Tenis, Lekkoatletyka, Boks, Pływanie

wtorek, 28 czerwca 2011

Łukasz Kubot przegrał z Hiszpanem Felicianem Lopezem 6:3, 7:6 (7-5), 6:7(7-9), 5:7, 5:7 w tenisowym turnieju wielkoszlemowym na trawiastych kortach w Wimbledonie (pula nagród 14,6 mln funtów).

 

Zdecydowanie wyżej notowany w światowym rankingu Hiszpan postawił większy opór Polakowi w drugim secie. Kubot przełamał rywala przy stanie 4:4, ale Lopez szybko odrobił stratę (szczęśliwie zdobywając ostatni punkt po taśmie) i druga partia rozstrzygnęła się dopiero w tie-breaku. Był on bardzo ciekawy, bo obaj tenisiści podejmowali ryzyko i cały czas biegali do siatki. Kubot od stanu 5-5 wygrał dwie kolejne akcje - asem i wysokim wolejem. Dzięki temu objął prowadzenie 2-0.

Lopez grał coraz lepiej, ale najlepszy obecnie nasz tenisista nie popełniał wielu błędów. Lopez pewnie wygrywał własne gemy serwisowe, ale nie mógł przełamać Polaka. Kubot stanął przed szansą na wygranie spotkania, jednak nie wykorzystał dwóch piłek meczowych. Ta sytuacja była przełomowym momentem spotkania.

Wprawdzie Kubot nie stracił wiary w zwycięstwo i nadal rozgrywał bardzo dobre spotkanie, ale widać było że traci siły. Lopez łatwo wygrywał swoje gemy serwisowe, a Polakowi coraz trudniej przychodziło zdobywanie kolejnych punktów, bo jego serwis był coraz słabszy. Czas nie grał na korzyść Kubota, który do turnieju głównego musiał przebijać się przez eliminacje.

W ostatnim secie obaj tenisiści wygrywali swoje podania i przy stanie 6:5 Kubot przegrał trzy piłki, choć to on serwował. Polak obronił dwie piłki meczowe, jednak podczas kolejnej wymiany nie trafił w kort.

Polak odnotował 27 asów serwisowych, o jeden mniej od rywala, a także osiem podwójnych błędów - o dwa więcej. Gorzej wypadł w niewymuszonych błędach 27-20, obaj mieli po 80 wygrywających uderzeń, w zdobytych piłkach nieznacznie lepszy był Hiszpan 180-181.

Występ w Wimbledonie dał tenisiście z Lubina premię w wysokości 68 750 funtów oraz 280 punktów do rankingu ATP World Tour. Ponieważ rok temu był tu w drugiej rundzie, "na czysto" zarobił 160 punktów (łącznie z eliminacjami). Powinno mu to dać awans o około 20 miejsc.

29-letni Kubot powtórzył w Londynie swój najlepszy rezultat w Wielkim Szlemie, uzyskany w styczniu 2010 roku w Australian Open. Obecnie jest 93. w rankingu ATP World Tour, a Hiszpan 44.

W ćwierćfinale rywalem Lopeza będzie Szkot Andy Murray, obecnie numer cztery na świecie. Brytyjczyk gładko wygrał swój poniedziałkowy mecz z Francuzem Richardem Gasquetem (nr 17.) 7:6 (7-3), 6:3, 6:2.

Wyniki spotkania czwartej rundy gry pojedynczej mężczyzn:

Feliciano Lopez (Hiszpania) - Łukasz Kubot (Polska) 3:6, 6:7 (5-7), 7:6 (9-7), 7:5, 7:5

Rafael Nadal (Hiszpania, 1) - Juan Martin Del Potro (Argentyna, 24) 7:6 (8-6), 3:6, 7:6 (7-4), 6:4

Roger Federer (Szwajcaria, 3) - Michaił Jużny (Rosja, 18) 6:7 (5-7), 6:3, 6:3, 6:3

Jo-Wilfried Tsonga (Francja, 12) - David Ferrer (Hiszpania, 7) 6:3, 6:4, 7:6 (7-1)Mardy Fish (USA, 10) - Tomas Berdych (Czechy, 6) 7:6 (7-5), 6:4, 6:4

Novak Djokovic (Serbia, 2) - Michael Llodra (Francja, 19) 6:3, 6:3, 6:3

Andy Murray (W. Brytania, 4) - Richard Gasquet (Francja, 17) 7:6 (7-3), 6:3, 6:2

Bernard Tomic (Australia) - Xavier Malisse (Belgia) 6:1, 7:5, 6:4





niedziela, 26 czerwca 2011

W głównym wydarzeniu wieczoru gali "Wojak Boxing Night" w Rzeszowie, faworyt miejscowej publiczności Dawid Kostecki (37-1, 24 KO) pokonał jednogłośnie na punkty Lolengę Mocka (30-13-1, 12 KO) i wywalczył tym samym pasy WBC Baltic oraz WBA Inter-Continental wagi półciężkiej. Po dziesięciu rundach sędziowie punktowali 97-92, 97-92 oraz 99-91 dla Polaka.

