunastu zaciętych rundach, Chrisa Arreolę w swojej trzeciej walce w wadze ciężkiej. Zwycięstwo to oznacza milowy krok "Górala" w stronę tytułu mistrza świata królewskiej kategorii wagowej.

To miał być prawdziwy test dla naszego pięściarza. Andrzej Gołota, pierwszy "ciężki", z którym walczył Adamek lata świetności ma dawno za sobą, a Jason Estrada to solidny i ambitny bokser, ale do czołówki wiele mu brakuje. Co innego Arreola. "Nocny koszmar" Chris przed rokiem wojował o pas WBC z Witalijem Kliczko, a z racji piekielnie mocnego ciosu należy do grona najniebezpieczniejszych pięściarzy w wadze ciężkiej, o czym przekonało się 25 z 28 pokonanych przez niego rywali.

Adamek, mimo kilku huraganowych ataków Arreoli, perfekcyjnie realizował nakreśloną taktykę. Świetnie pracował na nogach i balansował ciałem, dzięki czemu znikał z radarów Chrisa. Kiedy już dochodziło do zwarcia, "Góral" ratował się klinczem, co frustrowało nastawionego na wymianę ciosów rywala. W kilku rundach "koszmarny" Chris sprawdził jednak wytrzymałość szczęki Adamka, ale ta dowiodła, że nadaje się na standardy wagi ciężkiej.

Ostatni, niosący za sobą ryzyko nokautu, atak Arreoli nastąpił w dziesiątym starciu. Chris najpierw mocno trafił prawym, w kolejnej akcji dołożył lewy podbródkowy, ale Tomasz wyszedł cało z opresji. Ostatnie dwie rundy były dla Adamka bardzo udane. Często uderzał seriami, co z pewnością musiało zrobić wrażenie nie tylko na Chrisie, ale i na sędziach. Ci nie byli jednak zgodni, co do przebiegu walki. Jeden orzekł remis (114-114), dwóch wskazało na Adamka (115-113, 117-111), chociaż pierwszy przyznał naszemu pięściarzowi siedem wygranych rund, a drugi dziewięć. Obecny w studiu Polsatu trener Andrzej Gmitruk, który przez lata pracował z "Góralem" również wytypował zwycięstwo swojego podopiecznego, ale w stosunku 116-112.

Dzięki tej wygranej Adamek zrobił kolejny krok w stronę wymarzonej walki o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Jeszcze przed pojedynkiem z Arreolą przyznał, że jego obóz prowadził wstępne rozmowy z mistrzem WBA, Davidem Haye. Na walce tej zależy również stacji HBO, która pokazywała pojedynek Adamek - Arreola. Wolny w tym momencie jest również Władymir Kliczko, który na łamach amerykańskiej prasy wyznał niedawno, że będzie oglądał galę w Ontario i chętnie da szansę zwycięzcy.

"Chris było dobrze przygotowany, ale ja byłem sprytniejszy. Dziękuję moim kibicom. Jestem szczęśliwy. Moim marzeniem jest tytuł mistrza świata. Jutro Ziggy Rozalski rozpocznie negocjacje w sprawie kolejnego pojedynku" - powiedział tuż po walce zmęczony Tomasz Adamek.

 

Jarosław Hampel zajął drugie miejsce w żużlowej Grand Prix Europy w Lesznie, pierwszej eliminacji indywidualnych mistrzostw świata. Wygrał Australijczyk Jason Crump, a trzeci był Rosjanin Emil Sajfutdinow.

Hampel po raz siódmy stanął na podium Grand Prix i po raz piąty był drugi. 28-letni żużlowiec, który czwarty sezon ściga się w barwach Unii Leszno, doskonale przygotował się do warunków na torze. Tylko w drugim swoim wyścigu zaspał trochę na starcie; później jeździł niemal bezbłędnie i z 11 punktami wygrał rundę zasadniczą. Hampel pewnie wygrał półfinał, ale w decydującym starciu musiał uznać wyższość Jasona Crumpa.

Broniący tytułu Australijczyk miał wprawdzie słabsze momenty, jednak w decydujących biegach pokazał klasę. W Lesznie wygrał po raz drugi z rzędu i zasygnalizował, że i w tym roku powalczy o czwarty złoty medal mistrzostw świata.

Bieg finałowy rozgrywany był na raty, bowiem na pierwszym okrążeniu Janusz Kołodziej zbyt ostro potraktował Emila Sajfutdinowa i spowodował jego upadek. Sędzia Krister Gardell dopatrzył się przewinienia Polaka i wykluczył go z powtórki.

