sobota, 30 października 2010

Polskie siatkarki doznały drugiej porażki w mistrzostwach świata, które odbywają się w Japonii. W piątek "Biało-czerwone" uległy gospodyniom turnieju 2:3, a w sobotę przegrały z Serbią 1:3.


Spotkanie rozpoczęło się niekorzystnie. Polki miały kłopoty z przyjęciem zagrywki rywalek. Siatkarki z Bałkanów wykorzystały ten fakt. Kontry Serbii były niezwykle skuteczne. Akcje kończyły głównie kapitan Jelena Nikolić i środkowa Milena Rasić. Serbki w pierwszym secie prowadziły już 18:13. Brązowe medalistki mistrzostw Europy rozpoczęły pościg. Wzmocniły zagrywkę, czym sprawiły mnóstwo kłopotów Serbkom. Coraz lepiej wyglądała również gra w obronie. Mariola Zenik podbijała niesamowite piłki. Kontrataki wyprowadzane przez nasz zespół kończyły Joanna Kaczor, Anna Werblińska i Małgorzata Glinka-Mogentale. Polki szybko zniwelowały przewagę przeciwniczek i same wyszły na prowadzenie. Koncertowa gra "Biało-czerwonych" trwała. Serbki nie były w stanie zatrzymać rozpędzonych Polek. W efekcie zwycięstwo w pierwszej partii 25:19.

Wydawało się, że nasz zespół pójdzie za ciosem w drugim secie, ale nic takiego się nie stało. Wręcz przeciwnie, to Serbki narzuciły swój styl gry i szybko objęły prowadzenie 5:1. Polskie siatkarki mozolnie zaczęły odrabiać straty. Na pierwszą przerwę techniczną schodziły przegrywając 6:8. Później sprawy w swoje ręce wzięły Werblińska i Kaczor. Głównie za ich sprawą Polki doprowadziły do remisu (11:11). Wtedy nasz zespół zdobył trzy punkty w jednym ustawieniu. Niestety, przewaga została roztrwoniona.

W jednej z akcji urazu doznała Agniesza Bednarek-Kasza, którą musiała zastąpić Berenika Okuniewska. Przy stanie 17:17 doszło do kuriozalnej sytuacji. Sędziowie sprawdzili ustawienie naszego zespołu i nakazali powrót na boisko Bednarek-Kaszy. Zmiana nie została bowiem odnotowana w protokole meczowym. Sytuacja wywołała ogromne zamieszanie. Do akcji wkroczył w końcu supervisor, wyjaśniając nieporozumienie. Punkt został powtórzony, ale takie rzeczy na mistrzostwach świata nie powinny się zdarzać.

Przerwa wyraźnie wybiła z rytmu nasz zespół. W zaciętej końcówce, to Serbki przechyliły szalę zwycięstwa na swoją korzyść, wygrywając na przewagi 27:25.

W trzecim secie znów w polskim zespole szwankowało przyjęcie zagrywki. Milena Sadurek biegała po całym boisku i zmuszona była wystawiać proste piłki na skrzydła, a tam czekał szczelny serbski blok. Polki przegrywały 5:8, 12:14. Sygnał do odrabiania strat dała Kaczor, która posyłała na serbską stronę kąśliwe zagrywki. Polki zdobyły wówczas pięć punktów z rzędu (17:14). Nasz zespół utrzymywał bezpieczną przewagę do stanu 20:17. Seria błędów sprawiła, że siatkarki z Bałkanów doprowadziły do remisu (20:20). I znów losy seta rozstrzygały się w nerwowej końcówce. Więcej zimnej krwi zachowały Serbki, wygrywając 26:24.

Polki straciły wiarę w odwrócenie losów meczu. Od początku czwartej partii na parkiecie dominowały Serbki. Nam nic nie wychodziło. Trener Matlak wykorzystał przysługujące mu dwie przerwy, ale obraz gry się nie zmienił. Podopieczne Terzica prowadziły już 19:12 i szykowało się na pogrom naszej drużyny w czwartym secie. Selekcjoner polskiej kadry zdecydował się na podwójną zmianę - miejsce Kaczor zajęła Joanna Wołosz, a Katarzyna Zaroślińska zastąpiła Sadurek. Zmiany okazały się trafione, bo Polki punkt po punkcie odrabiały straty. Kiedy na tablicy był wynik 22:23, Serbkom dopisało szczęście. Okuniewska zablokowała atak z krótkiej Rasić. Piłka odbiła się od głowy serbskiej środkowej i wpadła w boisko po naszej stronie. Zamiast remisu 23:23 było 24:22 dla Serbek, które wykorzystały pierwszą piłkę meczową, a konkretnie uczyniła to Sanja Malagurski.

W pojedynku z Serbią najwięcej punktów dla naszego zespołu zdobyła Werblińska - 16. "Oczko" mniej uzyskała Kaczor. Tylko te dwie zawodniczki przekroczyły barierę 10 punktów. Dla porównania, w zespole z Bałkanów wszystkie siatkarki z podstawowego składu, poza rozgrywającą i libero, uzyskały więcej niż 10 punktów. Najwięcej kapitan serbskiego zespołu Jelena Nikolić - 19.

Dwie porażki nie przekreślają szans naszego zespołu na awans do następnej rundy mundialu, ale teraz Polki muszą wygrać pozostałe mecze z Kostaryką, Peru i Algierią. Zespoły zdecydowanie słabsze. Trzeba jednak podkreślić, że jeśli podopieczne Matlaka awansują dalej, to ich sytuacja nie będzie zbyt dobra, bo wyniki uzyskane w 1. rundzie MŚ będą się liczyć w kolejnej.

Polska - Serbia 1:3 (25:19, 25:27, 24:26, 22:25)

Polska: Milena Sadurek, Katarzyna Gajgał, Agnieszka Bednarek-Kasza, Małgorzata Glinka-Mogentale, Anna Werblińska, Joanna Kaczor, Mariola Zenik (libero) oraz Aleksandra Jagieło, Berenika Okuniewska, Karolina Kosek, Joanna Wołosz, Katarzyna Zaroślińska.

Serbia: Maja Ognejovic, Milena Rasic, Natasza Krsmanovic, Jelena Nikolic, Brizitka Molnar, Jovana Brakocevic, Suzana Cebic (libero) oraz Sanja Malagurski, Jasna Majstrovic

Najbardziej zacięte spotkania rozegrano w sobotę w grupie B. O krok od sprawienia sporej niespodzianki były Czeszki, które dopiero w tie-breaku uległy głównym faworytkom mundialu - Brazylijkom. Po dwóch kolejkach mistrzostw świata siatkarek w Japonii tylko dwie drużyny nie straciły jeszcze seta - Niemcy i Korea Płd.