Pięściarz reprezentujący Danię zgodnie z oczekiwaniami rozpoczął zawody ofensywnie i dążył do wymian w półdystansie. Kostecki wykorzystując swoją szybkość i refleks starał się schodzić rywalowi z linii ciosu i kontrował go szybkimi uderzeniami, najczęściej z lewej ręki. W trzeciej rundzie Mock zaczął odczuwać ilość trafień "Cygana", a prawe oko zawodnika urodzonego w Kongo zaczęło być mocno opuchnięte. Po czterech rundach wszyscy sędziowie punktowali 40-36 dla pięściarza grupy 12 Round KnockOut Promotions.

Dwa kolejne starcia dalej upłynęły pod znakiem coraz bardziej schematycznie atakującego Mocka i bardzo czujnego w obronie Polaka. Kostecki był w tym okresie pojedynku bardziej aktywny i precyzyjny. Duńczyk do końca pojedynku polował na mocny prawy sierpowy i zaskoczył tym ciosem rzeszowianina w dziewiątej odsłonie. Mock posłał wówczas źle stojącego na nogach "Cygana" na deski, ale ten natychmiast wstał i był gotowy do kontynuowania zawodów. Dziesiątą rundę rzeszowska publiczność oglądał już na stojąco. Polak zakończył pojedynek kilkoma efektownym kontrami z prawej ręki i potwierdził swoją przewagę na przestrzeni całej walki.

Dawid Kostecki stoczył jedną z najlepszych walk swojej kariery i pewnie pokonał twardego i cenionego Mocka. Ekspert telewizyjny Jerzy Kulej podkreślał podczas walki kunszt techniczny obu bokserów, którzy zaprezentowali wiele finezyjnych akcji. Doceniła to także publiczność, która brawami nagrodziła wielkie widowisko, jakie zaprezentowali obaj pięściarze.

 



sobota, 25 czerwca 2011

Łukasz Kubot sprawił ogromną sensację w wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie. Polak w meczu 3. rundy ograł rozstawionego z numerem dziewiątym Francuza Gaela Monfilsa 6:3, 3:6, 6:3, 6:3


29-letni Kubot po raz drugi w karierze osiągnął 1/8 finału w Wielkim Szlemie. Poprzednio udało mu się to przed rokiem w Australian Open. W Londynie zdobył 180 punktów do klasyfikacji tenisistów oraz zarobił 68 750 funtów.

Kolejnym przeciwnikiem Polaka w 1/8 finału będzie Hiszpan Feliciano Lopez, który nieoczekiwanie wyeliminował w piątek Amerykanina Andy'ego Roddicka (nr 8.) 7:6 (7-2), 7:6 (7-2), 6:4.

Kubot jest sklasyfikowany na 93. miejscu w rankingu ATP World Tour; do turnieju głównego przebił się przez trzy rundy eliminacji. Natomiast Monfils to obecnie numer osiem na świecie. Ich pojedynek rozpoczął się w piątek, ale przerwały go ulewne opady deszczu przy stanie 3:3 w trzecim secie.

Na otwarcie Francuz popełnił podwójny błąd serwisowy, chwilę później zaskoczył go długi return rywala i jego bekhend w odpowiedzi trafił w siatkę. To był pierwszy z czterech kolejnych gemów wygranych przez Kubota, który objął prowadzenie 1:0 na otwarcie czwartego seta.

Kluczowe dla losów tej partii było jedyne przełamanie serwisu Monfilsa w drugim gemie, dzięki któremu Polak zbudował później prowadzenie 3:0, 4:1 i 5:2, zanim rozstrzygnął na swoją korzyść losy trwającego dwie godziny i 16 minut meczu.

"On zagrał niesamowity mecz. To, co robił przy siatce przypominało grę Rogera Federera. Poza tym miał świetny return i wywierał przez to cały czas presję przy moim serwisie. Nie dał mi szans na złapanie mojego rytmu gry. Jestem pod wrażeniem jego gry i nie mam innego wytłumaczenia swojej porażki, bo nie mam żadnej kontuzji" - powiedział Monfils.

Spotkanie rozpoczęło się w piątek po południu. Na otwarcie Kubot wykorzystał brak koncentracji rywala i przełamał jego serwis, a po utrzymaniu swojego prowadził 2:0. Drugiego "breaka" zdobył w piątym gemie i było już 4:1.

