środa, 30 czerwca 2010

Tak jak Wayne Rooney, Cristiano Ronaldo pożegnał Afrykę bez błysku. Hiszpania jest w ćwierćfinale po raz szósty, w boju o historyczny sukces zderzy się z rasą kosmiczną.

Podczas hymnów miał twarz nieprzeniknioną jak Humphrey Bogart. Do Xaviego Hernandeza dotarły opinie, że Hiszpania gra źle, bo zawodzi jej lider. W boju z Portugalczykami o ćwierćfinał znów był wodzem "La Roja", takim jak na Euro 2008, gdzie został uznany za piłkarza nr 1. To właśnie pomocnik Barcelony wymyślił zagranie piętą do Davida Villi, który jako pierwszy i jedyny w afrykańskich mistrzostwach pokonał bramkarza Eduardo. Wystarczyło. Portugalia wyjeżdża z RPA po stracie jednego gola.

Jeśli w RPA źle grał Xavi, jeśli słabo Iniesta, to co powiedzieć o Wayne Rooneyu, czy Cristiano Ronaldo? Najdroższy piłkarz świata znów poczuł, jak ciężka jest kapitańska opaska odziedziczona po Luisie Figo. U boku swojego idola zdobywał wicemistrzostwo Europy (2004) i czwarte miejsce na mundialu w Niemczech, gdy sam objął władanie nad kolegami, marzenia Portugalii już drugi raz kończą się na pierwszym meczu fazy pucharowej. W pojedynku z drżącymi przed jego szybkością i siłą Hiszpanami gwiazdor Realu Madryt nie zrobił prawie nic, by uratować drużynę.

Hiszpania błogosławi Davida Villę i już nawet kibice Barcelony nie mają mu za złe, że po każdym golu wykonuje gest torreadora (Katalończycy chcą zakazu corridy). Ale za bohatera wczorajszego meczu uznali Fernando Llorente, który odmienił drużynę bezradną przez godzinę wobec zasieków obronnych Portugalczyków. "Niespodziewany krasnoludek" - pisze "El Pais" o jednym z najwyższych graczy w drużynie, i jedynym, który woli dotykać piłki głową niż nogami. "Przy Llorente zobaczyliśmy najlepszą wersję Xaviego, najlepszą wersję Iniesty, Ramosa i Villi. W sumie: najlepszą wersję Hiszpanii w tych mistrzostwach" - podsumował dziennik. Czy napastnik Athletic Bilbao zajmie miejsce Fernando Torresa w podstawowej jedenastce?

Fani z Hiszpanii znów ufają swojej drużynie. W ankiecie "El Pais" zaledwie 8,8 proc głosujących uważa, że podbój świata skończy się na Paragwaju. Aż 33,5 proc wierzy w tytuł mistrzowski. W półfinale "La Roja" musiałaby jednak pokonać wielką drużynę (Argentynę, albo Niemcy). Dotąd dawała radę tylko średniakom.

Takim średniakiem wydaje się być Paragwaj. Afrykańskie mistrzostwa stały się jednak nie notowanym sukcesem drużyn południowoamerykańskich. Na osiem zespołów, które przetrwały w RPA, połowa jest z Ameryki Płd - odpadło tylko Chile, ale ono w 1/8 finału mierzyło się z Brazylijczykami. Hiszpanie muszą więc zostać pierwszą drużyną reszty świata wyrzucającą za burtę rywala z tego kontynentu (pokonali już Chile 2-1, ale to nie wyeliminowało ich z turnieju).

Wyjaśnień latynoskiego wzlotu w RPA jest co najmniej kilka. Mnie przypomina się esej meksykańskiego filozofa Jose Vasconcelosa Calderona zwiastujący powstanie właśnie w tej części świata rasy kosmicznej. Biali kolonizatorzy Ameryki, jej żółci mieszkańcy (Indianie) i czarni (niewolnicy z Afryki) mieli stworzyć najdoskonalszą mieszankę ras. Z pewnością jedną z jej podstawowych cech okazał się talent do gry w piłkę.

Po 120 minutach bezbramkowej męczarni, dopiero rzuty karne wyłoniły ćwierćfinalistę mistrzostw świata z pary Paragwaj - Japonia. W 1/4 zagrają piłkarze z Ameryki Południowej, którzy w konkursie jedenastek nie pomylili się ani razu, pokonując graczy z Kraju Kwitnącej Wiśni 5-4. Decydującego o awansie gola strzelił Oscar Cardozo.


Japonia od samego początku meczu ruszyła do ataku. Tuż po rozpoczęciu gry uderzał niecelnie Okubo. Trzy minuty później pierwszy celny strzał oddał Komano, lecz był on za lekki, aby zaskoczyć Villara.

W drugiej połowie kibice na stadionie i przed telewizorami musieli przeżywać niesamowite męczarnie. Mecz był okropnie nudny, piłkarze grali wolno, niedokładnie i asekuracyjnie. Sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Jedyne, o których warto wspomnieć, to strzał Riverosa z 60. minuty (głową po dośrodkowaniu Morela), Tanaki z 63. (po rzucie rożnym uderzał głową, 1,5 m od słupka) i Barreto (celny strzał z dystansu, ale zbyt lekki, aby zaskoczyć bramkarza).

Po 90 minutach bez bramek sędzia Franck de Bleeckere zakończył regulaminowy czas gry i zarządził dogrywkę.

