ZIO Vancouver 2010

sobota, 06 marca 2010

Była niedziela, 28 lutego. W Vancouver dochodziła trzecia po południu. Ceremonia zamknięcia XXI Zimowych Igrzysk Olimpijskich, zaplanowana na wieczór tego samego dnia, okazała się nagle nieistotna.

Oto Sidney Crosby przypieczętował igrzyska w imieniu Kanady, zdobywając dla swojego kraju zwycięskiego gola w finale olimpijskiego turnieju hokeja na lodzie. W barach Vancouver, gdzie mecz o złoty medal oglądały tysiące kibiców, do góry wzniosły się setki ramion, a gestowi triumfu towarzyszył zbiorowy okrzyk, który brzmiał głośno i czysto jeszcze kwadrans później, gdy tequila zaczęła znikać ze szklanek.

Kto spośród dziarskich, odzianych w czerwone rękawice Kanadyjczyków mógłby prosić o więcej, mając w pamięci początek tych igrzysk, niewesoły dla gospodarzy?

Najlepszy popis na śniegu

Można by tu wskazać sportowca przyciągającego medale niczym magnes, jak Marit Bjoergen z Norwegii, która zdobyła trzy złote krążki, srebro i brąz w biegach narciarskich. To osiągnięcie, które trener Norweżki trafnie porównał do mistrzostwa olimpijskiego wywalczonego przez jednego biegacza podczas letnich igrzysk na dystansach od 800 metrów po maraton.

Można by też wytypować huraganowy przejazd Bode Millera w slalomie kończącym superkombinację, który dał mu jego pierwsze olimpijskie złoto. Ja jednak oddaję swój głos na szwedzką alpejkę Anję Paerson, która stanęła na starcie superkombinacji kobiet niecałą dobę po tym, jak wypadła z trasy w drugim przejeździe slalomu specjalnego.

Najgorszy popis na śniegu

Austriaccy alpejczycy, którzy w Vancouver ani razu nie stanęli na podium. Wybór jest oczywisty, aczkolwiek pamiętajmy, że w tym przypadku zawodnikom udało się przynajmniej minąć pierwszą bramkę.

Taka Marion Rolland z Francji, jedna z czołowych alpejek świata, specjalizująca się w konkurencjach szybkościowych, jak burza ruszyła na trasę zjazdu, by po trzech sekundach (!) stracić równowagę na względnie płaskim fragmencie stoku i upaść. To był ten rodzaj upadku, jaki zalicza początkujący narciarz, wysiadając z wyciągu krzesełkowego.

W tej sytuacji pokusa nerwowego śmiechu było niemal nie do opanowania. Mniej zabawny jest oczywiście fakt, że Rolland zerwała więzadła w lewym kolanie, próbując... wstać, by kontynuować przejazd.

Najlepszy popis na lodzie

Yu-na Kim dała się poznać w Vancouver jako aktorka z szerokim repertuarem: w programie krótkim była ostrą i figlarną "dziewczyną Bonda", w programie dowolnym - elegancką i refleksyjną łyżwiarką. Ale artyzm, bez względu na to, co o nowym systemie sędziowania myśli Jewgienij Pluszczenko, to zaledwie połowa sukcesu.

Najgorszy popis na lodzie

Francuski łyżwiarz Brian Joubert, były mistrz świata, zasługuje na "specjalne uznanie" za swój bezładny program krótki, podczas którego nie wykonał kombinacji skoków i upadł po potrójnym lutzu, by zakończyć ten etap rywalizacji na 18. miejscu - i pokornie nazwać siebie "un petit con", czyli "małym idiotą".

Najlepszy popis w powietrzu

W normalnych okolicznościach Szwajcar Simon Ammann, który stawał na najwyższym stopniu podium w dwóch indywidualnych konkursach skoków narciarskich, byłby więcej niż murowanym faworytem do wygranej w tej kategorii. Ale drugi przejazd Shauna White'a w snowboardowej konkurencji halfpipe był ewolucją nie z tej ziemi.