"To wielka sprawa zagrać przeciwko takiemu zespołowi jak Brazylia. Mam nadzieję, że pomoże nam to w kolejnych meczach" - mówił po pierwszym w historii spotkaniu z Canarinhos trener Czeszek Jiri Siller.

W tej samej grupie dramatyczne spotkanie stoczyły dwie najlepsze drużyny ostatnich mistrzostw Europy - Włochy pokonały Holandię 3:2. Do zwycięstwa Italię poprowadziła zdobywczyni 21 punktów Simona Gioli.

Nie wiedzie się reprezentacji Kuby, którą wymieniano w gronie kandydatów do medali. Kubanki po porażce z Chorwatkami 0:3, nie wywalczyły nawet seta w meczu z Niemkami.

Polki przegrały w Tokio z Serbkami 1:3 (25:19, 25:27, 24:26, 22:25) w drugim występie w mistrzostwach świata siatkarek. W piątek uległy drużynie gospodarzy 2:3.

W innych spotkaniach grupy A Kostaryka wygrała z Algierią 3:0, a Japonia z Peru 3:1.

Wyniki sobotnich meczów:

grupa A (Tokio):

Kostaryka - Algeria 3:0 (25:18, 25:21, 25:10)

Serbia - Polska 3:1 (19:25, 27:25, 26:24, 25:22)

Japonia - Peru 3:1 (25:15, 25:17, 22:25, 25:14)

grupa B (Hamamatsu):

Czechy - Brazylia 2:3 (25:22, 22:25, 25:23, 20:25, 9:15)

Kenia - Portoryko 0:3 (20:25, 23:25, 19:25)

Holandia - Włochy 2:3 (25:18, 21:25, 23:25, 28:26, 12:15)

grupa C (Matsumoto):

USA - Chorwacja 3:0 (25:16, 25:13, 25:23)

Tajlandia - Kazachstan 3:1 (25:16, 25:18, 20:25, 25:16)

Kuba - Niemcy 0:3 (24:26, 17:25, 23:25)

grupa D (Osaka):

Rosja - Turcja 3:1 (25:27, 25:22, 25:11, 25:17)

Dominikana - Korea Płd. 0:3 (27:29, 23:25, 20:25)

Chiny - Kanada 3:0 (25:16, 25:19, 25:10)

Grupa A

lp.drużynampktzpsety
1 Serbia 2 4 2 0 6:1
2 Japonia 2 4 2 0 6:3
3 Peru 2 3 1 1 4:3
4 Kostaryka 2 3 1 1 3:3
5 Polska 2 2 0 2 3:6
6 Algieria 2 2 0 2 0:6

Grupa B

lp.drużynampktzpsety
1 Brazylia 2 4 2 0 6:2
2 Włochy 2 4 2 0 6:2
3 Holandia 2 3 1 1 5:3
4 Portoryko 2 3 1 1 3:3
5 Czechy 2 2 0 2 2:6
6 Kenia 2 2 0 2 0:6

Grupa C

lp.drużynampktzpsety
1 Niemcy 2 4 2 0 6:0
2 USA 2 4 2 0 6:1
3 Chorwacja 2 3 1 1 3:3
4 Tajlandia 2 2 0 2 1:6
5 Kazachstan 2 2 0 2 0:6
6 Kuba 2 3 1 1 4:4

Grupa D

lp.drużynampktzpsety
1 Korea Płd. 2 4 2 0 6:0
2 Rosja 2 4 2 0 6:2
3 Chiny 2 3 1 1 4:3
4 Turcja 2 3 1 1 4:4
5 Dominikana 2 2 0 2 1:6
6 Kanada 2 2 0 2 0:6

Tomasz Frankowski dał Jagiellonii trzy punkty w meczu 11. kolejki Ekstraklasy z Polonią Warszawa. Doświadczony napastnik w 86. minucie wykorzystał dośrodkowanie Essomby i z zimną krwią skierował piłkę do siatki Przyrowskiego zdobywając jedyną bramkę tego spotkania. Po pokonaniu "Czarnych Koszul" Jagiellonia umocniła się na pozycji lidera.


Bramki Frankowskiego w eliminacjach dały Polakom awans do turnieju w Niemczech. Według powszechnej opinii to właśnie dzięki niemu ówczesny trener kadry zachował swoją posadę. W meczu z prowadzoną przez Janasa Polonią występ snajpera stał jednak pod znakiem zapytania. W tygodniu zmagał się z kontuzją i nie wiadomo było czy w piątek będzie zdolny do gry. Wyścig z czasem udało mu się wygrać, ale mecz rozpoczął na ławce rezerwowych.

Pierwsza część meczu rozczarowała kibiców. Zmarznięci fani oglądali głównie walkę w środku pola. Sytuacji było bardzo mało. Dla Jagiellonii najlepszej nie wykorzystał Grosicki, który po strzale z pola karnego trafił w Przyrowskiego. Polonia pod bramką Sandomierskiego raziła niedokładnością. W 35. minucie Sobiech zamiast strzelać podawał w pole karne. Pożytku nie było z tego żadnego, bo zagrał niechlujnie i piłkę z łatwością wybili defensorzy gospodarzy.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Zawodnicy nadal koncentrowali się na rozbijaniu ataków rywali. W środku pola nie pozostawiali sobie zbyt dużo miejsca. Brakowało im przez to również czasu, aby rozegrać piłkę w kombinacyjny sposób, co mogło rozmontować uważnie grające bloki obronne. Momentami przy jednym zawodniku Polonii znajdowało się kilku piłkarzy z Białegostoku. W barwach Czarnych Koszul ciężar rozgrywania akcji próbował brać na siebie Adrian Mierzejewski. Kilka razy próbował strzelać z dystansu, ale bez efektu. W pierwszym kwadransie drugiej części gospodarze w ataku w ogóle nie istnieli. Momentami mieli problemy z wyjściem z własnej połowy.

W 60. minucie na placu gry pojawił się Frankowski. Od tego momentu ożywił się Kamil Grosicki. Gospodarze w końcu zaczęli grać skrzydłami. Kilka groźnych wrzutek przesuniętego na prawą flankę Grosickiego wprowadziło nieco zamieszania. Naprawdę gorąco zrobiło się jednak w 73. minucie. W jednej akcji dwa razy z kilku metrów strzelał właśnie były piłkarz Legii a raz próbował Frankowski. Wszystkie uderzenie skutecznie blokowali jednak obrońcy.

