Sporty ekstremalne

wtorek, 23 listopada 2010

Kontynuacja słynnej, rozgrywanej już od sześciu lat "Selekcji" - surviwallowo - militarystycznej gry terenowej. Imprezy która dopracowała się dużego uznania wśród ludzi zainteresowanych tematyką militarystyczna i sportami ekstremalnym. Tegoroczna (zorganizowana pod nowym logiem X2) edycja programu ściągnęła jak co roku dużą grupę śmiałków gotowych by sprawdzić się w ekstremalnych warunkach.



Pierwszy etap gry, tzw. "PRESELEKCJA" przeprowadzona w Pucku pozwoliła na wyselekcjonowanie najlepszych stu spośród czterystu trzydziestu (430) przybyłych ochotników.

Ci którym udało się przejść preselekcję, nie mają czasu na odpoczynek. Od razu dostają pierwsze zadanie: do południa dnia następnego mają "na własną rękę" dostać się do Drawska Pomorskiego, gdzie na wojskowym poligonie odbyły się następne etapy ekstremalnej gry. Zasady są bardzo proste: kto nie będzie na oznaczonym miejscu o 12:00 ma pecha, odpada.

Na poligonie czekają na nich zadania wzorowane na testach do jednostek specjalnych takich jak Seals, amerykańskiej Delta Force, czy polskiego Gromu. Nikt z uczestników nie wie tak na prawdę co go czeka i jakie słabości będzie musiał pokonać, ale każdy z Nich głęboko wierzy, że to właśnie jemu uda się ukończyć ekstremalną "SELEKCJE". Instruktorzy na czele z majorem Kupsem przywitali przybyłych na "Drawsko" ochotników dwudziesto kilometrowym szybkim marszem, który, jak się okazało, był tylko przedsmakiem tego co miało się wydarzyć wciągu następnych czternastu wyczerpujących godzin, dzielących ich od snu.

Od momentu przybycia na poligon wszyscy uczestnicy "stracili" imiona i nazwiska ("przestali być ludźmi"), stali się numerami. Już po pierwszych, stosunkowo "łatwych" testach najsłabsi zrozumieli, że to nie jest impreza dla nich - oddali swoje numerki - dla nich ta ekstremalna przygoda już się skończyła.

Wszystkie konkurencje przygotowano tak, aby jednocześnie sprawdzały wytrzymałość fizyczną i psychiczną potencjalnego komandosa. Śpią pod gołym niebem po trzy, cztery godziny na dobę. Jeść dostają tylko raz dziennie, ale najbardziej dokuczliwe jest pragnienie. Nie każdy potrafi rozsądnie gospodarować skromnym przydziałem wody. Po kolejnym forsownym nocnym marszu uczestnicy jeden po drugim oddają swoje "numery", nie wytrzymali. Drugiego dnia na poligonie zostało ich już tylko siedemdziesięciu, ale wszyscy wiedzą że z każdym dniem będzie ich mniej. Każdy z tych śmiałków myśli tylko o tym żeby przetrwać, jeśli nie do końca to chociaż do następnego dnia, do następnej konkurencji, do następnego zakrętu, ale z każdą pokonaną przeszkodą coraz bardziej dają się we znaki kontuzje i źle dobrany ekwipunek.

Czeka ich między innymi przeprawa przez bagno z cztero metrowymi kłodami na ramieniu, wspinaczka na dwudziesto metrową ścianę treningową czy zejście bez asekuracji do studni z wodą, z której można się wydostać jedynie podziemnymi tunelami. Klaustrofobia czy lęk wysokości nie są dla instruktorów żadnym wytłumaczeniem. Zadanie musi być wykonane. Każdy test wykonują na czas i za każdym razem są osobno punktowani, a suma tych wyników zdecyduje o tym kto przetrwa.