Najgorszy popis w powietrzu

Skoki narciarskie są dla Finlandii tym, czym narciarstwo alpejskie dla Austrii (w tym momencie powinniście już wiedzieć, do czego zmierzam). Finowie mieli na tych igrzyskach utalentowanych skoczków i powracającego z chwilowej sportowej emerytury Janne Ahonena. Mimo to powody, dla których trafili na czołówki gazet w swoim kraju, dalekie były od radosnych. Na skoczni normalnej Ahonen otarł się o podium, a tydzień później, podczas serii próbnej przed konkursem na skoczni dużej, doznał kontuzji kolana. Dwaj jego koledzy z reprezentacji, Harri Olli i Janne Happonen, zostali zdyskwalifikowani za startowanie w nieprzepisowych kombinezonach. Finowie, jak już pewnie zgadliście, nie zdobyli ani jednego medalu. Czy ktoś tu prosi o oszczep?

piątek, 05 marca 2010

Z jednej strony mamy historyczną olimpiadę z aż sześcioma krążkami, w tym z wyczekiwanym przez 38 lat złotym. Z drugiej jednak zdecydowana większość naszych olimpijczyków bliżej miała do miejsca ostatniego niż tego w pierwszej dziesiątce. A co będzie, jeśli zabraknie samorodnych talentów Adama Małysza i Justyny Kowalczyk?

Pewne jest jedno: pięć spośród sześciu medali, jakie nasi sportowcy wywalczyli w Vancouver nie jest zasługą systemu, strategii rozwoju sportów zimowych, tylko przebłyskiem talentu dwóch indywidualności, które trafiają się raz na sto lat: Adama Małysza i Justyny Kowalczyk.

- Wysyłamy 48 sportowców, a wśród nich są także tacy, którzy teoretycznie nie mają nie tylko medalowych szans, ale też na zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce. Większość z nich jednak to młodzi zawodnicy, którzy mają nabrać olimpijskich szlifów, by za cztery lata w Soczi bić się o wysokie lokaty - mniej więcej tymi słowy filozofię PKOl-u wykładał jego szef, Piotr Nurowski.

Zbyt często w kontekście startów Polaków pojawiały się jednak tytuły tego typu: "Wygrał X, Polacy/Polki daleko". Obrazowały chociażby start panczenistek na 3000 m, w którym Katarzyna Woźniak była ostatnia (28. miejsce, prawie 20 sekund straty do Sablikovej), a Luiza Złotkowska była czwarta od końca. Obie panie, wespół z Katarzyną Bachledą-Curuś, zrehabilitowały się wspaniałą walką uwieńczoną zdobyciem brązowego medalu w drużynie. Radość i gratulacje z okazji tego wyniku nie mogą jednak fałszywie ubarwić szarej rzeczywistości - w Polsce nie ma ani jednej hali do uprawiania łyżwiarstwa szybkiego, a przecież w najważniejszych imprezach wyścigi toczą się właśnie w hali. Lód w hali diametralnie różni się od tego na obiektach otwartych. W biegach mamy "Królową nart" Justynę Kowalczyk. Hurraoptymiści wróżyli jej nawet trzy złote medale. Jesteśmy wdzięczni Justynie i jej trenerowi Aleksandrowi Wierietielnemu za zdobycie jednego złota, dzięki któremu przestaniemy przy każdej olimpiadzie żyć jednym wspaniałym skokiem Wojciecha Fortuny z Sapporo, którego trzy czwarte internautów raczej już nie pamięta.