Pół godziny dogrywki przyniosło kilka sytuacji, ale nie przyniosło bramek. Szansę na gola mieli Okazaki, Barrios, Valdez, Honda, Barreto, Da Silva i Tanaka, ale żaden z nich nie potrafił trafić do siatki rywala.

Gole padły więc dopiero w serii rzutów karnych, którą Frank de Bleeckere zarządził po 120 minutach gry.

Jedenastki lepiej wykonywali piłkarze Paragwaju. Nie mylili się kolejno Barreto, Barrios, Riveros, Valdez i Cardozo. Dla Japonii Strzelali Endo i Hasebe, ale decydujące okazało się pudło Komano, który trafił w poprzeczkę. Nie pomogło nawet trafienie Hondy, gdyż w piątej serii rzutów karnych nie pomylił się Cardozo i zapewnił swojej drużynie awans do ćwierćfinału mistrzostw świata.

Pretoria - (1/8 finału)

Paragwaj - Japonia 0-0 (0-0, 0-0), karne 5-3

Żółta kartka - Paragwaj: Cristian Riveros. Japonia: Daisuke Matsui, Yuto Nagatomo, Keisuke Honda, Yasuhito Endo.

Sędzia: Frank De Bleeckere (Belgia). Widzów 36Ä�742.

Paragwaj: Justo Villar - Antolin Alcaraz, Carlos Bonet, Paulo da Silva, Claudio Morel - Enrique Vera, Nestor Ortigoza (75. Edgar Barreto), Cristian Riveros - Edgar Benitez (60. Nelson Valdez), Roque Santa Cruz (94. Oscar Cardozo), Lucas Barrios.

Japonia: Eiji Kawashima - Yuki Abe (81. Kengo Nakamura), Yuji Nakazawa, Tulio Tanaka, Yuichi Komano - Yuto Nagatomo, Yasuhito Endo, Makoto Hasebe, Daisuke Matsui (65. Shinji Okazaki), Keisuke Honda - Yoshito Okubo (106. Keiji Tamada).


W spotkaniu kończącym rywalizację w 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata Hiszpania wygrała z Portugalią 1-0 (0-0). Bohaterem zwycięskiej ekipy został David Villa, autor jedynego gola meczu. O awans do półfinału mistrzowie Europy zagrają z Paragwajem.


W 21. minucie zza pola karnego uderzył Tiago, Iker Casillas obronił na raty. Siedem minut później klubowego kolegę przetestował Cristiano Ronaldo. Na kolejną dobrą okazję dla Portugalii trzeba było czekać do 53. minuty. Hugo Almeida wpadł w pole karne i próbując dograć do Ronaldo trafił w nogę Carlesa Puyola. Piłka poleciała w stronę bramki Casillasa i o mały włos nie wpadła do siatki!

Niespełna 10 minut później wprowadzony po przerwie Fernando Llorente główkował z kilku metrów, ale znakomity Eduardo nie dał się zaskoczyć. Napór Hiszpanów rósł i chwilę później przyniósł powodzenie.

Xavi piętą zgrał piłkę w polu karnym do Villi, ten przegrał pierwszy pojedynek z Eduardo, ale przy dobitce Portugalczyk był już bezradny.

Hiszpanie od momentu zdobycia gola nabrali wiatru w żagle i co jakiś czas zagrażali poważnie portugalskiej bramce. W 71. minucie Sergio Ramos przymierzył z ostrego kąta i raz jeszcze przypomniał o sobie Eduardo. Parę minut później znów uchronił swój zespół przed stratą bramki, efektownie parując zmierzającą pod poprzeczkę "bombę" Villi.

Portugalia próbowała atakować, ale miała problem z przedarciem się w pole karne rywali. Bardzo dobrze pilnowany był Ronaldo, który po przerwie praktycznie ani razu nie zagroził bramce Casillasa. W końcówce Portugalczykom zaczęły puszczać nerwy. Ricardo CostaJoana Capdevilę i sędzia bez wahania pokazał mu czerwoną kartkę. uderzył łokciem w twarz

Hiszpania pokonała Portugalię 1-0 i dołączyła do ćwierćfinalistów mundialu.

Hiszpania - Portugalia 1-0 (0-0)

Bramka: 1-0 David Villa (63.)

Hiszpania: Iker Casillas - Sergio Ramos, Gerard Pique, Carlos Puyol, Joan Capdevila - Xabi Alonso (90+3. Carlos Marchena), Sergio Busquets, Xavi, Andres Iniesta - Fernando Torres (59. Fernando Llorente), David Villa (87. Pedro Rodriguez).

Portugalia: Eduardo - Bruno Alves, Ricardo Costa, Ricardo Carvalho, Fabio Coentrao - Raul Meireles, Pepe (72. Pedro Mendes), Tiago, Cristiano Ronaldo - Simao Sabrosa (72. Liedson), Hugo Almeida (59. Danny).

Żółta kartka - Hiszpania: Xabi Alonso. Portugalia: Tiago. Czerwona kartka - Portugalia: Ricardo Costa (89).

Sędzia: Hector Baldassi (Argentyna). Widzów 62955.

wtorek, 29 czerwca 2010

Dziewięć bramek strzelonych w niedzielnych meczach 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata sprawiło, że średnia goli zdobytych na boiskach w RPA przewyższyła tę z turnieju, który przed 20 laty odbył się we Włoszech. W czasie włoskiego czempionatu padł mało chlubny rekord najmniejszej ilości strzelonych bramek w czasie MŚ.

