czwartek, 30 września 2010

Farfan i Huntelaar zapewnili Schalke pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Ligi Mistrzów. Inter rozbił Werder 4:0, Manchester wymęczył 1:0 z Valencią. Niespodziewanym liderem grupy D jest FC Kopenhaga, która pokonała 2:0 Panathinaikos, a Rubin Kazań z Rafałem Murawskim w składzie zremisował z Barceloną.

Grupa A

Inter - Werder 4:0

Inter liderem grupy A. Mediolańczycy rozbili Werder aż 4:0, a katem Niemców okazał się Samuel Eto'o. Kameruńczyk strzelił trzy z czterech bramek i asystował przy trafieniu Wesley'a Sneijdera na 3:0.



Tottenham - Twente 4:1

Rafael van der Vaart w meczu z Twente najpierw zmarnował rzut karny, potem strzelił bramkę po podaniu Croucha, a następnie wyleciał z boiska za czerwoną kartkę. Tottenham wygrał wysoko, aż 4:1. Dwa rzuty karne wykorzystał Roman Pawliuczenko, jedną bramkę dołożył Bale. Honorowe trafienie dla Twente zaliczył Chadli.

Grupa B

Schalke - Benfica 2:0

Schalke wygrywa po raz pierwszy w tej edycji LM i po raz drugi w sezonie. Zespół Felixa Magatha długo nie mógł sforsować obrony Benfiki. W 73. minucie udało się to Farfanowi, na 2:0 podwyższył Huntelaar.

Hapoel - Lyon 1:3

Lyon dzięki wygranej 3:1 nad Hapoelem będzie liderem grupy B. Dwie bramki dla zespołu z Francji zdobył Bastos, jedną dołożył Pjanic. Jedyną bramkę dla Hapoelu zdobył z rzutu karnego bramkarz Vincent Enyeama.

Grupa C

Rangers - Bursaspor 1:0

Ranger wygrali z Bursasporem 1:0 po bramce Naismitha w 18 minucie. Turcy debiutujący w Lidze Mistrzów cały czas czekają na pierwszy punkt i pierwszą bramkę.

Valencia - Manchester 0:1

Dwójkowa akcja Hernandeza z Machedą dała Manchesterowi pierwsze w historii zwycięstwo na wyjeździe z Valencią. Tomasz Kuszczak mecz z Valencią obejrzał z ławki rezerwowych. Alex Ferguson od pierwszych minut postawił na Edwina van der Sara.



Grupa D

Panathinaikos - FC Kopenhaga 0:2

FC Kopenhaga niespodziewanym liderem grupy D. Duńczycy po dwóch meczach mają sześć punktów. W środę pokonali na wyjeździe Panathinaikos po bramkach N'Doye oraz Vingaarda. W następnej kolejce zmierzą się z faworyzowaną Barceloną.

Rubin - Barcelona 1:1

Rubin jest dla Barcelony rywalem, na razie, nie do przejścia. Tak jak w poprzednim sezonie nie udało się jej wygrać w Kazaniu. W osiągnięciu wyniku lepszego niż 1:1 nie pomógł nawet Leo Messi, który w 60. minucie wszedł na boisko.

środa, 29 września 2010

Bayern wygrał 2:1 z Basel, Real pokonał skromnie 1:0 Auxerre z Dariuszem Dudką i Ireneuszem Jeleniem, a Chelsea 2:0 zwyciężyła z Marsylią. Łukasz Fabiański obronił karnego, a jego Arsenal wygrał 3:1 w Belgradzie z Partizanem.

Grupa E

AS Roma - CFR Cluj 2:1

Pierwsze zwycięstwo Romy w tej edycji Ligi Mistrzów. W 69. minucie Phillippe Mexes dał gospodarzom prowadzenie, a już dwie minuty później na 2:0 podwyższył Marco Borriello. Rada w 79. strzelił kontaktową bramkę dla Cluj, Rumuni do remisu nie byli w stanie doprowadzić.

FC Basel - Bayern Monachium 1:2

Bayern utrzymał prowadzenie w grupie E, choć od 18. minuty prowadzili gospodarze po bramce Freia. Po zmianie stron gracze Luisa Van Gaala wyrównali. Rzut karny na bramkę zamienił Bastian Schweinstieger, a minutę przed końcem pomocnik reprezentacji Niemiec dał monachijczykom zwycięstwo.


Grupa F

Spartak Moskwa - MSK Żilina 3:0

Spartak Moskwa odniósł drugie kolejne zwycięstwo w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Tym razem pokonał na Łużnikach słowacką Żilinę 3:0 i po dwóch meczach ma na swoim koncie sześć punktów.

Chelsea Londyn - Olympique Marsylia 2:0

Kolejne pewne zwycięstwo Chelsea. Londyńczycy prowadzili od siódmej minuty po bramce Johna Terry'ego. W 28. minucie na 2:0 z karnego podwyższył Nicolas Anelka. W tabeli grupy F Chelsea na prowadzeniu przed Spartakiem dzięki lepszemu stosunkowi bramek.


Grupa G

Auxerre - Real Madryt 0:1

Auxerre nie sprostało Realowi Madryt. Defensywa trzeciej drużyny Ligue 1 poprzedniego sezonu skapitulowała w 81. minucie po trafieniu Angela Di Marii. 90 minut zagrał Dariusz Dudka, a w drugiej połowie na boisku pojawił się Ireneusz Jeleń i oddał trzy groźne strzały na bramkę Casillasa. Mecz z ławki Realu oglądał Jerzy Dudek.

Ajax Amsterdam - AC Milan 1:1

Ibrahimovic strzelił wszystkie bramki dla Milanu w tej edycji Ligi Mistrzów. Jego trafienie w 37. minucie dało mediolańczykom remis w meczu z Ajaxem Amsterdam, który prowadził od 23. minuty po golu Mounir El Hamdaoui.

Grupa H

Partizan Belgrad - Arsenal 1:3

Łukasz Fabiański obronił rzut karny w końcówce meczu z Partizanem, a jego Arsenal wygrał w Belgradzie 3:1. Prowadzenie dał "Kanonierom" Arszawin, ale w 33. minucie Cleo wyrównał z karnego, Polak nie miał szans. Od 71. minuty Arsenal znów prowadził po trafieniu Chamakha, a 11 minut później na 3:1 podwyższył Squillaci.

Sporting Braga - Szachtar Donieck 0:3

Braga tylko do 56. minuty wytrzymała napór Szachtara. W 56. minucie piłkarze z Doniecka objęli prowadzenie po trafieniu Luiza Adriano, a w 73. minucie ten sam zawodnik podwyższył na 2:0. Gola na 3:0 z rzutu karnego strzelił Douglas Costa.

wtorek, 28 września 2010

Polscy siatkarze z pierwszego miejsca awansowali do 2. rundy mistrzostw świata we Włoszech. Na zakończenie rywalizacji w grupie F "Biało-czerwoni" wygrali z Serbią 3:1. W kolejnej fazie podopieczni Daniela Castellaniego zmierzą się z Brazylią (w czwartek o godz. 21) i Bułgarią (w piątek o godz. 17).