Mamy szczęście przeżywać starty polskiego sportowca wszech czasów Adama Małysza, który zapowiedział przywiezienie medali i przywiózł z Whistler dwa "srebra". Niemniej przykro to stwierdzić, ale ogólnie reprezentacja polskich skoczków zanotowała regres. W Turynie ze słabiej skaczącym Orłem z Wisły kadra zajęła piąte miejsce, z niewielką stratą do Niemców (oprócz Małysza skakali tam: Stefan Hula, Kamil Stoch i Robert Mateja). Teraz, mimo wspaniałych lotów Małysza, musieliśmy się zadowolić szóstą pozycją, bez szans na awans. - Muszę powiedzieć, że byłem zły na chłopaków - nie kryje prezes PZN-u Apoloniusz Tajner, który prorokował medal naszej drużyny. - Nie skakali tego, co potrafią, Z drugiej strony jednak w skokach nie ma nic na siłę, Jeżeli nie masz swego dnia, to choćbyś nie wiadomo jak się starał, i tak nic nie zwojujesz. A nasi chłopcy, poza Adamem, nie mieli dnia.

Aby w przyszłości nie tłumaczyć się brakiem szczęścia czy złym dniem, związek powinien coś zaradzić na złe zjawisko, jakim jest zbyt wczesna i ostateczna selekcja. Jeżeli ktoś nie zakwalifikuje się do Kadry A (ta startuje w Pucharze Świata) lub do kadry młodzieżowej (zastąpiła kadrę B, startuje w Pucharze Kontynentalnym), właściwie nie ma szans, by kontynuować karierę. - Brakuje cyklicznych krajowych zawodów, na przykład Pucharu Polski, w których mogliby startować zawodnicy spoza kadry. Przez brak okazji do startów wielu chłopaków przedwcześnie pokończyło kariery, że wspomnę choćby Wojtka Topora - zwraca uwagę Robert Mateja, który jest asystentem Hannu Lepistoe.

środa, 03 marca 2010

Prezes PKOl ocenił igrzyska w Vancouver

Cztery lata temu po igrzyskach w Turynie wszyscy uważali, że pod względem organizacyjnym gorzej już być nie może. Jak się okazało Kanadyjczycy obalili mit i "postarali się" pokazać, że wszystko jest możliwe.

Z kraju "Klonowego Liścia" najbardziej szczęśliwi wyjechali Brytyjczycy, którzy ogłosili, że Londyn z Vancouver wygrywa już 1:0.

"Tak może do końca nie jest, bo na taką ocenę należy poczekać jeszcze dwa lata, ale po Kanadyjczykach spodziewałem się więcej. Jedynym plusem minionych igrzysk są wolontariusze i to nie ci młodzi, a starsi emeryci - pogodni, uśmiechnięci, otwarci, życzliwi i zawsze do dyspozycji" - ocenił prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski.

Organizatorzy pokazali się z niezwykłej restrykcyjności i przestrzegania wszelkich przepisów.

"Pod tym względem przebili nawet Chińczyków. Miałem dwie poważne scysje w strefie mieszanej, gdzie dziennikarze mogą spotykać się ze sportowcami. Raz gdy chciałem podejść do Adama Małysza z gratulacjami. O pół metra przekroczyłem dozwoloną linię i rzuciła się na mnie wolontariuszka, wypchnęła i myślałam, że mi przy tym ręce wykręci. Podobna sytuacja była po sprinterskim biegu Justyny Kowalczyk. Wtedy nawet policjant stanął w mojej obronie" - wspomniał Nurowski.

Prezydent MKOl: Sędziowanie bez zarzutu

Sędziowanie w łyżwiarstwie figurowym podczas igrzysk w Vancouver było bez zarzutu - ocenił przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Jacques Rogge.

Rosjanin Jewgienij Pluszczenko bardzo narzekał na wyniki konkurencji solistów. Przegrał z Amerykaninem Evanem Lysacekiem, mimo że był jedynym w stawce, który czysto wylądował po wykonaniu skoku z czterema obrotami. Jednak zdaniem szefa MKOl, nie było nic do skrytykowania.

"MKOl dyskutował sprawę z Międzynarodową Unią Łyżwiarską (ISU). Sędziowanie było bez zarzutu. Wprowadzono system, który został zaakceptowany" - podkreślił Rogge.