Postawa Kołodzieja i jego awans do finału była jednak dużą niespodzianką. Zawodnik miejscowej Unii za wszelką cenę chciał udowodnić, że w pełni zasłużył na "dziką kartę", którą dali mu organizatorzy. Wprawdzie zaczął zawody od trzeciej lokaty, ale później mijał linię mety m.in. przed Hampelem, Gollobem i Crumpem. Pewnie awansował do półfinału, w którym przegrał tylko z Hampelem.

"Pracuję przede wszystkim nad sprzętem i nad sobą; nie ukrywam, że powalczę, by w następnym sezonie być stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix" - mówił czwarty zawodnik leszczyńskiej Grand Prix.

Dobry występ zanotował Norweg z polskim paszportem - Rune Holta, który rywalizację zakończył na szóstym miejscu. Trafił do "polskiego" półfinału, w którym przegrał walkę z Hampelem i Kołodziejem.

Miło nie będzie wspominał zawodów aktualny wicemistrz świata Tomasz Gollob. Przed rokiem w Lesznie przegrał w finale tylko z Crumpem; w sobotę nie mógł dopasować się do leszczyńskiego toru. W swoim pierwszym starcie przegrał wprawdzie tylko z Sajfutdinowem, ale potem było już coraz gorzej.

"To nie był jego dzień. Tomek najwyraźniej nie trafił ze sprzętem. Próbował potem coś zmienić, ale tak naprawdę to była loteria" - skomentował występ Golloba Marek Cieślak,trener reprezentacji Polski.

Następna runda Grand Prix rozegrana zostanie 8 maja w Goeteborgu.

Tegoroczny cykl GP składa się z 11 rund. Po raz pierwszy w historii zawodnicy o punkty GP będą rywalizować w Toruniu i chorwackim Goricanie. Tym samym Polska, jako pierwszy kraj w historii, otrzymała organizację aż trzech turniejów. Wyjątkiem był sezon 2008, kiedy to oprócz Leszna, dwukrotnie Bydgoszcz była gospodarzem turnieju GP. Jeden z nich, kończący cały cykl, został wówczas przeniesiony z Gelsenkirchen.

końcowa kolejność

1. Jason Crump (Australia) 19 (3,3,3,1,0,3,6)

2. Jarosław Hampel (Polska) 18 (3,1,2,2,3,3,4)

3. Emil Sajfutdinow (Rosja) 14 (3,1,1,3,2,2,2)

4. Janusz Kołodziej (Polska) 12 (1,3,3,2,1,2,w)

5. Kenneth Bjerre (Dania) 10 (1,2,2,2,3,0)

6. Rune Holta (Polska) 10 (2,3,1,1,2,1)

7. Nicki Pedersen (Dania) 9 (3,2,0,0,3,1)

8. Chris Harris (W.Brytania) 8 (2,3,0,0,3,0)

9. Fredrik Lindgren (Szwecja) 8 (1,1,3,3,0)

10. Hans Andersen (Dania) 8 (0,2,2,3,1)

11. Chris Holder (Australia) 8 (2,2,0,2,2)

12. Tomasz Gollob (Polska) 6 (2,0,2,1,1)

13. Andreas Jonsson (Szwecja) 5 (d,1,1,1.2)

14. Greg Hancock (USA) 4 (0,0,3,0,1)

15. Magnus Zetterstroem (Szwecja) 4 (1,0,0,3,0)

16. Tai Woffinden (W.Brytania) 1 (0,0,1,0,0)

Mecz na szczycie ekstraklasy ściągnął na stadion Hutnika w Krakowie-Nowej Hucie komplet publiczności. Kibice liczyli na nietuzinkowe emocje, ale się przeliczyli.


Piłkarze obu drużyn włożyli w to spotkanie dużo serca, ambicji, jednak brakowało efektownych zagrań, strzałów, za mało było składnych akcji.

Przed spotkaniem Wisła miała w ligowej tabeli cztery punkty przewagi i wystarczył jej remis, aby ją utrzymać. Co prawda trener Henryk Kasperczak zapowiadał, że jego podopieczni będą walczyć o trzy punkty, ale nie zdołali pokonać ani razu bramkarza poznańskiej drużyny.