W szóstym gemie sam nieoczekiwanie przegrał swoje podanie, psując trzy ostatnie piłki, w tym dwie z woleja. Chwilę później powiększył jednak prowadzenie 5:3, by zakończyć trwającego 31 minut seta, przełamując rywala do zera.

To wyraźnie zezłościło mierzącego 195 centymetrów Francuza, który podjął większe ryzyko i strzelał piłkami po liniach. Rozpoczął seta od "breaka" i prowadzenia 2:0. Ponownie zdobył gema przy serwisie Kubota wykorzystując drugą piłkę setową po 61 minutach gry.

W tym czasie większość punktów uzyskiwał dzięki asom albo wygrywającym serwisom i nie dał Polakowi ani jednej szansy na przełamanie.

Również na początku trzeciego seta Monfils pewniej wygrywał swoje gemy, ale nieoczekiwanie przy stanie 3:3 znalazł się w opałach. Jednak przy "break poincie" kończący wolej Kubota zatrzymał się na taśmie i wrócił na jego stronę. Po tym zagraniu, przy równowadze, pojedynek przerwały opady deszczu.

Dwie godziny później organizatorzy zmuszeni byli odwołać wszystkie mecze i przełożyć je na dzień następny.

Łukasz Kubot (Polska) - Gael Monfils (Francja, 9) 6:3, 3:6, 6:3, 6:3



środa, 22 czerwca 2011

Agnieszka Radwańska od wygranej z Białorusinką Olgą Goworcową 6:0, 3:0 rozpoczęła występ w 125. wielkoszlemowym turnieju na trawiastych kortach w Wimbledonie (z pulą nagród 14,6 mln funtów). Rywalka skreczowała w drugim secie z powodu kontuzji lewej kostki.


Krakowianka, rozstawiona w turnieju z numerem 13, zajmuje 11. pozycję w rankingu WTA Tour, a Goworcowa jest na 103. miejscu. Było to ich drugie spotkanie. Poprzednie przed rokiem na twardej nawierzchni w Tokio wygrała również Radwańska 6:2, 6:3.

W czwartek na jej drodze stanie lepsza zawodniczka w toczącym się równolegle pojedynku pomiędzy Niemką Kristiną Barrois i Czeszką Petrą Cetkovską.

W Londynie polska tenisistka wystąpi także w deblu razem ze Słowaczką Danielą Hantuchovą (nr 13.), a ich pierwszymi rywalkami będą Austriaczki Sandra Klemenschits i Tamira Paszek.

Wynik spotkania pierwszej rundy gry pojedynczej kobiet:

Agnieszka Radwańska (Polska, 13) - Olga Goworcowa (Białoruś) 6:0, 3:0 - krecz Goworcowej





niedziela, 03 kwietnia 2011

Po słabej walce Krzysztof "Diablo" Włodarczyk pokonał na punkty Francisco Palaciosa i obronił pas federacji WBC wagi junior ciężkiej.


Pełne dwanaście rund trwał pojedynek o pas federacji WBC wagi junior ciężkiej pomiędzy Krzysztofem "Diablo" Włodarczykiem, a Portorykańczykiem Francisco "Czarodziejem" Palaciosem w bydgoskiej hali Łuczniczka. Sędziowie zdecydowali w stosunku głosów 2:1 o obronie pasa przez Polaka.

Przez dwanaście rund na ringu niewiele się działo. Celne ciosy można było policzyć na palcach jednej ręki. Mimo sporej aktywności Palaciosa, niemal wszystkie uderzenia wyłapywał na rękawice Włodarczyk, który kilka ładnych i celnych ciosów zadał rywalowi w rundach siódmej oraz dwunastej.

Palacios zwany "Czarodziejem" nie podjął żadnego ryzyka prowadzącego do zwycięstwa i bardziej czarował aniżeli uderzał. Natomiast "Diablo" dość spokojnie przyjmował wyczyny rywala, który kilka godzin przed walką odebrał radosną wiadomość, że został ojcem synka.

Sędziowie punktowali: 116:114 dla Włodarczyka, 115:113 dla Palaciosa i 118:112 dla Włodarczyka.

Po walce polski pięściarz też był zdziwiony, że ciosów było niewiele. "Zaboksowałem bezpiecznie dla siebie, a Francisco nie podjął żadnej ryzykownej akcji. Wskakiwał, na jeden, dwa, trzy ciosy, które wyłapywałem na ręce i starałem się oddać, chociaż nie zawsze wychodziło. Kiedy mój lewy dochodził było widać, że jest mocny, a Palacios wyraźnie jakby obawiał się bezpośredniego starcia".