W 52 spotkaniach tegorocznego mundialu zawodnicy uzyskali 116 bramek. Średnia osiągnęła 2,23 po wygranych Niemców z Anglikami 4:1 i Argentyńczyków z Meksykanami 3:1.

Uczestnicy południowoafrykańskiej imprezy wreszcie przekroczyli średnią z turnieju o MŚ w 1990 roku (2,21 - 115 trafień w 52 grach), który był najgorszym pod względem strzelonych goli.

W spotkaniu 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata Holandia pokonała w Durbanie Słowację 2-1 (1-0). W ćwierćfinale "Pomarańczowi" zagrają z Brazylią.


Pierwsza połowa przebiegła pod dyktando Holandii. Faworyci szybko, bo już w 18. minucie, wyszli na prowadzenie. Arjen Robben popędził na bramkę Słowacji, zbiegł ze skrzydła przed pole karne i uderzył z około 17 metrów. Piłka wpadła obok słupka strzeżonego przez Jana Muchę.

Po zdobyciu bramki "Pomarańczowi" cofnęli się i sporadycznie, ale groźnie kontratakowali. Parokrotnie okazje do podwyższenia wyniku miał Robin van Persie, ale gwieździe Arsenalu Londyn zabrakło precyzji. Słowacy nie mieli wystarczającej siły rażenia, żeby poważnie zagrozić bramce Maartena Stekelenburga.

W drugiej połowie długimi minutami z boiska wiało nudą. Prezentująca boiskowy minimalizm Holandia nie kwapiła się z atakami, a Słowacy przez dłuższą chwilę nie mieli patentu na sforsowanie defensywy rywali.

Ciekawie zrobiło się w 68. minucie. W ciągu zaledwie 60 sekund Słowacy dwukrotnie byli blisko doprowadzenia do wyrównania. Najpierw z 15 metrów przymierzył Miroslav Stoch, a chwilę później oko w oko z bramkarzem Holandii stanął Robert Vittek. Stekelenburg za każdym razem był górą.

W 84. minucie Holendrzy przypieczętowali awans do czołowej ósemki mundialu. Bardzo aktywny po przerwie Dirk Kuyt wyprzedził niepotrzebnie interweniującego daleko od własnej bramki Muchę i podał do Wesleya Sneijdera, który z kilku metrów posłał piłkę do siatki.

W doliczonym czasie gry Słowacy pożegnali się z mistrzostwami świata bramką z rzutu karnego Vittka. "Jedenastka" została podyktowana po faulu Stekelenburg na Martinie Jakubce. Powtórki pokazały, że w tej sytuacji sędzia dał się nabrać na teatralny upadek Słowaka.

Holandia - Słowacja 2-1 (1-0)

Bramki: 1-0 Robben (18.), 2-0 Sneijder (84), 2-1 Vittek (95. - karny)

Holandia: Maarten Stekelenburg - Gregory van der Wiel, John Heitinga, Joris Mathijsen, Giovanni van Bronckhorst - Dirk Kuyt, Mark van Bommel, Wesley Sneijder (90+2. Ibrahim Afellay), Nigel de Jong, Arjen Robben (71. Eljero Elia) - Robin van Persie (80. Klaas-Jan Huntelaar).

Słowacja: Jan Mucha - Peter Pekarik, Martin Skrtel, Jan Durica, Radoslav Zabavnik (87. Martin Jakubko) - Vladimir Weiss, Juraj Kucka, Miroslav Stoch, Marek Hamsik (87. Marek Sapara) - Robert Vittek, Erik Jendrisek (71. Kamil Kopunek).

Żółta kartka - Holandia: Arjen Robben, Maarten Stekelenburg. Słowacja: Juraj Kucka, Kamil Kopunek, Martin Skrtel.

Sędzia: Alberto Undiano (Hiszpania). Widzów 61962.


Canarinhos jak burza przeszli do 1/4 finału mistrzostw świata w RPA! Podopieczni Dungi w 1/8 finału pokonali 3-0 Chile po golach Juana, Luisa Fabiano i Robinho i już w piątek, 2 lipca zmierzą się z Holandią w walce o półfinał.


Brazylia rozpoczęła mecz spokojnie. Przez pierwsze kilka minut oddała nawet inicjatywę ekipie Marcelo Bielsy. Ale panowanie Chile trwało tylko pięć minut. Później do roboty wzięli się Canarinhos.

Konkrety nadeszły jednak dopiero między 35., a 38. minutą, kiedy to dość spokojna ekipa Brazylii zamieniła się w "kanarkowe tornado", które totalnie zdemolowało rywali.

Pierwszy gol padł w 35. minucie. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Maicon, do piłki stojąc w miejscu wyskoczył Juan i skierował ją do siatki. Chile na dobre nie otrząsnęło się po tym golu, a już dostało kolejnego. Fantastyczne podanie w pole karne Kaki wykorzystał Luis Fabiano, który minął bramkarza i strzelił do pustej bramki podwyższając wynik meczu na 2-0.

Przed przerwą strzałów próbowali jeszcze Bastos (mocno lewą nogą obok słupka) i Fabiano, ale nie zmienili wyniku meczu.