Uczestnicy utrzymywani są w ciągłym napięciu i niepewności. Sprawdzana jest ich odporność psychiczna i umiejętności działania w ekstremalnym stresie. Codziennie muszą zapamiętywać kolejne kombinacje numerów i haseł, które nawet po obudzeniu w środku nocy muszą wyrecytować bezbłędnie, jeśli nie pamiętasz dostajesz ostrzeżenie. Trzy takie ostrzeżenia i odpadasz, więc nawet w marszu powtarzają sobie te hasła jak "mantrę" upewniając, że wciąż je pamiętają.

Za ciężki plecak, pęcherze na stopach albo po prostu za słaba kondycja eliminują z gry kolejnych twardzieli. Zasady są jasne i proste: ukończyć "SELEKCJE X2" mogą tylko najlepsi i najwytrwalsi. W tym roku udało się to dwudziestu jeden najbardziej odpornym facetom i jednej dziewczynie, która okazała się być lepsza od czterystu ekstremalnie przygotowanych "żołnierzy".

Ochotnicy z grona tych nielicznych którym udało się przejść tą wyczerpującą imprezę, mogą wziąć udział w "SUPER SELEKCJI", ale tam najlepszy może być tylko jeden i to on zgarnia wszystko - tytuł i nagrody warte bagatela dwadzieścia tysięcy złotych.

piątek, 12 listopada 2010

Paintball

Można powiedzieć, że jest to wersja dziecięcych bitew gdzie używało się plastikowych pistoletów, czy bawiło w Indian tylko dla nieco starszych Teraz już jako dorośli możemy zapewnić sobie fascynującą grę. Innymi słowy jest to taktyczno militarna gra zespołowa.



Strzela się z pneumatycznych pistoletów ( nie wymagają pozwolenia na broń) żelatynowymi kulkami wypełnionymi kolorowym barwnikiem spożywczym, które ulegają całkowitej biodegradacji. Jednak nie chodzi tu tylko o to aby sobie postrzelać. Jak już wspomniałem jest to doskonała gra taktyczna, podczas której mamy do zrealizowania określone cele oraz staramy się nie dopuścić do tego aby te cele udało się zrealizować naszym przeciwnikom.

Możemy wyróżnić dwie odmiany paintball-u. Po pierwsze paintbal leśny, gdzie gra rozgrywa się na dosyć dużym obszarze, zazwyczaj nie ustala się tutaj limitu czasowego. Wymaga dużej cierpliwości, prowokuje do urządzania zasadzek na przeciwników. Celem może być zdobycie flagi przeciwnika, czy wyeliminowanie wszystkich "wrogów".

Drugim wariantem jest tzw. Spedball. Tutaj gra rozgrywa się na znacznie mniejszym obszarze, czas jest limitowany a gra toczy się znacznie bardziej dynamicznie. Przeszkody sztucznie ustawione mogą być np. dmuchane. Celem jest wyeliminowanie możliwie jak największej ilości przeciwników, a wygrywa ta drużyna która zdobędzie jak największą ilość punktów.

piątek, 13 sierpnia 2010

Base jumping

B.A.S.E. - Building (budynek), Antenna (antena), Span (przęsło), Earth (ziemia). Jeden z najniebezpieczniejszych sportów ekstremalnych. Polega na skokach z różnych obiektów, w zasadzie ze wszystkiego co jest wystarczająco wysokie. Najczęściej są to wieżowce, mosty, maszty, urwiska, wodospady...

Popularne miejsca skoków 

  • Kjerag, Norwegia
  • Ściana Troli, Norwegia
  • Engelberg, Szwajcaria
  • Lauterbrunnen, Szwajcaria
  • El Capitan, Stany Zjednoczone
  • Glacier Point, Stany Zjednoczone
  • Half Dome, Stany Zjednoczone
  • New River Gorge Bridge, Stany Zjednoczone
  • Perrine Bridge, Stany Zjednoczone
  • Sasso Pordoi, Włochy
  • Angel Falls, Wenezuela

Czynniki ryzyka 

Głównymi czynnikami ryzyka jest krótki czas, jaki skoczek ma na otwarcie spadochronu, oraz odległość, jaka dzieli go podczas lotu od obiektu, z którego skacze. Nie bez znaczenia jest również to, że base jumper wyposażony jest na ogół tylko w jeden spadochron (posiadanie zapasowego jest często zbędne ze względu na krótki czas lotu, co uniemożliwia jego otwarcie). Kolejnym problemem jest samo lądowanie, które z reguły odbywa się na dość małej przestrzeni.