Polacy przystąpili do meczu z Serbami z dwoma zwycięstwami na koncie i pewnym awansem do kolejnej fazy. W swoim pierwszym spotkaniu mundialu wygrali z Kanadą 3:0. W niedzielę po ciężkim pięciosetowym boju pokonali Niemców (3:2), których trenerem jest były selekcjoner polskiej kadry Raul Lozano.

W pierwszym poniedziałkowym meczu grupy F Niemcy wygrali z Kanadą 3:0 i zapewnili sobie udział w kolejnej fazie. Ten wynik sprawił również, że w drugiej fazie znaleźli się Serbowie bez względu na wynik pojedynku z mistrzami Europy. Stawką meczu Polska - Serbia było pierwsze miejsce w grupie F. Zasadniczym pytaniem przed spotkaniem było, czy któryś z zespołów nie będzie kalkulował. Z jednego powodu. W 2. rundzie zwycięzca grupy F trafiał bowiem na Bułgarię i przegranego z meczu Brazylia - Kuba. Zespół, który zajmie drugie miejsce w grupie F w kolejnej fazie zmierzy się z Meksykiem i zwycięzcą spotkania Brazylia - Kuba.

Polscy siatkarze zapewniali, że nie zamierzają kalkulować i słowa dotrzymali. Trener Daniel Castellani wystawił na Serbów najmocniejszy skład. Igor Kolaković również postawił na najlepszych z Nikolą Grbicem i Ivanem Miljkoviciem na czele.

Trzecią partię Serbowie, ze zmianami w składzie, rozpoczęli z animuszem. "Biało-czerwoni" jednak nie pozwalali rywalom na zbyt dużą przewagę. Wreszcie na parkiecie w Trieście doczekaliśmy się walki i efektownych siatkarskich akcji. Castellani postanowił jednak dać odpocząć najlepszy zawodnikom. Na boisku pojawili się Grzegorz Łomacz, Mariusz Wlazły, Patryk Czarnowski i Zbigniew Bartman. Efekt był taki, że Serbowie "odskoczyli" na kilka punktów i nie dali sobie odebrać zwycięstwa w trzeciej partii.

W czwartym secie na boisko wrócili Zagumny i Możdżonek. Coraz lepiej radził sobie Wlazły, a ze znakomitej strony pokazał się Bartman. Zwłaszcza jego ataki z drugiej linii robiły wrażenie. Serbowie niby starali się nawiązać walkę, ale trudno było oprzeć się wrażeniu, że nie angażują się na 100 procent. Nieco emocji mieliśmy w końcówce tej partii, ale od stanu 23:23 decydujące punkty zdobyli Polacy (Bartman i Czarnowski), kończąc mecz.

W 2. rundzie "Biało-czerwoni" zmierzą się z Brazylią, która przegrała z Kubą 2:3 i z Bułgarią, a więc w jednej grupie zagrają medaliści poprzednich mistrzostw świata.

Polska - Serbia 3:1 (25:19, 25:18, 21:25, 25:23)

Polska: Zagumny, Winiarski, Możdżonek, Gruszka, Kurek, Nowakowski, Ignaczak (libero) oraz Czarnowski, Wlazły, Łomacz, Bartman.

Trener: Daniel Castellani.

Serbia: Grbić, Podrascanin, Kovacević, Miljković, Stanković, Janić, Rosić (libero) oraz Starović, Nikić, Terzić.

Trener: Igor Kolaković.


grupa G (Katania) Portoryko, Niemcy, Włochy

grupa I (Katania) Rosja, Egipt, Hiszpania

grupa H (Mediolan) Serbia, Meksyk, Kuba

grupa M (Mediolan) Francja, Argentyna, Japonia

grupa L (Ankona) Czechy, Kamerun, USA

grupa N (Ankona) Bułgaria, Polska, Brazylia

poniedziałek, 27 września 2010

W swoim drugim meczu na mistrzostwach świata w siatkówce Polacy wygrali w Trieście z Niemcami 3:2. Tym samym "Biało-czerwoni" zapewnili sobie wyjście z grupy F.


Liderem naszego zespołu w trwającym ponad dwie godziny niedzielnym meczu był Bartosz Kurek, który zdobył 24 punkty. Decydujący, atakiem z prawego skrzydła, uzyskał jednak Piotr Gruszka.

On pojedynek z Niemcami rozpoczął na ławce rezerwowych, a miejsce w pierwszej szóstce zajął Mariusz Wlazły, który jednak miał kłopoty z kończeniem ataków.

Na nasze szczęście w bardzo dobrej dyspozycji był Kurek, który potrafił zdobywać punkty i spod siatki i atakami z drugiej linii. Właśnie atakiem z drugiej linii wywalczyliśmy meczbola, który potem wykorzystał Gruszka.

- Niemcy postawili nam wysoko poprzeczkę - mówił na gorąco środkowy Marcin Możdżonek. - Rywale zaczęli lepiej serwować, a my przestaliśmy dobrze przyjmować i to był główny powód, dlaczego daliśmy się dogonić i przegraliśmy czwartego seta - dodał.

W nim podopieczni Castellaniego prowadzili już 14:11, ale potem straciliśmy trzy punkty w jednym ustawieniu. Jeszcze Georg Grozer pomylił się na zagrywce dając nam prowadzenie 15:14, ale kolejna seria punktowa Niemców pozwoliła im odskoczyć na 18:15. Takiej przewagi nie mogli roztrwonić.

Tie-break zaczął się wspaniale dla Polaków, szybko zrobiło się 3:0. Niemcy po ataku Roberta Kromma i bloku na Kurku doszli na 5:5. Potem trwała gra punkt za punkt. Odskoczyliśmy znowu po ataku Gruszki po prostej, błędzie Kromma i asie serwisowym dobrze grającego Piotra Nowakowskiego (13:11). W następnej akcji nasz środkowy zepsuł jednak zagrywkę, a potem Kromm wykończył kontrę i znowu na tablicy widniał remis. Wreszcie nastąpił skuteczny finisz, o którym było wyżej.

Polska - Niemcy 3:2 (25:20, 21:25, 25:22, 22:25, 15:13)

Polska: Piotr Nowakowski (13), Michał Winiarski (7), Paweł Zagumny (7), Bartosz Kurek (24), Mariusz Wlazły (6), Marcin Możdżonek (10) i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Michał Bąkiewicz, Piotr Gruszka (10), Grzegorz Łomacz.

Niemcy: Bjoern Andrae (16), Marcus Boehme (5), Robert Kromm (20), Max Guenthoer (4), Patrick Steuerwald (1), Georg Grozer (18) i Ferdinand Tille (libero) oraz Simon Tischer (1), Denis Kaliberda, Jochen Schoeps (5).

Jagiellonia Białystok wygrała z KGHM Zagłębiem Lubin 2-0 w niedzielnym meczu siódmej kolejki piłkarskiej Ekstraklasy. Podopieczni Michała Probierza z 16 punktami są jej liderem.


