poniedziałek, 13 czerwca 2011

Niesamowity Jenson Button z teamu McLaren wygrał 7. eliminację tegorocznych mistrzostw świata Formuły 1. Anglik na ostatnim okrążeniu zmusił do popełnienia błędu prowadzącego przez cały wyścig Sebastiana Vettela. Trzeci finiszował Mark Webber.



W dramatycznych okolicznościach rozgrywano 32. GP Kanady w Montrealu na torze imienia Gillesa Villeneuve'a. Od samego początku warunki dyktowała pogoda i samochód bezpieczeństwa. Zawodów nie ukończyli między innymi Fernando Alonso, Nick Heidfeld i Lewis Hamilton. Końcówka wyścigu dostarczyła niesamowitych emocji.

Start w deszczu

Po raz pierwszy w tym sezonie kierowcy rywalizujący o mistrzostwo świata Formuły 1 zmuszeni byli zacząć ściganie z lotnego startu w towarzystwie samochodu bezpieczeństwa. Zakazano używania systemu DRS. Przez cztery okrążenia srebrny mercedes AMG holował kierowców. Na piątym "kółku" zaczęło się prawdziwe ściganie. Tak jak można było się spodziewać, kiedy tylko samochód bezpieczeństwa zniknął w garażu, do ataku na pozycję lidera wyścigu - Sebastiana Vettela ruszył Fernando Alonso z teamu Ferrari. Hiszpan trzykrotnie próbował się dobrać do skóry Niemcowi, robił to po wewnętrznej i zewnętrznej, ale Vettel nie dał się zaskoczyć.

Ciekawe rzeczy działy się za plecami tej dwójki. Na torze zatańczył jadący na 4. miejscu Mark Webber z teamu Red Bull Racing i stracił kilka pozycji. W pierwszym momencie wydawało się, że Webber wpadł w poślizg, na powtórce telewizyjnej widać było, że w piruecie Australijczykowi pomógł Lewis Hamilton z McLaren'a, który delikatnie uderzył w bok bolidu z czerwonym bykiem. Jak się okazało, to nie był koniec "numerów" Brytyjczyka w tym wyścigu.

McLareny "pozamiatane"

Na ósmym okrążeniu Lewis Hamilton kolejny raz w tym sezonie pokazał, że jest nieobliczalny, kiedy musi przebijać się do przodu stawki. Anglik jechał za swoim kolegą Jenson'em Button'em, co najwyraźniej niespecjalnie sprawiało radość czarnoskóremu kierowcy.

Podczas manewru wyprzedzania Hamilton wjechał w bolid Buttona i urwał tylne zawieszenie, co oznaczało koniec wyścigu. Na powtórce widać było jednak, że Button w decydującym momencie delikatnie skręcił w lewo i niejako wymusił kolizję. Nadal prowadził Vettel przed Alonso, Massą i dwoma bolidami Mercedes GP.

Oberwanie chmury i czerwona flaga

Wyścig trwał 20 okrążeń, kiedy nad tor w Montrealu nadciągnęło oberwanie chmury. Pas jezdny w jednej chwili zamienił się w rwący potok. W takich warunkach komisarz wyścigowy mógł podjąć tylko jedną decyzję o przerwaniu wyścigu.

Rozpoczęło się nerwowe oczekiwanie na poprawę warunków atmosferycznych. Na prowadzeniu był Sebastian Vettel przed Kamui Kobayashi z ekipy Sauber, trzeci Felipe Massa.

Schumacher szaleje! Button z innej planety!

Wyścig wznowiono o godzinie 21.50 czasu polskiego. Środkowa część GP Kanady to kapitalna jazda siedmiokrotnego mistrza świata Michaela Schumachera. Najbardziej utytułowany kierowca w stawce F1 "połykał" kolejnych rywali. 12 okrążeń przed końcem wyścigu Michael Schumacher był już na drugim miejscu i dostał szansę na wyprzedzenie prowadzącego Sebastiana Vettela, bowiem na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa. "Schumi" nie wykorzystał szansy i mało tego musiał bronić swojej drugiej pozycji przed Markiem Webberem.

Bohaterem GP Kanady został jednak Jenson Button. Anglik dostał karę przejazdu przez aleje serwisową po wydarzeniach z Lewisem Hamiltonem i 6 razy był w boksie, aby walczyć o drugą pozycje z Markiem Webberem i Schumacherem. Kierowca McLarena dopiął swego w czym pomógł mu Webber, który zbyt nerwowo wyprzedzał Niemca i stworzył miejsce dla Anglika.

Button zakpił z Vettela

Trzy okrążenia przed końcem Button tracił niewiele ponad 2 sekundy do prowadzącego Vettela. Brytyjczyk postawił wszystko na jedną kartę i rozpoczął szaleńczy pościg. Na przedostatnim okrążeniu Button był na tyle blisko Niemca, że mógł używać systemu DRS.

W decydującym momencie Brytyjczyk naciskał na Vettela, który ostatecznie popełnił błąd dopuszczając do uślizgu tylnej osi. Przez chwilę bolid Niemca stanął w poprzek toru. Na to czekał Button, który po raz 10. w karierze stanął na najwyższym podium.

