sobota, 30 kwietnia 2011

Jedna dobra akcja w całym meczu wystarczyła Legii do przełamania fatalnej passy sześciu kolejnych meczów bez wygranej. Komplet punktów to jedyny pozytyw dla warszawian, bo po raz kolejny zagrali bardzo słabo. - Tyle razy ładnie przegrywaliśmy, więc cieszę się, że wreszcie mamy trzy punkty - powiedział po meczu Maciej Skorża.


Kiedyś mecze Widzewa z Legią były widowiskami piłkarskimi na bardzo wysokim poziomie. Dzisiejsze spotkanie rozczarowało nawet mimo tego, że przed spotkaniem nikt cudów nie oczekiwał. O pierwszej połowie niewiele można napisać. Dość powiedzieć, że piłkarze obu drużyn w ciągu 45 minut nie oddali ani jednego celnego strzału.

Schodzących do szatni piłkarzy żegnały gwizdy, a większą od boiskowych wyczynów atrakcją była dla spostrzegawczego widza siedząca na jednej z trybun gwiazda polskiej sceny muzycznej Doda.

Druga część meczu na początku była lustrzanym odbiciem pierwszych trzech kwadransów. Z boiska wiało nudą, a udanych zagrań było jak na lekarstwo.

Bohaterem meczu został wprowadzony w drugiej połowie Alejandro Cabral. Powołany niedawno do szerokiej kadry Argentyny zawodnik wykończył celnym strzałem udany rajd Jakuba Wawrzyniaka. Była to jedyna ciekawa akcja gospodarzy, ale ten przebłysk wystarczył na jeszcze słabiej grający Widzew.

- Tyle razy ładnie przegrywaliśmy, więc cieszę się, że wreszcie mamy trzy punkty - powiedział po meczu Maciej Skorża. Trener Legii ma jednak inne zmartwienie, bo na kilka dni przed finałowym meczem Pucharu Polski stracił Dicksona Choto, który naciągnął mięsień i zszedł z boiska w przerwie.

Legia Warszawa - Widzew Łódź 1-0 (0-0)

1-0 Alejandro Ariel Cabral (65)

Legia: Wojciech Skaba - Artur Jędrzejczyk, Dickson Choto (46. Marcin Komorowski), Inaki Astiz, Jakub Wawrzyniak - Manu, Janusz Gol (56. Alejandro Ariel Cabral), Ariel Borysiuk, Miroslav Radovic, Maciej Rybus (63. Michał Kucharczyk) - Michal Hubnik.

Widzew: Maciej Mielcarz - Adrian Budka, Jarosław Bieniuk, Sebastian Madera, Wojciech Szymanek - Przemysław Oziębała (77. Damian Radowicz), Mindaugas Panka, Łukasz Broź, Prejuce Nakoulma (59. Krzysztof Ostrowski) - Nika Dżalamidze (79. Piotr Grzelczak), Darvydas Sernas.

Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom). Żółta kartka - Legia Warszawa: Artur Jędrzejczyk. Widzew Łódź: Mindaugas Panka, Wojciech Szymanek. Widzów 16˙448.



Lech Poznań przeważał przez większość pierwszej połowy meczu z Zagłębiem w Lubinie. Stworzył jednak tylko jedną naprawdę groźną sytuację, gdy Artjoms Rudnevs z bliska nie trafił w bramkę. Po przerwie warunki zaczęło dyktować Zagłębie Lubin. Pod koniec meczu Kolejorz dał się mu stłamsić. W 79. minucie gola dla gospodarzy strzelił Senegalczyk Mouhamadou Traore.

Do piątkowego spotkania Zagłębie przystąpiło w niemal najsilniejszym składzie. Po rehabilitacji do drużyny wrócił Szymon Pawłowski, zagrali pauzujący w ostatnim spotkaniu za kartki Przemysław Kocot i Damian Dąbrowski. Przed meczem z funkcji prezesa klubu odwołano natomiast Jerzego Kozińskiego. Lech przyjechał do Lubina bez Manuela Arboledy, Marcina Kikuta i Tomasza Bandrowskiego.

Pierwsza część spotkania toczyła się w dość szybkim tempie, ale obu zespołom brakowało dokładności i w efekcie pod obiema bramkami niewiele się działo. Spore kłopoty obu bramkarzom sprawiały jedynie strzały z dystansu. W 14. minucie z powodu kontuzji boisko opuścił sędzia Marcin Borski, a jego miejsce zajął arbiter techniczny Tomasz Garbowski z Opola.

W 42. minucie kibice Zagłębia odetchnęli z ulgą, bowiem po podaniu Grzegorza Wojtkowiaka z lewej strony boiska, stojący trzy metry od bramki Artjoms Rudnevstrafił w boczną siatkę. Już w doliczonym czasie gry swoją szansę mieli także gospodarze. Amer Osmanagic mocno uderzył z narożnika pola karnego, Krzysztof Kotorowski odbił piłkę przed siebie, ale nadbiegającego Davida Abwo ubiegli poznańscy obrońcy.

Po zmianie stron Lech zaatakował nieco śmielej. Podopieczni trenera Jose Marii Bakero już w 47. minucie mogli wyjść na prowadzenie, ale po strzale Luisa Henriqueza Bojan Isailovic w ostatniej chwili zdołał odbić piłkę w bok. Dziesięć minut później bramkarz Zagłębia odważnym wyjściem zablokował strzał szarżującego Bartosza Ślusarskiego. W odpowiedzi groźnie na bramkę Lecha uderzali Osmanagic i Csaba Horvath, który po rzucie rożnym z trzech metrów trafił w dobrze ustawionego Kotorowskiego. Na bramkę kibice musieli czekać aż do 79. minuty. Zagłębie przeprowadziło szybką kontrę, Abwo i Plizga wymienili dwa podania. po czym piłka trafiła na piąty metr do Mouhamadou Traore, który przerzucił ją nad rozpaczliwie interweniującym bramkarzem. Goście do ostatnich minut próbowali atakować, ale ich akcje były łatwo przerywane przez dobrze ustawionych obrońców i wynik nie uległ już zmianie.