Końcówka spotkania była bardzo interesująca. Czerwona kartka dla Costy Nhaimoinesu, uraz Kamila Wilczka, który musiał opuścić murawę i wspaniałe wejście rezerwowych Kamila Grosickiego, który zdobył bramkę oraz Francka Essomby, który po indywidualnej akcji wyłożył piłkę Tomaszowi Kupiszowi, a ten ustalił wynik.

W pierwszej połowie gra była wyrównana z małą ilością sytuacji podbramkowych. Obie drużyny starały się przede wszystkim nie stracić gola, dopiero w dalszej kolejności myśleć o atakowaniu.

Wreszcie padła pierwsza bramka. W 78. minucie dobrze grający w tym meczu Plizga stracił piłkę przed polem karnym rywali. Przejął ją Kupisz i podał do Grosickiego. Rezerwowy Jagiellonii będąc na pograniczu spalonego (powtórki nie wyjaśnianą w stu procentach tej kwestii) uciekł obrońcom Zagłębia i pokonał Isailovicia.

W niedzielę Probierz miał nosa do zmian. W 82. minucie wpuścił bowiem na plac Essombę, a ten dwie minuty później przeprowadził indywidualną akcję, w której minął pięciu rywali wykładając piłkę Kupiszowi. Skrzydłowy gospodarzy wbiegł w pole karne i oddał strzał, którym ustalił wynik spotkania.

W końcówce Zagłębie, mimo gry w osłabieniu, ambitnie atakowało, ale bezskutecznie. Jagiellonia wyprowadzała kontry, ale rezultat już się nie zmienił.

Jagiellonia Białystok - KGHM Zagłębie Lubin 2-0 (0-0)

Bramki - Kamil Grosicki (78.), Tomasz Kupisz (84.).

Jagiellonia Grzegorz Sandomierski - Alexis Norambuena, Andrius Skerla, Thiago Cionek, Jarosław Lato - Mladen Kascelan,, Hermes, Rafał Grzyb (82. Przemysław Trytko) - Tomasz Kupisz, Tomasz Frankowski (82. Franck Essomba), Maciej Makuszewski (46. Kamil Grosicki).

KGHM Zagłębie Lubin: Bojan Isailović - Grzegorz Bartczak, Csaba Horvath, Sergio Mauricio Reina Piedrahita (86. Bartosz Rymaniak), Costa Nhamoinesu - Przemysław Kocot, Mateusz Bartczak, Kamil Wilczek (76. Martins Ekwueme), Łukasz Hanzel, Arkadiusz Woźniak (82. Wojciech Kędziora) - Dawid Plizga.

Sędziował Marcin Szulc (Warszawa). Żółte kartki: Hermes, Jarosław Lato - Costa Nhamoinesu, Przemysław Kocot; czerwona kartka, za drugą żółtą - Costa Nhamoinesu (71.). Widzów 6000.


Drużyna Roberta Maaskanta od trzech meczów nie może wygrać. W Bełchatowie z GKS-em krakowianie do końca drżeli o to, czy zdobędą choć jeden punkt. Remis uratował Rafał Boguski.

Mimo przeciętnego występu Chavez w następnym meczu będzie mógł liczyć na kolejną szansę, bo Brazylijczyka Clebera czeka odpoczynek ze względu na czwartą w sezonie żółtą kartkę (otrzymał ją za głośne protesty po faulu).

W 60. minucie to on dopuścił do bramkowej akcji. Kuświk głową przedłużył piłkę do Małkowskiego, który uciekł Honduraninowi i końcem buta posłał piłkę obok Pawełka.

Jednak przeciętna gra defensywy tym razem nie była jednak największą bolączką Wisły, bo kłopoty przeniosły się także na pozostałe formacje. Do straty bramki konstruowanie składnych akcji przychodziło krakowianom z takim trudem, jakby piłkarze dopiero się poznali. W pierwszej połowie najgroźniejszy był mizerny strzał Brożka zza pola karnego.

Grę miał ożywić wprowadzony po przerwie Patryk Małecki. Z zadania wywiązał się przyzwoicie i Wisła zaczęła tworzyć okazje bramkowe. Kwadrans przed końcem wyrównać mógł Żurawski. Po dwójkowej akcji Brożka z Boukharim na pozycję wyszedł na pozycję sam na sam, ale trafił w bramkarza.

Kilka chwil później zza obrony wyskoczył Brożek. Napastnika Wisły sfaulował w polu karnym Grzegorz Baran, za co obejrzał czerwoną kartkę. Strzałem z jedenastu metrów dwa punkty Wiśle uratował wprowadzony chwilę wcześniej Rafał Boguski. - Przed meczem nie było zawodnika wyznaczonego do karnego - przyznał po spotkaniu.

PGE GKS Bełchatów - Wisła Kraków 1-1 (0-0)

Bramki: 1-0 Małkowski (60.), 1-1 Boguski (81. - karny).

PGE GKS: Sapela - Tanevski, Lacić, Drzymont, Popek - Da Silva (72. Wróbel), Gol, Baran, Poźniak (74. Nowak), Małkowski - Kuświk (86. Fonfara).

Wisła: Pawełek - Czikosz (46. Branco), Chavez, Cleber, Paljić - Rios (46. Małecki), Wilk (75. Boguski), Sobolewski, Boukhari - Żurawski, Paweł Brożek.

Żółta kartka - PGE GKS Bełchatów: Kamil Poźniak, Marcus da Silva, Maciej Małkowski. Wisła Kraków: Cleber, Radosław Sobolewski, Serge Branco. Czerwona kartka - PGE GKS Bełchatów: Grzegorz Baran (81. - faul).

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa). Widzów 5000.


Fernando Alonso z Ferrari we wspaniałym stylu wygrał wyścig o GP Singapuru. Hiszpan, który wywalczył pole position obronił je na starcie i pierwszej lokaty nie oddał aż do linii mety. Tuż za nim wyścig ukończył Sebastian Vettel z Red Bulla, depczący mu po piętach przez 61 okrążeń. Robert Kubica zajął 7. miejsce, które wywalczył po fantastycznym, szalonym pościgu z odległej 13. lokaty.


Szansę na mistrzostwo świata, najprawdopodobniej stracił Lewis Hamilton z McLarena, który nie ukończył wyścigu.

Po raz trzeci kierowcy rywalizujący o mistrzostwo świata Formuły 1, stanęli na starcie wyścigu o Grand Prix Singapuru. Wyścigu, który zaliczany jest do najcięższych weekendów w kalendarzu formuły 1. Wąski, uliczny tor wymaga od kierowców niesamowitego przygotowywania kondycyjnego i koncentracji.

Dodatkowym wyzwaniem dla prowadzących bolidy jest fakt, że zawody rozgrywane są w porze nocnej, przy sztucznym oświetleniu, w mało sprzyjających warunkach klimatycznych. W tym roku kierowcy mieli do przejechania 61 pętli, każda o długości 5073 metrów. Tuż przed startem temperatura powietrza wahała się w granicach 30 stopni, przy wilgotności powietrza 60 procent.