Portorykańczyk zapowiadał, że jedzie do Bydgoszczy po tytuł mistrza świata. "Kiedy się krzyczy tak głośno jak Palacios, że przyjeżdża się do kraju wroga by odebrać tytuł, to podejmuje się ryzyko. Mój rywal go nie podjął i dlatego walka zakończyła się moim zwycięstwem" - podkreślił.

Przyznał, że przez 12 rund trwał pościg za Portorykańczykiem. "Niesamowicie ciężko było mi zagonić go do narożnika, ale i on sam niewiele próbował walczyć. Dziwię się, bo myślałem, że przygotował na mnie coś naprawdę niesamowitego. Nie pozwoliłem mu bić ciosów podbródkowych, którymi z reguły wykańcza swoich przeciwników. Ja też poczułem kilka jego ciosów, jednak większość z nich nie dochodziło, bo bardziej schodziły po rękach. Wydaje mi się, że nie pozostawałem dłużny i moje lewe kilka razy Palacios też poczuł".

Pytany przez dziennikarzy jak ocenia wynik, Włodarczyk odpowiedział: "Zdziwiłbym się, gdyby zawodnik który ucieka, miał wygrać walkę. Gdyby dominował w stu procentach, a ja nie mógłbym go trafić, wpadał w linę, bez dyskusji zdjąłbym pas i oddał. Tutaj tego nie było. Wydaje mi się, że gdyby pojedynek trwał dłużej, tak jak kiedyś 15 rund, wyglądałby zupełnie inaczej".

Z kolei Palacios powiedział: "Otrzymałem tak na prawdę tylko kilka uderzeń. Jeszcze po gongu w ostatniej rudzie czułem, że to ja wygrałem. Gdyby walka odbyła się w innym miejscu, być może werdykt byłby inny. Początek, tak jak wszyscy się spodziewali był jak szachy, próbowaliśmy wyczuć się nawzajem i znaleźć dobre rozwiązanie by celnie trafić. Zdawałem sobie sprawę, że Diablo jest mistrzem świata, że posiada silny cios. Po walce oświadczył, że jeśli nasi menedżerowie się dogadają, jest gotów na rewanż. Ja też jestem na to gotowy i to kiedy tylko chce. Gratuluję Diablo, bo jest naprawdę dobrym i silnym pięściarzem".


niedziela, 20 marca 2011

Zamiast wspaniałej, 12-rundowej walki, była wielka klapa. Witalij Kliczko potrzebował niespełna trzech minut na obronę pasa federacji WBC w wadze ciężkiej.


W Kolonii w niecodziennych okolicznościach pokonał Kubańczyka Odlaniera Solisa.

Prawdopodobnie jesienią czempion spotka się w Polsce z Tomaszem Adamkiem.

Pod koniec pierwszej rundy, po wydawało się niezbyt groźnym uderzeniu prawą rękawicą Kliczki Solis przewrócił się na ring. W momencie upadku źle postawił prawą nogę i - jak mówił w wywiadzie telewizyjnym doktor Stefan Holthusen - skręcił ją w kolanie. Z powodu urazu Kubańczyk nie był w stanie kontynuować walki, a meksykańskiemu sędziemu Jose Guadalupe Garcii nie pozostało nic innego, jak ją przerwać.

- To wielki pech, ale naprawdę doznałem urazu - powiedział zawstydzony Kubańczyk.

Bardzo zawiedziony był nie tylko Kliczko (bilans 42-2), ale i 19 tysięcy kibiców zgromadzonych na trybunach hali w Kolonii. - Wszyscy jesteśmy rozczarowani, że pojedynek trwał tylko rundę. Przygotowałem się na o wiele dłuższą potyczkę - powiedział prawie 40-letni Kliczko, który przekonywał, że "sprawcą" całego zamieszania był jego nokautujący cios.

Solis, który miał jako pierwszy Kubańczyk zdobyć zawodowe mistrzostwo świata kategorii ciężkiej, tłumaczył, że źle stanął, stąd uraz i szybka pierwsza porażka w karierze, po 17 zwycięstwach z rzędu. Jego słowa potwierdził promotor Ahmet Oner. -To nie był nokaut, chodzi o kontuzję kolana - podkreślał.

30-latek z Hawany, nazywany "Cieniem" (La Sombra), rozpoczął bardzo mądrze konfrontację z dwumetrowym Kliczką (Solis mierzy 187 cm), boksował bardzo spokojnie, próbował wciągnąć rywala, jednocześnie szukając szansy na kontrę. Misternie ułożony plan realizował przez zaledwie sto kilkadziesiąt sekund.