"Biała Gwiazda" pierwszą okazję do zdobycia gola miała w czwartej minucie. Wtedy to Radosław Sobolewski przejął piłkę na połowie rywala, a po jego strzale wypiąstkował ją Krzysztof Kotorowski. W 11. minucie Sławomir Peszko został sfaulowany ok. 30 m od bramki i sędzia podyktował rzut wolny dla Lecha. Do piłki podszedł sam poszkodowany i tak uderzył, że krakowski golkiper miał trochę problemów z obroną.

Dziewięć minut później sporo szczęścia mieli wiślacy, po tym jak piłka po strzale z ok. 15 m Roberta Lewandowskiego poszybowała obok bramki. Podobnie było po uderzeniu Stilicia (22. min), który próbował zaskoczyć Pawełka z dystansu (ok. 25 m). W drugiej połowie więcej okazji do strzelenia gola mieli piłkarze z Wielkopolski.

Wisła Kraków - Lech Poznań 0-0

Żółta kartka - Lech Poznań: Seweryn Gancarczyk, Robert Lewandowski.

Sędzia: Robert Małek (Zabrze). Widzów 6˙500.

Wisła Kraków: Mariusz Pawełek - Pablo Alvarez, Mariusz Jop, Marcelo , Piotr Brożek - Wojciech Łobodziński (84. Andraz Kirm), Radosław Sobolewski, Junior Diaz, Patryk Małecki - Paweł Brożek (78. Tomas Jirsak), Rafał Boguski.

Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski - Grzegorz Wojtkowiak, Bartosz Bosacki, Manuel Arboleda, Seweryn Gancarczyk - Sławomir Peszko (89. Krzysztof Chrapek), Tomasz Bandrowski, Dimitrije Injac, Semir Stilić (80. Tomasz Mikołajczak), Siergiej Kriwiec - Robert Lewandowski.

 

Odra Wodzisław wygrała mecz o bezcenne punkty w walce o utrzymanie z Polonią Warszawa 2-1 w 25. kolejce piłkarskiej Ekstraklasy. Zwycięski gol padł w ostatniej akcji spotkania!

Poloniści zasłużenie prowadzili do przerwy. Sprawiali wrażenie bardziej zdeterminowanych i stworzyli więcej podbramkowych sytuacji. W 25. minucie Daniel Gołębiewski przejął piłkę na połowie gospodarzy, "przymierzył" z linii pola karnego i pokonał Arkadiusza Onyszko.

Podczas przerwy w szatni Odry trwały zapewne męskie rozmowy, bo drugą połowę podopieczni trenera Marcina Brosza zaczęli zdecydowanie ofensywniej. Kilka razy obrona gości znalazła się w sporych tarapatach. W 55. min Piotr Piechniak nie zdołał z bliska trafić do siatki; piłka po słupku wyszła poza boisko, ale trzy minuty później po dośrodkowaniu Brasilii z rzutu rożnego doprowadził do wyrównania.

Mecz nabrał "rumieńców". Na murawie i na trybunach zrobiło się nerwowo, piłkarze nie oszczędzali się nawzajem walcząc o piłkę. Częściej atakowali zdesperowani wodzisławianie. W 90. minucie spiker powiedział, że jeszcze wszystko się może zdarzyć. I się zdarzyło. Ostatnich sekundach doliczonego czasu na strzał rozpaczy zza pola karnego zdecydował się Filip Luksik i piłka po rykoszecie wpadła do bramki.

Odra Wodzisław - Polonia Warszawa 2-1 (0-1)

Bramki: 0-1 Daniel Gołębiewski (24.), 1-1 Piotr Piechniak (58.), 2-1 Filip Luksik (90. + 3).

Żółta kartka - Odra Wodzisław: Jacek Kowalczyk, Koba Szalamberidze. Polonia Warszawa: Łukasz Trałka.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin). Widzów 3˙000.

Odra:Arkadiusz Onyszko - Robert Kłos, Jacek Kowalczyk, Marcin Dymkowski (90. Łukasz Pielorz), Filip Luksik - Piotr Piechniak, Mauro Cantoro (37. Koba Szalamberidze), Aleksander Kwiek (76. Marcin Chmiest), Marcin Malinowski, Brasilia - Daniel Bueno.

Polonia: Sebastian Przyrowski - Radek Mynar, Tomasz Jodłowiec, Łukasz Skrzyński, Tomasz Brzyski - Adrian Mierzejewski (68. Daniel Mąka), Łukasz Trałka, Andreu Mayoral, Łukasz Piątek, Marcelo Sarvas (60. Marek Sokołowski) - Daniel Gołębiewski (82. Milan Nikolić).