Po przerwie piłkarze uraczyli nas niezwykle nudnymi początkowymi dziesięcioma minutami. Na dobrą sprawę zanotować w tym czasie można było jedynie uderzenie Daniego Alvesa z rzutu wolnego (47. minuta ponad bramką Bravo).

Boiskowy marazm przerwała na szczęście kapitalna szarża Ramiresa, który przejął piłkę na własnej połowie i popędził z nią środkiem boiska w stronę bramki. Nieatakowany przez nikogo rozpędzał się coraz bardziej, przed "16" minął dwóch rywali i oddał piłkę do Robinho, który dołożył tylko nogę i technicznym strzałem podwyższył wynik meczu na 3-0.

Po tym golu Brazylia cofnęła się na własną połowę i czekała na ataki rywali. Ci zachęcani do ataku przez szalejącego Marcelo Bielsę atakowali z dużym zaangażowaniem.

Johannesburg: Brazylia - Chile (1/8 finału) 3-0 (2-0)

1-0 Juan 35.

2-0 Luis Fabiano 38.

3-0 Robinho 60.

Żółta kartka - Brazylia: Kaka, Ramires. Chile: Arturo Vidal, Ismael Fuentes, Rodrigo Millar.

Sędzia: Howard Webb (Anglia). Widzów 54 096.

Brazylia: Julio Cesar - Maicon, Lucio, Juan, Michel Bastos - Ramires, Gilberto Silva, Daniel Alves - Kaka (81. Kleberson), Robinho (85. Felipe Melo), Luis Fabiano (76. Nilmar).

Chile: Claudio Bravo - Mauricio Isla (62. Rodrigo Millar), Pablo Contreras (46. Rodrigo Tello), Ismael Fuentes, Arturo Vidal - Mark Gonzalez (46. Jorge Valdivia), Jean Beausejour, Carlos Carmona, Gonzalo Jara - Humberto Suazo, Alexis Sanchez.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Niemcy wyrastają na faworyta, a Anglicy nie byli najlepiej przygotowani do piłkarskich mistrzostw świata - uważa były reprezentant Polski Paweł Wojtala. W niedzielnym meczu tych zespołów w 1/8 finału mundialu w Bloemfontein zespół Joachmia Loewa wygrał 4-1.

"Przyjemnie patrzyło się na bardzo skuteczną grę Niemców. Obnażyli wszystkie braki i ukarali Anglików, którzy nie zostali najlepiej przygotowani do afrykańskiej imprezy. Z pewnością porażka 1-4 na tym poziomie bardzo boli. Dla zespołu Fabio Capello to katastrofa" - powiedział 37-letni Wojtala, były zawodnik m.in. Lecha Poznań, Widzewa Łódź i Legii Warszawa.

Według niego, spory wpływ na boiskowe wydarzenia miała nieuznana bramka Franka Lamparda dla Anglii, przy stanie 1-2.

"Ktoś powie, że najwyżej byłoby 2-4 i co by to dało? Ale moim zdaniem po golu na 2-2 spotkanie miałoby inny przebieg. Nie wiem, jak sędzia liniowy mógł nie zauważyć piłki, która co najmniej pół metra przekroczyła linię?! Akurat Anglicy byli w takim momencie, że zaskoczyli i byłoby ciekawie" - dodał 12-krotny reprezentant kraju.

Po zwycięstwie 4-1 nad Anglikami, Wojtala widzi Niemców w gronie faworytów MŚ. "Drzwi stoją przed nimi otworem, choć już w ćwierćfinale trafią prawdopodobnie na Argentyńczyków. Po takim występie, jak niedzielny, młody niemiecki zespół stać nawet na triumf w RPA. Jedna grupowa przegrana z Serbią 0-1 o niczym nie świadczy. Serbowie mają indywidualności, ale nie tworzą drużyny. Jednak potyczkę z Niemcami potraktowali bardzo ambicjonalnie" - stwierdził.

W drugiej połowie lat 90. Wojtala występował w Bundeslidze - w Hamburger SV i Werderze Brema. "W kadrze Joachima Loewa nie ma nikogo z kim grałem. Jest tylko jeden piłkarz, z którym rywalizowałem - Miroslav Klose" - dodał.

W jednym ze szlagierów 1/8 finału mundialu w Republice Południowej Afryki reprezentacja Niemiec wygrała z Anglią 4-1 (2-1). W ćwierćfinale podopieczni Joachima Loewa zagrają z Argentyną.


Podopieczni Joachima Loewa grali ofensywnie i wyprowadzali kolejne groźne akcje. W 20. minucie dopięli swego i wyszli na prowadzenie. Manuel Neuer posłał dalekie podanie przed pole karne Anglii, Miroslav Klose przejął piłkę, przepchnął Matthew Upsona i trącił ją obok interweniującego Jamesa.

W 31. minucie Thomas Mueller znalazł w polu karnym Klosego, ale tym razem snajper reprezentacji Niemiec przegrał pojedynek z angielskim bramkarzem. 60 sekund później James był już jednak bezradny. Muller miękko wrzucił piłkę do Łukasza Podolskiego, a ten przymierzył z ostrego kąta z kilkunastu metrów. Bramkarz Anglików nie miał szans na udaną interwencję.