O Solisie mówiło się, że może pokonać prawie 40-letniego Kliczkę i powtórzyć sukcesLennoksa Lewisa z 2003 roku. Kubańczyk chwalił się, że ciężko pracował podczas kilkutygodniowego obozu w hiszpańskich górach, a na uwiarygodnienie swych słów pokazał podczas oficjalnego ważenia odmienionego, wyszczuplonego boksera - ważył 112 kg, podczas gdy jeszcze niedawno było to 122-123 kg. Brytyjczyka

Jako amator zdobył mistrzostwo olimpijskie w Atenach i dwukrotnie mistrzostwo świata (2001, 2003) w kategorii ciężkiej, w której obowiązywał limit 91 kg. Po trzecie złoto MŚ sięgnął w 2005 roku, ale w superciężkiej (+91 kg). Już na przełomie wieków Kubańczyk jawił się jako przyszła gwiazda zawodowych ringów. Zdobył mistrzostwo świata juniorów, wygrał dwie z trzech walk z legendarnym rodakiem, trzykrotnym mistrzem olimpijskim Feliksem Savonem, w tym tuż przed igrzyskami w Sydney, ale do Australii nie pojechał. To go jednak nie zniechęciło, o czym świadczył sukces na igrzyskach w Grecji w 2004 roku, a wcześniej m.in. zwycięstwo przez techniczny nokaut z Brytyjczykiem Davidem Haye'm w finale MŚ-2001 w Belfaście.

Solis był gwiazdą jako amator (na 227 pojedynków nie wygrał tylko 14), siedmiokrotnym mistrzem kraju, ale marzyły mu się sukcesy wśród profesjonalistów. Dlatego pod koniec 2006 roku, wspólnie z innymi złotymi medalistami igrzysk w Atenach opuścił w tajemnicy zgrupowanie kubańskiej reprezentacji w Caracas (przed igrzyskami Panamerykańskimi) i poleciał do Stanów Zjednoczonych, a następnie podpisał kontrakt w Niemczech z Onerem.

Na prawdziwe sukcesy w zawodowym pięściarstwie Solis musi jeszcze poczekać. Witalij Kliczko i jego brat Władimir mają w dorobku trzy z czterech pasów najważniejszych federacji. Jeśli na przełomie czerwca i lipca Wołodia odbierze Brytyjczykowi Davidowi Haye'owi tytuł WBA, dojdzie do bezprecedensowej sytuacji. Być może we wrześniu ten stan rzeczy zmieni Adamek, który ma się zmierzyć z Witalijem. Prawie rok temu ze starszym z Kliczków przegrał inny Polak - Albert Sosnowski.

czwartek, 17 lutego 2011

Anna Rogowska i Iwan Uchow dostarczyli najwięcej emocji widzom mityngu Pedro`s Cup w Bydgoszczy. Polka wynikiem 4,76 wygrała z najgroźniejszą rywalką Swietłaną Fieofanową (4,70), a Rosjanin rezultatem 2,36 pokonał w skoku wzwyż Donalda Thomasa (Bahamy).


Konkurs pchnięcia kulą zdominowali Amerykanie. Ryan Whiting zwyciężył, uzyskując 20,78, a Adam Nelson zajął drugie miejsce z odległością 20,51. Trzecią lokatę zajął Niemiec Ralf Bartels - 20,42.

Największe oczekiwania towarzyszyły występowi Iwana Uchowa, który w tym sezonie miał najlepsze wyniki na świecie i zapowiedział bicie rekordu świata właśnie w Bydgoszczy. Rosyjski skoczek dwa razy w tym sezonie był bliski poprawienia 22-letniego rekordu Kubańczyka Sotomayora (2,43). Uchow dwukrotnie skoczył już 2,38 - 29 stycznia w miejscowości Hustopece w Czechach oraz 9 lutego w Bańskiej Bystrzycy na Słowacji.

Dodatkową mobilizacją dla Rosjanina była obecność w hali "Łuczniczka" samego Sotomayora. "Gorąco kibicuję Iwanowi, czekam aż ktoś wreszcie pobije mój, już stary, rekord. Przypominają mi się czasy kiedy sam skakałem i brałem udział w tego typu mityngach. Chciałbym tutaj startować, bo atmosfera i warunki do rywalizacji są znakomite. To jednak już nie te lata, nie ta kondycja" - powiedział rekordzista świata.

Uchow wynikiem 2,36 ustanowił nowy rekord bydgoskiego mityngu. Swój występ w +Łuczniczce+ zakończył trzema nieudanymi próbami na wysokości 2,41. Drugie miejsce w skoku wzwyż zajął reprezentant Bahamów Donald Thomas (2,32), trzeci był Jarosław Baba z Czech (2,27), a czwarty Robert Wolski (2,24).