Kiedy wydawało się, ze poloniści otrząsnęli się z przewagi gospodarzy Jagiellonia uderzyła po raz kolejny. Essomba świetnie zagrał w pole karne do niepilnowanego Frankowskiego, a ten z najbliższej odległości pokonał Sebastiana Przyrowskiego. W ostatnich minutach meczu Polonia nie była w stanie skutecznie odpowiedzieć. Jagiellonia wygrała i po tym weekendzie jeszcze wygodniej będzie mogła rozsiąść się w fotelu lidera.

Jagiellonia Białystok - Polonia Warszawa 1-0

1-0 Frankowski 86.

Żółta kartka - Jagiellonia Białystok: Hermes. Polonia Warszawa: Artur Sobiech, Tomasz Jodłowiec, Tomasz Brzyski.

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów 6˙000.

Jagiellonia Białystok: Grzegorz Sandomierski - Tadas Kijanskas (60. Tomasz Frankowski), Andrius Skerla, Thiago Cionek, Alexis Norambuena - Maciej Makuszewski (46. Marcin Burkhardt), Hermes, Rafał Grzyb, Tomasz Kupisz (80. Franck Essomba) - Jarosław Lato, Kamil Grosicki.

Polonia Warszawa: Sebastian Przyrowski - Marek Sokołowski, Dariusz Pietrasiak, Tomasz Jodłowiec, Tomasz Brzyski - Adrian Mierzejewski (88. Łukasz Teodorczyk), Andreu Guerao Mayoral, Łukasz Trałka, Bruno Coutinho (83. Janusz Gancarczyk) - Euzebiusz Smolarek (88. Daniel Gołębiewski), Artur Sobiech.


Jeden celny strzał na bramkę oddali w zeszłym tygodniu piłkarze Arki w wygranym 1:0 spotkaniu z Belchatowem. W piątek szczęście uśmiechnęło się tym razem do GKS- u. W bramkę Mielcarza trafili tylko raz. Strzał Marcina Drzymonta w 95. minucie spotkania okazał się uderzeniem na wagę trzech punktów.

W pierwszej połowie meczu nie doczekaliśmy się emocji. Obie drużyny grały bardzo asekuracyjnie, nie angażowały dużej liczby zawodników w akcjach ofensywnych. Kibice zgromadzeni na Sportowej 3 doczekali się pierwszych składnych akcji dopiero pod koniec pierwszej odsłony. W 44. minucie ładną indywidualną akcją popisał się Kuświk, ale jego strzał mierzony w samo okienko bramki, minął słupek o około metr. Widzew oddał w pierwszych 45 minutach dwa strzały - oba celne, ale lecące prosto w Sapelę, który nie miał prawa się pomylić. Czekamy na bardziej ryzykowną grę obu stron w drugiej odsłonie meczu.

Ta rozpoczęła się obiecująco. Najpierw bliski pokonania Mielcarza był Małkowski. Jego strzał z dystansu był jednak minimalnie niecelny. W odpowiedzi Robak będąc sam na sam z Sapelą trafił tylko w boczną siatkę.

Na kolejną okazję musieliśmy czekać do 62. minuty. Grzelczak w pojedynku jeden na jeden z Sapelą uderzył w kierunku długie rogu, ale bramkarz gospodarzy popisał się instynktowną interwencją nogami. Kilkanaście minut później bohater gospodarzy z powodu kontuzji musiał opuścić boisko. W jego miejsce na placu gry pojawił się debiutujący w Ekstraklasie Łukasz Budziłek. Paradoksalnie od tego momentu goście przestali grać. Kolejne okazję stwarzał już tylko GKS.

Najgroźniejszym zawodnikiem w ich szeregach przez cały mecz, już nie pierwszy raz w tym sezonie, był Maciej Małkowski. Reprezentant Polski kilka razy bezlitośnie zakręcił łódzkimi graczami, ale to nie on stwarzał największe niebezpieczeństwo. Zawodników ofensywny za wszelką cenę chciał wyręczyć obrońca Marcin Drzymont. W 78. minucie pomylił się nieznacznie, kiedy główkował z kilku metrów. Kiedy w 95. wydawało się, że spotkanie musi zakończyć się bezbramkowym remisem, przy kolejnym stałym fragmencie Drzymont raz jeszcze wybrał się w pole karne gości. Po centrze Małkowskiego żaden z widzewiaków nie zdołał wybić piłki, a ta trafiła do stojącego trzy metry od bramki Drzymonta. Stoper uderzył bez namysłu futbolówka wturlała się do bramki Mielcarza.

PGE GKS Bełchatów - Widzew Łódź 1-0 (0-0)

Bramka:

1-0 Marcin Drzymont (95.)

Składy:

PGE GKS Bełchatów: Łukasz Sapela (66. Łukasz Budziłek) - Zlatko Tanevski, Mate Lacić, Marcin Drzymont, Jacek Popek - Marcus da Silva, Grzegorz Baran, Kamil Poźniak (89. Dawid Nowak), Janusz Gol, Maciej Małkowski - Grzegorz Kuświk.

Widzew Łódź: Maciej Mielczarz - Souheil Ben Radhia, Bruno Pinheiro, Jarosław Bieniuk, Dudu - Piotr Grzelczak, Mindaugas Panka (40. Tomasz Lisowski), Łukasz Broź, Velibor Durić (60. Rafał Grzelak), Darvydas Sernas - Marcin Robak.

Żółte kartki:

PGE GKS Bełchatów: Kamil Poźniak, Zlatko Tanevski, Grzegorz Baran.

Widzew Łódź: Łukasz Broź, Marcin Robak, Bruno Pinheiro.

Sędzia:

Paweł Gil (Lublin). Widzów 5˙200.

W pierwszym meczu III kolejki PlusLigi spotkały się zespoły, które do tej pory nie odniosły jeszcze zwycięstwa. Siatkarze AZS-u Częstochowa pokonali 3:0 Pamapol Wieluń. Zawodnicy trenera Marszałka nie mieli zbyt wiele do powiedzenia w tym spotkaniu.

bie drużyny rozpoczęły spotkanie skoncentrowane i popełniały mało błędów. Gra była wyrównana i mogła podobać się kibicom. Ten poziom udało się jednak utrzymać jedynie graczom AZS-u Częstochowa. Od samego początku zdecydowanym liderem był powracający z Rzeszowa Krzysztof Gierczyński. Kończył większość piłek kierowanych do niego przez rozgrywającego. Dobrze rozpoczął również Piotr Nowakowski. Po stronie gości szybko spalił się Mikołaj Sarnecki, którego zmienił lepiej spisujący się Marcin Lubiejewski. Gra Pamapolu była mało płynna, popełniali sporo błędów. Od stanu 11:10 gospodarze szybko podwyższyli wynik do 19:13. Walkę nawiązywał głównie Ukrainiec Sehrij Kapelus, dobrze prezentując się w ataku. To było jednak za mało na konsekwentnie grających gospodarzy, którzy wygrali pierwszą odsłonę 25:18.