Wyniki Grand Prix Kanady

(kolejno: miejsce, imię i nazwisko, team, czas, punkty)

1. Jenson Button (W.Brytania/McLaren-Mercedes) 4:04.39,537

2. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull-Renault) strata 2,709 s

3. Mark Webber (Australia/Red Bull-Renault) 13,828

4. Michael Schumacher (Niemcy/Mercedes) 14,219

5. Witalij Pietrow (Rosja/Renault) 20,395

6. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) 33,225

7. Kamui Kobayashi (Japonia/Sauber-Ferrari) 33,270

8. Jaime Alguersuari (Hiszpania/Toro Rosso-Ferrari) 35,964

9. Rubens Barrichello (Brazylia/Williams-Cosworth) 45,117

10. Sebastien Buemi (Szwajcaria/Toro Rosso-Ferrari) 47,056

11. Nico Rosberg (Niemcy/Mercedes GP) 50,454

12. Pedro de la Rosa (Hiszpania/Sauber-Ferrari) 1 okr.

13. Vitantonio Liuzzi (Włochy/Hispania-Cosworth) 1 okr.

14. Narain Karthikeyan (Indie/Hispania-Cosworth) 1 okr.

15. Jerome d'Ambrosio (Belgia/Virgin-Cosworth) 1 okr.

16. Timo Glock (Niemcy/Virgin-Cosworth) 1 okr.

17. Jarno Trulli (Włochy/Lotus-Renault) 1 okr.

18. Paul di Resta (Szkocja/Force India-Mercedes) 3 okr.





Polacy po raz drugi pokonali w San Juan debiutujących w Lidze Światowej siatkarzy Portoryko 3:0 (25:22, 25:15, 25:21). To trzecia wygrana mistrzów Europy w obecnej edycji. Najskuteczniejszym zawodnikiem "Biało-czerwonych" był Bartosz Kurek - 13 punktów.

 

Grzegorz Kosok za Piotra Nowakowskiego i Michał Kubiak za Michała Ruciaka - to zmiany w pierwszej szóstce, które wprowadził włoski szkoleniowiec "Biało-czerwonych" Andrea Anastasi w drugim meczu z Portoryko.

Dla Kubiaka był to debiut w wyjściowym składzie. Po raz pierwszy w barwach reprezentacji zagrał tydzień wcześniej przeciwko Brazylii i zebrał liczne pochwały. Tym razem przyjmujący AZS-u Politechniki Warszawskiej również spisał się bardzo dobrze.

Portoryko w nocy z soboty na niedzielę stawiło większy opór polskiej reprezentacji. Ekipa Carlosa Cardony wyciągnęła wnioski z poprzedniej porażki, ale nie wystarczyło to, by pokonać "Biało-czerwonych".

Przebieg spotkania był podobny. Polacy od początku narzucili własny styl gry i mocną zagrywką odrzucili rywali od siatki. Po raz kolejny atutem był blok, nad którym Anastasi wraz z zawodnikami intensywnie pracuje od początku ich współpracy.

Pierwszy set to koncert nieudanych zagrywek. Obie strony często się myliły, ale mistrzowie Europy potrafili wypracować sobie kilkupunktową przewagę - 8:3, 16:10, 20:16. Piłkę setową Polacy zdobyli po autowym ataku najskuteczniejszego zawodnika w zespole Portoryko i jej kapitana Hectora Soto.

Po pierwszej partii, toczonej w znacznie szybszym tempie, w drugiej dominacja Polaków była już wyraźna. Połączenie dobrej zagrywki (zwłaszcza Kubiaka i Bartosza Kurka) i świetnego bloku dawało rezultat. Przy drugiej przerwie technicznej biało-czerwoni mieli już jedenaście punktów przewagi i nie mieli kłopotów, by ją utrzymać. Po długiej wymianie punkt setowy zdobył dobrze postawiony blok - 25:15.

Portorykańczycy próbowali jeszcze poderwać się do walki i na pierwszą przerwę techniczną w trzecim secie schodzili prowadząc 8:7. Pewności siebie nabierał Soto, a jego ataki stawały się skuteczne - 12:10. Dopiero po zagrywkach Kurka Polacy odrobili straty i doprowadzili do remisu 12:12. Sytuacja robiła się jednak coraz trudniejsza 19: 15, a biało-czerwoni mieli kłopot z przyjęciem zagrywki.

Kontakt z przeciwnikiem złapali po znakomitym ataku Kubiaka, a potem po jego serwisie Polacy wyszli na prowadzenie 21:19. Zaczęło robić się z górki, a podopieczni Anastasiego nie wypuścili okazji z rąk i wygrali 25:21.

Wcześniej "Biało-czerwoni" wygrali i przegrali z mistrzami olimpijskimi Amerykanami w Łodzi 3:0 i 0:3 oraz dwukrotnie ulegli w Rio de Janeiro mistrzom świata Brazylijczykom 0:3 i 1:3.

Portoryko nie zdołało wygrać jeszcze żadnego meczu. Wcześniej dwukrotnie zmierzyli się z USA i Brazylią.