Wspomniał o systemie przyjętym po skandalu w zimowych igrzyskach 2002 w Salt Lake City. Skandalu, który doprowadził do tego, że MKOl musiał przyznać duplikatowy komplet złotych medali kanadyjskiej parze sportowej Jamie Sale - David Pelletier, poza złotymi krążkami dla Rosjan Jeleny Bierieżnej i Antona Sicharulidze. Nowy system zmniejszył możliwości oszukiwania przez sędziów, lub stronniczości, ale wymaga od łyżwiarzy większej różnorodności ich popisów.

wtorek, 02 marca 2010

Ponad 350 osób powitało Justynę Kowalczyk, która w poniedziałek wieczorem dotarła do rodzinnej Kasiny Wielkiej. Mistrzyni olimpijska w biegu narciarskim na 30 km przyznała, że jest bardzo zmęczona, chora i chce odpocząć.

"To bardzo miło mieć najwierniejszych kibiców w Polsce. Teraz jednak jestem bardzo zmęczona, chora i chciałabym po prostu odpocząć" - tłumaczyła Kowalczyk przed progiem swego domu.

Mimo to poświęciła kwadrans na rozdawanie autografów. Mieszkańcy Kasiny skandowali: "Justyna, Justyna", "Dziękujemy, dziękujemy". Kilka razy odśpiewano "Sto lat", były też fajerwerki. Zdobywczyni trzech medali zimowych igrzysk w Vancouver dostała kwiaty od władz samorządowych i miejscowej szkoły oraz pokaźny tort od fanklubu.

 

- Wstępnej oceny można już dokonać, generalnie występ w Vancouver jest to najlepszy start polskich sportowców w zimowych igrzyskach olimpijskich od 1924 roku - powiedział Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Szczególnie miłych wrażeń dostarczył bieg Justyny Kowalczyk na 30 kilometrów stylem klasycznym, w którym Polka wywalczyła złoty medal. - Ja to porównuję do wspaniałego filmu. Półtorej godziny coś się dzieje, a na końcu saper rozbraja bombę, która za sekundę miała wybuchnąć. Tylko, że to napisało życie - stwierdził Tajner.

- Wstępnej oceny można już dokonać, generalnie jest to najlepszy start polskich sportowców w zimowych igrzyskach olimpijskich od 1924 roku - pięć medali (prezes zapomniał o jednym krążku, gdyż w rzeczywistości wywalczyliśmy ich sześć - przyp. red.) zdobytych w trzech dyscyplinach, ale również sporo miejsc punktowanych. Bezapelacyjnie były to więc najlepsze igrzyska i oceniam je bardzo wysoko, a do szczegółowych ocen dojdzie później - stwierdził prezes PZN.


TABELA MEDALOWA

lp. państwo złoto srebro brąz razem
1. Kanada 14 7 5 26
2. Niemcy 10 13 7 30
3. USA 9 15 13 37
4. Norwegia 9 8 6 23
5. Korea Płd. 6 6 2 14
6. Szwajcaria 6 0 3 9
7. Chiny 5 2 4 11
. Szwecja 5 2 4 11
9. Austria 4 6 6 16
10. Holandia 4 1 3 8
11. Rosja 3 5 7 15
12. Francja 2 3 6 11
13. Australia 2 1 0 3
14. Czechy 2 0 4 6
15. Polska 1 3 2 6
16. Włochy 1 1 3 5
17. Słowacja 1 1 1 3
. Białoruś 1 1 1 3
19. W. Brytania 1 0 0 1
20. Japonia 0 3 2 5
21. Chorwacja 0 2 1 3
. Słowenia 0 2 1 3
23. Łotwa 0 2 0 2
24. Finlandia 0 1 3 4
25. Estonia 0 1 0 1
. Kazachstan 0 1 0 1
poniedziałek, 01 marca 2010

Przewodniczący MKOl Jacques Rogge zamknął 21. zimowe igrzyska olimpijskie w Vancouver, które określił jako "wspaniałe i bardzo przyjazne". W hali BC Place zgasł znicz olimpijski.