Jałowo grający do tej pory Anglicy nabrali wiatru w żagle w 38. minucie. Steven GerrardJerome Boateng i Upson głową posłał piłkę do siatki! dośrodkował na piąty metr, zagapili się Neuer i

Chwilę później padł gol na 2-2. Widzieli go Anglicy, Niemcy, fani na trybunach i miliony telewidzów. Nie widzieli go tylko sędziowie. Po strzale Franka Lamparda piłka odbiła się od poprzeczki, a następnie o metr przekroczyła linię bramkową.

Po zmianie stron przez 20 minut lepiej spisywali się Anglicy. W 53. minucie byli nawet bliscy wyrównania, ale Lampard po raz kolejny trafił w poprzeczkę. Tym razem popisał się bardzo ładnym uderzeniem z rzutu wolnego z 34 metrów.

W 68. minucie kolejny stały fragment dla Anglii zamienił się w...gola dla Niemiec. Po tym jak Lampard trafił z rzutu wolnego w mur, rywale wyprowadzili książkowy kontratak, piłka trafiła na prawą stronę pola karnego do Muellera, a ten przymierzył obok słupka. James mógł się chyba trochę lepiej zachować, bo napastnik Bayernu uderzył tuż obok niego.

120 sekund później Mueller dobił Anglików. Oezil ograł z dziecinną łatwością na skrzydle Garetha Barry'ego, wbiegł w pole karne i dograł na piąty metr do Muellera, a ten pewnie posłał ją do siatki.

Niemcy - Anglia 4-1 (2-1)

Bramka: 1-0 Klose (20.), 2-0 Podolski (32.), 2-1 Upson (38.), 3-1 Mueller (68.), 4-1 Mueller (70.).

Niemcy: Manuel Neuer - Philipp Lahm, Arne Friedrich, Per Mertesacker, Jerome Boateng - Mesut Ozil (83. Stefan Kiessling), Sami Khedira, Bastian Schweinsteiger - Lukas Podolski, Thomas Mueller (72. Piotr Trochowski), Miroslav Klose (72. Mario Gomez).

Anglia: David James - Glen Johnson (87. Shaun Wright-Phillips), Matthew Upson, John Terry, Ashley Cole - James Milner (64. Joe Cole), Steven Gerrard, Frank Lampard, Gareth Barry - Jermain Defoe (71. Emile Heskey), Wayne Rooney.

Sędzia: Jorge Larrionda (Urugwaj). Widzów 40911. Żółta kartka - Niemcy: Arne Friedrich. Anglia: Glen Johnson.


W hitowo zapowiadającym się meczu 1/8 finału Argentyna łatwo pokonała Meksyk 3-1, ale pierwszego gola Carlos Tevez strzelił z metrowego spalonego, co dziwnym trafem umknęło uwadze sędziów.


Boski Diego" na ławce rezerwowych zostawił m.in. najlepszego stopera Wlatera SamuelaJuana Verona. Selekcjoner chciał pewnie pokazać, że stawia na młodość i żywiołowość. Poza tym każda droga prowadząca do celu jest dobra! (odczuwał skutki kontuzji) i doświadczonego rozgrywającego -

Już w 26. min doszło do kolejnego na MŚ w RPA skandalu sędziowskiego. Po akcji środkiem boiska i strzale na bramkę Messiego, przed pustą bramką piłkę dotknął głową Carlos Tevez, który był na spalonym metrowym! I co? Sędzia Robero Rosetti skonsultował się z liniowy, po czym uznał gola! Przepisy sobie, a sędziowie sobie! Meksykanie mogli protestować do woli!

Argentyna nie pokazała nic wielkiego, a prowadziła szybko 2-0. Drugiego gola "wypracował" jej Ricardo Osorio, który wyłożył jak na tacy piłkę Gonzalo Higuainowi, a ten minął bramkarza i z lewej nogi posłał piłkę do siatki.

Bardzo szybko w II połowie ostatecznie rozwiewającego wątpliwości gola na 3-0 zdobył Carlos Tevez. As Manchesteru City zgubił dwóch obrońców i huknął z 25 m w okienko!

Diego Maradona pocieszył się wspólnie z Tevezem, ale zdjął go z boiska jako pierwszego, by zrobić miejsce dla Juana Verona. Tevez z niezadowoleniem kręcił głową schodząc z boiska, bo chciał zapolować na hat-tricka.

Grając już bez Teveza Argentyńczycy dali sobie strzelić gola. Hernandez przyjął piłkę stojąc tyłem do bramki, ale natychmiast przyjęciem zgubił Demichelisa, wyprzedził też Otamendiego i pięknym uderzeniem z lewej nogi zdmuchnął pajęczynę w rogu bramki Romero!

Abstrahując od błędu sędziego, Argentyńczycy zasłużenie trafili do ćwierćfinału, a w nim czeka ich ciężka przeprawa z rozpędzonymi Niemcami!

1/8 finału MŚ w RPA

Argentyna - Meksyk 3-1 (2-0)

Bramki: 1-0 Tevez (26. ze spalonego), 2-0 Higuain (33.), 3-0 Tevez (53.), 3-1 Hernandez (73.).

Argentyna: Sergio Romero - Nicolas Otamendi, Martin Demichelis, Nicolas Burdisso, Gabriel Heinze - Javier Mascherano, Maxi Rodriguez (87. Javier Pastore), Angel Di Maria (79. Jonas Gutierrez) - Lionel Messi, Carlos Tevez (69. Juan Sebastian Veron), Gonzalo Higuain.