Druga partia rozpoczęła się podobnie, od wyrównanej gry z obu stron. Jednak tym razem to wielunianie wyszli na nieznaczne prowadzenie. Dobra, techniczna akcja Costy, blok na Janeczku i liderujący w ataku Kapelus - głównie te siatkarskie argumenty pozwoliły gościom zejść na przerwę techniczną z prowadzeniem 8:5. Uwagi trenera Kardosa trafiły jednak do głów jego podopiecznych, ponieważ po wznowieniu gry wygrali pięć kolejnych piłek. Od tej pory systematycznie powiększali przewagę, a Gierczyński otrzymał wsparcie od Dawida Murka. Walkę z rywalami podejmowali głównie Kapelus i Lubiejewski. Gracze Pamapolu popełniali jednak za dużo błędów oraz nie potrafili zagrozić częstochowianom swoją zagrywką. Dobre przyjęcie umożliwiało większą swobodę rozegrania Fabianowi Drzyzdze, który konsekwentnie uruchamiał środkowych, a raz popisał się dobrą kiwką. Trener Marszałek kontynuował zmiany wprowadzając Macieja Zajdera. W drużynie z Częstochowy na parkiecie pojawił się natomiast Milos Hrazdira w miejsce słabo dysponowanego dzisiejszego dnia Bartosza Janeczka. To właśnie Czech dokończył dzieła zniszczenia, zdobywając dwa ostatnie punkty dla gospodarzy w tym secie.

Trzecie starcie nie różniło się zbytnio od poprzednich. Gra punkt za punkt trwała nieco dłużej, bo do stanu 13:9 dla podopiecznych trenera Marszałka. Pozwolili sobie oni jednak na kolejny przestój w grze, oddając osiem punktów z rzędu, głównie na rzecz Nowakowskiego i świetnego Gierczyńskiego. Goście byli bardzo zagubieni, popełniali proste, często niewymuszone błędy. Gracze AZS-u konsekwentnie realizowali założenia taktyczne, nie pozwalając rozwinąć skrzydeł rywalom. Nie do zatrzymania był Gierczyński, a zawodnicy Pamapolu byli wyraźnie przestraszeni grą częstochowskich środkowych - zarówno w ataku jak i bloku. Najlepszym podsumowaniem tego jednostronnego widowiska była ostatnia piłka spotkania, czyli zepsuta zagrywka Andrzeja Stelmacha na 25:16.

Spotkanie należało do tych z gatunku bez historii. Obejrzeliśmy mecz, w którym aktywna była głównie tylko jedna drużyna. Dla AZS-u Częstochowa to łatwe zwycięstwo było bardzo cenne, ponieważ pozwoliło przełamać złą passę dwóch porażek z rzędu. Nagrodę MVP spotkania zdobył Fabian Drzyzga, który świetnie dyrygował poczynaniami swoich kolegów. Drugim bohaterem był z pewnością Krzysztof Gierczyński, zdecydowany lider w ataku. Należy także wyróżnić dobrą grę obu środkowych akademików. Niewidoczny był jedynie Bartosz Janeczek, rzadko kończący ataki, do których przyzwyczaił miejscowych kibiców. Trudno natomiast doszukać się pozytywów w grze Pamapolu Wieluń. Walkę nawiązywał głównie Kapelus, wspomagany momentami przez Marcina Lubiejewskiego. To zdecydowanie za mało, aby myśleć o pokonaniu dobrze grających gospodarzy.

Domex Tytan AZS Częstochowa - Pamapol Wielton Wieluń 3:0
(25:18, 25:19, 25:16)

MVP meczu: Fabian Drzyzga

Składy zespołów:
AZS: Gierczyński (21), Nowakowski (9), Murek (5), Drzyzga (4), Janeczek (9), Wiśniewski (9), Dębiec (libero) oraz Hrazdira (2)
Pamapol: Sarnecki (1), Antanovich (1), Stelmach, Blanco Costa (6), Kapelus (10), Buniak (3), Milczarek (libero) oraz Lubiejewski (11), Matejczyk (1), Babkov (3) i Zajder (2)

piątek, 29 października 2010

Reprezentacja Polski od porażki zaczęła udział w mistrzostwach świata siatkarek, które odbywają się Japonii. W pierwszym meczu "Biało-czerwone" przegrały w Tokio z gospodarzem turnieju 2:3, choć prowadziły już 2:0 w setach!


W pojedynku z zespołem z Kraju Kwitnącej Wiśni bardzo ważną rolę odgrywa przyjęcie. Selekcjoner Jerzy Matlak w pierwszej szóstce odpowiedzialne za nie uczynił Annę Werblińską (znaną pod panieńskim nazwiskiem Barańska) i Małgorzatę Glinkę. Na początku meczu Japonki serwowały praktycznie wyłącznie na tę pierwszą i to była dobra taktyka. Podopiecznie Masayoshiego Manabe potrafiły wypracować sobie wysoką przewagę, 17:11, ale od tego momentu coś się w ich poczynaniach zacięło.

Polki zaczęły lepiej grać pasywnym blokiem i co najważniejsze wykorzystywały kontry, w czym celowała Werblińska. "Biało-czerwone" zdobyły sześć punktów w jednym ustawieniu, w tym pięć przy serwisie Agnieszki Bednarek-Kaszy, odrabiając straty.

Potem trwała wymian punkt za punkt. Pierwsze odskoczyły nasze siatkarki (na 23:21), ale rywalki natychmiast wyrównały. Graliśmy więc na przewagi, gdzie więcej szczęścia było po naszej stronie.

W drugim secie od początku to podopieczne Matlaka dyktowały warunki. Prowadziły 4:1, wtedy Manabe wziął pierwszy czas, a po dwóch blokach Joanny Kaczor i technicznym ataku Werblińskiej zrobiło się 14:8. Wtedy trener Japonii wziął drugi czas.

Na niewiele się to jednak zdało, bo choć w pewnym momencie przeciwniczki zniwelowały różnicę do trzech "oczek" (20:23), to nie były w stanie nic więcej zdziałać. Oprócz Kaczor, dobre w tym momencie grała Małgorzata Glinka.