Z pierwszego pola startowego ruszał triumfator ostatniego GP Włoch na torze Monza, Fernando Alonso z teamu Ferrari. Obok, kierowca Ferrari miał Sebastiana Vettela z zespołu Red Bull, a za plecami dwa McLareny Lewisa Hamiltona i Jensona Buttona. W dalszej kolejności ustawieni byli Mark Webber - Red Bull, Rubens Barrichello - Williams, Nico Rosberg - Mercedes.GP i Polak Robert Kubica z Renault.

Przez kolejne okrążenia trwała walka Fernando Alonso z Sebastianem Vettelem, który nie dawał uciec kierowcy Ferrari, na jakąś znaczącą odległość. Na 29. okrążeniu w alei serwisowej pojawił się Lewis Hamilton. Anglikowi niespecjalnie wyszedł ten "stop" i wraz z przejazdem przez stanowiska mechaników stracił ponad 30 sekund na zmianę ogumienia. Na kolejnym kółku opony zmieniali Fernando Alonso i Sebastian Vettel, którzy niemal jednocześnie pojawili się w boksie. Obie operacje przebiegły bardzo sprawnie i nie doszło do przetasowań w stawce.

Nasz najbardziej interesował postój Nico Rosberga i Roberta Kubicy, bowiem Polak miał niewielką stratę do Niemca i wiele zależało właśnie od tego jak szybko mechanicy poradzą sobie ze zmianą kół. Jako pierwszy zjechał Rosberg (31. okrążenie) i nie była to krótka wizyta. Postój kierowcy Mercedesa trwał ponad 4 sekundy (4,1) i dawało to szanse Robertowi na wyprzedzenie Niemca, bowiem Polak pozostając na torze miał w planie przejechać kilka bardzo szybkich okrążeń, tak aby po wymianie opon wyjechać przed Rosbergiem.

Niestety taktykę zespołu pokrzyżowały wydarzenia z 32. okrążenia, kiedy to w bandę okalającą tor wjechał Kamui Kobayashi ze stajni Sauber. Po tym incydencie na tor wyjechał kolejny raz samochód bezpieczeństwa. Robert zmuszony był do zjazdu na wymianę opon i nie miał okazji odrobić straty do Rosberga.

Kilka okrążeń później doszło do jeszcze jednej kolizji w której uczestniczyli Mark Webber i Lewis Hamilton. Australijczyk jadący przed Hamiltonem nie mógł się uporać z wyprzedzeniem dublowanych zawodników. Skorzystał na tym Hamilton który na prostej maksymalnie rozpędził bolid i wyprzedził "Kangura". Niestety przy dohamowaniu i wejściu w zakręt doszło do kontaktu, z którego bardziej pokiereszowany wyszedł kierowca McLaren (urwane zawieszenie) i tak skończył się występ Hamiltona.

Webber nie ucierpiał w tym wydarzeniu, a sędziowie wyścigowi orzekli, że wszystko było z zasadami, co pozwoliło Australijczykowi kontynuować jazdę na wysokiej trzeciej pozycji. Hamilton nie ukończył drugiego GP z rzędu i chyba może zapomnieć o tytule mistrza świata w tym roku. Pech nie opuszczał Roberta Kubicy. Na 46. okrążeniu Polak kolejny raz pojawił się w alei serwisowej na zmianę opon. Najprawdopodobniej było to spowodowane, tym, że założony wcześniej komplet nie miał odpowiedniej temperatury oraz ciśnienia, co znacznie utrudniało jazdę Robertowi.

Po tym przymusowym "stopie" krakowianin wyjechał na 13. pozycji i rozpoczął koncert jazdy jakiego Singapur jeszcze nie widział ! Robert kapitalnymi manewrami wyprzedzał kolejnych rywali w tym Felipe Massę z Ferrari i zdołał się przebić na siódme miejsce, na więcej nie starczyło jednak czasu i dystansu. Ale to co pokazał Robert na torze, który podobno nie sprzyja wyprzedzaniu, było "najwyższą półką" prowadzenia auta.

Po wyścigu sędziowie nałożyli 20-sekundową karę na Niemców Adriana Sutila (Force Italia) i Nico Huelkenburga (Williams), ósmego i dziewiątego na mecie, za nieprawidłowe manewry na torze. Skorzystał na tym kierowca Ferrari Brazyliczyk Felipe Massa, który przesunął się z dziesiątej na ósmą pozycję i zyskał trzy punkty do klasyfikacji mistrzostw świata.

Wyniki Grand Prix Singapuru:

1. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) 1:57.53,579

2. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull-Renault) strata 0,293

3. Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault) 29,141

4. Jenson Button (Anglia/McLaren-Mercedes) 30,384

5. Nico Rosberg (Niemcy/Mercedes GP-Petronas) 49,300

6. Rubens Barrichello (Brazylia/Williams-Cosworth) 56,100

7. Robert Kubica (Polska/Renault) 1.26,500

8. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) 1.53,297

9. Adrian Sutil (Niemcy/Force India-Mercedes) 2.12,416

10. Nico Huelkenberg (Niemcy/Williams-Cosworth) 2.12,791

11. Witalij Pietrow (Rosja/Renault) 1 okr.

12. Jaime Alguersuari (Hiszpania/Toro Rosso-Ferrari) 1 okr.

13. Michael Schumacher (Niemcy/Mercedes GP-Mercedes) 1 okr.

14. Sebastien Buemi (Szwajcaria/Toro Rosso-Ferrari) 1 okr.

15. Lucas di Grassi (Brazylia/Virgin-Cosworth) 2 okr.

16. Heikki Kovalainen (Finlandia/Lotus-Cosworth) 3 okr.

klasyfikacja MŚ kierowców (po 15 z 19 eliminacji):

1. Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault) 202 pkt

2. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) 191

3. Lewis Hamilton (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 182

4. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull-Renault) 181

5. Jenson Button (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 177

6. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) 128

7. Nico Rosberg (Niemcy/Mercedes GP-Petronas) 122

8. Robert Kubica (Polska/Renault) 114

9. Adrian Sutil (Niemcy/Force India-Mercedes) 47

10. Michael Schumacher (Niemcy/Mercedes GP-Petronas) 46

11. Rubens Barrichello (Brazylia/Williams-Cosworth) 39

12. Kamui Kobayashi (Japonia/BMW Sauber-Ferrari) 21

13. Witalij Pietrow (Rosja/Renault) 19

14. Nico Huelkenberg (Niemcy/Williams-Cosworth) 17

15. Vitantonio Liuzzi (Włochy/Force India-Mercedes) 13

16. Sebastien Buemi (Szwajcaria/Toro Rosso-Ferrari) 7

17. Pedro de la Rosa (Hiszpania/BMW Sauber-Ferrari) 6

18. Jaime Alguersuari (Hiszpania/Toro Rosso-Ferrari) 3

Klasyfikacja MŚ konstruktorów (po 15 z 19 eliminacji):

1. Red Bull-Renault 383 pkt

2. McLaren-Mercedes 359

3. Ferrari 319

4. Mercedes GP-Petronas 168

5. Renault 133

6. Force India-Mercedes 60

7. Williams-Cosworth 56

8. BMW Sauber-Ferrari 27

9. Toro Rosso-Ferrari 10

Następny wyścig - Grand Prix Japonii - odbędzie się 10 października na torze Suzuka.