Kolejne spotkanie "Biało-czerwonych" odbędzie się w nocy z piątku na sobotę o godz. 2.00 czasu polskiego. Na przedmieściach Chicago w Hoffman Estates zmierzą się z Amerykanami.

Portoryko - Polska 0:3 (22:25, 15:25, 21:25)

Portoryko: Jose Rivera (3), Victor Rivera (2), Roberto Muniz (3), Angel Perez (1), Enrique Escalante (4), Hector Soto (13) i Gregory Berrios (libero) oraz Juan Figueroa (2).

Polska: Grzegorz Kosok (5), Bartosz Kurek (13), Zbigniew Bartman (4), Michał Kubiak (12), Łukasz Żygadło (3), Marcin Możdżonek (12) i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Jakub Jarosz (1).



GRUPA A

gospodarzgośćwynikwyniki poszczególnych setów
 
Portoryko Polska 0:3 21:25, 23:25, 14:25
Brazylia USA 3:1 19:25, 25:21, 25:19, 25:21
Portoryko Polska 0:3 22:25, 15:25, 21:25
Brazylia USA 1:3 21:25, 22:25, 25:16, 24:26
Tabela:
miejscedrużynameczepunktysetymałe pkt.
 
1 Brazylia 6 15 16:5 520:464
2 USA 6 12 13:9 526:508
3 Polska 6 9 10:9 466:442
4 Portoryko 6 0 2:18 408:506



GRUPA B

gospodarzgośćwynikwyniki poszczególnych setów
 
Rosja Bułgaria 3:0 25:15, 25:20, 25:18
Niemcy Japonia 3:2 20:25, 23:25, 25:23, 25:11, 18:16
Rosja Bułgaria 3:0 25:14, 27:25, 25:20
Niemcy Japonia 2:3 21:25, 22:25, 29:27, 25:19, 14:16
Tabela:
miejscedrużynameczepunktysetymałe pkt.
 
1 Rosja 6 18 18:1 478:373
2 Bułgaria 6 9 11:12 491:487
3 Niemcy 6 6 10:16 558:573
4 Japonia 6 3 7:17 472:566



GRUPA C

ospodarzgośćwynikwyniki poszczególnych setów
 
Serbia Portugalia 2:3 22:25, 25:19, 26:28, 25:23, 13:15
Finlandia Argentyna 2:3 17:25, 25:21, 20:25, 25:23, 10:15
Serbia Portugalia 3:0 26:24, 25:18, 29:27
Finlandia Argentyna 0:3 21:25, 24:26, 19:25
Tabela:
miejscedrużynameczepunktysetymałe pkt.
 
1 Argentyna 6 14 15:6 482:452
2 Serbia 6 10 12:9 502:472
3 Portugalia 6 7 10:14 542:552
4 Finlandia 6 5 8:16 518:568




GRUPA D

gospodarzgośćwynikwyniki poszczególnych setów
 
Francja Kuba 1:3 27:29, 27:25, 23:25, 31:33
Korea Płd. Włochy 1:3 25:23, 19:25, 21:25, 20:25
Francja Kuba 2:3 25:23, 21:25, 25:22, 22:25, 9:15
Korea Płd. Włochy 2:3 15:25, 22:25, 25:21, 25:22, 10:15
Tabela:
miejscedrużynameczepunktysetymałe pkt.
 
1 Włochy 6 16 18:5 548:453
2 Korea Południowa 6 10 13:11 540:539
3 Kuba 6 9 11:13 545:563
4 Francja 6 1 5:18 491:569



sobota, 11 czerwca 2011

Polacy pokonali w San Juan debiutujących w Lidze Światowej siatkarzy Portoryko 3:0 (25:21, 25:23, 25:14). To druga wygrana mistrzów Europy w obecnej edycji. Najskuteczniejszym zawodnikiem meczu był Zbigniew Bartman, który zdobył 15 punktów.


W porównaniu z poprzednimi meczami tym razem Andrea Anastasi w pierwszej szóstce postawił na Piotra Nowakowskiego. Na ławce usiadł z kolei Grzegorz Kosok. To było dobre posunięcie, bo środkowy Asseco Resovii znakomicie spisał się na środku, zdobył osiem punktów w tym pięć z ataku.

Pierwszy set był najbardziej nerwowy w wykonaniu Polaków. Mimo że szybko wyrobili sobie kilkupunktową przewagę, w zespole dochodziło do nieporozumień i "Biało-czerwoni" popełniali niewymuszone błędy. Ich było jednak znacznie więcej po drugiej stronie siatki, dlatego podopieczni Anastasiego kontrolowali cały przebieg spotkania.

Najwięcej kłopotów sprawiała przeciwnikom zagrywka najskuteczniejszego zawodnika LŚ Bartosza Kurka, a Krzysztof Ignaczak udowodnił, że nie przez przypadek jest liderem wśród libero. Bardzo dobrze funkcjonował także blok, ale niepokojące były tracone seriami punkty.