Meksyk: Oscar Perez - Ricardo Osorio, Francisco Rodriguez, Rafael Marquez, Carlos Salcido - Efrain Juarez, Gerardo Torrado, Andres Guardado (62. Guillermo Franco) - Adolfo Bautista (46. Pablo Barrera), Giovani dos Santos, Javier Hernandez.

Sędzia: Roberto Rosetti (Włochy).

Widzów 84 377.

niedziela, 27 czerwca 2010

Znamy już pierwszego ćwierćfinalistę mundialu w RPA. Jest nim Urugwaj. Diego Forlan i spółka w 1/8 finału pokonali Koreę Płd 2-1 (1-0). Bohaterem spotkania został strzelec dwóch goli dla Urugwaju Luis Suarez.


W 8. minucie Diego Forlan przejął piłkę w pobliżu pola karnego rywali i dośrodkował z lewego skrzydła. Bramkarz koreański źle obliczył lot piłki, a ta dotarła do zamykającego akcję Luisa Suareza, który z zimną krwią wykorzystał prezent.

Od tego momentu Urugwaj oddał inicjatywę Koreańczykom. Gracze Huh Jung-Moo starali się jak najszybciej wyrównać, ale formacja obronna Urugwaju stanęła na wysokości zadania. Azjaci próbowali strzałami z dystansu zaskoczyć Fernando Muslera. Dwukrotnie bliski szczęścia był Cha Du-ri. Swoich sił próbował także Park Chu-young. Do przerwy jednak wynik nie uległ zmianie.

Od początku drugiej połowy Koreańczycy z impetem ruszyli do ataku. Co chwilę dochodziło do groźnych sytuacji pod bramką Urugwaju. W 52. minucie Park Chu-young przestrzelił z woleja. Później ładny strzał głową oddał Park Ji-sung. Muslera jednak zachowywał czyste konto.

Bramka dla Korei wisiała w powietrzu. Ich wysiłki zostały nagrodzone w 68. minucie. Po dośrodkowaniu w pole karne, niefortunnie piłkę głową wybijał Maximiliano Pereira. Futbolówka trafiła do Lee Chung-yonga, który wykorzystał spóźnione wyjście z bramki Muslera i skierował piłkę do siatki obok bramkarza Urugwaju.

W 80. minucie Urugwajczycy wykonywali rzut rożny. Piłkę w narożniku boiska ustawił Forlan. Gwiazdor Urugwaju zagrał w pole karne, a tam futbolówka trafiła do Suareza. Snajper Ajaksu Amsterdam zwiódł obrońcę i pięknym technicznym strzałem zmusił Jung Sung-ryong po raz drugi w tym meczu do kapitulacji. Koreański bramkarz nie miał najmniejszych szans. Uderzenie było bardzo precyzyjne, a piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki.

1/8 finału

Urugwaj - Korea Południowa 2-1 (1-0)

Bramki: 1-0 Luis Suarez (8), 1-1 Lee Chung-yong (68), 2-1 Suarez (80)

Żółta kartka - Korea Południowa: Kim Jung-woo, Cha Du-ri, Cho Yong-hyung.

Sędzia: Wolfgang Stark (Niemcy).

Widzów 30Ä�579.

Urugwaj: Fernando Muslera - Diego Lugano, Diego Godin (46. Mauricio Victorino), Jorge Fucile, Maximiliano Pereira - Diego Perez, Egidio Arevalo, Alvaro Pereira (74. Nicolas Lodeiro) - Edinson Cavani, Luis Suarez (84. Alvaro Fernandez), Diego Forlan.

Korea Południowa: Jung Sung-ryong - Cha Du-ri, Lee Young-pyo, Cho Yong-hyung, Lee Jung-soo - Kim Jung-woo, Ki Sung-yong (85. Yeom Ki-hun), Kim Jae-sung (61. Lee Dong-guk), Park Ji-sung - Lee Chung-yong, Park Chu-young.


Piłkarze Ghany wywalczyli awans do ćwierćfinału mistrzostw świata w RPA. Jedyny afrykański zespół, który pozostał w turnieju w meczu 1/8 finału pokonał po dogrywce USA 2-1. W ćwierćfinale Ghana zmierzy się z Urugwajem.


- Gramy dla całego kontynentu afrykańskiego i chcemy poprawić osiągnięcia Kamerunu i Senegalu - powiedział pomocnik "Czarnych Gwiazd" Sulley Muntari. I rzeczywiście Ghana zaczęła mecz z USA z ogromnym entuzjazmem. Już w 5. minucie Afrykańczycy objęli prowadzenie. Kevin-Prince Boateng przejął piłkę tuż za środkową linią, popędził z nią i wykorzystując bierność amerykańskich obrońców strzelił tuż sprzed linii pola karnego. Precyzyjnie kopnięta piłka wpadła tuż przy słupku bramki strzeżonej przez niezbyt dobrze ustawionego Tima Howarda.

W drugiej połowie na boisku dominowali Amerykanie, którzy narzucili swoje warunki gry. Richard Kingson co chwilę musiał się wykazywać swoim niesamowitym refleksem. W 62. minucie był jednak bezradny, gdy Landon Donovan precyzyjnym strzałem wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Jonathana Mensaha na Clintcie Dempseyu.