 

Dla drużyny Śląska sobotnie spotkanie było znakomitą okazją do przerwania trwającej od grudnia 2009 r. fatalnej passy meczów bez zwycięstwa. Trener Ryszard Tarasiewicz wreszcie miał do dyspozycji dwóch napastników - Tomasza Szewczuka i Vuka Sotirovica, którzy w ostatniej kolejce pauzowali za kartki. W drużynie z Bełchatowa zabrakło jedynie Mariusza Ujka.


Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy już w drugiej minucie mieli szansę na objęcie prowadzenia. Łukasz Madej dośrodkował z prawego skrzydła do Piotra Ćwielonga, który wykorzystał błąd obrońców i mocno strzelił, ale Łukasz Sapela zdołał wybić piłkę nogami. W odpowiedzi na bramkę Śląska próbowali uderzać Janusz Gol i Mateusz Cetnarski, ale ich strzały za każdym razem były blokowane przez obrońców.

Po zmianie stron tempo gry spadło; inicjatywa nadal należała do Śląska. Gospodarze nie mieli jednak pomysłu na przedarcie się przez twardo grających obrońców PGE. W 67. minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką, za faul na Ćwielongu ukarany został Jakub Tosik.

Wydawało się, że grający w przewadze wrocławianie zaatakują śmielej, a tymczasem to goście stworzyli sobie lepszą okazję do zdobycia bramki. W 77. minucie Dawid Nowak "urwał" się obrońcom, minął Martina Kelemena, ale piłkę z linii bramkowej w ostatniej chwili wybił Pawelec.

W końcówce kibice mogli oglądać prawdziwe oblężenie bramki bełchatowian, którzy bronili się jednak bardzo mądrze i ostatecznie spotkanie zakończyło się podziałem punktów.

Śląsk Wrocław - PGE GKS Bełchatów 0-0

Śląsk: Marian Kelemen - Tadeusz Socha, Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Krzysztof Wołczek - Łukasz Madej, Sebastian Dudek (78. Vuk Sotirović), Dariusz Sztylka (68. Antoni Łukasiewicz), Sebastian Mila, Piotr Ćwielong - Tomasz Szewczuk.

PGE GKS: Łukasz Sapela - Jakub Tosik, Marcin Drzymont, Dariusz Pietrasiak, Jacek Popek - Tomasz Wróbel (72. Dawid Nowak), Patryk Rachwał, Janusz Gol, Maciej Małkowski - Mateusz Cetnarski (77. Krzysztof Janus) - Grzegorz Kuświk (65. Maciej Korzym).

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Żółta kartka - PGE GKS Bełchatów: Jakub Tosik, Marcin Drzymont. Czerwona kartka za drugą żółtą - PGE GKS Bełchatów: Jakub Tosik (67). Widzów 4˙500

 

Gol zdobyty w końcówce spotkania zapewnił krakowianom zwycięstwo w wyjazdowym meczu z Polonią. - Nasza sytuacja wciąż jest trudna - tonował Orest Lenczyk, trener Cracovii.

- To był ciężki mecz i bardzo nas ten wynik satysfakcjonuje - powiedział Bartosz Ślusarski, który zdobył zwycięską bramkę dla gości. - Ja długo nie grałem i dzisiaj mocno odczuwałem przerwę, już nawet w pierwszej połowie brakowało mu sił. Dołożyła się też do tego pogoda, było ciepło - dodał.

Polonia Bytom - Cracovia 1-2 (1-1)

Bramki: Sawala (43.) - Matusiak (7., karny), Ślusarski (89.).

Polonia: Skaba - Kulpaka, Klepczyński, Killar, Kotrys - Trzeciak (46. Bykowski), Kuranty (46. Radzewicz), Sawala, Bażík, Barcik - Podstawek (83. Nowak).

Cracovia; Merda - Mierzejewski (77. Derbich), Polczak, Wasiluk, Sasin - Pawlusiński, Szeliga (74. Baran), Klich, Moskała (64. Suvorov) - Ślusarski, Matusiak.

Sędziował Włodzimierz Bartos (Łódź). Żółte kartki: Skaba, Klepczyński - Wasiluk, Merda, Szeliga. Widzów 4000.

 

Jagiellonia Białystok bezbramkowo zremisowała z KGHM Zagłębie Lubin w meczu 25. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy. Po niezłym początku emocji było coraz mniej, a oba zespoły sprawiały wrażenie pogodzonych z remisem.