W pierwszej partii ze stanu 16:12 szybko zrobiło się 18:17. To właśnie w takich momentach Anastasi brał przerwę i ze spokojem tłumaczył zawodnikom na co należy zwrócić uwagę. Jego rady skutkowały, bo Polacy wygrali 25:21.

Drugi set był bardziej niespokojny w wykonaniu gospodarzy. Mylili się w zagrywce, nie potrafili przebić się przez polski blok, a "Biało-czerwoni" szybko wypracowali sobie przewagę 12:10, 18:15 i 23:19. W końcówce coś się jednak zawiesiło i Portorykańczycy zdobyli cztery punkty z rzędu. Zrobiło się 24:23 i Anastasi postanowił za Kurka wpuścić Michała Bąkiewicza. Dobre posunięcie i punkt na 25:23.

Trzecia partia była tylko postawieniem "kropki nad i". Kapitalna zagrywka Kurka na początku seta doprowadziła szybko do stanu 8:3. Potem Polacy ze spokojem mogli "dociągnąć" mecz do końca. Nie popełniali rażących błędów i dominowali w każdym elemencie gry. Zasłużenie zwyciężyli 25:14, a ostatni punkt zdobyli blokiem.

Wcześniej podopieczni włoskiego szkoleniowca Andrei Anastasiego wygrali i przegrali z mistrzami olimpijskimi Amerykanami w Łodzi 3:0 i 0:3 oraz dwukrotnie ulegli w Rio de Janeiro mistrzom świata Brazylijczykom 0:3 i 1:3.

Portoryko nie zdołało wygrać jeszcze żadnego meczu. Wcześniej dwukrotnie zmierzyli się z USA i Brazylią.

Kolejne spotkanie "Biało-czerwonych" z Portoryko - w nocy z soboty na niedzielę o 2.30 czasu polskiego.

Portoryko - Polska 0:3 (21:25, 23:25, 14:25)

Portoryko: Jose Rivera (11), Victor Rivera (9), Roberto Muniz (6), Angel Perez (2), Enrique Escalante (5), Hector Soto (10) i Joel Rivera (libero) oraz Juan Figueroa (1), Fernando Morales.

Polska: Piotr Nowakowski (8), Bartosz Kurek (13), Zbigniew Bartman (15), Michał Ruciak (6), Łukasz Żygadło (3), Marcin Możdżonek (7) i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Jakub Jarosz, Michał Bąkiewicz.



W spotkaniu grupy C Ligi Światowej Finlandia przegrała po zaciętym spotkaniu z drużyną Argentyny 2:3 i nadal zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. W Belgradzie Serbowie sensacyjnie przegrali 2:3 z reprezentacją Portugalii. Na czele tabeli Argentyńczycy.


GRUPA A:


Portoryko - Polska 0:3
(21:25, 23:25, 14:25)

Brazylia - USA 3:1
(19:25, 25:21, 25:19, 25:21)

 

GRUPA B:

Rosja - Bułgaria 3:0

(25:15, 25:20, 25:18)

 

GRUPA C:


Finlandia - Argentyna 2:3
(17:25, 25:21, 20:25, 25:23, 10:15)

Serbia - Portugalia 2:3
(22:25, 25:19, 26:28, 25:23, 13:15)


GRUPA D:


Francja - Kuba 1:3
(27:29, 27:25, 23:25, 31:33)

Korea Południowa - Włochy 1:3
(25:23, 19:25, 21:25, 20:25)

piątek, 10 czerwca 2011

Po samobójczym golu Tomasza Jodłowca Polska przegrała w Warszawie towarzyskie spotkanie z Francją 0-1. Zwłaszcza w II połowie Orły Smudy zaprezentowały fragmenty dobrej gry stwarzając kilka sytuacji strzeleckich.



W odróżnieniu od niedzielnego meczu z Argentyną, "Biało-czerwoni" zaczęli ostrożniej, bez ryzykownego wysokiego pressingu. Mimo tego szybko stracili gola w niezwykle pechowych okolicznościach. Charles N'zogbia oddał lekki strzał zza pola karnego, który pewnie ze spokojem obroniłby Wojciech Szczęsny, gdyby nie to, że niechcący zmylił go uderzając futbolówkę głową Tomasz Jodłowiec.

Wykład o wyższości piłki francuskiej nad naszą dał Patrice Evra, który urządził sobie slalom między naszymi piłkarzami, co o mały włos nie dało "Trójkolorowym" gola na 0-2. Ale my też potrafiliśmy trochę namieszać pod bramką rywala. Jakub Błaszczykowski pięknym zwodem podeszwą przedarł się w pole karne (29. min), lecz po jego podaniu zablokowany został i Rafał Murawski i próbujący coś wskórać Robert Lewandowski.

W I połowie przeważali jednak Francuzi. Ich przewaga fizyczna, techniczna i taktyczna powodowała, że nasi nie mogli się przebić przez drugą linię, więc nie było szans na wywarcie presji, zamknięcie rywala. Pojedyncze przebłyski Kuby Błaszczykowskiego, czy wejścia bokami Piszczka i Wawrzyniaka, to za mało na tak silnego rywala. Na szpicy nie istniał Robert Lewandowski. Dla piłkarza, który na razie nie może wygryźć ze składu Borussii Lucasa Barriosana razie jest zadaniem ponad siły rywalizacja z tuzami światowej piłki, jakimi są defensorzy Francji.