KGHM Zagłębie Lubin - Lech Poznań 1-0 (0-0)

1-0 Mouhamadou Traore 79.

KGHM ZAGŁĘBIE LUBIN: Bojan Isailović - Bartosz Rymaniak, Csaba Horvath, Sergio Reina, Przemysław Kocot (84. Fernando Dinis) - David Abwo, Damian Dąbrowski, Łukasz Hanzel - Dawid Plizga, Amer Osmanagić (71. Szymon Pawłowski) - Mouhamadou Traore.

LECH POZNAŃ: Krzysztof Kotorowski - Grzegorz Wojtkowiak (86 Vojo Ubiparip_, Hubert Wołąkiewicz, Bartosz Bosacki, Luis Henriquez - Jacek Kiełb (73 Siergiej Kriwiec), Rafał Murawski, Dimitrije Inajać, Semir Stilić, Bartosz Ślusarski (63. Jakub Wilk) - Artoms Rudnevs.

Żółte kartki: Sergio Reina, Dawid Plizga (Zagłębie), Luis Henriquez, Huber Wołąkiewicz (Lech)

Sędziował: Marcin Borski z Warszawy (od 12. minuty Tomasz Garbowski z Opola)

Widzów: 12155



Pięciu polskich żużlowców wystąpi w sobotę w Lesznie w pierwszym turnieju Grand Prix. Wystartują broniący tytułu Tomasz Gollob, wicemistrz świata Jarosław Hampel, Janusz Kołodziej, Norweg z polskim paszportem Rune Holta oraz z "dziką kartą" Damian Baliński.

W ubiegłorocznym cyklu GP Polacy odnieśli bezprecedensowy sukces. Gollob w wielkim stylu wywalczył tytuł mistrza świata, na drugim stopniu podium stanął Hampel. Na dodatek "Biało-czerwoni" zdobyli Drużynowy Puchar Świata.

Gollob spełnił wreszcie swoje największe sportowe marzenie, ale zapewnia, że pomimo 40 lat nie myśli o zakończeniu kariery. Jest w bardzo dobrej formie i kibice mogliby spokojnie oczekiwać na jego występy, gdyby nie ostatnia "afera tłumikowa". On oraz Hampel i Kołodziej stanowczo zaprotestowali przeciwko nowym tłumikom wprowadzonym przez FIM. Mają one ograniczać poziom hałasu, ale według polskich żużlowców szybko się przegrzewają i mogą prowadzić do uszkodzenia silników.

Batalia o tłumiki została przegrana. Światowa federacja zdania nie zmieniła i jedynie w krajowych rozgrywkach ligowych obowiązuje stary sprzęt. To może być dużym utrudnieniem dla polskich żużlowców, którzy będę musieli dostosować się do nowych warunków. Ich zagraniczni rywale nie mają takich problemów.

Na stadionie im. Alfreda Smoczyka w Lesznie najlepsi żużlowcy świata rywalizować będą już po raz czwarty. Dwukrotnie wygrywał tu Australijczyk Jason Crump (2009 i 2010), a raz - przed trzema laty - jego rodak Leigh Adams, który już zakończył karierę sportową.

Podobnie jak w poprzednich sezonach miasto wspólnie z klubem przygotowało szereg imprez towarzyszących. Na piątek (godz. 15.00) zaplanowano oficjalny trening uczestników GP. Pod stadionem do późnego wieczora przygrywać będą zespoły muzyczne. Z kolei na leszczyńskim Rynku odbędzie się "Szlifowanie Bruku". To tradycyjna impreza, podczas której zaprezentuje się Leszczyńskie Bractwo Rycerskie, zespoły ludowe, nie zabraknie też kramów kupieckich, rzemieślniczych i artystycznych z różnego rodzaju starociami.

Spośród 11 tegorocznych eliminacji GP trzy odbędą się w Polsce - oprócz Leszna, najlepszych żużlowców świata będą gościły Toruń (27 sierpnia) i na zakończenie cyklu Gorzów Wlkp. (8 października).

Lista uczestników GP w Lesznie:

-

1. Tomasz Gollob (Polska)

2. Jarosław Hampel (Polska)

3. Jason Crump (Australia)

4. Rune Holta (Polska)

5. Greg Hancock (USA)

6. Chris Harris (W. Brytania)

7. Kenneth Bjerre (Dania)

8. Chris Holder (Australia)

9. Andreas Jonsson (Szwecja)

10. Nicki Pedersen (Dania)

11. Fredrik Lindgren (Szwecja)

12. Emil Sajfutdinow (Rosja)

13. Artiom Łaguta (Rosja)

14. Antonio Lindbaeck (Szwecja)

15. Janusz Kołodziej (Polska)

16. Damian Baliński (Polska) - dzika karta

Pozostałe turnieje GP:

14 maja - Goeteborg (Szwecja)

28 maja - Praga (Czechy)

11 czerwca - Kopenhaga (Dania)

25 czerwca - Cardiff (W. Brytania)

30 lipca - Terenzano (Włochy)

13 sierpnia - Malilla (Szwecja)

27 sierpnia - Toruń (Polska)

10 września - Vojens (Dania)

24 września - Gorican (Chorwacja)

8 października - Gorzów Wlkp. (Polska)

 

piątek, 29 kwietnia 2011

FC Porto po czterech bramkach najlepszego strzelca Ligi Europejskiej Falcao rozbiło u siebie aż 5:1 Villarreal, a Benfica wygrała także na własnym stadionie z Bragą 2:1. Rewanże za tydzień.


Falcao był gwiazdą meczu. Strzelił aż cztery bramki, więcej w LE w tym sezonie nie strzelał (dwukrotnie miał hat-trick). Wykorzystywał każdy najmniejszy błąd obrony rywali. Jedną bramkę zdobył po rzucie karnym, dwa razy trafił głową, a raz wykończył kontratak. Kolumbijczyk umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelców. Po czwartkowych meczach ma aż 15 trafień i o pięć wyprzedza drugiego w zestawieniu Rossiego. Niewiele wskazuje na to, by ktoś mógłby odebrać mu koronę króla strzelców.