Piłkarze z Afryki opanowali jednak kryzys i dotrwali do dogrywki, w której błyskawicznie zadali decydujący cios. Asamoah Gyan przyjął na pierś długie podanie z własnej połowy i huknął z woleja pod poprzeczkę. Howard był bez szans!

Amerykanie mieli jeszcze dużo czasu, aby odrobić stratę i doprowadzić do rzutów karnych. Tym razem zawodnicy Ghany nie popełnili błędu z drugiej połowy i nie cofnęli się do desperackiej obrony, ale starali się długo utrzymywać przy piłce.

Wielkie emocje zaczęły się w samej końcówce. Przy rzucie rożnym dla USA w pole karne Ghany wbiegł bramkarz Howard, który był bliski zdobycia gola strzałem głową, ale Kingson świetnie wypiąstkował piłkę.

USA - Ghana 1-2 (1-1, 0-1)

Bramki: 0-1 Kevin-Prince Boateng (5), 1-1 Landon Donovan (62-karny), 1-2 Asamoah Gyan (93).

USA: Tim Howard - Steven Cherundolo, Jay DeMerit, Jonathan Bornstein, Carlos Bocanegra - Landon Donovan, Michael Bradley, Ricardo Clark (31. Maurice Edu), Clint Dempsey - Jozy Altidore (91. Herculez Gomez), Robbie Findley (46. Benny Feilhaber).

Ghana: Richard Kingson - John Pantsil, Jonathan Mensah, John Mensah, Hans Sarpei (73. Lee Addy) - Anthony Annan, Samuel Inkoom (113. Sulley Muntari), Kevin-Prince Boateng (78. Stephen Appiah), Andre Ayew - Kwadwo Asamoah, Asamoah Gyan.

Sędzia: Viktor Kassai (Węgry). Żółta kartka - USA: Ricardo Clark, Steven Cherundolo, Carlos Bocanegra. Ghana: Jonathan Mensah, Andre Ayew. Widzów: 35 000

Sebastian Vettel z Red Bulla, który startował z pole position, wygrał w Walencji Grand Prix Europy, dziewiątą eliminację mistrzostw świata Formuły 1. Robert Kubica z Renault, który wyruszył z szóstego miejsca, ostatecznie ukończył na piątym.

Drugi był Brytyjczyk Lewis Hamilton (McLaren-Mercedes), który pozostał liderem klasyfikacji generalnej, a trzeci jego partner z zespołu Jenson Button. Polaka wyprzedził jeszcze Brazylijczyk Rubens Barrichello z Williamsa.

Bohaterem wyścigu był jednak Kamui Kobayashi. Japończyk z BMW-Sauber przez długi czas jechał na trzeciej pozycji, a po obowiązkowym zjeździe do boksu na cztery okrążenia przed końcem, związanym z wymianą opon i powrocie na dziewiątym miejscu, zdołał jeszcze wyprzedzić Hiszpana Fernanda Alonso z Ferrari i tuż przed metą Szwajcara Sebastiana Buemiego z Toro Rosso, plasując się na siódmej pozycji!

Na dziewiątym okrążeniu groźny wypadek miał Australijczyk Mark Webber (Red Bull). Jego bolid uderzył w tył Fina Heikki Kovalainena (Lotus-Cosworth).

Samochód  Australijczyka został wyrzucony w powietrze, koziołkował i w końcu uderzył w barierę bezpieczeństwa. Webber o własnych siłach wyszedł z rozbitego bolidu, na torze pojawił się safety car.

- Na tym torze trudne wyprzedzać, a poza tym startuje z "brudnej" części toru, więc wyprzedzenie kogoś może być ciężkie - mówił po kwalifikacjach Polak i miał rację.

Najlepszy czas przejazdu jednego okrążenia uzyskał Button - 1.37,766. Następny wyścig o GP Wielkiej Brytanii odbędzie 11 lipca na torze Silverstone.

Wyniki GP Europy

1. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull-Renault) 1:40:29,571

2. Lewis Hamilton (W. Brytania/McLaren-Mercedes) strata 5,042 s

3. Jenson Button (W. Brytania/McLaren-Mercedes) 7,658

4. Rubens Barrichello (Brazylia/Williams) 20,627

5. Robert Kubica (Polska/Renault) 22,122

6. Adrian Sutil (Niemcy/Force India) 25,168

7. Kamui Kobayashi (Japonia/BMW Sauber-Ferrari) 30,965

8. Sebastien Buemi (Szwajcaria/Toro Rosso) 31,299

9. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) 32,809

10. Pedro de la Rosa (Spanien) BMW Sauber-Ferrari) 42,414

11. Witalij Pietrow (Rosja/Renault) 43,287

12. Nico Rosberg (Niemcy/Mercedes GP) 44,382

13. Vitantonio Liuzzi (Włochy/Force India) 45,890

14. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) 46,621

15. Jaime Alguersuari (Hiszpania/Toro Rosso) 48,239

16. Michael Schumacher (Niemcy/Mercedes GP) 48,826

17. Lucas di Grassi (Brazylia/Virgin-Cosworth) 1 okrążenie

18. Timo Glock (Niemcy/Virgin-Cosworth) 2 okrążenia

19. Karun Chandhok (Indie/Hispania Racing) 2 okrążenia

20. Bruno Senna (Brasilien) Hispania Racing) 2 okrążenia

21. Jarno Trulli (Italien) Lotus-Cosworth) 4 okrążenia

Nie ukończyli: Heikki Kovalainen (Finlania/Lotus-Cosworth), Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault), Nico Huelkenberg (Niemcy/Williams-Cosworth).