W trzecim secie grała była wyrównana. Żadna z drużyn nie potrafiła "odskoczyć", ale wszystko zmieniło się przy stanie 20:20. Wtedy Glinkę zastąpiła Aleksandra Jagieło, a Polki nie zdobyły już żadnego punktu.

Najpierw z prawego skrzydła zaatakowała Saori Kimura. Następnie grające od pewnego momentu fantastycznie w obronie Japonki, podbiły ataki Kaczor i Werblińskiej, a w końcu ta pierwsza posłała piłkę w aut.

Matlak ratował sytuację biorąc czas, ale to nie pomogło. "Kiwka" Werblińskiej została podbita przez rzucającą się Yuko Sano, a atak Bednarek-Kaszy został zablokowany. Potem znowu nie skończyła Werblińska, co wykorzystały rywalki, a partię dał im punktowy serwis Kimury.

"Biało-czerwone" największą szansę na końcowe zwycięstwo miały w czwartym secie. Początkowo prowadził w nim zespół gospodarzy, jednak Polki odrobiły straty i wyszły na trzypunktowe prowadzenie. Najpierw 21:18, a potem 22:19 (ataki Werblińskiej).

Wtedy nastąpił słaby fragment w wykonaniu naszych zawodniczek. Werblińska zaserwowała w siatkę, Saori Sakoda posłała asa, a Katarzyna Gajgał zepsuła atak z krótkiej. Po chwili już się nie pomyliła, ale potem punkty zdobywały już tylko Japonki - Ai Yamamoto, Kaori Inoue, a seta zakończył autowy atak Karoliny Kosek, która w połowie partii zastąpiła Glinkę.

W tie-breaku obie drużyny szły "łeb w łeb". Kilka dobrych zagrań miała Glinka, która wróciła na parkiet przy stanie 3:3, jednak Polki zdobywały punkty z dużym trudem. Przy stanie 12:12 Werblińska zaatakowała w aut, sędzia nie dał się przekonać, że piłka otarła się o blok. W kolejnej akcji nie potrafiliśmy skończyć kontry, a Megumi Kurihara obiła nasz blok wywalczając piłkę meczową, którą Japonki za pierwszym razem wykorzystały.

Początek mistrzostw świata jest więc nieudany dla Polek. W pozostałych dzisiejszych spotkaniach grupy A Peru pokonało Algierię 3:0, a Serbia takim samym stosunkiem setów wygrała z Kostaryką.

W sobotę "Biało-czerwone" zmierzą się z Serbią. Początek o 8.00.

Polska - Japonia 2:3 (28:26, 25:21, 20:25, 23:25, 12:15)

Polska: Milena Sadurek (2 punkty), Katarzyna Gajgał (13), Agnieszka-Bednarek-Kasza (10, w tym cztery blokiem), Anna Werblińska 21 (wszystkie atakiem), Małgorzata Glinka-Mogentale (15), Joanna Kaczor (24), Mariola Zenik (libero) oraz Karolina Kosek (3), Aleksandra Jagieło.

Japonia: Yoshie Takeshita, Karoi Inoue (17, w tym siedem blokiem), Ai Yamamoto (12), Mai Yamaguchi (5), Saori Kimura (25), Yukiko Ebata (7), Yuko Sano (libero) oraz Akiko Ino (1), Hitomi Nakamichi, Megumi Kurihara (8), Saori Sakoda (9).

Od Etiudy Rewolucyjnej Fryderyka Chopina rozpoczęła się w piątek w Tokio ceremonia otwarcia 16. mistrzostw świata w siatkówce kobiet. Zaraz po niej Polki przystąpiły do meczu z gospodarzami turnieju. W pierwszej serii spotkań na mistrzostwach świata siatkarek, które odbywają się w Japonii, nie obyło się bez niespodzianek. Kubanki sensacyjnie przegrały z Chorwatkami 0:3.

Krótko po zakończeniu drugiego meczu mistrzostw pomiędzy Serbią a Kostaryką, organizatorzy niezwykle sprawnie boisko zamienili na scenę muzyczną. Uroczysta ceremonia otwarcia rozpoczęła się Etiudą Rewolucyjną Fryderyka Chopina, a później zabrzmiały kompozycje innych sławnych kompozytorów - m.in. Ludwika van Beethovena i George'a Gershwina. Potem przyszedł czas na muzykę techno, a skąpo ubrane japońskie tancerki zapierały dech u męskiej części publiczności.

Po muzycznej części odbyła się prezentacja zespołów. Reprezentacje, które swoje mecze rozgrywają w tokijskiej hali Yoyogi National Stadium First Gymnasium pojawiły się osobiście. Polski zespół na halę wprowadziła kapitan biało-czerwonych Aleksandra Jagieło, która krótkim "dzień dobry" przywitała kibiców.

Oficjalnego otwarcia imprezy dokonali szef Japońskiej Federacji Piłki Siatkowej Masao Tachiki oraz prezes FIVB Jizhong Wei. Przyrzeczenie zachowania zasad fair play w imieniu wszystkich zawodniczek złożyła kapitan Japonii Erika Araki.

Przez 17 dni 24 reprezentacje podczas MŚ rozegrają aż 104 spotkania. Finał zaplanowano na 14 listopada w Tokio. Złotego medalu bronią Rosjanki.

Polki rozpoczęły swój udział w mundialu od porażki z gospodyniami turnieju Japonkami 2:3. W innych spotkaniach "polskiej" grupy Peru wygrało z Algierią 3:0, a Serbia z Kostaryką w takim samym stosunku.

W sobotę Polska zmierzy się z Serbią (8.00), a w niedzielę z Kostaryką (7.00).

Cztery najlepsze zespoły z każdej grupy awansują do kolejnej rundy łącząc się w ośmiozespołowe grupy (A z D i B z C) z zaliczeniem wyników z pierwszej rundy pomiędzy zainteresowanymi drużynami. Do półfinałów awansują po dwie najlepsze reprezentacje z drugiej fazy mistrzostw. Zespoły, które uplasują się na pozycjach 3-6, zagrają o lokaty 5-12 mistrzostw.

Mistrzostwa zakończą się 14 listopada, a finał rozegrany zostanie w Tokio.