Po zwycięstwie 3:1 w Szczecinie nad Pogonią na fotel lidera piłkarskiej 1. ligi wróciło Podbeskidzie Bielsko-Biała. Po dziewięciu kolejkach o trzy punkty wyprzedza ŁKS Łódź.

Bielszczanie dzięki trafieniom Adama Cieślińskiego i Roberta Demjana już po dziewięciu minutach prowadzili 2:0. W drugiej połowie na listę strzelców ponownie wpisał się Demjan, a dla portowców honorową bramkę zdobył Marcin Dymkowski.

ŁKS nie miał natomiast w sobotę większych kłopotów z pokonaniem na własnym stadionie Ruchu Radzionków. Siódmego gola w sezonie zdobył Marcin Mięciel, a gospodarze wygrali 4:2.

Siedem bramek na swoim koncie ma także Charles Uchenna Nwaogu, który zapewnił Flocie Świnoujście zwycięstwo 1:0 nad MKS-em Kluczbork.

Gładkie zwycięstwo 4:0 nad Wartą Poznań odniósł na własnym stadionie Piast Gliwice. Gospodarze i Podbeskidzie to jedyne niepokonane drużyny w tym sezonie.

Niespodziewanej porażki 0:1 z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza doznała natomiast trzecia przed tą kolejką Sandecja Nowy Sącz. Niezwykle cenną bramkę zdobył w doliczonym czasie gry Jan Cios.

Siódmy mecz z rzędu przegrał Dolcan Ząbki. Tym razem na własnym stadionie z Górnikiem Łęczna 0:1 i z dorobkiem jednego punktu zamyka tabelę.

W spotkaniach 9. kolejki padło 20 goli. Sędziowie pokazali aż 39 żółtych i 3 czerwone kartki. Stadiony odwiedziło ok. 15 tysięcy widzów.

Wyniki meczów 9. kolejki 1. ligi piłkarskiej:

2010-09-25:

Dolcan Ząbki - Górnik Łęczna 0:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Rafał Niżnik (40-karny). Żółta kartka - Dolcan Ząbki: Marcin Korkuć, Andrzej Stretowicz.Górnik Łęczna: Adrian Paluchowski, Mateusz Pielach, Michał Zuber, Eivinas Zagurskas. Czerwona kartka za drugą żółtą - Górnik Łęczna: Eivinas Zagurskas (90). Czerwona kartka - Dolcan Ząbki: Dariusz Dadacz (38-faul). Sędzia: Daniel Kruczyński (Żywiec). Widzów 400.

KSZO Ostrowiec - GKP Gorzów Wlkp. 0:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Radosław Mikołajczak (7). Żółta kartka - KSZO Ostrowiec: Michał Stachurski.GKP Gorzów Wlkp.: Adrian Łuszkiewicz. Sędzia: Mariusz Podgórski (Wrocław). Widzów 1 000.

ŁKS Łódź - Ruch Radzionków 4:2 (1:0)

Bramki: 1:0 Marcin Mięciel (24), 2:0 Dariusz Kłus (58), 3:0 Artur Golański (81), 4:0 Marcin Kowalski (82-samobójcza), 4:1 Marek Suker (86), 4:2 Andrzej Niewulis (87). Żółta kartka - Ruch Radzionków: Marcin Dziewulski. Sędzia: Jacek Walczyński (Lublin). Widzów 3 592.

GKS Katowice - Kolejarz Stróże 1:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Michał Zieliński (32). Żółta kartka - Kolejarz Stróże: Piotr Szymiczek, Piotr Madejski, Krzysztof Lipecki. Sędzia: Erwin Paterek (Lublin). Widzów 3 000. W 75 minucie rzutu karnego dla GKS nie wykorzystał Grzegorz Goncerz.

Odra Wodzisław - Górnik Polkowice 1:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Andrzej Rybski (70). Żółta kartka - Odra Wodzisław: Jan Woś, Szymon Jary. Sędzia: Mariusz Trofimiec (Kielce). Widzów 800.

2010-09-26:

Piast Gliwice - Warta Poznań 4:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Maycon (22), 2:0 Tomasz Podgórski (47), 3:0 Łukasz Krzycki (81-głową), 4:0 Jakub Biskup (89-karny). Żółta kartka - Piast Gliwice: Mariusz Zganiacz, Marcin Pietroń, Sławomir Szary, Jakub Biskup, Jan Buryan.Warta Poznań: Damian Szałas, Paweł Iwanicki, Łukasz Radliński. Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów 3 000.

Pogoń Szczecin - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:3 (0:2)

Bramki: 0:1 Adam Cieśliński (3), 0:2 Robert Demjan (9), 1:2 Marcin Dymkowski (83), 1:3 Robert Demjan (90+1). Żółta kartka - Pogoń Szczecin: Przemysław Pietruszka, Bartosz Ława, Marcin Bojarski.Podbeskidzie Bielsko-Biała: Richard Zajac. Sędzia: Marcin Szrek (Kielce). Widzów 4 500.

Flota Świnoujście - MKS Kluczbork 1:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Charles Uchenna Nwaogu (32). Żółta kartka - Flota Świnoujście: Damian Falisiewicz, Radosław Pruchnik.MKS Kluczbork: Tomasz Kazimierowicz, Rafał Niziołek, Kamil Nitkiewicz. Sędzia: Artur Ciecierski (Warszawa). Widzów 1 500.

Termalica Bruk-Bet Nieciecza - Sandecja Nowy Sącz 1:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Jan Cios (90+2). Żółta kartka - Termalica Bruk-Bet Nieciecza: Karol Piątek, Andrzej Wójcik, Łukasz Szczoczarz.Sandecja Nowy Sącz: Rafał Zawiślan, Damian Zbozień, Vladimir Kukol. Czerwona kartka za drugą żółtą - Sandecja Nowy Sącz: Vladimir Kukol (45). Sędzia: Tomasz Garbowski (Opole). Widzów 2 200.

niedziela, 26 września 2010

Najlepszy polski żużlowiec Tomasz Gollob wygrał Grand Prix Włoch i zapewnił sobie tytuł mistrza świata! "Cesarz żużla" świętował sukces jeszcze przed wielkim finałem, ale zachował koncentrację, wrócił na tor i wygrał.


To największy sukces w karierze 39-letniego Golloba. Wcześniej zdobył sześć medali IMŚ - dwa srebrne i cztery brązowe.

Gollob rozpoczął zawody od zaledwie jednego punktu, ale startował z najgorszego trzeciego pola. Później nikt nie był w stanie go pokonać. Do półfinału nie awansował najgroźniejszy rywal Polaka - Jason Crump, którego w ostatnim biegu rundy zasadniczej fantastyczną szarżą wyprzedził inny reprezentant Polski Rune Holta.