Częstym czynnikiem powodującym śmierć spadochroniarzy jest nieprawidłowe ułożenie czaszy w plecaku i zgubna w skutkach pewność siebie. Ważnym czynnikiem jest też adrenalina, która powoduje pobudzenie organizmu i uśpienie czujności skoczka.

Ze względu na wyżej wymienione czynniki ryzyka base jumping uważany jest za najbardziej niebezpieczną odmianę skoków spadochronowych.

Wypadki śmiertelne 

Poczynając od 11 kwietnia 1981 do 1 września 2008, zginęło co najmniej 123 skoczków uprawiających ten sport. Jeden z ostatnich śmiertelnych wypadków miał miejsce 13 listopada 2009.

  • 26 marca 2009 we włoskich Dolomitach podczas kręcenia spotu reklamowego zginął Shane McConkey, uważany za pioniera ekstremalnego narciarstwa[2] i znany z połączenia BASE jumpingu z narciarstwem.
  • 13 listopada 2009 w szpitalu w Zurychu zmarł w wyniku odniesionych obrażeń Ueli Gegenschatz, szwajcarski BASE jumper, paralotniarz i skydiver; kilkukrotny rekordzista świata. Dwa dni wcześniej wykonał skok z 88-metrowego wieżowca Sunrise Tower w Zurychu. Podmuch wiatru spowodował, że stracił kontrolę nad skokiem, a następnie z impetem uderzył w ziemię.
piątek, 07 maja 2010

Hydrospeed, jest najnowszym odkryciem ostatnich lat. Nie tak dawno temu można było oglądać w telewizji Bogusława Linde uprawiającego sporty ekstremalne. Jedna z jego przygód był właśnie hydrospeed. Uprawiając ten sport trzeba być przygotowanym na wiele siniaków. Bowiem nawet gruba pianka jaka każdy ma na sobie nie chroni całkowicie przed wszystkimi kamieniami na które wpada się po drodze.


Głównym bowiem założeniem jest to iż spływamy nurtem rzeki leżąc na plastikowej desce. Tylko ze spora część naszego ciała wystaje poza jej obręb. Ale jest to tez i największą zaleta hydrospeed-u. Bowiem przecież chyba właśnie o to chodzi aby poczuć adrenalinę płynącą w naszych żyłach, nawet trochę się pooptukiwac aby przeżyć niesamowita przygodę.

Na pewno hydrospeed wymaga od nas sporego wysiłku, i nie najgorszej kondycji. Ale przecież ta potrzebna jest do uprawiania prawie każdego sportu. Bez wątpienia przydatna jest tez umiejętność pływania - wkoncu płyniemy dzika rzeka. A przdewszystkim powinniśmy na początek mieć doświadczonych i odpowiedzialnych instruktorów, którzy będą dbać o nasze bezpieczeństwo.

Wybierając się gdzieś na rafting czy canyoning warto również sprawdzić czy będziemy w danym miejscu mogli także spróbować hydrospeed-u. Był by to miły dodatek do naszej wyprawy, który na pewno wniósł by mnóstwo kolejnych wrażeń.
Gorąco polecamy!

wtorek, 27 kwietnia 2010

Kolejki górskie

Nie ma to jak dobra kolejka górska!



Jedna z najlepszych jakimi miałem okazje się przejechać jest niedawno wybudowana kolejka we włoskim wesołym miasteczku "Mirabilandia" położonym niedaleko od Rawenny.