Porto jest bardzo blisko finału Ligi Europejskiej. Villarreal będzie niesłychanie ciężko odrobić czterobramkową stratę z pierwszego meczu.

 

FC Porto - Villarreal CF 5-1 (0-1)

Bramki:

0-1Cani (45+1.)

1-1Radamel Falcao 49. karny)

2-1Fredy Guarin (61.)

3-1Radamel Falcao (67.)

4-1Radamel Falcao (75.)

5-1Radamel Falcao (90.)

FC Porto: Helton - Cristian Sapunaru, Rolando, Nicolas Otamendi, Alvaro Pereira - Fredy Guarin (80. Souza), Fernando, Joao Moutinho - Hulk (86. James Rodriguez), Radamel Falcao, Cristian Rodriguez (72. Silvestre Varela)

Villarreal CF: Diego Lopez - Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Carlos Marchena, Jose Catala - Cani (72. Javier Matilla), Borja Valero (67. Wakaso Mubarak), Bruno Soriano, Santi Cazorla - Nilmar (72. Marco Ruben), Giuseppe Rossi

Sędzia: Bjoern Kuipers (Holandia)



Benfica Lizbona - Sporting Braga 2:1. Pogromcy Lecha odrobią straty?

Gole padały w drugiej połowie, która rozpoczęła się od szaleńczych ataków z obu stron. Wymiany potężnych ciosów nie wytrzymała Braga. W 50 minucie meczu po raz kolejny słupek zatrzymał Paragwajczyka Cardozo. Piłka trafiła jednak pod nogi Jardela, który nie miał kłopotów ze strzeleniem gola.

Braga śmielej ruszyła na bramkę rywala i trzy minuty później po kapitalnej główce Vandinho na tablicy wyników widniał remis. Wynik meczu ustalił Oscar Cardozo, który cudownym uderzeniem z rzutu wolnego ukoronował swój kapitalny występ.

Porażka 1:2 nie skazuje Bragę na porażkę w dwumeczu. Pogromca Lecha Poznań na własnym boisku spisuje się bardzo dobrze. Odrobienie jednobramkowej straty nie musi stanowić problemu dla podopiecznych Domingosa Pacienci.

Benfica Lizbona - Sporting Braga 2-1 (0-0)

Bramki:

1-0 Jardel (50.)

1-1 Vandinho (53.)

2-1 Oscar Cardozo (59.)

Benfica: Roberto; Maxi Pereira, Luisao, Jardel, Fabio Coentrao; Carlos Martins (65-Jara), Javi Garcia, Cesar Peixoto (65-Gaitan); Javier Saviola (86-Airton), Pablo Aimar, Oscar Cardozo.

Braga: Artur Moraes; Miguel Garcia, Alberto Rodriguez, Paulao, Silvio; Alan, Vandinho, Hugo Viana (62-Mossoro), Leandro Salino; Meyong (55-Custodio), Lima (84-Kaka).

Sędzia: Craig Thomson (Szkocja).



czwartek, 28 kwietnia 2011

Dwie czerwone kartki, pięć żółtych, prowokacje, przepychanki i przebłyski geniuszu Leo Messiego - Barcelona ograła w jaskini lwa Real 2-0 i jest bliżej finału LM!


Po porażce w finale Pucharu Hiszpanii wieszczono, że Real znalazł receptę na zatrzymanie najnowocześniejszej na świecie maszynerii Pepa Guardioli. Utrata Copa del Rey rozjuszyła tylko "Dumę Katalonii" i w środę, w Madrycie zemściła się. W związku z tym, że o awansie do wymarzonego finału rozstrzygnie wynik dwumeczu, a także z powodu ubytków kadrowych, początek tego meczu był z goła odmienny od rozegranego w zeszłym tygodniu finału Pucharu Króla. Żadnych frontalnych ataków, angażowania wielkich sił w ofensywę - cała uwaga w zagęszczenie drugiej linii. Najlepiej taktykę Jose Mourinho zobrazował rzut kamery z lotu ptaka. Wszyscy - poza Cristiano Ronaldo - piłkarze "Królewskich" byli rozmieszczeni na przestrzeni zaledwie 30 m - pierwsze zasieki obronne tworzyła czwórka: Alonso, Oezil, Diarra, Pepe tuż za linią środkową!

Pressing dwójką piłkarzy

Wysoki pressing w wykonaniu Realu był najczęściej udawany. Tak jak w 23. min, gdy Ronaldo z di Marią zaatakowali przyjmującego piłkę Valdesa. Victor nie musiał panikować dalekim wybiciem - zagrał po ziemi przez środek do Xaviego. Widział, że pozostali piłkarze z Madrytu zostali na własnej połowie.

"Barca", z zakrwawioną głową po waleniu w mur defensywy "Królewskich" przez 120 minut finału Copa del Rey, również nie szarżowała.

Jak to ona, częściej utrzymywała się przy piłce, ale nie ryzykowała rajdów wzdłuż linii bocznych obrońców. Tym bardziej że jednym z nich - lewym był stoper Carles Puyol, który musiał zastąpić kontuzjowanego Adriano.

Bardziej zachowawcza niż zwykle "Duma Katalonii" i tak dosyć szybko (25. min) wypracowała sobie stuprocentową sytuację dzięki błyskowi geniuszu Lionela Messiego, który zaczarował Real przed polem karnym, po czym podał prostopadle do Xaviego, ten znalazł się sam przed bramką i uderzył w krótki róg! Gospodarzy uratował pierwszy przebłysk innego geniuszu - Ikera Casillasa.

Ostre spięcie, zadyma w przerwie i "czerwień" dla Pinto

Pierwsze ostre spięcie między drużynami nastąpiło w 40. min, gdy Mesut Oezil sfaulował taktycznie wychodzącego z kontrą Daniego Alvesa, a jednocześnie biegnącemu na połowę Realu Pedro zabiegł drogę Arbeloa. Doszło do przepychanek, zaprotestowała ławka rezerwowych gości na czele z Pepem Guardiolą. Sytuację uratował sędzia techniczny, który podpowiedział głównemu, że Arbeloa sfaulował, za co dostał kartkę, ale Oezila Wolfang Stark oszczędził nie wiedzieć czemu.