Fakty są takie, że Eric Abidal i Patrice Evra grali niedawno w finale Ligi Mistrzów, który nasi piłkarze jeszcze długo oglądać będą tylko w telewizji.

"Lewy" grał w kratkę z przewagą przegranych pojedynków. Raz w starciu z roślejszym Bacary Sagną udało mu się wywalczyć rzut rożny, lecz stałe fragmenty w tym meczu były domeną roślejszych gości.

Na upał tym razem nikt nie miał prawa narzekać. W Warszawie się ochłodziło do 19 stopni, a tuż przed meczem pojawiła się mżawka, która uczyniła murawę szybką. Najważniejsze, że Orłów wspierało ponad 20 tysięcy gardeł!

Około 70. minuty Orły Franza osiągnęły przewagę. Bez kompleksów przedarł się Adrian Mierzejewski, którego w walce o piłkę kopnął w głowę Evra i z wolnego próbował zaskoczyć Cedrica Carasso Obraniak (obrońcy zablokowali strzał), później błysnął Kuba z Piszczkiem,

Mieliśmy wreszcie szybki i zacięty mecz, cios za cios. Wojciech Szczęsny uratował nas wygrywając pojedynek z Hoarau, a "Les Bleus" ratował z opałów Evra (wybił piłkę zmierzającą do pustej bramki po strzale głową Lewandowskiego, do którego podał Błaszczykowski) i Carrasso (obronił mocne uderzenie Lewandowskiego).

Orły atakowały jak mogły, ale na uznanie kibiców zapracował sobie Szczęsny, choćby broniąc główkę Adila Ramiego po podaniu z rzutu wolnego.

Franciszek Smuda trochę za długo czekał ze zmianami, ale taki ma już zwyczaj, że nie chce mieszać w wyjściowej "jedenastce". Szkoda zwłaszcza tego, że nie dał okazji do gry przez przynajmniej pół godziny Pawłowi Brożkowi, który tworzy groźny duet z Błaszczykowskim.

Rok temu zostaliśmy rozgromieni przez Hiszpanię 0-6. Tym razem blamażu nie było, apetyty kibiców są jednak rozbudzone. Po końcowym gwizdku rozległy się gwizdy, dopiero spiker skutecznie zaapelował do fanów o brawa, po których pojawiło się nawet nieśmiałe: "Dziękujemy!".



Polska - Francja 0-1 (0-1)

0-1 Jodłowiec (12. samobójcza).

Polska: Szczęsny - Piszczek, Wojtkowiak, Jodłowiec, Wawrzyniak - A. Mierzejewski (78. Matuszczyk), Murawski, Dudka - Błaszczykowski (87. Brożek), Lewandowski, Obraniak (88. Pawłowski).

Francja: Carrasso - Sagna, Kaboul (28. Rami), Abidal, Evra - Cabaye (46. M'vila), Valbuena (74. Malouda), A. Diarra (46. Diaby) - N'zogbia (74. Remy), Horau (78. Gameiro), Martin.

Sędziował: Bjorn Kuipers z Holandii.

Żółte kartki: Obraniak oraz A. Diarra, Abidal.

Widzów: 31 tys.



środa, 08 czerwca 2011

Poniedziałkowe spotkanie w Gdańsku intensyfikuje współpracę nad przygotowaniem oficjalnych stref kibiców (tzw. fan zone).

16 maja Przemysław Kuśmierski, koordynator ds. strefy kibica z Gdańska i Katarzyna Parysek, koordynator z Poznania, wraz z przedstawicielami PL.2012 ustalili wspólny zakres projektu, cele oraz najważniejszej kamienie milowe. Ponadto Stefan Dziewulski, ekspert ds. bezpieczeństwa spółki PL.2012, omówił regulacje prawne oraz rekomendacje dla bezpiecznego przygotowania miejsc publicznego oglądania meczów.

W drugim dniu warsztatów zidentyfikowane zostały główne ryzyka związane z organizacją stref kibica. Dodatkowo Koordynator krajowy ds. opieki medycznej i ratownictwa, dr Elżbieta Lipska, przedstawiła rekomendacje Komitetu Medycznego UEFA EURO 2012 w Polsce związane z zabezpieczeniem medycznym stref. W spotkaniu uczestniczyli również Dyrektor Biura ds. Euro w Gdańsku, Zbigniew Weinar, Koordynator ds. bezpieczeństwa z Gdańska, Sławomir Michalczuk oraz członek Poznańskiego zespołu ds. Euro Tomasz Lański i przedstawiciele PL.2012: Rafał Rosiejak, Marcin Stolarz i Aleksandra Gaus.

Wspólna praca nad projektem gwarantuje, że kibice będą czuli się bezpiecznie w czasie oglądania meczów na dużych ekranach. Poza tym będzie funkcjonował profesjonalnym system zabezpieczenia medycznego, a każdy kibic będzie mógł się spodziewać podobnego standardu i zakresu usług w strefach.