Kolejka ta ma długość 1200m, wyjeżdża na 50m w gore i osiąga prędkość 110km/h. Cala trasę pokonuje w ok. 90s. Można przyjrzeć się jej na zdjęciach obok. Do pierwszego wagonika jest osobna kolejka i gorąco polecam odstanie trochę dłużej aby do niego się dostać. Robi wrażenie, szczególnie za pierwszym razem. Wagoniki przyczepione są do szyn znajdujących się u góry tak ze siedząc nogi luźno wiszą w powietrzu. Jadąc obraca się we wszystkie strony tzn. oprócz zwykłych pętli również dookoła własnej osi. Po drodze mamy jeszcze dodatkowe atrakcje w postaci krótkiego tunelu pod ziemia. Dodatkowo po ok. 2/3 trasy kolejka gwałtownie zwalnia, aby po chwili znowu przyśpieszyć co jeszcze zwiększa jej atrakcyjność.

Więcej na temat tej kolejki można się dowiedzieć na stronach: www.mirabilandia.it

Znacznie bliżej bo w Budapeszcie można znaleźć tradycyjna kolejkę górską, tzn. wagonik jadący po szynach. Ma ona jedna pętlę gdzie gdzie jedziemy po wewnętrznej części toru robiąc obrót o 360*. Jest dosyć krotka, ale tez warto się nią przejechać. Bardzo ciekawe mogą być tez starsze kolejki, jeszcze z drewnianymi podporami. Gdzie jadąc tory skrzypią pod ciężarem wagoników. Powiew historii i świetna zabawa.

Innym rozdziałem są kolejki jak ta na zdjęciu poniżej. Nie są one szybkie, nie posiadają pętli. Ale są równie ekscytujące, przede wszystkim za sprawa zakrętów o 180*. Wagonik dojeżdża tak daleko ze nie widać już torów i gwałtownie zmienia kierunek. W głowie kreci się bardziej niż na najszybszych nowoczesnych torach.

 

wtorek, 23 marca 2010

Adventure Trophy (Salomon Trophy / The North Face Adventure Trophy) to największy i najtrudniejszy rajd ekstremalny rozgrywany w Polsce. Do tej pory rozegrano edycje:

1999r. Jura Krakowsko - Częstochowska,
2000r. Ziemia Kłodzka,
2001r. Bieszczady,
2002r. Pieniny, Gorce i Beskid Sądecki.
2003r. Beskid Śląski, Żywiecki i Mały, Jezioro Żywieckie
2005r. Zakopane
2006r. Zakopane
2007r. Zakopane
2008r. 21 - 25 maja Wisła (Beskid Śląski, Żywiecki oraz Jezioro Żywieckie)

Inspiracją do powstania rajdu Adventure Trophy była niezwykła popularność tego typu imprez na całym świecie i rosnąca w Polsce z roku na rok liczba osób uprawiających sporty ekstremalne. Takie rajdy jak Eco Challange, Rajd Gauloises'a czy Salomon X Adventure należą do najcięższych na świecie. W porównaniu do nich polski Adventure Trophy jest bardzo wysoko oceniany zarówno pod względem organizacyjnym jak i stopniem trudności.

Trasa rajdu składa się z kilku części które są pokonywane na różne sposoby. Część trasy należy przejść pieszo część pokonuje się rowerem, kajakiem lub pontonem. Co jakiś czas organizatorzy przygotowują dodatkowe atrakcje takie jak zjazdy na linach, wspinaczka, przeprawy wodne.

W rajdzie startują czteroosobowe zespoły, uczestnicy muszą mieć ukończone 18 lat.

 

wtorek, 05 stycznia 2010

Buggykiting

Buggykiting - żeglowanie po piachu - "Sport extremalny dla każdego"

Buggykiting polega na "żeglowaniu po lądzie lub piachu" przy pomocy wózka buggy i latawców pełniących rolę żagla. Tak właśnie jest zakwalifikowany przez międzynarodową organizację FISLY (International Federation of Sand and Land Yachting), jako klasa VIII. Klasy I-VII stanowią klasyczne jachty lądowe.