W swoim wystąpieniu Rogge przypomniał gruzińskiego saneczkarza Nodara Kumaritaszwiliego, który zginął 12 lutego podczas treningu, na kilka godzin przed oficjalnym rozpoczęciem igrzysk. Szef MKOl zapewnił, że rodzina olimpijska zachowa na zawsze pamięć o tym młodym sportowcu. Słowa te 60-tysięczna publiczność przyjęła owacją na stojąco.

"Dziękuję Wam, Kanadyjczycy, za waszą gościnność, za ciepło i wyjątkowo radosne przeżywanie igrzysk" - podkreślił Rogge i zaprosił młodzież całego świata na kolejne zimowe igrzyska, które w 2014 roku odbędą się w rosyjskim Soczi.

Wcześniej burmistrz Vancouver Gregor Robertson przekazał flagę olimpijską merowi Soczi Anatolijowi Pachomowowi. Uroczystość zamknięcia igrzysk rozpoczęła się akcentem autoironicznym: klaun w stroju mechanika uruchomił czwarte ramię podtrzymujące znicz olimpijski, które nie uniosło się podczas ceremonii otwarcia igrzysk. Po odegraniu hymnu Kanady nastąpiła defilada sportowców. Wszyscy szli razem, bez podziału na reprezentacje. Polską flagę niosła brązowa medalistka olimpijska, panczenistka Katarzyna Bachleda-Curuś.

W czasie ceremonii wręczono ostatni komplet medali. Zwyczaj, który zainicjowali Grecy w 2004 roku w Atenach, przyjął się i na zimowych igrzyskach. Publiczność wysłuchała hymnu norweskiego na cześć zwycięzcy biegu narciarskiego na 50 kilometrów Pettera Northuga. Kanada pożegnała się z igrzyskami z radością i humorem. Hollywoodzki aktor Michael J. Fox opowiadał dlaczego czuje się dumny z tego, że jest Kanadyjczykiem. "Mieszkam w Stanach od 30 lat. Ale gdy USA gra w hokeja z Kanadą, to, bardzo mi przykro, zakładam koszulę z klonowym liściem".

Potem defilowali kawalerzyści gwardii królewskiej i hokeiści, posypały się klonowe liście, nie zabrakło bobrów i karibu, a także grupy folkowej z Quebeku. Na koniec zaproszono sportowców na scenę i hala BC Place zamieniła się w jedną wielką dyskotekę.

Kanada wygrała z USA 3-2 po dogrywce w wielkim finale turnieju hokejowego podczas igrzysk w Vancouver. "Złotego gola" w dogrywce strzelił Sidney Crosby, najlepszy obok Aleksandra Owieczkina hokeista świata.

Ekipa "Klonowego Liścia" groźniej atakowała i częściej strzelała (7-4). Bohaterem ostatniej akcji okazał się największy gwiazdor Kanady - Sidney Crosby, który dał Kanadzie najbardziej upragniony złoty medal tegorocznych igrzysk.

Na tegorocznych igrzyskach obydwa zespoły spotkały się w ostatnim meczu swojej grupy, decydującym o bezpośrednim awansie do 1/4 finału z pierwszej pozycji. Wygrali wówczas Amerykanie 5-3. Kanadyjczycy jednak w następnych spotkaniach udowodnili, że są głównymi faworytami do złota, a w wielkim finale wzięli rewanż.

Hokeiści Kanady wywalczyli ósme mistrzostwo olimpijskie w historii. Tyle samo ma Rosja (siedem tytułów jako ZSRR, a raz jako Wspólnota Niepodległych Państw).

Wielki finał

KANADA - USA 3-2 (1-0, 1-1, 0-1; 1-0) po dogrywce

Bramka: 1-0 Toews - Richards (12.50), 2-0 Perry - Getzlaf (27.31), 2-1 Ryan Kesler - Kane (32.44), 2-2 Parise (59.35 sześciu na pięciu), 3-2 Crosby - Iginla (67.40).

 

24-letni Norweg Petter Northug triumfował w biegu na 50 km, ostatniej konkurencji narciarskiej igrzysk olimpijskich w Vancouver. Drugie miejsce zajął Niemiec Axel Teichmann, a trzecie Szwed Johan Olsson.