Jagiellonia Białystok - KGHM Zagłębie Lubin 0-0

Żółta kartka - Jagiellonia Białystok: Rafał Grzyb.

Jagiellonia Białystok: Grzegorz Sandomierski - Igor Lewczuk, Andrius Skerla, Thiago Rangel Cionek, El Mehdi Sidqy - Bruno Coutinho Martins, Rafał Grzyb, Hermes Neves Soares, Remigiusz Jezierski (83. Alexis Patricio Norambuena Ruz) - Kamil Grosicki (90. + 2 Michał Fidziukiewicz), Tomasz Frankowski (64. Jarosław Lato).

Rezerwowi: Rafał Gikiewicz, Piotr Klepczarek, Paweł Zawistowski, Jarosław Lato, Alexis Patricio Norambuena Ruz, Michał Fidziukiewicz, Maycon. Trener: Michał Probierz.

Zagłębie Lubin: Bojan Isailović - Grzegorz Bartczak, Michał Stasiak, Sergio Reina, Costa Nhamoinesu - Łukasz Hanzel, Mateusz Bartczak, Martins Nnabugwu Ekwueme, Wojciech Kędziora - Mouhamadou Traore (89. Dawid Plizga), Ilijan Micanski (90. Fernando Dinis).

sobota, 24 kwietnia 2010

W Gdyni Korona odniosła dopiero drugie wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie - pierwsze zanotowała 11 września 2009 roku, kiedy pokonała w Wodzisławiu Odrę 2:0. W piątek obie bramki dla gości padły po asystach lewego pomocnika Pawła Sobolewskiego.


Ten stojący na bardzo słabym poziomie mecz rozpoczął się znakomicie dla przyjezdnych, którzy już w trzeciej minucie objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu z lewej strony Pawła Sobolewskiego piłkę przejął Jacek Kiełb, wymanewrował obrońców Arki i strzałem z 10 metrów pokonał Norberta Witkowskiego.

Na wyrównanie kibice gdyńskiego zespołu nie musieli długo czekać. W 17. minucie po rzucie rożnym piłka trafiła do stojącego przed polem karnym Bartosza Ławy, który zagrał na lewo do Adriana Mrowca, a ten wypatrzył nieobstawionego Przemysława Trytkę, który z siedmiu metrów kopnął do siatki.

Prawdziwy festiwal niedokładnych zagrań, obustronnych kiksów i wzajemnych fauli miał miejsce na początku drugiej połowy. Przerwał go w 59. minucie drugi gol dla Korony, przy którym spory udział mieli także defensorzy Arki. Gdynianie zastawili nieudaną pułapkę offsajdową, dzięki czemu po świetnym podaniu Jacka Markiewicza aż trzech kielczan znalazło się przed bramką gospodarzy, a piłkę do siatki skierował z bliska Edi Andradina. Od razu po zdobyciu bramki brazylijski napastnik opuścił boisko.

Arka Gdynia - Korona Kielce 1-2

0-1 Kiełb 3.

1-1 Trytko 18.

1-2 Edi Andradina 60.

Żółta kartka - Arka Gdynia: Łukasz Kowalski, Dariusz Ulanowski, Joel Tshibamba. Korona Kielce: Zbigniew Małkowski, Aleksandar Vukovic, Łukasz Maliszewski.

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa). Widzów 2˙500.

Arka Gdynia: Norbert Witkowski - Łukasz Kowalski, Maciej Szmatiuk, Dariusz Ulanowski, Robert Bednarek - Tadas Labukas (70. Joel Tshibamba), Adrian Mrowiec (80. Filip Burkhardt), Bartosz Ława (63. Marcin Budziński), Miroslav Bożok - Joseph Desire Mawaye, Przemysław Trytko.

Korona Kielce: Zbigniew Małkowski - Artur Jędrzejczyk, Hernani, Pavol Stano, Nikola Mijailovic - Jacek Kiełb (78. Maciej Tataj), Jacek Markiewicz, Aleksandar Vukovic, Paweł Sobolewski (90. Paweł Kaczmarek) - Edi Andradina (60. Łukasz Maliszewski), Krzysztof Gajtkowski.

 

Drużyna Stefana Białasa rozbiła grającego przez prawie godzinę w osłabieniu Piasta Gliwice 3:0. Wynik na pewno lepszy niż gra. Maciej Iwański zdobył bezpośrednio z rzutu wolnego po faulu i czerwonej kartce dla bramkarza Piasta drugą bramkę dla Legii.