W skoku o tyczce zupełnie nie powiodło się Monice Pyrek. Udział w mityngu zakończyła po pokonaniu w trzeciej próbie poprzeczki na wysokości zaledwie 4,40. Kolejna wysokość (4,50) okazała się barierą nie do pokonania. Niespodzianką była postawa Brytyjki Holly Bleasdale, która zajęła trzecie miejsce, wyrównując swój rekord życiowy (4,50).

Rogowska i Fieofanowa od wysokości 4,58 toczyły walkę o zwycięstwo między sobą. Prowadzenie objęła Rosjanka, która jako pierwsza pokonała wysokość 4,70. Rogowska po nieudanej próbie na tej wysokości przeniosła skok na 4,76 i zaliczyła tę wysokość w drugim skoku. Fieofanowa nie była w stanie skoczyć tak wysoko - zakończyła dwiema nieudanymi próbami na 4,76 i jedną na 4,82. Polka próbowała jeszcze wyrównać rekord mityngu Jeleny Isinbajewej z 2007 roku - 4,84, ale bezskutecznie.

Wyniki skoku o tyczce:

1. Anna Rogowska (Polska) 4,76

2. Swietłana Fieofanowa (Rosja) 4,70

3. Holly Bleasdale (Wielka Brytania) 4,50

4. Monika Pyrek (MKL Szczecin) 4,40

5. Karmen Bunikowska (AZS-AWFiS Gdańsk) 4,20

6. Kate Dennison (Wielka Brytania) 4,20

Wyniki skoku wzwyż:

1. Iwan Uchow (Rosja) 2,36

2. Donald Thomas (Bahamy) 2,32

3. Jaroslav Baba (Czechy) 2,27

4. Robert Wolski (MKLA Łęczyca) 2,24

5. Dusty Jonas (USA) 2,20

. Jarosław Rutkowski (WLKS Siedlce-Iganie Nowe) 2,20

. Rashid Ahmed Al-Mannai (Katar) 2,20

8. Nicola Ciotti (Włochy) 2,20

9. Giulio Ciotti (Włochy) 2,20

. Victor Moya (Kuba) 2,20

11. Wojciech Theiner (AZS-AWF Katowice) 2,15

12. Konrad Owczarek (AZS KU Politechniki Opolskiej Opole) 2,15

Wyniki pchnięcia kulą:

1. Ryan Whiting (USA) 20,78

2. Adam Nelson (USA) 20,51

3. Ralf Bartels (Niemcy) 20,42

4. Maris Urtans (Łotwa) 19,80

5. Nedzad Mulabegovic (Chorwacja) 19,73

6. Marco Fortes (Portugalia) 19,43

7. Andy Dittmar (Niemcy) 18,70

8. Kamil Zbroszczyk (KKL Kielce) 18,50

niedziela, 30 stycznia 2011

Belgijka Kim Clijsters wygrała Australian Open, odnosząc pierwsze zwycięstwo na twardych kortach w Melbourne Park. W finale pokonała Chinkę Na Li 3:6, 6:3, 6:3. Serb Novak Djokovic po raz drugi zwyciężył w wielkoszlemowym Australian Open (pula nagród 24 mln dol. austral.) na twardych kortach w Melbourne. W finale tenisista z Belgradu, triumfator tego turnieju z 2008 roku, pokonał Szkota Andy'ego Murraya 6:4, 6:2, 6:3.

Clijsters przerwała serię dwóch australijskich zwycięstw Amerykanki Sereny Williams, która nie przystąpiła do obrony tytułu w wyniku kontuzji stopy.

Rekordzistką w liczbie triumfów w Melbourne jest Australijka Margaret Smith-Court, która w latach 60. i 70. wygrywała turniej jedenaście razy. Druga w klasyfikacji wszech czasów, z sześcioma zwycięstwami, jest jej rodaczka Nancye Wynne-Bolton. Pierwszą wygraną odnotowała w 1937, a ostatnią - w 1951 roku.

Szkot przystąpił do odrabiania strat dopiero, gdy na tablicy pokazał się wynik 0:5, choć raczej zryw ten wynikał z chęci uniknięcia przegrania seta do zera. Wtedy utrzymał swojego gema, po czym od razu przełamał podanie rywala na 2:5. Gdy wydawało się, że zacznie gonić Djokovica, po serii równowag i obustronnych przewag, ponownie dał się przełamać, po kolejnych 40 minutach gry.