Kolejne warsztaty koordynatorów zaplanowano na czerwiec br.

 

Spółka PL.2012 we współpracy z Miastami Gospodarzami rozpoczęła spotkania z przedstawicielami uczelni wyższych dotyczące komercyjnego wykorzystania domów studenckich podczas UEFA EURO 2012™.

Spotkania te są kontynuacją rozmów, jakie miały miejsce w roku 2010. Obecnie projekt wchodzi w fazę operacyjną. W spotkaniach uczestniczą przedstawiciele portali rezerwacyjnych – Netmedia S.A. i Polish Travel Quo Vadis. Za ich pośrednictwem kibice będą mogli kupić produkt Polish Pass umożliwiający kompleksowe zaplanowanie bezpiecznego pobytu oraz łatwego przemieszczania się po Polsce. To właśnie dzięki tym portalom będzie można zarezerwować pokój w akademiku uczelni, która zdecyduje się na komercyjne udostępnienie pokoi na czas turnieju.

Niektóre uczelnie zdecydowały się na sprzedaż miejsc noclegowych za pośrednictwem portali internetowych już w trakcie nadchodzących wakacji. Dzięki temu będziemy mogli do czasu Euro 2012 dopracować współpracę na linii uczelnia – portal oraz poznać opinie gości, którzy skorzystają z takiej formy zakwaterowania.

W chwili obecnej baza noclegowa w każdym mieście gospodarzu wraz z uwzględnieniem bazy oddalonej o 2 godziny jazdy samochodem od stadionu jest wystarczająca, aby przyjąć przewidywaną liczbę kibiców. Dążymy jednak do tego, aby maksymalnie rozszerzyć bazę noclegową znajdującą się bezpośrednio w samym mieście gospodarzu dla gości, którzy zechcą być cały czas blisko najważniejszych wydarzeń. Ponadto ważne jest także aby oferta zakwaterowania była możliwie jak najbardziej zróżnicowana pod względem cenowym. Włączenie domów studenckich do oferty Polish Pass pozwala rozszerzyć bazę pobytową o tzw. ekonomiczne miejsca noclegowe, aby każdy kibic mógł wybrać coś dla siebie.

Dotychczas spotkania odbyły się już w Gdańsku i Warszawie. W rozmowach uczestniczyły władze najważniejszych uczelni w Gdańsku: Uniwersytetu Gdańskiego, Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, Akademii Muzycznej i Akademii Sztuk Pięknych oraz w Warszawie: Uniwersytetu Warszawskiego, Politechniki Warszawskiej, SGGW, Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Wojskowej Akademii Technicznej, Krajowej Szkoły Administracji Publicznej oraz Prywatnej Szkoły Biznesu, Administracji i Technik Komputerowych. Kolejne spotkania planowane są w czerwcu w Poznaniu i Wrocławiu.


wtorek, 07 czerwca 2011

Na skutek wykluczeniu mistrza Polski Wisły Kraków z rozgrywek europejskich na rok, w Pucharze Mistrzów wystąpił w zastępstwie wicemistrz Polski Widzew Łódź.


II runda kwalifikacyjna

Bułgaria Liteks ŁoweczPolska Widzew Łódź 4:1 i 1:4 (dog), karne 2:3
1 28.07 1999 1:0 Todorow 40, 2:0 Todorow 76, 3:0 Zivkovic 82k, 3:1 Wichniarek 89k, 4:1 Kondew 90
2 04.08 1999 0:1 Gęsior 14, 1:1 Todorow 30, 1:2 Wichniarek 52, 1:3 Wichniarek 60, 1:4 Michalski 75

III runda kwalifikacyjna

Włochy Fiorentina FlorencjaPolska Widzew Łódź 3:1 i 2:0
1 11.08 1999 1:0 Adani 17, 2:0 Cois 57, 2:1 Adani 74s, 3:1 Rui Costa 90
2 25.08 1999 1:0 Chiesa 40, 2:0 Cois 67

poniedziałek, 06 czerwca 2011

Piłkarska reprezentacja Polski pokonała Argentynę 2-1 (1-0) w towarzyskim meczu, który odbył się na stadionie przy Łazienkowskiej w Warszawie. Było to 21. spotkanie biało-czerwonych pod wodzą trenera Franciszka Smudy i ósme zwycięstwo.


Orły, a zwłaszcza ich boiskowy dowódca - Jakub Błaszczykowski, który walczył za dwóch, pokazały, że wbrew spekulacjom o rychłym zwolnieniu selekcjonera Franciszka Smudy, zamierzają "umierać" za niego na boisku. Mistrz Niemiec z Borussią Dortmund zagrał najlepszy mecz w kadrze od dawna, kto wie czy nie od spotkaniaz Bułgarią (2-0). Czarował dryblingiem, pomagał w obronie, cały czas był "pod grą".