Northug po raz czwarty stanął na olimpijskim podium w Kanadzie, poprzednio triumfował w sprincie drużynowym, był drugi w sztafecie 4x10 km i trzeci w sprincie indywidualnym.

Trwająca ponad dwie godziny rywalizacja na 50 km techniką klasyczną ze startu wspólnego miała zakończenie podobne do tego z najdłuższego biegu kobiet - sobotniego na 30 km. Końcówka była równie dramatyczna, z tą tylko różnicą, że wśród pań o zwycięstwo konkurowały jedynie Justyna Kowalczyk i Norweżka Marit Bjoergen (w tej kolejności minęła metę).

Wyniki olimpijskiego biegu narciarskiego na 50 km techniką klasyczną:

  1. Petter Northug (Norwegia)       2:05.35,5
2. Axel Teichmann (Niemcy) 2:05.35,8
3. Johan Olsson (Szwecja) 2:05.36,5
4. Tobias Angerer (Niemcy) 2:05.37,0
5. Devon Kershaw (Kanada) 2:05.37,1
6. Andrus Veerpalu (Estonia) 2:05.41,6
7. Daniel Rickardsson (Szwecja) 2:05.45,2
8. Maksym Wylegżanin (Rosja) 2:05.46,4
9. Anders Soedergren (Szwecja) 2:05.47,1
10. Dario Cologna (Szwajcaria) 2:05.47,5
niedziela, 28 lutego 2010

Cała Polska czekała na ten wieczór od 38 lat! Justyna Kowalczyk nie bez kozery zwana "Królową nart" po morderczym biegu i wspaniałym finiszu pokonała Marit Bjoergen i zdobyła złoty medal w biegu na 30 km!

Ten finisz był bardziej emocjonujący i kosztujący więcej nerwów niż każdy horror! Uparta Bjoergen nie chciała odpuścić, ale Polka wspaniale pracowała kijkami i prawą nogą! Bjoergen niespodziewanie zmieniła taktykę i zamiast odpychać się wzorem Polki i pracować jedną nogą, zaczęła biec dwiema, a to okazało się wolniejsze! Justyna wpadła na metę, wiedziała, że o te parę centymetrów była pierwsza - padła ze zmęczenia, ale z uśmiechem na twarzy! Marit Bjoergen podjechała do niej i w ramach gratulacji poklepała "Królową nart" po plecach.

30 km stylem klasycznym to ulubiony dystans Justyny Kowalczyk! Liderka Pucharu Świata była jedną z faworytek do zwycięstwa, ale Marit Bjoergen również woli biegać klasykiem, niż stylem łyżwowym i robiła wszystko, by zdobyć czwarty złoty medal w Vancouver!

To Norweżka zainicjowała atak na podbiegu i mieliśmy już w głowach czarne myśli związane ze wspomnieniami z biegu łączonego, gdy na lekkim podbiegu Bjoergen "depnęła" i pokazał plecy konkurentkom, w tym Justynie. Justyna zrobiła wszystko, żeby ta historia się nie powtórzyła. Szarpnęła z całych sił, by zbliżyć się do Marit. Na 8 km przed metą Justyna Wielka jak Kasina Wielka traciła do silnej rywalki pięć sekund. Na zjeździe Polce udało się zniwelować przewagę podczas, gdy strata innych wielkich faworytek - Saarinen i Steiry urosła do 25 sekund. Bjoergen i Kowalczyk tak były zajęte szaloną gonitwą, że na pięć kilometrów przed metą zrezygnowały ze zmiany nart! Spojrzały na siebie, wiedziały, że gdyby któraś z nich to zrobiła, raczej oddałaby "złoto" bez walki.