Klasyfikacja generalna MŚ (po 9 z 19 eliminacji):

1. Lewis Hamilton 127 pkt

2. Jenson Button 121

3. Sebastian Vettel 115

4. Mark Webber 103

5. Fernando Alonso 96

6. Robert Kubica 83

7. Nico Rosberg 74

8. Felipe Massa 67

9. Michael Schumacher 34

10. Adrian Sutil 31

11. Rubens Barrichello 19

12. Vitantonio Liuzzi 12

13. S?bastien Buemi 9

14. Kamui Kobayashi 7

15. Witalij Pietrow 6

16. Jaime Alguersuari 3

17. Pedro de la Rosa 1

18. Nico Huelkenberg 1

Klasyfikacja MŚ konstruktorów:

1. McLaren-Mercedes 248

2. Red Bull 218

3. Ferrari 163

4. Mercedes 108

5. Renault 89

6. Force India 43

7. Williams 20

8. Toro Rosso 12

9. Sauber 8

Polscy siatkarze pokonali Argentynę 3:1 (25:19, 26:28, 27:25, 25:22) w Hali Stulecia we Wrocławiu w pierwszym meczu czwartej kolejki Ligi Światowej. Rewanż zaplanowano na niedzielę na godz. 18.00.


Obaj trenerzy postawili tym razem na młodość. W wyjściowej szóstce biało-czerwonych zabrakło tych, którzy w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy w Izmirze grali pierwsze skrzypce. Pojawił się za to Karol Kłos, Grzegorz Łomacz, czy Patryk Czarnowski. Również Argentyna do Polski przyleciała w odmłodzonym składzie.

Kibice w Hali Stulecia wysłuchali wcześniejszych próśb zawodników i tylko nieliczni wzięli ze sobą trąbki. Doping był jednak równie głośny i nie ustawał nawet wtedy, gdy Polakom nie wychodziło.

W trzecim secie znaczącą rolę na parkiecie odegrał Bartosz Kurek. Przyjmujący PGE Skry Bełchatów powoli wraca do formy, a Argentyńczycy z jego atakami mieli spore problemy.W wyrównanej końcówce Mariusz Wlazły asem serwisowym zakończył partię 27:25.

Czwarty set Polacy bezboleśnie rozstrzygnęli na swoją korzyść. Przez cały czas kontrolowali co się dzieje na parkiecie i wygrali 25:22, a całe spotkanie 3:1.

W drugim meczu tej grupy Kuba pokonała w Trewirze Niemcy 3:1. Dzień wcześniej obie ekipy podzieliły się punktami, ale w tie-breaku lepsi byli siatkarze z Wysp Karaibskich.

Polska - Argentyna 3:1 (25:19, 26:28, 27:25, 25:22)

Polska: Bartosz Kurek (19), Karol Kłos (5), Jakub Jarosz (20), Michał Ruciak (11), Patryk Czarnowski (13), Grzegorz Łomacz i Piotr Gacek (libero) oraz Mariusz Wlazły (3), Paweł Zagumny, Daniel Pliński (2).

Argentyna: Gabriel Arroyo (15), Javier Filardi (3), Martin Costa Blanco (8), Nicolas Uriarte (1), Rodrigo Quiroga (15), Federico Pereyra (6) i Alexis Gonzales (libero) oraz Lucas Chavez (13), Sebastian Sole, Giani Gaston (1).

sobota, 26 czerwca 2010

Argentyna jest faworytem mistrzostw świata w RPA - uważa trener Wisły Kraków Henryk Kasperczak, którego zawiodły drużyny afrykańskie. Z kolei piłkarz wicemistrza Polski Łukasz Garguła podkreślił, że po niektórych zespołach widać trudy długiego sezonu ligowego.

Z sześciu drużyn Czarnego Lądu, do drugiej rundy awansowała tylko Ghana. W piątek ostatnie spotkanie fazy grupowej rozegra jeszcze Wybrzeże Kości Słoniowej, ale jego szanse na występ w kolejnej fazie są czysto teoretyczne.

"Spodziewałem się czegoś więcej po zespołach afrykańskich. Zresztą ich oczekiwania też pewnie były dużo większe. Zabrakło im głównie skuteczności. Poczekajmy jednak z ostatecznymi ocenami na dzisiejszy mecz Wybrzeża Kości Słoniowej i spotkanie Ghany z USA" - powiedział Kasperczak, który z piłkarzami Wisły przebywa na zgrupowaniu w Zakopanem.

Zapytany o faworytów mundialu Kasperczak powiedział, że ma kilka typów, ale najbardziej przekonuje do gra reprezentacji Argentyny.

"Już przed rozpoczęciem imprezy wskazywałem na Argentynę. I mecze grupowe potwierdziły moje przypuszczenia, a ten zespół pokazał grę na wysokim poziomie. Brazylia też pokazuje się z dobrej strony. Niemiłe niespodzianki to dla mnie porażki przede wszystkim odpadnięcie Francuzów i Włochów. Nawet Anglia jak do tej pory także zawodzi, choć +prześlizgnęła+ się do 1/8 finału. Jak widać, niespodzianek nie brakuje" - zaznaczył.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6