- Musimy zrobić wszystko, aby dostarczyć Polsce pozytywnych informacji o naszej drużynie, bo ostatnio za dużo było tych złych - mobilizował siebie i zespół kapitan "Biało-czerwonych" Jakub Błaszczykowski. I faktycznie, Orły zaczęły agresywnie, wysokim pressingiem, ale animuszu starczyło na 10 minut. Później do głosu zaczęli dochodzić lepsi technicznie Argentyńczycy, choć do Polski przywieźli skład daleki od optymalnego (tylko Pablo Zabaleta i Mario Bolatti pojadą na Copa America).

Próbował coś wskórać Robert Lewandowski, który mijał Mateo Musacchio, a ten w 14. min ratował się faulem. Z rzutu wolnego z 18 m przymierzył Adrian Mierzejewski, ale lecącą w środek bramki piłkę złapał Adrian Gabbarini. Argentyńczycy sześć minut później po piłkarsku "rozklepali" naszą obronę. Cristaldo podał w pole karne do Marco Rubena i przed stratą bramki Polaków uratowała tylko efektowna interwencja Wojciecha Szczęsnego.

Rezerwowy napastnik Villareal, Ruben, przysparzał naszym najwięcej kłopotów. W 35. min już przelobował Szczęsnego, jednak uratował nas Rafał Murawski, który wybił piłkę z linii bramkowej.

Prostopadłe podanie Lewandowskiego otworzyło drogę do bramki Mierzejewskiemu, który wygrał pojedynek z bramkarzem Argentyny i od 26. minuty prowadziliśmy. Wielkie znaczenie przy tej akcji miało znaczenie Federico Fazio, który zamiast zagrodzić drogę do bramki piłkarzowi Polonii Warszawa, niespodziewanie ustąpił mu z niej.

Po I połowie Orły mogły prowadzić wyżej, lecz Kamil Grosicki zmarnował dwie znakomite okazje. Najpierw, po efektownej akcji Błaszczykowskiego z Łukaszem Piszczkiem dostał od tego drugiego podanie na głowę, ale główkował za wysoko. Ta sytuacja była jednak niczym w porównaniu do kolejnej "Grosika" - po kontrze z Błaszczykowskim, napastnik Sivassporu znalazł się samiuteńki przed bramkarzem. Ale zamiast strzelać od razu, zaczął się zastanawiać co zrobić, przekładać z lewej na prawą dając w ten sposób czas obrońcom na powrót i wybicie piłki.

Po pierwszej w drugiej połowie akcji Argentyńczyków straciliśmy gola. Polacy zagapili się po podaniu w pole karne z lewego skrzydła, Grosicki krył "na radar" Rubena, a ten z półobrotu z 13 metrów strzałem po ziemi w lewy róg wyrównał.

Strata gola podcięła naszym skrzydła. Przez długi okres "Biało-czerwoni" nie potrafili przeprowadzić składnej akcji. Zupełnie nie szło "Grosikowi", który przegrywał seryjnie pojedynki. Widząc to, Smuda zastąpił go Pawłem Brożkiem.

Gdy wydawało się, że niewiele optymistycznego zobaczymy na stadionie Legii (poza nim samym, otwarto właśnie ostatnią, piękną jak pozostałe zachodnią trybunę), piłkarze Franza zafundowali kibicom koncert życzeń. Siedzący dotąd cicho fani zaczęli śpiewać: "Polska! Gola!", więc niemal natychmiast Błaszczykowski dograł prostopadle w "szesnastkę" do swego przyjaciela z okresu występów w Wiśle Kraków - Brożka, który przelobował bramkarza i mieliśmy 2-1.

Za moment "Brozio" chciał się zrewanżować Kubie za tę asystę. Wygrał pojedynek z Ansaldim, wpadł w pole karne, wycofał do "Błaszcza", ten miał już dokładać nogę do piłki, gdy jak spod ziemi wyrósł ... A. Mierzejewski, po którego uderzeniu piłka trafiła w rękę obrońcy, jednak sędzia uznał ją za nabitą i nie podyktował rzutu karnego.

Na własnych śmieciach błysnął Jakub Wawrzyniak, który był pewny z tyłu, a w wycieczkach do przodu potrafił mijać po dwóch-trzech rywali. Jeśli legionista będzie sobie radził równie dobrze w następnych meczach kadry, za kontuzjowanym Sebastianem Boenischem niewielu będzie tęskniło. Wawrzyniak pokazał, że całkowicie odzyskał formę i pewność siebie po ciężkich przejściach związanych z zawieszeniem za stosowanie dopingu (jeszcze w Panathinaikosie).

W reprezentacji Polski zadebiutował pomocnik Cracovii Mateusz Klich, który w 90. min wszedł za Roberta Lewandowskiego.

Polska - Argentyna 2-1 (1-0)

Bramki:

1-0 Mierzejewski (27. z podania Lewandowskiego)

1-1 Ruben (47.)

2-1 Brożek (67. z podania Błaszczykowskiego)

Polska: Wojciech Szczęsny - Łukasz Piszczek, Grzegorz Wojtkowiak, Tomasz Jodłowiec, Jakub Wawrzyniak - Jakub Błaszczykowski, Rafał Murawski (76. Adam Matuszczyk), Dariusz Dudka, Adrian Mierzejewski (81. Michał Kucharczyk), Kamil Grosicki (57. Paweł Brożek) - Robert Lewandowski (90. Mateusz Klich).