Wyniki piątkowych meczów:

-

grupa A (Tokio):

-

Peru - Algieria 3:0 (25:16, 25:12, 25:18)

Serbia - Kostaryka 3:0 (25:15, 25:18, 25:14)

Polska - Japonia 2:3 (28:26, 25:21, 20:25, 23:25, 12:15)

-

tabela:

M Z P sety pkt

1. Serbia 1 1 0 3:0 2

Peru 1 1 0 3:0 2

3. Japonia 1 1 0 3:2 2

4. Polska 1 0 1 2:3 1

5. Kostaryka 1 0 1 0:3 1

Algieria 1 0 1 0:3 1

-

grupa B (Hamamatsu):

-

Brazylia - Kenia 3:0 (25:15, 25:16, 25:11)

Czechy - Holandia 0:3 (24:26, 20:25, 14:25)

Portoryko - Włochy 0:3 (20:25, 11:25, 18:25)

-

1. Holandia 1 1 0 3:0 2

Włochy 1 1 0 3:0 2

Brazylia 1 1 0 3:0 2

4. Czechy 1 0 1 0:3 1

Portoryko 1 0 1 0:3 1

Kenia 1 0 1 0:3 1

-

grupa C (Matsumoto):

-

Niemcy - Kazachstan 3:0 (25:21, 25:14, 25:16)

USA - Tajlandia 3:1 (23:25, 25:17, 25:17, 25:21)

Chorwacja - Kuba 3:0 (25:23, 34:32, 25:21)

-

1. Chorwacja 1 1 0 3:0 2

Niemcy 1 1 0 3:0 2

3. USA 1 1 0 3:1 2

4. Tajlandia 1 0 1 1:3 1

5. Kuba 1 0 1 0:3 1

Kazachstan 1 0 1 0:3 1

-

grupa D (Osaka):

-

Rosja - Dominikana 3:1 (21:25, 25:9, 25:17, 25:11)

Kanada - Korea Płd. 0:3 (19:25, 19:25, 14:25)

Turcja - Chiny 3:1 (19:25, 25:14, 25:20, 25:17)

-

1. Korea Płd. 1 1 0 3:0 2

2. Turcja 1 1 0 3:1 2

Rosja 1 1 0 3:1 2

4. Dominikana 1 0 1 1:3 1

Chiny 1 0 1 1:3 1

6. Kanada 1 0 1 0:3 1

czwartek, 28 października 2010

Tylko 15 goli straciła reprezentacja Polski w meczu eliminacji do mistrzostw Europy z Ukrainą. W Warszawie "Biało-czerwoni" wygrali 23:15 i zostali pierwszym liderem grupy. - Nie pamiętam kiedy straciliśmy tak mało bramek - mówił selekcjoner Bogdan Wenta.


Przed spotkaniem nie mogło zabraknąć owacji dla Karola Bieleckiego i przy okazji podziękowań dla polskich lekarzy, którzy opiekowali się naszym reprezentantem po czerwcowej tragedii. Potem kibice, którzy szczelnie wypełnili Torwar, mógli zająć się oglądaniem meczu i ? czekać, aż Polacy złapią rytm.

A to nie nastąpiło od razu. Nie dość, że spotkali się pierwszy raz od czerwca, to jeszcze w składzie było sporo nowości. Po dwóch latach przerwy pojawił się Grzegorz Tkaczyk. Jeszcze dłuższy rozbrat z kadrą miał Piotr Grabarczyk. Kołowy Vive Targów Kielce poprzedni raz wystąpił w biało-czerwonych barwach? sześć lat temu, gdy trenerem kadry był Bogdan Zajączkowski. Do tego po 20 minutach na skrzydłach pojawili się debiutujący Bartłomiej Tomczak z Zagłębia Lubin i mający epizodyczne przetarcie Robert Orzechowski z MMTS Kwidzyn. - Na odprawie mówiłem, że to dla nas taki mecz debiutów i powrotów - mówił selekcjoner Bogdan Wenta.

Ale szarpana gra w pierwszych 20 minutach to nie wina nowych, bo ich na parkiecie nie było. Bartłomiej Jaszka uparł się zdobywać gole po indywidualnych wejściach, ale mimo zwodów nie udawało mu się oszukać ukraińskich obrońców. Na szczęście zwykle zdążył odegrać do kolegów, którzy trafiali do siatki albo zarabiali rzuty karne. Michał Jurecki próbował podobnych akcji, które zresztą są jego znakiem firmowym, ale efekt był podobny jak u "Jachy".

Gra "Biało-czerwonych" zaczęła się zazębiać od 20 minuty. Gdy w obronie zaczęli grać agresywnie, a w ataku indywidualne akcje zastąpili zespołowymi. Od stanu 7:6 przez 10 minut Polacy stracili tylko jednego gola i to z rzutu karnego. Zdobyli cztery i można powiedzieć tylko cztery. Zmarnowali bowiem aż 5 kolejnych akcji i szans na zwiększenie przewagi do pięciu goli.

Od początku drugiej połowy na boisku pojawił się wyczekiwany przez kibiców Karol Bielecki i sporo minut musiało upłynąć, by jego gra stała się dla nich czymś normalnym. Normalna zrobiła się też gra Bieleckiego i jego kolegów. Warunki, jakie postawili Ukraińcom w obronie był piorunujące. Od 19 do 48 minuty goście zdobyli jednego gola z gry! Przez 11 nie trafili ani razu. Ale nie mogło być inaczej, skoro w polskiej bramce stał niesamowity Sławomir Szmal. W pierwszej połowie odbił osiem na 15 rzutów rywali. W drugiej dołożył kolejnych dziesięć, a grał tylko do 48 minuty! Skuteczność 69 procent! Nawet gdy Polakom zdarzały się straty w ataku, to i tak jedyną kwestią nierozstrzygniętą były rozmiary ich zwycięstwa. A fetujący zwycięstwo kibice na Torwarze oglądali coraz składniejsze i efektowniejsze akcje "Biało-czerwonych".

W niedzielę o 17 Polacy grają na wyjeździe z Portugalią.

Polska - Ukraina 23:15 (11:7)

Polska: Sławomir Szmal, Piotr Wyszomirski - Bartłomiej Jaszka, Patryk Kuchczyński 3, Grzegorz Tkaczyk 2, Bartłomiej Tomczak 2, Karol Bielecki 1, Bartosz Jurecki 3, Mariusz Jurasik 1, Michał Jurecki 2, Piotr Grabarczyk 1, Tomasz Tłuczyński 3 (1), Mariusz Jurkiewicz, Marcin Lijewski 2, Tomasz Rosiński 1, Robert Orzechowski 2.

Ukraina: Gennadij Komok - Oleksandr Pedan, Sergiy Onufrienko 4 (3), Vitalij Nat, Oleksandr Szewielew 1, Mykola Steczura 1, Oleksii Ganczew 1, Artem Zwiezdow, Mykhalo Kriwczikow 1, Sergii Burka 3, Vladyslav Ostruszko 4 (1), Ruslan Pokotyło, Artem Wiszniewskij.