Najważniejsza była 37. minuta. Bartłomiej Grzelak wyszedł do prostopadłego podania i był sam na sam z bramkarzem Maciejem Nalepą. Napastnik Legii kopnął piłkę nad nogą przeciwnika i został sfaulowany. Sędzia Siejewicz słusznie pokazał Nalepie czerwoną kartkę i podyktował rzut wolny. Debiutujący w ekstraklasie Tomasz Kasprzik (numer 93 na koszulce oznacza rocznik urodzenia, w styczniu skończył 17 lat) po raz pierwszy dotknął piłki, kiedy musiał wyciągnąć ją z siatki po ładnym, precyzyjnym strzale z wolnego Macieja Iwańskiego. To drugi z kolei, a piąty w sezonie, mecz w którym Legia zdobywa bramkę z tego stałego fragmentu - w poniedziałek, w spotkaniu z Jagiellonią z wolnego trafił Tomasz Kiełbowicz. Po bramce Iwańskiego Legia prowadziła 2:0, choć prawdę mówiąc patrząc co robiła od trzeciej minuty na ten wynik zupełnie nie zasługiwała.

Na samym początku gola dla warszawian strzelił Marcin Mięciel (ładny lob) i od tej pory jego koledzy rozpoczęli wielką akcję oszczędzania sił na poniedziałkowy mecz w Kielcach. Legia grała słabo, nonszalancko, popełniała mnóstwo błędów, traciła piłki, niecelnych i niechlujnych podań było więcej niż tych dobrych. Straty zdarzały się na własnej połowie, ale goście nie potrafili tego wykorzystać. Choć mieli dwie okazje sam na sam (po stratach najpierw Iwańskiego, a potem Sebastiana Szałachowskiego). Wszystko ratować musiał Jan Mucha ofiarnie broniąc strzał Kamila Wilczka w pozycji leżąc. Kolejne uderzenie Jakuba Biskupa było niecelne.

W drugiej połowie kontuzjowanych Jarzębowskiego i Macieja Rybusa zastąpili w Legii Borysiuk i Marcin Smoliński. Legia panowała nad sytuacją, kontrolowała spotkanie i zdobyła jedną bramkę. To pierwszy w tym roku mecz, w którym wicemistrzowie Polski nie stracili bramki, choć rywale mieli przynajmniej cztery świetne okazje i zasłużyli minimum na jednego gola. Jan Mucha wyciągał piłkę z siatki w siedmiu ostatnich spotkaniach ligowych i dwóch PP.

W 71. minucie na boisko wszedł urodzony w Warszawie 20-letni Maciej Górski. Droga wychowanka Agrykoli wiodła na Łazienkowską przez...Piaseczno i Wronki. Latem 2006 roku trafił do Amiki, w której spędził dwa lata. Kiedy osiągnął pełnoletniość wrócił do Warszawy, do Legii. W trzech ostatnich meczach Młodej Ekstraklasy zdobył pięć bramek. W piątek strzelał pięć razy na bramkę Piasta. Raz celnie.

Legia Warszawa - Piast Gliwice 3-0 (2-0)

Bramki: 1-0 Marcin Mięciel (3.), 2-0 Maciej Iwański (41. z wolnego), 3-0 Bartłomiej Grzelak (60.).

Czerwona kartka: Maciej Nalepa (40. za faul). Żółta kartka - Legia Warszawa: Dickson Choto.

Legia: Jan Mucha - Wojciech Szala, Pance Kumbev, Dickson Choto, Tomasz Kiełbowicz - Sebastian Szałachowski, Tomasz Jarzębowski (46. Ariel Borysiuk), Maciej Iwański, Maciej Rybus (46. Marcin Smoliński) - Bartłomiej Grzelak, Marcin Mięciel (72. Maciej Górski).

Piast: Maciej Nalepa - Maciej Michniewicz, Kamil Glik, Paweł Gamla, Lumir Sedlacek - Bartosz Iwan (40. Tomasz Kasprzik), Mariusz Muszalik, Mariusz Zganiacz, Jakub Smektała (46. Marcin Pietroń), Jakub Biskup - Kamil Wilczek (75. Sebastian Olszar).

Sędzia: Hubert Siejewicz (Białystok). Widzów 3˙500.

 
1 , 2 , 3 , 4