W ten sposób awantura nie została zażegnana, tylko przeniosła się na przerwę. Piłkarze rzucili się sobie do gardeł schodząc do szatni na przerwę. Uspokoiły ich dopiero służby porządkowe. Czerwoną kartkę dostał najbardziej aktywny z piłkarskich zadymiarzy, rezerwowy bramkarz Barcy - Jose Manuel Pinto.

eśli Real mógł być z czegoś dumny w I połowie, to tylko z jednego rajdu Angela Di Marii (raz nurkowaniem wymusił faul, a później ściął go z nóg Alves) i strzału z dystansu Ronaldo, po którym piłka nabrała tak dziwnej rotacji, że dobrze ustawiony Valdes nie złapał jej, tylko odbił przed siebie, ale dobijający Oezil nie dość, że trafił w nogi Valdesa, to jeszcze był na spalonym.

Na drugą połowę Real został ustawiony bardziej ofensywnie - pomocnika Oezila zastąpił napastnik Adebayor, "Królewscy" zaczęli stosować wysoki pressing, ale to goście jako pierwsi mogli użądlić, tyle że strzał Messiego z 15 m został zablokowany.

Za moment swą pierwszą okazję miał Ronaldo, który chciał wykorzystać brak porozumienia Pique z Puyolem. Swój błąd naprawił jednak kapitan "Barcy", który zablokował strzał CR7.

Mou ma wielkie oczy

W 54. min z udziału w rewanżu wykluczył się Sergio Ramos, który brzydkim wejściem łokciem wywrócił pędzącego na bramkę Messiego. By w kopaninie nie być dłużnym, Mascherano niemiłosiernie wyciął Pepe i też zobaczył żółtą kartkę.

Polowanie na kości trwało jednak w najlepsze! Pepe zrewanżował się brutalnym wejściem podeszwą w nogi Daniego Alvesa, za co dostał od razu czerwoną kartkę! Widząc "czerwień" w rękach arbitra Jose Mourinho zrobił wielkie oczy i do sędziego technicznego z ironią powiedział: "Well done" ("Świetna robota"). Techniczny przekazał te słowa "uznania" Wolfgangowi Starkowi i ten wyrzucił Portugalczyka na trybuny!

Za moment atakująca w przewadze "Duma Katalonii" przycisnęła gospodarzy. Xavi podał na lewą do Villi, ten wszedł ze zwodem do środka i sprytnym strzałem kopnął w długi róg - Casillas ręką sparował piłkę, ale wobec dobitki Pedro byłby bezradny. Pedro miał jednak ciężką pozycję (piłka mijała go już, szła "na plecy"), więc ledwie jej sięgnął. Na dodatek, za moment piłkarza Barcy nadepnął Marcelo powodując jego lekką kontuzję i konieczność zmiany.

Kluczowa akcja Affelaya

Za Pedro wszedł Ibrahim Affelayi to on za moment przeprowadził najważniejszą akcję meczu! Z prawej strony pola karnego uciekł temu, który nadepnął Pedro - Marcelo i perfekcyjnie podał przed bramkę. Tam Leo Messi uprzedził Sergio Ramosa i strzałem między nogi Ikera Casillasa strzelił bramkę!

Na twarzy fenomenalnego Argentyńczyka mógł się pojawić wreszcie ten chłopięcy uśmiech i oczy skierowane ku górze, gdzie na ostatnim piętrze Santiago Bernabeu ulokowano kibiców "Barcy".

Pierwszy gol Messiego był zabawą wobec tego, co najlepszy piłkarz świata zrobił z Casillasem i obroną Realu w 87. min. Przebiegł z piłką 40 m, pokazał plecy pięciu rywalom (przede wszystkim Lassanie Diarrze i Albiolowi), po czym posadził na tyłku Casillasa i pięknym, leciutkim strzałem z prawej nogi ulokował piłkę w lewym rogu! Siedzący na czterech literach Iker wzorkiem pytał kolegów: "Panowie, jak mogliście go tak puścić!?"

Półfinał Ligi Mistrzów:

Real Madryt - FC Barcelona 0-2 (0-0)

Bramki:

0-1 Messi (77. z podania Affelaya),

0-2 Messi (87.).

Real: Iker Casillas - Alvaro Arbeloa, Raul Albiol, Sergio Ramos, Marcelo - Xabi Alonso, Pepe (Cz.K. w 61. min), Mesut Oezil (46. Manuel Adebayor), Lassana Diarra, Angel Di Maria - Cristiano Ronaldo.

FC Barcelona: Victor Valdes - Daniel Alves, Sergio Busquets, Gerard Pique, Carles Puyol - Xavi Hernandez, Javier Mascherano, Seydou Keita - Rodriguez Pedro (71. Ibrahim Affelay), Lionel Messi, David Villa (90.+1 Sergi Roberto).

Sędziował: Wolfgang Stark.

Czerwone kartki: Jose Manuel Pinto (w przerwie) oraz Pepe (61.).

Żółte kartki: Arbeloa, Ramos, Adebayor oraz Dani Alves, Mascherano.



środa, 27 kwietnia 2011

Manuel Neuer bronił wspaniale, ale nawet on był bez szans w starciu z gwiazdami Manchesteru United. Rewanż będzie formalnością?


Ile znaczy w futbolu doświadczenie w grach o wielką stawkę i wyrachowanie? Jeśli kiedyś się nad tym zastanawialiście, to jest ktoś, kto udzieli wam na to pytanie najlepszej odpowiedzi. Sir Alex Ferguson to człowiek, którego w futbolu nie zaskoczy absolutnie nic, a na meczach z wielkimi rywalami zjadł zęby.

Jego Manchester od początku meczu z Schalke grał tak, jakby półfinały Ligi Mistrzów rozgrywał co tydzień. Piłkarze "Czerwonych Diabłów" panowali na boisku niepodzielnie i ani przez chwilę nie stracili kontroli nad boiskowymi wydarzeniami.