Sędziowali Nenad Nikolic i Dusan Stojkovic (Serbia).

Widzów 5000.

Kary: Polska - 6 minut (Grabarczyk dwie, Jaszka); Ukraina - 8 minut (Kriwczikow, Ostruszko, Zwiezdow, Wiszniewskij)

Przebieg meczu: 0:1, 3:1, 3:2, 4:2, 4:3, 6:3, 6:5, 7:5, 7:6, 8:6, 8:7, 11:7. II połowa: 12:7, 12:8, 17:8, 17:9, 18:9, 18:10, 19:10, 19:11, 21:11, 21:12, 22:12, 22:15, 23:15.

W innym meczu grupy 3 el. ME: Słowenia - Portugalia 34:31 (17:14)

Tabela gr. 3:

1. Polska 2 pkt. 23:15

2. Słowenia 2 34:31

3. Portugalia 0 31:34

4. Ukraina 0 15:23

W niedzielę: Portugalia - Polska, Ukraina - Słowenia.

Mistrz Polski PGE Skra Bełchatów pokonał we własnej hali Jastrzębski Węgiel 3:2 w meczu 2. kolejki PlusLigi. Na tym spotkaniu pojawił się były trener reprezentacji polski i Skry - Daniel Castellani.


Spotkanie miało dziwny przebieg. Każdy następujący set był zupełnie inny od poprzedniego. W pierwszym jeszcze do połowy można było liczyć na zwycięstwo gości. Końcówka należała do PGE Skry. Na początku drugiego goście zdobyli sześć punktów z rzędu, objęli prowadzenie 8:3 i spokojnie utrzymali przewagę. Jedynie tie break był zacięty. MVP spotkania został Michał Bąkiewicz.

Fart Kielce okazał się lepszy od Delecty Bydgoszcz 3:1. Beniaminek PlusLigi, prowadzili już 2:0. Goście w pierwszej partii prowadzili 8:6 i 16:12 i szybko roztrwonili ten dorobek (21:18). W drugiej partii bydgoszczanie również grali nierówno. Trzecią wygrali po emocjonującej końcówce, ale w kolejnej znowu lepsi byli kielczanie. W ich szeregach świetnie zaprezentowali się Xavier Kapfer i Piotr Łuka.

Bardzo zacięty mecz obejrzeli kibice w Olsztynie, gdzie Indykpol AZS UWM pokonał Tytan AZS Częstochowa 3:2. Walka o zwycięstwo trwała od pierwszej do ostatniej piłki. Widzowie oglądali zacięte i emocjonujące widowisko. Skuteczny był Marcel Gromadowski, który został wybrany MVP.

Pamapol Wielton Wieluń nie miał nic do powiedzenia w meczu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Zwycięstwo, wysoko mierzących w tym sezonie gości, praktycznie ani przez moment nie podlegało dyskusji. W trzeciej partii goście prowadzili m.in. 13:9 i 20:15. W końcówce jeszcze wzmocnili swoją grę. ZAKSA nie straciła jeszcze w tym sezonie seta.

W ostatnim środowym meczu AZS Politechnika Warszawska niespodziewanie wygrała z Asseco Resovią 3:2. Rzeszowianie pewnie wygrali pierwszego seta. Wielokrotnie we znaki stołecznej drużynie dał się Georgy Grozer. W drugiej prowadzili stołeczni siatkarze m.in. 16:12. Po wznowieniu gry Grozer jeszcze zmniejszył rozmiary strat, ale w dalszym fragmencie seta dominowali warszawscy siatkarze. W tie breaku AZS Politechnika objęła prowadzenie 5:2. Straty jednak szybko zostały odrobione. Przez chwilę trwała walka punkt za punkt i w końcówce było 14:12 dla drużyny trenera Radosława Panasa. Trener Ljubo Travica poprosił o czas. Ostatnią piłkę skończył Michał Kubiak, który był bohaterem spotkania.

Wyniki 2. kolejki:

PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 3:2 (25:18, 17:25, 25:16, 19:25, 15:13)

Fart Kielce - Delecta Bydgoszcz 3:1 (25:21, 25:21, 23:25, 25:21)

Indykpol AZS UWM Olsztyn - Tytan AZS Częstochowa 3:2 (25:22, 23:25, 25:21, 19:25, 15:13)

Pamapol Wielton Wieluń - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3 (14:25, 16:25, 17:25)

AZS Politechnika Warszawska - Asseco Resovia Rzeszów 3:2 (17:25, 25:20, 17:25, 25:20, 15:12)

W meczu 1/8 finału Pucharu Polski Lech Poznań rozbroił na wyjeździe Cracovię, której trener, Rafał Ulatowski, zostanie zwolniony po tym meczu. 1-4 to dla krakowskiej drużyny najniższy wymiar kary, a i tak najlepszym zawodnikiem gospodarzy był bramkarz Marcin Cabaj. Drugoligowiec (trzeci poziom rozgrywkowy) OKS 1945 Olsztyn był bliski sprawienia sensacji i wyeliminowania Ruchu Chorzów z Pucharu Polski. Trzecia drużyna minionego sezonu Ekstraklasy awansowała do ćwierćfinału dopiero dzięki wygranym rzutom karnym.

Na początku pucharowego starcia z Lechem wydawało się, że mecz jest wyrównany, ale nawet wtedy "Kolejorz" stwarzał większe zagrożenie (np. strzał głową Sławomira Peszki z 10 m). W 22. min zawodnicy odpowiedzialni w "Pasach" za defensywę popełnili dziecinne błędy. Najpierw Sławomir Szeliga podał pod nogi Siergieja Kriwieca, a gdy za moment w pole karne dogrywał Semir Stilić Marek Wasiluk - będący tuż przy Peszce - pozwolił mu na kopnięcie piłki do siatki. Przecież wystarczyło lekkie trącenie barkiem rywala i już nie miałby tak łatwo.

10 minut później mogło być 2-0, ale Marcin Cabaj czubkiem palców sięgnął piłki po uderzeniu zza "szesnastki" Siergieja Kriwieca. Kolejny atak "Kolejorza" przyniósł mu drugiego gola. Znowu fenomenalne dogranie Stilicia i znowu ktoś tam zapomina, by przypilnować Artjomsa Rudnevsa, który ładnym strzałem głową pokonuje Cabaja.