Na ostatnich dwóch kilometrach Justyna miała jeden kłopotliwy moment, a drugi krytyczny. Najpierw próbowała wyrzucić gogle, by jej nie przeszkadzały. Te jednak pechowo uczepiły się rzepem jej warkocza i musiały przeszkadzać, tymczasem nie było czasu by oderwać rąk od tytanicznej pracy kijkami w pogoni za rywalką. Na szczęście gogle same się odczepiły. Serca w domach Polaków zadrżały jeszcze bardziej, gdy na ostatnim kilometrze, na wirażu w lewo przy podbiegu Kowalczyk potknęła się i o mały włos nie upadła! Całe szczęście góralka z Kasiny utrzymała równowagę, a za moment przypuściła atak! Włączyła piąty bieg i na kilkanaście metrów oderwała się od Bjoergen. Polscy kibice szaleli. Ale na radość było za wcześnie. Marit Bjoergen jest wytrawną biegaczką. Nie tylko startuje, ale jest już instruktorką młodych narciarek. Wytrzymała ten atak, a gdy zaczął się finisz sama przypuściła swój własny, wydawało się jej, że decydujący. Bjoergen pracowała całym ciałem, o głowę wyższa Kowalczyk nie dawała się. Emocje były większe, niż przy rzutach karnych w ważnym meczu piłkarskim!

- Najwyżej padnę zemdlona ze zmęczenia, ale przytomna nie odpuszczę - zapowiadała przed biegiem Justyna i słowa dotrzymała!

Wprowadziła w szampański nastrój całą Polskę, wygrywając o kilka centymetrów! W przeliczeniu na czas - zaledwie o trzy dziesiąte sekundy!

Brązowy medal przypadł Fince Aino-Kaisie Saarinen.

Słowa uznania należą się też Kornelii Marek, która zajęła znakomite 11. miejsce, choć startowała dopiero z 47. numerem. Po 12 kilometrach na czele znalazło się 13 zawodniczek. Oprócz aktywnej od początku Justyny i Norweżek Steiry, a także Bjoergen niespodziewanie znalazła się tam Marek! Kornelia konsekwentnie nie zmieniała nart, do których dochodziło po 10 i 20 km.

13-osobowa grupa rozerwała się za sprawą ataku Steiry, która później nie wytrzymała i przegrała walkę o brąz.

"Królowa nart" z Kasiny Wielkiej zdobyła już srebrny medal w sprincie i rzutem na taśmę brązowy w biegu łączonym 2x7,5 km. Zarówno Justyna, jak i jej trener Aleksander Wierietielny, a także tysiące kibiców mieli apetyty na więcej! W sobotę, 27 lutego, dzień przed zamknięciem IO w Vancouver zostały zaspokojone!

Bieg na 30 km stylem dowolnym kobiet

1. Justyna Kowalczyk (Polska) - 1:30:33.7
2. Marit Bjoergen (Norwegia) - + 0.3
3. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) - + 1:05.2
4. Evi Sachenbacher-Stelle (Niemcy) - +1:19.2
5. Masako Ishida (Japonia) - +1:22.8
6. Charlotte Kalla (Szwecja) - +1:23.9
7. Therese Johaug (Norwegia) - +1:27.6
8. Krsitin Steira (Norwegia) - +1:30.7
9. Anna Olsson (Szwecja) - +2:26.6
10. Karine Laurent-Philippot (Francja) - +2:37.7
11. Kornelia Marek (Polska) - +2:41.7
....
25. Sylwia Jaśkowiec (Polska) - +4:25.4
....
29. Paulina Maciuszek (Polska) - +5:58.0

Polskie łyżwiarki szybkie były o mgnienie oka od awansu do finału, a więc zapewnienia sobie co najmniej "srebra". Przegrały jednak o 0.19 s. z Japonkami, ale w małym finale sensacyjnie pokonały USA o blisko dwie sekundy (1.56) i zdobyły brązowy medal! Polskie łyżwiarstwo czekało na ten moment 50 lat!

Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak, Luiza Złotkowska (a także rezerwowa Natalia Czerwonka) przejdą do historii polskiego sportu! Nikt na nie nie stawiał, a one po wspaniałej jeździe sprawiły sensację!