W ciągu pierwszych dziesięciu minut MU miało co najmniej dwie stuprocentowe okazje na zdobycie gola. Najpierw jednak po strzale Wayne'a Rooneya wspaniale interweniował Manuel Neuer, a potem niemiecki bramkarz w wielkim stylu powstrzymywał aktywnego, ale chaotycznego Javiera Hernandeza.

Niewiarygodne interwencje bramkarza Schalke w pierwszych minutach były tylko przedsmakiem tego, co kibice obejrzeli w drugim kwadransie gry. Neuer w ekwilibrystycznym stylu obronił sprytny strzał Ryana Giggsa, a po chwili powstrzymał szarżującego na jego bramkę Hernandeza.

Meksykanin po kolejnych zmarnowanych przez siebie szansach ukrywał tylko twarz w dłoniach nie dowierzając w to, co między słupkami wyprawiał Neuer. A Niemiec bronił jak w transie i kolejnymi interwencjami zadawał kłam teorii, że na każdego bramkarza jest jakiś sposób. Okazje do popisu dawali swojemu golkiperowi słabo grający obrońcy Schalke, a kiepski mecz rozgrywał zwłaszcza Hans Sarpei.

Drugą połowę meczu rozpoczęła szybka akcja gospodarzy, ale Raul nie zdołał skierować piłki do bramki Manchesteru po płaskim dośrodkowaniu Jeffersona Farfana.

Potem inicjatywę przejął Manchester i chociaż Schalke bardzo długo opierało się atakom rywali, w 68. minucie mur piłkarzy Ralfa Rangnicka został skruszony. Giggs dostał znakomite prostopadłe podanie od Rooneya i nie dał szans na skuteczną interwencję Neuerowi.

Piłkarze Schalke jeszcze nie otrząsnęli się po stracie bramki, a po chwili było już 0-2. Tym razem gola precyzyjnym uderzeniem zdobył Rooney i stało się jasne, że Manchester nie da sobie wydrzeć zwycięstwa.

Wynik do końca się już nie zmienił i po spotkaniu na Veltins Arena murowanymi faworytami do awansu do decydującego spotkania są piłkarze Sir Alexa Fergusona.

Schalke 04 Gelsenkirchen - Manchester United 0-2 (0-0)

Bramki:

0-1 Ryan Giggs (68.)

0-2 Wayne Rooney (71.)

Składy:

Schalke: Manuel Neuer - Atsuto Uchida, Christoph Metzelder, Joel Matip, Hans Sarpei (73. Sergio Escudero) - Jefferson Farfan, Kyriakos Papadopoulos, Jurado (83. Julian Draxler), Alexander Baumjohann (54. Peer Kluge) - Raul, Edu.

Manchester Utd: Edwin van der Sar - Fabio, Rio Ferdinand, Nemanja Vidić, Patrice Evra - Luis Valencia, Michael Carrick, Ryan Giggs, Park Ji-Sung (73. Paul Scholes) - Wayne Rooney (83. Nani), Javier Hernandez (73. Anderson).

Żółte kartki: Hans Sarpei i Christoph Metzelder (Schalke) oraz Fabio (Manchester Utd)

Sędzia: Carlos Velasco Carballo (Hiszpania)

Impreza otwarcia stadionu PGE Arena Gdańsk już za niecałe dwa miesiące. Stadion na pewno będzie oddany do użytku w terminie, dlatego trwają intensywne prace organizacyjne i testowe, których celem jest pełne, profesjonalne przygotowanie do meczu otwarcia oraz późniejszego funkcjonowania stadionu.

W piątek 15 kwietnia odbyło się spotkanie przedstawicieli podmiotów zaangażowanych w realizację inwestycji oraz organizację bardzo ważnego testu przed Euro 2012 – meczu towarzyskiego między Polską a Francją, będącego pierwszą imprezą na arenie w Gdańsku. Inicjatorem spotkania była spółka PL.2012.

Mecz otwarcia odbędzie się już 9 czerwca br. Eksperci omawiali wszystkie aspekty dotyczące przygotowania infrastruktury stadionowej (od murawy po zabezpieczenie terenu wokół stadionu), jak również wszelkie zagadnienia związane z organizacją imprezy otwarcia, zarządzaniem areną i zapewnieniem bezpieczeństwa - od planu operacyjnego imprezy w dniu meczowym - po koncepcję transportową – parkingi, drogi dojazdu, komunikację miejską i połączenia lotnicze.

- Dzięki profesjonalnemu zarządzaniu budową stadionu przez inwestora oraz zaangażowaniu wielu instytucji, realizacja inwestycji może być stawiana za przykład prawidłowego zarządzania tego typu projektem z uwzględnieniem najlepszych praktyk – mówi Wojciech Rokicki, Krajowy Koordynator ds. Stadionów PL.2012. – Teraz wszystkie zaangażowane instytucje intensywnie pracują również nad tym, aby stadion w Gdańsku dobrze służył mieszkańcom Trójmiasta już od dnia otwarcia. Ranga meczu otwarcia pomiędzy reprezentacją Polski i Francji sprawia, iż PGE Arena Gdańsk będzie poddana wnikliwej ocenie. Dlatego tak istotna jest perfekcyjna współpraca wszystkich podmiotów zaangażowanych w przygotowanie uruchomienia stadionu i temu celowi służyło nasze spotkanie.

W piątkowym spotkaniu wzięli udział przedstawiciele Urzędu Miejskiego w Gdańsku, Koordynatorzy Biura Euro UM w Gdańsku, Policji, Straży Pożarnej, przedstawiciele Pomorskiego Polskiego Związku Piłki Nożnej, inwestora i właściciela obiektu, firmy BIEG 2012 sp. z o.o., spółki celowej Ministra Sportu i Turystki PL.2012 – oraz Lechii – operatora zarządzającego obiektem.


Z autostrady A4 do lotniska we Wrocławiu już niedługo będzie można dojechać nowym odcinkiem AOW.

Budowa 7-kilometrowego odcinka została praktycznie ukończona. Trwają jeszcze prace porządkowe, jeżdżą zamiatarki, są też prowadzone prace poza trasą główną - na drogach zbiorczych i serwisowych prowadzących do pól. Sama trasa jest już gotowa, ma pełne oznakowanie.