Kibice wściekali się na swych podopiecznych krzycząc "Zapier...' i "Pasy grać! Ku... mać!". Na niewiele się to zdawało. Na chwilę w II połowie dla krakowian zaświeciło słońce: po akcji prawą stroną Mariusza Sachy i znakomitym, mocnym podaniu Saidiego Ntibazonkizy Bartosz Ślusarski tylko dołożył nogę i piłka wylądowała w rogu bramki Krzysztofa Kotorowskiego.

Cracovia długo nie nacieszyła się bramką kontaktową. Ledwie pół minuty później odbitą po strzale Stilicia piłkę wpakował do siatki niesamowity Rudnevs. Kolejne bramki dla poznaniaków powinni zdobyć Kriwiec (nie trafił do pustej bramki, po tym jak Cabaja wyciągnął z niej Peszko) i rezerwowy Joel Tshibamba, którego "bombę" obronił Cabaj, a później zatrzymał napastnika Lecha w sytuacji sam na sam (82. min).

Najwyższym kunsztem "Wąski" wykazał się jednak w 88. min, kiedy skierował na poprzeczkę piłkę po uderzeniu z rzutu wolnego Jakuba Wilka. W przedostatnim akcencie meczu wygrał jeszcze jeden pojedynek z Tshibambą. W ostatnim nawet Cabaj nie mógł nic poradzić, gdy obrona dopuściła Wilka na 10. metr i pomocnik gości mógł z całej siły kopnąć w róg. Cracovia musi jednak wiedzieć, że to nie hokej, by wygrywać mecze bramkarzem.

Po meczu kibice śpiewali Ulatowskiemu: "Do widzenia!", a po czwartym golu głośno dopingowali "Kolejorza". To dosyć smutny kres pracy trenera Rafała Ulatowskiego przy ul. Kałuży.

1/8 Pucharu Polski

Cracovia - Lech Poznań 1-4 (0-2)

0-1 Peszko (22. Z podania Stilicia)

0-2 Rudnevs (43. głową z podania Stilicia)

1-2 Ślusarski (60. z podania Ntibazonkizy)

1-3 Rudnevs (60. dobitka po strzale Stilicia)

1-4 Wilk (90.+3 z podania Kikuta)

Cracovia: Cabaj - Janus, Polczak, Jarabica, Wasiluk (46. Dudzic) - Szeliga, Klich, Sacha - Sasin (78. Suart), Ślusarski, Ntibazonkiza.

Lech: Kotorowski - Kikut, Bosacki, Djurdjević, Henriquez - Peszko (84. Wilk), Możdżeń, Injać, Kriwiec, Stilić (78. Bandrowski) - Rudnevs (68. Tshibamba).

OKS Olsztyn - Ruch Chorzów 0-0 w karnych 0-3

Żółte kartki: OKS - Robert Tunkiewicz, Janusz Bucholc; Ruch - Łukasz Derbich, Maciej Sadlok, Marcin Malinowski.

Sędzia: Łukasz Bednarek (Koszalin). Widzów: 3 500. Awans: Ruch Chorzów.

środa, 27 października 2010

Piłkarze Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Wisły Kraków, Polonii Warszawa, Podbeskidzia Bielsko-Białej i Lechii Gdańsk awansowali we wtorek do 1/4 finału Pucharu Polski.


W większości przypadków we wtorek awans uzyskali faworyci. Niespodziankę sprawili jedynie piłkarze pierwszoligowego Podbeskidzia, który pokonali dobrze spisujący się w ekstraklasie PGE GKS Bełchatów 2-0.

Broniąca trofeum i prowadząca w ekstraklasie Jagiellonia Białystok wygrała na wyjeździe z Koroną Kielce 1-0. Bramkę na wagę awansu zdobył już w 19. minucie mocnym strzałem z pola karnego Maciej Makuszewski.

Emocje przeżyli kibice w Krakowie, gdzie Wisła pokonała Widzew 1-0. Zwycięską bramkę dla "Białej Gwiazdy" zdobył w 87. minucie rezerwowy Maciej Żurawski. Błąd popełnili obrońcy i młody bramkarz gości Bartosz Kaniecki (przepuścił lekki strzał pod rękawicą), który wcześniej kilkakrotnie ratował widzewiaków od straty gola.

Od 78. minuty obie drużyny grały w dziesiątkę - czerwone kartki zobaczyli Marokańczyk Nourdin Boukhari (Wisła) oraz Brazylijczyk Dudu (Widzew).

Spore kłopoty z awansem miała Lechia Gdańsk, która pokonała w Łodzi lidera pierwszej ligi - ŁKS dopiero w rzutach karnych 3-1.

Gospodarze mylili się z odległości jedenastu metrów już wcześniej. W 21. minucie rzut karny wykonywany przez Marcina Mięciela obronił Sebastian Małkowski. W 105. minucie 35-letni napastnik ŁKS nie popisał się po raz drugi - tym razem za drugą żółtą kartkę musiał opuścić boisko.

Przez długi czas sensacją pachniało w Ostrowcu Świętokrzyskim. Po 90 minutach piłkarze pierwszoligowego KSZO remisowali z Polonią Warszawa 0-0, ale tam seria rzutów karnych nie była potrzebna - w dogrywce gole dla drużyny Pawła Janasa zdobyli Łukasz Teodorczyk i Adrian Mierzejewski.

Dalej gra również Legia, która po ciekawym meczu we Wrocławiu pokonała Śląsk 2-1. Bohaterem gości okazał się Sebastian Szałachowski, zdobywca obu goli.

W środę interesująco zapowiada się konfrontacja Cracovii z mistrzem kraju - Lechem Poznań. Obie drużyny fatalnie spisują się w lidze, a na włosku wiszą posady trenerów - Rafała Ulatowskiego i Jacka Zielińskiego.

Jedyny drugoligowiec (trzeci poziom rozgrywkowy) w stawce 16 zespołów - OKS 1945 Olsztyn - zmierzy się u siebie z Ruchem Chorzów.

Ćwierćfinały odbędą się 1 i 2 marca 2011 roku, a rewanże dwa tygodnie później.

Wyniki meczów 1/8 finału piłkarskiego Pucharu Polski:

wtorek, 26 października

Korona Kielce - Jagiellonia Białystok 0-1 (0-1)

KSZO Ostrowiec Świętokrzyski - Polonia Warszawa 0-2 po dogr.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - PGE GKS Bełchatów 2-0 (2-0)

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 1-2 (0-0)

ŁKS Łódź - Lechia Gdańsk 0-0, karne 1-3

Wisła Kraków - Widzew Łódź 1-0 (0-0)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6