Nadzieje na odwrócenie losów finału pojawiły się u niego tylko na chwilę, gdy rozpoczął od "breaka" trzeciego seta. Później jednak przegrał w fatalnym stylu trzy gemy. Choć zdołał jeszcze wyrównać, to w jego grze brakowało wciąż agresji i determinacji, jaką prezentował we wcześniejszych pojedynkach.

Od stanu 3:3 już nie potrafił wygrać gema, oddając całkowicie inicjatywę w grze rywalowi. Pomógł mu też w decydującym gemie, w którym dwa ostatnie jego uderzenia trafiły w siatkę. Mecz trwał dwie godziny i 39 minut. Szkot popełnił w nim 47 niewymuszonych błędów, przy 33 po stronie Djokovica.

Odbierając puchar i czek na sumę 2,2 miliona dolarów australijskich Djokovic nie omieszkał podziękować ojcu i bratu, tworzącym jego team szkoleniowy: "Tenis jest sportem indywidualnym, ale na to, bym mógł tu dzisiaj stać, musi ciężko popracować kilka osób. Widzicie ich dzisiaj tam w moim boksie".

Zasiadła w nim, zresztą podobnie jak podczas poprzednich jego meczów, Ana Ivanovic, była liderka rankingu WTA Tour. Sama odpadła w Melbourne w pierwszej rundzie, choć była rozstawiona z numerem 19. Jednak została tu i do końca kibicowała koledze z reprezentacji narodowej, z którym w styczniu grała w Perth w Pucharze Hopmana, nieoficjalnych mistrzostwach świata drużyn mieszanych.

Wyniki finałów Australian Open 2011:

-

gra pojedyncza mężczyzn -

Novak Djokovic (Serbia, 3) - Andy Murray (W.Brytania, 5) 6:4, 6:2, 6:3

-

gra pojedyncza kobiet -

Kim Clijsters (Belgia 2) - Na Li (Chiny, 9) 3:6, 6:3, 6:3

-

gra podwójna mężczyzn -

Bob Bryan, Mike Bryan (USA, 1) - Mahesh Bhupathi, Leander Paes (Indie, 3) 6:3, 6:4

-

gra podwójna kobiet -

Gisela Dulko, Flavia Pennetta (Argentyna, Włochy, 1) - Wiktoria Azarenka, Maria Kirilenko (Białoruś, Rosja, 12) 2:6, 7:5, 6:1

-

gra mieszana -

Katarina Srebotnik, Daniel Nestor (Słowenia, Kanada, 2) - Yung-Jan Chan, Paul Hanley (Tajwan, Australia) 6:3, 3:6, 10-7.

-

gra pojedyncza juniorów -

Jiri Vesely (Czechy, 1) - Luke Saville (Australia) 6:0, 6:3

-

gra pojedyncza juniorek -

An-Sophie Mestach (Belgia, 2) - Monica Puig (Portoryko, 5) 6:4, 6:2

-

gra podwójna juniorów -

Filip Horansky, Jiri Vesely (Słowacja, Czechy, 2) - Ben Wagland, Andrew Whittington (Australia, 3) 6:4, 6:4

-

gra podwójna juniorek -

An-Sophie Mestach, Demi Schuurs (Belgia, Holandia, 6) - Eri Hozumi, Miyu Kato (Japonia) 6:2, 6:3

piątek, 28 stycznia 2011

Szkot Andy Murray wygrał w drugim półfinale Australian Open z Hiszpanem Davidem Ferrerem 4:6, 7:6, 6:1, 7:6 i w finale zmierzy się z Novakiem Djokoviciem.

Murray ponownie rozbudził odwieczne nadzieje brytyjskich kibiców tenisa na pierwszy triumf ich zawodnika w Wielkim Szlemie od 75 lat. Jako ostatni dokonał tego Fred Perry w 1936 roku, gdy po raz trzeci z rzędu wygrał Wimbledon. Nikomu z jego rodaków to się nie udało w ponad 270 następnych turniejach.

Szkot powtórzył ubiegłoroczny wynik, pokonując w piątkowym półfinale Hiszpana Davida Ferrera (nr 7.) 4:6, 7:6 (7-2), 6:1, 7:6 (7-2). Natomiast dzień wcześniej Djokovic (3.) wyeliminował broniącego tytułu Szwajcara Rogera Federera (2.) 7:6 (7-3), 7:5, 6:4.

Murray niezbyt dobrze rozpoczął mecz z Ferrerem; w dziesiątym gemie nieoczekiwanie przegrał swój serwis i zarazem pierwszego seta. W drugim od razu wyszedł na 2:0, ale Hiszpan odrobił stratę; później doprowadził do tie-breaka. W nim jednak górę wzięła agresywna i ryzykowna gra Szkota, który odskoczył na 6-0, zanim oddał trzy punkty rywalowi.