Do rozpoczęcia użytkowania nowego odcinka potrzebne jest tylko uzyskanie pozwolenia na użytkowanie od Nadzoru Budowlanego. W tym celu wykonawca, firma Budimex oraz Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad kompletują wszystkie wymagane dokumenty. Jeśli nie znajdą się żadne przeszkody formalne, nową drogą będzie można jeździć już po długim weekendzie majowym.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Po raz pierwszy przed szansą awansu do Ligi Mistrzów stanęła Legia Warszawa. Marzenia zderzyły się z Hajdukiem i stołeczna drużyna na sukces musiała poczekać jeszcze rok.


Sezon 1994/1995
10 sierpnia 1994 - Liga Mistrzów (eliminacje)
Legia Warszawa - HNK Hajduk (Split) 0:1 (0:0)
Milan Rapaić 22

24 sierpnia 1994 - Liga Mistrzów (eliminacje)
HNK Hajduk (Split) - Legia Warszawa 4:0 (0:0)
Aljoša Asanović 50, Zoran Vulić 64, Milan Rapaić 80, Tomislav Erceg 89

niedziela, 24 kwietnia 2011

Lechia pierwsza straciła bramkę, ale po trafieniach Abdou Traore i Ivansa Lukjanovsa pokonała Legię Warszawa 2:1, rewanżując się tym samym za porażkę w półfinale Pucharu Polski.


Było to już czwarte w tym sezonie spotkanie obu zespołów. W ekstraklasie na początku października Lechia wygrała 3:0, ale w niedawnych konfrontacjach półfinałowych Pucharu Polski lepsza okazała się Legia. Stołeczna drużyna triumfowała na wyjeździe 1:0, a przed własną publicznością 4:0. Kończąca tę serię ligowa potyczka zakończyła się zasłużonym zwycięstwem gdańszczan, którzy tym samym zmazali plamę po sromotnej środowej porażce. Gospodarze bardzo dobrze zagrali zwłaszcza w drugiej połowie.

Do soboty obu zespołom kiepsko wiodło się w rozgrywkach ekstraklasy. Warszawianie w ostatnich pięciu spotkaniach zdobyli zaledwie punkt, z kolei Lechia nie odniosła zwycięstwa w czterech, a wliczając w to również pucharowe mecze, w sześciu kolejnych potyczkach. Bramki nie zdobyli zaś od 457 minut. Po raz ostatni do siatki trafił 19 marca stoper Luka Vućko, w 83. minucie przegranego 1:2 spotkania ze Śląskiem Wrocław. Ostatni sukces biało-zieloni zanotowali 12 marca, kiedy pokonali w Białymstoku 2:1 Jagiellonię.

W Legii zabrakło pauzujących za kartki stopera Inakiego Astiza oraz środkowego pomocnika Ivicy Vrdoljaka. Chorwat po raz drugi nie zagrał w meczu z Lechią - wcześniej też wykluczyły go żółte kartki. W porównaniu do ostatniego, przegranego 0:1 spotkania z Lechem w Poznaniu miejsce w wyjściowym składzie stracił Miroslav Radović, a Takesure Chinyamie odnowiła się kontuzja kolana.

Już pierwsza groźniejsza akcja zakończyła się w 7. minucie strzeleniem gola przez gości. Przy linii bocznej, w okolicach środka boiska, piłkę stracił Levon Airapetian, przejął ją Alejandro Cabral i zagrał do Manu, a ten zacentrował na długi słupek, gdzie efektownym uderzeniem popisał się Maciej Rybus. Piłka zmierzała co prawda obok bramki, ale do siatki wpakował ją niefortunnie interweniujący stoper Lechii Krzysztof Bąk.

W ostatnim przegranym 0:4 w środę pucharowym meczu z Legią Bąk również zapisał na swoim koncie samobójcze trafienie.

Ten gol wyraźnie podciął skrzydła gospodarzom, którym udało się jednak, pomimo niemrawej gry, dość szybko doprowadzić do wyrównania. W 23. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Airapetiana najniższy na boisku, mierzący zaledwie 170 cm Abdou Traore uderzeniem głową pokonał Wojciecha Skabę. Był to dziewiąty gol reprezentanta Burkina Faso w tym sezonie.

Po przerwie gra się wyraźnie ożywiła, a stroną dyktującą warunki byli gdańszczanie. Druga połowa zaczęła się jednak dla nich pechowo, bo w starciu z Marcinem Komorowskim kontuzji barku nabawił się Tomasz Dawidowski, który musiał opuścić boisko. Za chwilę niewiele brakowało aby dwa razy bramkarza Legii ponownie pokonał Traore. Najpierw próbował z rzutu wolnego, a następnie efektownie z woleja.

W 59. minucie golkiper gości był już bezradny - znakomitą składną akcję skutecznym strzałem, po centrze Marcina Pietrowskiego, zwieńczył Ivans Lukjanovs. Osiem minut później po uderzeniu Srdji Kneżevicia mógł być remis 2:2, lecz Paweł Kapsa do spółki z Luką Vućko zażegnali niebezpieczeństwo.

W 70. minucie bramkarz Lechii wyszedł obronną ręką w sytuacji sam na sam z Michalem Hubnikiem. W rewanżu dwa razy przed szansą podwyższenia wyniku stanął Bedi Buval. Więcej bramek jednak już nie padło.

Lechia Gdańsk - Legia Warszawa 2-1 (1-1)

Bramki: 0-1 Krzysztof Bąk (7-samobójcza), 1-1 Abdou Traore (23), 2-1 Ivans Lukjanovs (59).

Lechia: Paweł Kapsa - Deleu, Luka Vućko, Krzysztof Bąk, Levon Hairapetian - Łukasz Surma, Marcin Pietrowski, Paweł Nowak - Ivans Lukjanovs, Abdou Traore (78. Marko Bajic), Tomasz Dawidowski (50. Bedi Buval).