Sport ten dostarcza niezapomnianych wrażeń, dawkę adrenaliny (rekordy powyżej 100 km/h).

Jest to jedna z niewielu możliwości podróżowania przy pomocy sił natury. Na świecie organizowane są rajdy np. słynny Transat Des Sables w Mauretanii (Sahara) .

Do uprawiania buggykitingu potrzebny jest wózek buggy i latawce. Odpowiedni sprzęt dobieramy w zależności od stopnia zaawansowania i celu, jaki chce się osiągnąć. Prostszy i bezpieczny dla osób początkujących lub profesjonalny, wymagający większych umiejętności, dla ludzi chcących się ścigać na regatach.

wtorek, 10 listopada 2009

Canyoning

Canyoning - co to takiego?
Sport ten polega na pokonywaniu dzikich rzek. Na drodze napotykamy wodospady, jaskinie itp. Wodospady pokonujemy na rożne sposoby: z mniejszych można skoczyć na większych instruktor spuszcza nas na linie. Cześć rzeki z kolei przepływamy, gdzieniegdzie musimy zanurkować. Cały czas obcujemy z natura, dzikim żywiołem.

Czy każdy może uprawiać canyoning?
Wymagania stawiane uczestnikom są nieco wyższe niż przy raftingu. Mianowicie oprócz umiejętności pływania i ogólnej sprawności, dochodzi jeszcze jeden czynnik a mianowicie czynnik psychologiczny. Tzn. możliwość poprawnego wykonywania komend na wysokościach, które mogą przekraczać 50m. Nie jest natomiast wymagana umiejętność wspinaczki.

Co musze zabrać ze sobą na canyoning?
Tutaj również jak w przypadku raftingu w zasadzie potrzebujesz tylko stroju kąpielowego i ręcznika. Cala resztę tj. piankę, kask czy sprzęt wspinaczkowy powinien zapewnić organizator.

A co z ryzykiem?
Ryzyko związane z Canyoning-iem jest dosyć wysokie, chociaż jest ono minimalizowane poprzez odpowiedni dobór wyszkolonych instruktorów, doskonale wyposażenie i staranny wybór trasy. Duża role odgrywają tutaj warunki pogodowe, co może wpłynąć na zmianę trasy nawet tuz przed wyjściem.

I znowu dochodzimy do pytania za ile gdzie i najlepiej uprawiać canyoning?
Otóż gdzie to kwestia gustu. Ja mogę polecić Austrie, jak również bardzo dobre warunki są na Słowenii. Średnio na jedna turę wydany powyżej 100 DM.

Jak trudny jest to sport? Czy sobie poradzę?
Oczywiście są rożne stopnie trudności. Nikt na początku nie będzie zaczynał od trasy najtrudniejszej. A jeżeli tylko spełniamy podstawowe warunki, jak np. nie najgorsza kondycja to nie ma obaw. W końcu od tego są instruktorzy, kozy nas naucza i dokładnie powiedzą co mamy robić, a także będą czuwać nad naszym bezpieczeństwem.

Na ile wcześniej powinienem zarezerwować miejsce?
Otóż to zależy. Jeśli planujesz wyjazd na canyoning w egzotyczne miejsce to powinieneś pomyśleć o tym z bardzo dużym wyprzedzeniem. Natomiast inaczej sprawa ma się z krótkimi (1-2 dni) wyjazdami w naszej części świata. Niekiedy możesz wcześniej zarezerwować miejsce, ale czasami zdarza się ze organizator nie daje nam takiej możliwości. A to ze względu na zmienne warunki pogodowe. Tak wiec nieraz wystarczy ze zgłosisz się na kilkanaście dni przed planowanym wyjazdem.