Po tym biegu w walce o tytuł pozostali już tylko dwaj Polacy, bo szansę na pokonanie Golloba zachował tylko Hampel. Nie wystartował jednak najlepiej w drugim półfinale - do końca walczył z Chrisem Harrisem o 2. lokatę, premiowaną awansem do finału. Razem wpadli na metę, ale polski sędzia uznał, że szybszy był Anglik. Oznaczało to, że Gollob ma już wystarczającą przewagę, by świętować zdobycie mistrzostwa świata.

Zawody przerwano na chwilę, aby dać głos nowemu mistrzowi świata.

- Przepraszam, że musieliście czekać aż 20 lat na mój tytuł - powiedział bardzo wzruszony Tomasz Gollob.

Jednym z pierwszych, którzy gratulowali mu sukcesu, był mistrz świata z poprzedniego roku Jason Crump. Australijczyk przekazał Gollobowi swój plastron z numerem 1, z zaklejonym nazwiskiem i napisanym flamastrem nazwiskiem nowego mistrza.

Po krótkiej przerwie żużlowcy wrócili na tor i rozegrali bieg finałowy. Gollob, jadąc z pierwszego pola, wygrał start, ale na dystansie bardzo mocno naciskał go Harris, jednak Polak nie pozwolił się wyprzedzić.

W Bydgoszczy (9 października) rozstrzygną się losy pozostałych medali. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej zajmuje Hampel, a trzecie Crump.

Wyniki GP Włoch

1. Tomasz Gollob (Polska) 22 (1, 3, 3, 3, 3, 3, 6)

2. Chris Harris (W. Brytania) 18 (3, 2, 3, 3, 1, 2, 4)

3. Greg Hancock (USA) 14 (3, 3, 2, w, 1, 3, 2)

4. Nicki Pedersen (Dania) 11 (3, 1, 1, 1, 3, 2, 0)

5. Jarosław Hampel (Polska) 10 (2, 1, 2, 1, 3, 1)

6. Rune Holta (Polska) 9 (0, 3, d, 2, 3, 1)

7. Hans Andersen (Dania) 8 (1, w, 2, 3, 2, 0)

8. Andreas Jonsson (Szwecja) 8 (0, 1, 3, 2, 2, 0)

9. Jason Crump (Australia) 7 (0, 3, d, 2, 2)

10. Chris Holder (Australia) 7 (2, 0, u, 3, 2,)

11. Magnus Zetterstroem (Szwecja) 7 (2, 2, 1, 2, 0)

12. Davey Watt (Australia) 6 (3, 2, 0, 1, 0)

13. Fredrik Lindgren (Szwecja) 6 (1, 2, 3, 0, 0)

14. Tai Woffinden (W. Brytania) 6 (1, 1, 2, 1, 1)

15. Kenneth Bjerre (Dania) 4 (2, 0, 1, 0, 1)

16. Matia Carpanese (Włochy) 1 (u, 0, 1, 0, 0)

Wielki finał GP Włoch

1. Gollob, 2. Harris, 3. Hancock, 4. Pedersen

Półfinały:

1. Gollob, 2. Pedersen, 3. Holta, 4. Jonsson

1. Hancock, 2. Harris, 3. Hampel, 4. Andersen

Czołówka klasyfikacji generalnej

1. Gollob 163 pkt.

2. Hampel 131

3. Crump 129

4. Bjerre 102

5. Holta 97

Nowy stadion Cracovii otwarto z wielką pompą. Uroczystości nie zepsuli piłkarze "Pasów", którzy zasłużenie pokonali Arkę Gdynia po golach Mateusza Klicha i Bartosza Ślusarskiego. Nie popisał się sędzia Adam Lyczmański, który przy pierwszym golu przegapił faul Piotra Polczaka na bramkarzu Norbercie Witkowskim.


Po pierwszym gwizdku sędziego Cracovia ruszyła do zdecydowanych ataków i już w trzeciej minucie prowadziła 1:0. Po wrzutce z rzutu wolnego Mateusza Klicha Norbert Witkowski tak odbił piłkę, że ta wpadła do siatki. Inna sprawa, że Piotr Polczak ostro atakował bramkarza Arki i sędzia mógł odgwizdać faul.

Trzy minuty później mogło być 2:0, ale Bartosz Ślusarski mając przed sobą tylko bramkarza fatalnie spudłował. Z kolei w 16. minucie leżący przed pustą bramką Radosław Matusiak nie sięgnął przelatującej obok niego piłki.

Z czasem gdynianie zaczęli śmielej poczynać sobie w ofensywie i jeszcze w pierwszej połowie mieli kilka okazji do wyrównania. W 32. minucie strzał pochodzącego z Demokratycznej Republiki Konga Emila Nolla z trudem obronił Marcin Cabaj. Minutę później Piotr Polczak w ostatniej chwili wybił piłkę spod nóg Macedończyka Mirko Ivanovskiego.

W drugiej połowie zespoły toczyły wyrównaną walkę, ale tylko krakowianie potrafili strzelić gola. W 59. minucie po podaniu z prawej strony Radosława Matusiaka i przedłużeniu zagraniu przez Słowaka Mariana Jarabicę piłkę do pustej bramki z najbliższej skierował Bartosz Ślusarski.

Cracovia - Arka Gdynia 2-0 (1-0)

Bramka:

1-0 Klich (3.),

2-0 Ślusarski (60.).

Żółta kartka - Arka Gdynia: Emil Noll, Tadas Labukas.

Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Widzów 15˙000.

Cracovia: Marcin Cabaj - Łukasz Mierzejewski, Piotr Polczak, Marian Jarabica, Krzysztof Janus (46. Marek Wasiluk) - Saidi Ntibazonkiza, Sławomir Szeliga, Arkadiusz Radomski, Mateusz Klich (79. Alexandru Suvorov), Bartosz Ślusarski - Radosław Matusiak (72. Hesdey Suart).

Arka Gdynia: Norbert Witkowski - Marciano Bruma (80. Piotr Robakowski), Ante Rozić, Michał Płotka, Emil Noll - Wojciech Wilczyński (65. Giovanni Duarte), Marcin Budziński, Miroslav Bozok, Denis Glavina (78. Paweł Zawistowski) - Mirko Ivanovski, Tadas Labukas.


Podziałem punktów zakończył się mecz Polonii Warszawa z Polonią Bytom (2-2). Gospodarze mogą mieć do siebie pretensje, bo najpierw popełniali proste błędy, po których tracili bramki, a potem zabrakło im skuteczności. Z remisu nie był zadowolony debiutujący dziś na trenerskiej ławce Polonii w meczu Ekstraklasy Paweł Janas.