Legia: Wojciech Skaba - Jakub Rzeźniczak (46. Srdja Knezevic), Dickson Choto, Marcin Komorowski, Jakub Wawrzyniak - Manu, Ariel Borysiuk, Alejandro Ariel Cabral (82. Felix Ogbuke), Michał Kucharczyk, Maciej Rybus (59. Miroslav Radovic) - Michal Hubnik.

Sędzia: Hubert Siejewicz (Białystok). Żółta kartka - Lechia Gdańsk: Łukasz Surma, Marcin Pietrowski. Legia Warszawa: Maciej Rybus, Michal Hubnik, Ariel Borysiuk. Widzów 7˙120.


Piłkarze Jacka Zielińskiego odnieśli czwarte zwycięstwo z rzędu i dobili do czołówki. Czarne Koszule z każdym kolejnym meczem udowadniają, że ich miejsce jest w górnej połowie tabeli, a chwilowy pobyt w dolnych rejonach stawki był tylko przypadkiem.


Arka przystępowała do sobotniego spotkania z nadzieją na odskoczenie w tabeli od Polonii Bytom i Cracovii, które przed meczem gdynian zdążyły pogubić punkty. Piłkarze Straki rozpoczęli obiecująco, wygrali walkę o środek boiska i niepodziewanie to oni prowadzili grę na połowie warszawian. Gospodarze, często cofnięci na własną połowę, jedynych okazji szukali w kontratakach. Właśnie po jednym z nich objęli prowadzenie. Piłka po strzale Gołębiewskiego trafiła w obrońcę, a następnie powędrowała do Łukasza Trałki. Pomocnik Polonii po ładnym uderzeniu umieścił piłkę w siatce.

Trałka był też bohaterem, a może antybohaterem ostatniej akcji pierwszej połowy. Były zawodnik Lechii Gdańsk wyłożył się w polu karnym po interwencji Bożoka. Tak naprawdę nie był faulowany, ale arbiter dał się nabrać i wskazał na jedenasty metr. Karnego na bramkę zamienił Adrian Mierzejewski.

Gospodarze podwyższyli rezultat już sześć minut po zmianie stron. Lewym skrzydłem odważnie przedarł się Brzyski, który precyzyjnie dograł w pole karne do dobrze ustawionego Łukasza Piątka. Pomocnik Polonii ładnie złożył się do strzału i wpakował piłkę obok interweniującego Moretto. Piątek ja na razie świetnie zastępuje w wyjściowym składzie Euzebiusza Smolarka. Przed tygodniem jego piękna bramka w Bytomiu otworzyła wynik spotkania, w sobotę znów wpisał się na listę strzelców.

Arka potrafiła odpowiedzieć tylko kilkoma strzałami z dystansu. Żadne z nich nie powędrowało jednak w światło bramki Polonii i Przyrowski niemal przez całe spotkanie był bezrobotny.

Z każdą upływającą minutą do nieskuteczności gości próbowali dobić poloniści. Kilka znakomitych sytuacji miał Łukasz Teodorczyk. Piłkarz zespołu Młodej Ekstraklasy, który wszedł na boisko za Daniela Gołebiewskiego, z łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich, ale pod bramką Moretto raził nieporadnością.

Polonię stać było na jeszcze jedno trafienie. Dzieła zniszczenia dokonał kilka minut przed końcem najlepszy na boisku - Adrian Mierzejewski. Reprezentant Polski po otrzymaniu doskonałej prostopadłej piłki od Piątka ze spokojem mocnym płaskim strzałem pokonał brazylijskiego bramkarza Arki.

Polonia pierwszy raz w tym sezonie zdobyła cztery bramki w jednym spotkaniu. W Warszawie nikt nie ma już chyba wątpliwości, że ponowne sięgnięcie po trenera Jacka Zielińskiego było dobrym posunięciem. Były szkoleniowiec Lecha, w swoim ponownym romansie z drużyną z Konwiktorskiej ma stuprocentową skuteczność. Nie stracił nawet punktu i po zażegnaniu widma degradacji teraz wraz ze swoimi zawodnikami może skupić się na walce o miejsce gwarantujące udział w pucharach.

Arka nie wykorzystała szansy na wydostanie się ze strefy spadkowej. Kolejną szansą będą dla niej trójmiejskie derby.

Polonia Warszawa - Arka Gdynia 4-0 (2-0)

Bramki: 1-0 Łukasz Trałka (27), 2-0 Adrian Mierzejewski (45+2-karny), 3-0 Łukasz Piątek (50-głową), 4-0 Adrian Mierzejewski (85).

Żółta kartka - Polonia Warszawa : Bruno Coutinho. Arka Gdynia: Ante Rozic, Emil Noll, Marciano Bruma, Denis Glavina.

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Widzów 4˙107.

Polonia Warszawa: Sebastian Przyrowski - Radek Mynar (46. Jakub Tosik), Adam Kokoszka, Tomasz Jodłowiec, Tomasz Brzyski - Adrian Mierzejewski, Łukasz Trałka, Andreu Mayoral, Łukasz Piątek, Bruno Coutinho (79. Paweł Wszołek) - Daniel Gołębiewski (70. Łukasz Teodorczyk).

Arka Gdynia: Marcelo Moretto - Marciano Bruma, Ante Rozic, Maciej Szmatiuk, Emil Noll - Giovanni Duarte (56. Filip Burkhardt), Paweł Zawistowski, Miroslav Bozok, Denis Glavina (70. Robert Bednarek) - Rafał Siemaszko (52. Mirko Ivanovski), Tadas Labukas.


Po ubiegłotygodniowym zwycięstwie nad Legią (1:0) i awansie do finału Pucharu Polski, kibice Lecha musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci bezbramkowego remisu z niżej notowanymi piłkarzami GKS Bełchatów.

Lech Poznań - GKS Bełchatów 0-0

Lech: Kotorowski - Wojtkowiak, Arboleda, Wołąkiewicz, Henriquez - Kiełb (59. Wilk), Murawski, Injac, Stilić, Kriwiec (77. Możdżeń) - Ubiparip (53. Rudnevs)

GKS Bełchatów: Sapela - Fonfara, Lacić, Drzymont, Mysiak ŻK - Cetnarski (74. Vinicius), Sawala, Baran, Komołow (78. Bocian), Nowak - Żewłakow (88. Kuświk).