Argentyna: Adrian Gabbarini - Paulo Zabaleta (46. Fernando Belluschi), Matteo Musacchio, Federico Fazio (46. Emiliano Insua), Cristian Ansaldi - Nicolas Bertolo (46. Jonathan Bottinelli), Mario Bolatti, Alejandro Cabral (69. Mauro Formica), Paulo Piatti (78. Nicolas Gaitan) - Marco Ruben, Jonathan Cristaldo.

Żółte kartki: Polska - Rafał Murawski, Robert Lewandowski, Jakub Wawrzyniak; Argentyna - Fernando Belluschi.

Sędziował: Manuel Grafe (Niemcy).

Widzów: ok. 10 tys.



Mistrzowie globu Brazylijczycy po raz drugi wygrali z Polakami 3:1 w Rio de Janeiro w swoim czwartym meczu grupy A Ligi Światowej siatkarzy. Najskuteczniejszym graczem spotkania był Bartosz Kurek - 28 punktów.

Zgodnie z zapowiedzią kapitana brazylijskiej reprezentacji Giby Canarinhos do spotkania podeszli znacznie bardziej skoncentrowani niż dzień wcześniej. Od pierwszych piłek starali się narzucić swój styl gry, a Leandro Vissotto co raz zaskakiwał mocnymi atakami. 

Polacy jednak nie dali się "wgnieść w parkiet" i rozpoczęła się wymiana punkt za punkt. Dobrze, podobnie jak w sobotę, zaprezentował się blok biało-czerwonych, a świetną zmianę dał Michał Kubiak. Przy stanie 23:23 nerwów nie potrafił utrzymać włoski szkoleniowiec biało-czerwonych Andrea Anastasi i wziął czas. Poskutkował on punktowym atakiem Bartosza Kurka, ale Polacy nie potrafili wykorzystać piłki setowej, a Brazylijczycy tylko na to czekali. Na zakończenie pomylił się Zbigniew Bartman i rywale wygrali 28:26.

W drugiej partii mistrzowie Europy zagrali konsekwentnie zagrywką, w bloku dobry duet stworzyli Możdżonek z Grzegorzem Kosokiem, kapitalnie bronił Krzysztof Ignaczak, a w ataku błysnął Kurek. Zdezorientowani Canarinhos mylili się co chwilę - Giba uderzał w aut, Vissotto nie potrafił zatrzymać biało-czerwonych blokiem i przy prowadzeniu Polaków 19:14 Bernardo Rezende postanowił na boisko wpuścić Joao Paulo Bravo.

Niewiele to dało, bo to biało-czerwoni mieli dwie piłki setowe i wykorzystali szansę. Po skosie silnie atakował Kurek i Polacy wygrali 25:23.

Trzeci i czwarty set były bardzo podobne do siebie. Brazylijczycy nie chcieli już narażać się na kolejne potknięcia. W obu partiach prowadzili 16:11, ale ekipa Andrei Anastasiego potrafiła doprowadzić do wyrównania. Nadal błyszczał Kurek, który okazał się najskuteczniejszym zawodnikiem meczu - 28 punktów.

Ostatnie piłki padały jednak łupem Canarinhos i to oni potrafili rozstrzygnąć je na swoją korzyść. W trzeciej odsłonie wygrali po błędzie Bartmana 26:24, a mecz zakończył blok Lucasa Saatkampa.

"Zabrakło nam koncentracji w końcowych minutach. Musimy wyraźnie nad tym popracować. Na pewno nikt się nie bał, byliśmy zdeterminowani i wierzyliśmy w zwycięstwo. Mamy przed sobą jeszcze dwa spotkania z Brazylią w rundzie interkontynentalnej i to przed własną publicznością, więc nadal trzeba wierzyć w wygraną" - ocenił na antenie Polsatu Kubiak, który swoją zagrywką sprawił rywalom sporo problemów.

W sobotę Polacy ulegli Brazylijczykom 0:3. Wcześniej Canarinhos pokonali dwukrotnie na wyjeździe Portoryko, a biało-czerwoni raz wygrali i raz ulegli w Łodzi mistrzom olimpijskim Amerykanom.

Kolejne spotkania Polacy rozegrają z Portoryko w San Juan. Po raz pierwszy zmierzą się z nimi w nocy z piątku na sobotę o godz. 2.30 czasu polskiego.

Brazylia - Polska 3:1

Set po secie: (28:26, 23:25, 26:24, 25:23)

Brazylia: Bruno Rezende, Leandro Vissotto (15), Giba (3), Endres Murilo (17), Endres Gustavo (9), Lucas Saatkamp (12) i Santos Sergio (libero) oraz Martins Wallace (13), Yared Marlon (1), Joao Paulo Bravo (5).

Polska: Grzegorz Kosok (5), Bartosz Kurek (28), Zbigniew Bartman (16), Michał Ruciak, Łukasz Żygadło (1), Marcin Możdżonek (12) i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Jakub Jarosz (1), Paweł Woicki, Michał Kubiak (9), Karol Kłos.