W drugiej minucie gry po akcji Janusza Gancarczyka lewą stroną boiska Artur Sobiech, zgodnie z przysłowiem, że do trzech razy sztuka, zdobył prowadzenie dla gospopdarzy. Pierwszy jego strzał obronił Szymon Gąsiński, dobitka trafiła w poprzeczkę, a przy trzeciej próbie głową skierował piłkę siatki. Goście nie załamali się takim obrotem sprawy i szybko wyrównali. W piątej minucie z lewej strony dośrodkował Dariusz Jarceki, a Mariusz Ujek potwierdził, że jest jednym z lepszych w polskiej ekstraklasie specjalistów od gry głową i nie dał szans bramkarzowi miejscowych. Po kolejnych 10 minutach środkowi obrońcy stołecznej Polonii po raz kolejny "zdrzemnęli się", a piąstkujący Sebastian Przyrowski interweniował na tyle nieszczęśliwie, że trafił piłką w głowę Michala Hanka, po czym ta znalazła się w bramce. To pierwsze trafienie Słowaka na polskich boiskach.

Łatwa strata dwóch goli wyraźnie wybiła gospodarzy z uderzenia, a powrót do równowagi trwał dość długo. Ataki były niemrawe, wyraźnie brakowało pomysłu na sforsowanie defensywy rywali. Udało się to dopiero w 41. minucie, kiedy na indywidualną akcję zdecydował się Gancarczyk i po wymanewrowaniu w polu karnym dwóch obrońców bytomian płaskim strzałem wyrównał na 2:2.

W drugiej połowie większa była przewaga gospodarzy, ale emocje mniejsze, a goli - wcale. Sytuacji sam na sam z Gąsińskim nie wykorzystali Euzebiusz Smolarek (52.) i Sobiech (84.), a piłka po uderzeniu głową Dariusza Pietrasiaka trafiła w poprzeczkę, ale wynik, który zadowolił wyłącznie gości, nie zmienił się. Sobotni mecz, rozgrywany przy bardziej letniej niż jesiennej pogodzie, zgromadził na stadionie przy ul. Konwiktorskiej nie tylko niemal komplet publiczności, ale też wielu polityków różnych opcji (m.in. Wojciech Olejniczak, Józef Oleksy, Jan Krzysztof Bielecki, Michał Kamiński i Marek Jurek).

Natrybunach zasiedli też m.in. dwaj Jackowie Zielińscy: trener Lecha Poznań podglądał ligowych rywali, a asystent selekcjonera Franciszka Smudy - kandydatów do reprezentacji.

Polonia Warszawa - Polonia Bytom 2-2

Bramki:

1:0 Sobiech (1.)

1:1 Ujek (4.)

1:2 Hanek (16.)

2:2 Gancarczyk (41.)

Żółte kartki

Polonia Warszawa: Adrian Mierzejewski.

Polonia Bytom: David Kobylik, Dariusz Jarecki.

Polonia Warszawa: Sebastian Przyrowski - Radek Mynar (12. Jakub Tosik), Dariusz Pietrasiak, Łukasz Skrzyński, Tomasz Brzyski - Adrian Mierzejewski, Patryk Rachwał, Bruno Coutinho (77. Łukasz Piątek), Janusz Gancarczyk, Artur Sobiech - Euzebiusz Smolarek (66. Daniel Gołębiewski).

Polonia Bytom: Szymon Gąsiński - Adrian Chomiuk, Michal Hanek, Mateusz Żytko, Arkadiusz Mysona - Clemence Matawu, Szymon Sawala, David Kobylik, Dariusz Jarecki (72. Marcin Radzewicz) - Mariusz Ujek (90.+2. Błażej Telichowski), Robert Wojsyk (69. Maciej Bykowski).

Sędzia: Paweł Pskit (Łódź). Widzów 4500.


Piłkarze Lechii Gdańsk w pierwszym sobotnim meczu 7. kolejki Ekstraklasy rozgromili dotychczasowego wicelidera - Górnika Zabrze aż 5-1! Gdyby podopieczni Tomasza Kafarskiego wykorzystali choć połowę sytuacji, to wynik byłby dwucyfrowy!

Podobnie jak w Zabrzu pierwszą bramkę dla Lechii zdobył Abdou Traore, któremu w tej sytuacji wydatnie pomógł bramkarz Górnika. W 17. minucie napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej zdecydował się na strzał z 20 metrów i Adam Stachowiak przepuścił pod brzuchem niezbyt silnie uderzoną piłkę.

Trzy minuty później Lechia mogła podwyższyć wynik, jednak po centrze z lewej strony Huberta Wołąkiewicza Ivans Lukjanovs główkował wprost w bramkarza gości.

W 26. minucie było już 1:1. Tym razem nie popisali się defensorzy Lechii oraz Paweł Kapsa, który przepuścił uderzenie z ostrego kąta Marcina Wodeckiego.

Po stracie bramki gospodarze rzucili się do bardziej zdecydowanych ataków i na ich efekty nie trzeba było długo czekać. W 32. minucie po zagraniu z lewej strony Pawła Buzały Stachowiaka pokonał Marko Bajić. Po uzyskaniu prowadzenia napór gdańszczan nie zmalał i gości tylko szczęściu oraz dobrze interweniującemu swojemu golkiperowi zawdzięczają, że w pierwszej połowie nie stracili kolejnych goli.

Od mocnego uderzenie rozpoczęli gdańszczanie także drugą połowę. Najpierw niewiele brakowało, aby Stachowiaka podaniem głową zaskoczył Mariusz Magiera, a za chwilę po świetnym zagraniu Nowaka bramkarz Górnika w efektowny sposób wygrał pojedynek sam na sam z Buzałą. W 52. minucie, po kolejnej dynamicznej akcji duetu Buzała - Traore, Stachowiak nie miał już nic do powiedzenia, jednak piłka po strzale ciemnoskórego napastnika Lechii trafiła w poprzeczkę.

W 61. minucie gospodarze zdołali udokumentować swoją przewagę trzecim golem. W tej sytuacji nieudaną pułapkę ofsajdową zastawili defensorzy Górnika i po kolejnym znakomitym prostopadłym podaniu Nowaka Buzała, którego nie zdołał dogonić Mariusz Jop, znalazł się sam przed Stachowiakiem i nie zmarnował okazji.

Zabrzan dobili nieskuteczny wcześniej Traore oraz rezerwowy Aleksandr Sazankow, który zdobył swojego debiutanckiego gola w Lechii. W 75. minucie zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej wykończył składną akcję całego zespołu, a cztery minuty później Białorusin skierował do siatki odbitą od słupka piłkę po główce Krzysztofa Bąka.

Lechia Gdańsk - Górnik Zabrze 5-1 (2-1)

Bramki:

1-0 Traore (18.),

1-1 Wodecki (26.),

2-1 Bajić (32.),

3-1 Buzała (62. z podania Nowaka),

4-1 Traore (75. z podania Lukjanovsa),

5-1 Sazankow (81. dobitka po strzale Bąka).

Lechia: Kapsa - Deleu, Bąk, Kożans, Wołąkiewicz - Lukjanovs, Bajić (86. Pietrowski), Surma, Nowak (82. Popielarz), Traore - Buzała (76. Sazankow).

Górnik: Stachowiak - Bemben (79. Danch), Banaś, Jop, Magiera - Bonin, Przybylski, Kwiek, Wodecki (77. Sobczak) - Sikorski (60. Świątek) - Zahorski.