Sędziował: Szymon Marciniak z Płocka.

Widzów: 17441.


Od pierwszej do ostatniej minuty łodzianie byli zespołem prowadzącym grę. Polonia Bytom zdobyła gola w przypadkowej sytuacji po fatalnym błędzie Macieja Mielcarza. Gościom naprawdę zależało, ale po prostu brakuje im piłkarskiej jakości. Lepsi byli tylko w statystyce "piechniczkowej", czyli rzutach rożnych.

Widzew Łódź - Polonia Bytom 3-1 (1-0)

Bramki: 1-0 Prejuce Nakoulma (31-karny), 2-0 Dudu (65), 2-1 Błażej Telichowski (74), 3-1 Przemysław Oziębała (90+4).

Widzew Łódź: Maciej Mielcarz - Wojciech Szymanek, Sebastian Madera, Jarosław Bieniuk, Dudu - Adrian Budka, Mindaugas Panka, Łukasz Broź - Nika Dżalamidze (71. Piotr Grzelczak), Prejuce Nakoulma (64. Krzysztof Ostrowski), Darvydas Sernas (87. Przemysław Oziębała).

Polonia Bytom: Marcin Juszczyk - Peter Hricko, Lukas Killar, Mateusz Żytko, Błażej Telichowski - Adrian Chomiuk (73. Marek Bazik), Michal Hanek, Miroslav Barcik, Łukasz Tymiński (46. David Kobylik), Marcin Radzewicz - Grzegorz Podstawek (65. Blazej Vascak).

Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk). Żółta kartka - Widzew Łódź: Dudu. Widzów 7˙300.


Przed meczem piłkarze obu zespołów podzielili się jajkiem, odegrano także "Alleluja, Alleluja". Taka atmosfera przełożyła się na wydarzenia boiskowe. Oprócz pierwszych trzydziestu minut, walki, a tym bardziej dogodnych sytuacji, było jak na lekarstwo. Decydującą bramkę, po ogromnym zamieszaniu, zdobył Maciej Jankowski.

Korona Kielce - Ruch Chorzów 0-1 (0-1)

Bramka - Maciej Jankowski (29.).

Korona Kielce: Zbigniew Małkowski - Jacek Markiewicz (81. Piotr Malarczyk), Hernani, Pavol Stano, Tomasz Lisowski - Maciej Korzym, Aleksandar Vukovic, Grzegorz Lech, Paweł Sobolewski (70. Dawid Janczyk) - Edi Andradina (46. Sander Puri), Andrzej Niedzielan.

Ruch Chorzów: Matko Perdijić - Marek Szyndrowski, Piotr Stawarczyk, Rafał Grodzicki, Żeljko Djokic (46. Ariel Jakubowski) - Wojciech Grzyb, Marcin Malinowski (90. Łukasz Janoszka), Paweł Lisowski, Marek Zieńczuk - Andrej Komac (77. Michał Pulkowski) - Maciej Jankowski.

Sędziował Włodzimierz Bartos (Łodź). Żółte kartki - Wojciech Grzyb, Rafał Grodzicki. Widzów 8327.

Robert Kubica opuścił szpital w Pietra Ligure w Ligurii we Włoszech, gdzie przebywał od 6 lutego, gdy trafił tam po wypadku na trasie rajdu samochodowego - poinformowano o tym w komunikacie medycznym, wydanym w sobotę wieczorem w tej placówce.

- Robert Kubica nie jest już w szpitalu Santa Corona w Pietra Ligure. Jego stan jest dobry i kierowca będzie mógł rozpocząć nową fazę rehabilitacji poza szpitalem - głosi biuletyn lekarski.

19 kwietnia rzecznik prasowy szpitala w Pietra Ligure poinformował, że Robert Kubica dostał pozwolenie na opuszczenie szpitala.Carrozzino wyjaśnił, że minęła już faza bezpośredniego zagrożenia infekcjami po czterech operacjach, jakie Kubica przeszedł w następstwie wypadku na rajdzie w Ligurii. Nie oznaczało to jednak, że polski kierowca F1 opuści szpital od razu.

21 kwietnia Polak pierwszy raz od wypadku (6 lutego) odezwał się do swoich fanów. Na oficjalnej stornie Lotus-Renault opublikowano odpowiedzi Kubicy .

- Nie wiem jeszcze kiedy opuszczę szpital, ale mam nadzieję, że uda mi się to w ciągu 10 dni - napisał Kubica.

Dzień po tym jak lekarze z Pietra Ligure powiedzieli, że już niedługo będą mogli wypisać Roberta do domu, menadżer Polaka, Daniele Morelli poinformował media , że Robert na święta pozostanie w szpitalu.

- W przyszłym tygodniu podejmiemy decyzję o wyjściu - mówił. Podkreślał również, że Kubica chciałby opuścić placówkę medyczną, kiedy odzyska pełną autonomię w poruszaniu się. Polak od kilku tygodni przechodzi rehabilitację.

Lekarz kierujący tym procesem, Riccardo Ceccarelli stwierdził , że w środku wakacji już powinno być wiadomo, czy i kiedy Polak będzie mógł wrócić do ścigania.

Polski kierowca 6 lutego doznał poważnych obrażeń w wyniku wypadku na trasie rajdu samochodowego Ronde di Andora. Trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie groziła mu nawet amputacja zmiażdżonej dłoni. W ciągu 10 dni przeszedł trzy skomplikowane operacje, a następnie jeszcze jedną 12 marca, która miała usprawnić funkcjonowanie łokcia. Od kilku tygodni przechodzi rehabilitację, ale dopiero w ostatnią środę zaczął stawiać pierwsze kroki.

sobota, 23 kwietnia 2011

Z okazji Świąt Wielkanocnych wszystkim sportowcom, trenerom, działaczom, kibicom oraz wszystkim ludziom związanych ze sportem życzę dużo zdrowia, spokoju w gronie rodziny, usmiechu. Smacznego jajka i mokrego Dyngusa!



www.sportclub.blox.pl

slawunio77©

12:58, slawunio77 , Inne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5