Również dwie następne partie były wyrównane. O losach meczu zadecydował drugi tie-break, tym razem rozstrzygnięty przez Murraya wynikiem 7-2, po trzech godzinach i 46 minutach walki.

W zgodnej opinii fachowców i notowaniach bukmacherów w finale mieli się spotkać dwaj najlepsi obecnie zawodnicy w rankingu ATP World Tour - Hiszpan Rafael Nadal (nr 1.) i Szwajcar Roger Federer (2.). Tenisista z Majorki triumfował już raz w Australii w 2009 roku. Tym razem miał szansę skompletować niekalendarzowego Wielkiego Szlema, bowiem w ubiegłym roku wygrał kolejno Roland Garros, Wimbledon i US Open. Odpadł jednak w ćwierćfinale, w którym przegrał z kontuzją mięśnia uda i Federerem.

Mimo kłopotów z nogą Hiszpan walczył zacięcie o każdy punkt i starał się nie oddawać pola rodakowi. Nie był jednak w stanie prowadzić wyrównanej walki i przegrał w trzech setach. Podobnie Federer, choć zdrowy, sprawiał wrażenie nieobecnego. Chyba większym problemem od dobrze spisującego się Djokovica były kłopoty z utrzymaniem koncentracji, co odbiło się na precyzji uderzeń.

Federer nie zdobędzie w Melbourne rekordowego 17. tytułu w Wielkim Szlemie, a piątego w Australian Open, który wygrywał w 2004 roku, w latach 2006-07 i w ubiegłym sezonie. W sumie można stwierdzić, że w jakimś stopniu spełniła się butna zapowiedź Djokovica sprzed trzech lat.

Na jednej z konferencji prasowych tenisista z Belgradu mówił o pokoleniowej zmianie i przerwanie dominacji duetu Nadal-Federer w ATP Tour. W niedzielę stanie przed szansą powtórzenia sukcesu sprzed trzech lat, gdy odniósł pierwsze i jak dotychczas jedyne zwycięstwo w imprezie wielkoszlemowej.

Natomiast Murray, w swoim trzecim występie w finale jednego z czterech najważniejszych turniejów w sezonie, będzie walczył o pierwszy tytuł. Przed rokiem w Melbourne musiał uznać wyższość Federera, we wrześniu w US Open - Nadala. Teraz po drugiej stronie siatki stanie numer trzy na świecie, więc - przynajmniej teoretycznie - szanse Szkota wzrosły.

Obaj często razem trenują. Bilans ich dotychczasowych pojedynków jest korzystny dla Serba 4-3 (na twardych kortach jest 3-3), ale trzy ostatnie mecze rozstrzygnął na swoją korzyść Murray.

Wyniki spotkań 1/2 finału gry pojedynczej mężczyzn:
Andy Murray (W.Brytania, 5) - David Ferrer (Hiszpania, 7) 4:6, 7:6 (7-2), 6:1, 7:6 (7-2)
Novak Djokovic (Serbia, 3) - Roger Federer (Szwajcaria, 1) 7:6 (7-3), 7:5, 6:4

czwartek, 27 stycznia 2011

Była liderka rankingu tenisistek Belgijka Kim Clijsters, rozstawiona z numerem trzecim, zmierzy się z Chinką Na Li (nr 9.) w sobotnim finale wielkoszlemowego turnieju Australian Open (z pulą nagród 24 mln dol. austral.) na twardych kortach w Melbourne Park.

Clijsters bez większych problemów uporała się w półfinale z drugą obecnie tenisistką świata Rosjanką Wierą Zwonariewą 6:3, 6:3 i po raz drugi wystąpi w australijskim finale. W 2004 roku przegrała walkę o tytuł z rodaczką Justine Henin. W środę, w ćwierćfinale, 27-letnia Belgijka wyeliminowała z turniej Agnieszkę Radwańską (12.).

Natomiast 26-letnia Li jest pierwszą w historii Wielkiego Szlema reprezentantką z Chin, jaka wystąpi w finale jednego z czterech najważniejszych turniejów w sezonie. Ubiegłoroczna półfinalistka w pierwszym czwartkowym meczu wyeliminowała liderkę rankingu WTA Tour - Dunkę polskiego pochodzenia Caroline Wozniacki 3:6, 7:5, 6:3. Grały ponad dwie i pół godziny.

Wyniki 1/2 finału gry pojedynczej kobiet:

Na Li (Chiny, 9) - Caroline Wozniacki (Dania, 1) 3:6, 7:5, 6:3

Kim Clijsters (Belgia, 3) - Wiera Zwonariewa (Rosja, 2) 6:3, 6:3

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7