Sędziował: Paweł Raczkowski z Warszawy.

Żółte kartki: Wołąkiewicz, Bajić oraz Banaś, Zahorski.

Widzów: 6 tys.


Na niespełna kwadrans przed końcem meczu z Ruchem Chorzów widzewiacy prowadzili 1:0. Ale w 78. min wyrównał Arkadiusz Piech, piłkarz którego nie tak dawno klub z al. Piłsudskiego nie chciał.

Do Ruchu wziął go były trener Widzewa Waldemar Fornalik i z pewnością w sobotni wieczór nie żałował.

Wprowadził Piecha po godzinie gry i ten kilkanaście minut później zdobył gola dla chorzowskiej drużyny, tak jak zresztą zapowiadał przed meczem. Mierzący tylko 170 cm wzrostu napastnik pokonał Macieja Mielcarza strzałem głową. Asystę zaliczył Wojciech Grzyb, chociaż to słowo bardziej pasuje do obrońców Widzewa, którzy zostawili Piecha bez opieki.

Wcześniej na boisku w Chorzowie nie działo się zbyt dużo ciekawego. Gra toczyła się w wolnym tempie, żadna z drużyn nie miała zdecydowanej przewagi. Ale do przerwy to drużyna Andrzeja Kretka prowadziła. W roli głównej wystąpił najlepszy strzelec Widzewa w tym sezonie Darvydas Sernas. To właśnie Litwin dośrodkował płasko w pole karne z lewej strony boiska, piłkę przepuścił Marcin Robak, a akcję skutecznym strzałem pod nogami Krzysztofa Pilarza zakończył Piotr Grzelczak. To pierwszy gol wychowanka klubu z al. Piłsudskiego w tym sezonie (dotychczas bramki strzelali tylko Sernas i Marcin Robak).

Jeszcze przed tym, jak goście wyszli na prowadzenie oba zespoły miały po jednej dobrej okazji. Najpierw - 11. min - oko w oko z Mielcarzem stanął Maciej Jankowski (po znakomitym prostopadłym podaniu Macieja Sadloka), ale bramkarz Widzewa wyszedł przed pole karne i wybił piłkę.

W 25. min przed szansą stanął Sernas, ale z bliska strzelił obok bramki (podawał Robak).

A gospodarze? Już po wyrównaniu Piech miał jeszcze jedną szansę, ale tym razem piłkę spod wybił mu Łukasz Broź.

Widzew nie przegrał żadnego wyjazdowego meczu w tym sezonie (wcześniej ograł Koronę i zremisował z Arką), ale znów pozostał niedosyt, bo Ruch z pewnością był w zasięgu łódzkiej drużyny.

Ruch Chorzów - Widzew Łódź 1-1 (0-1)

Bramki:

0-1 Grzelczak (37.)

1-1 Piech (78.)

Żółta kartka - Ruch Chorzów: Maciej Sadlok, Arkadiusz Piech.

Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk). Widzów 7˙000.

Ruch Chorzów: Krzysztof Pilarz - Krzysztof Nykiel, Rafał Grodzicki, Piotr Stawarczyk, Maciej Sadlok - Wojciech Grzyb, Michał Pulkowski, Paweł Lisowski, Łukasz Janoszka - Marcin Zając (46. Sebastian Olszar, 74. Damian Świerblewski), Maciej Jankowski (61. Arkadiusz Piech).

Widzew Łódź: Maciej Mielczarz - Łukasz Broź, Ugochukwu Ukah, Wojciech Szymanek, Dudu - Paul Grischok, Mindaugas Panka, Bruno Pinheiro, Piotr Grzelczak - Darvydas Sernas, Marcin Robak (82. Adrian Budka).

Pewna i wysoka wygrana polskie reprezentacji w pierwszym meczu siatkarskich Mistrzostw Świata we Włoszech. Na dobry początek turnieju, w pierwszym meczu grupy F, biało-czerwoni pokonali 3:0 (25:22, 25:21, 25:13) reprezentację Kanady.


W trzecim secie Polska reprezentacja już całkowicie zdominowała kadrę Kanady, wygrywają partię do 13. Efektowny początek polskiej reprezentacji na Mistrzostwach Świata, która pokonuje zespół Glena Hoaga 3:0. Drużyna biało-czerwonych zaczęła nerwowo pierwszego seta, ale od połowy drugiego dominowała już na parkiecie w Trieście. Ostatni set to już popis Polaków, wśród których znakomicie radzili sobie Bartosz Kurek, Michał Winiarski i Piotr Nowakowski.

W drugim spotkaniu grupy F Serbia wygrała z Niemcami 3:0 (25:21, 25:21, 25:13).

Polska: Piotr Nowakowski (7), Michał Winiarski (10), Piotr Gruszka (10), Paweł Zagumny, Bartosz Kurek (19), Marcin Możdżonek (8) i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Mariusz Wlazły, Grzegorz Łomacz.

Kanada: Louis-Pierre Mainville (1), Joshua Howatson (1), Adam Simac (3), Toontje van Lankvelt (5), Gavin Schmitt (13), Frederic Winters (10) i Daniel Lewis (libero) oraz Dustin Schneider, Dallas Soonias (1), Adam Kaminski.

Od zwycięstw po 3:0 udział w mistrzostwach świata we Włoszech rozpoczęli broniący tytułu Brazylijczycy i srebrni medaliści sprzed czterech lat - Polacy. Canarinhos pokonali Tunezyjczyków, a zespół Daniela Castellaniego wygrał z Kanadą. Przez dwa sety na sensację zanosiło się w spotkaniu USA - Meksyk. Mistrzowie olimpijscy przegrywali już 0:2, ale trzy kolejne wygrali i rozpoczęli udział w turnieju od wygranej.

Wyniki sobotnich meczów:

Grupa A (Mediolan)
Egipt - Iran 3:0 (25:21, 25:17, 25:21)
Włochy - Japonia 3:0 (25:20, 25:16, 25:14)

Grupa B (Werona)
Brazylia - Tunezja 3:0 (25:14, 25:21, 25:14)
Kuba - Hiszpania 3:2 (21:25, 25:18, 25:19, 20:25, 15:13)


Grupa C (Modena)
Rosja - Kamerun 3:0 (25:11, 25:20, 25:22)
Portoryko - Australia 3:1 (25:22, 25:22, 26:28, 25:19)

Grupa D (Reggio Calabria)

Argentyna - Wenezuela 3:0 (25:23, 25:17, 25:18)
USA - Meksyk 3:2 (22:25, 19:25, 25:18, 25:22, 15:11)

Grupa E (Turyn)
Francja - Czechy 3:2 (25:19, 22:25, 25:21, 24:26, 15:10)
Bułgaria - Chiny 3:0 (25:14, 25:19, 25:22)

Grupa F (Triest)
Polska - Kanada 3:0 (25:22, 25:21, 25:13)
Niemcy - Serbia 0:3 (21:25,21:25,13:25)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5