W półfinale dystans 2400 m zaczęły w słabszym od Japonek tempie. W pewnym momencie Masako Hozumi, Nao Kodaira i Maki Tabata były szybsze nawet o 1,48 s. W końcówce jednak przewaga ekipy z Kraju Kwitnącej Wiśni zaczęła bardzo szybko topnieć. Niestety dla Polek, na mecie zostało z niej 0,19 s.

Nasz zespół nie zniechęcił się i walczył wspaniale ze znacznie wyżej notowanymi Amerykankami. Historia z półfinału w Richmond Olympic Oval powtarzała się. Znowu lepiej jechały rywalki, ale "Biało-czerwone" znakomicie rozłożyły siły i na ostatnim okrążeniu dołożyły Amerykankom aż o 1.56 sekundy! Polki po raz pierwszy wyszły na prowadzenie - o 0.16 sekundy - na pół okrążenia przed metą. Prowadziła je wtedy wspaniale Złotkowska. Nasze dziewczyny wygrały dzięki temu, że jechały razem, podczas gdy trzecia z Amerykanek osłabła, a liczy się czas ostatniej na mecie!

Wyścig drużynowy na 2,4 km kobiet

1. Niemcy

2. Japonia

3. Polska (Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak, Luiza Złotkowska, Natalia Czerwonka)

 

Hokeiści Finlandii zdobyli brązowy medal igrzysk olimpijskich w Vancouver. W meczu o trzecie miejsce pokonali Słowację 5-3 (1-0, 0-3, 4-0).

Na minutę przed końcem meczu Słowacy wycofali bramkarza, ale szósty zawodnik na tafli nie doprowadził do remisu i dogrywki, a Finowie, po błędzie rywali, przejęli krążek i posłali go do pustej bramki.

W niedzielnym finale spotkają się Kanada i USA.

Finlandia - Słowacja 5-3 (1-0, 0-3, 4-0)

Bramki: dla Finlandii - Sami Salo (19), Niklas Hagman (46), Olli Jokinen - 2 (47, 49), Valtteri Filppula (59); dla Słowacji - Marian Gaborik (30), Marian Hossa (36), Pavol Demitra (39).

Kary: Finlandia - 14, Słowacja - 18 min

 

Złoty medal olimpijski w czwórce bobslejowej zdobyli Amerykanie z pilotem Stevem Holcombem. Drugie miejsce zajęła osada Niemiec prowadzona przez Andre Langego, a trzecie Kanadyjczycy z pilotem Lyndonem Rushem. Polacy pod wodzą Dawida Kupczyka zajęli 14. miejsce.

Amerykanie, mistrzowie świata z ubiegłego roku, prowadzili po dwóch pierwszych przejazdach. Na drugiej pozycji byli Kanadyjczycy, a na trzeciej Niemcy. Polacy byli sklasyfikowani na 14. miejscu. W dwóch kolejnych próbach uzyskali podobne czasy i tę pozycję utrzymali w klasyfikacji końcowej.

Wyniki czwórek bobslejowych:

1. USA I 3.24,46 (50,89/50,86/51,19/51,52)

(Steven Holcomb, Justin Olsen, Steve Mesler, Curtis Tomasevicz)

2. Niemcy I 3.24,84 (51,14/51,05/51,29/51,36)

(Andre Lange, Alexander Roediger, Kevin Kuske, Martin Putze)

3. Kanada I 3.24,85 (51,12/51,03/51,24/51,46)

(Lyndon Rush, Chris Le Bihan, David Bissett, Lascelles Brown)

..............

14. Polska I 3.28,53 (51,94/51,96/52,35/52,28)

(Dawid Kupczyk, Michał Zblewski, Marcin Niewiara, Paweł Mróz)

 

 

Kanada zdobyła złoty medal olimpijski w curlingu mężczyzn. Drugie miejsce zajęli Norwegowie, na trzeciej pozycji uplasowali się Szwajcarzy. To był trzynasty złoty medal wywalczony przez reprezentację gospodarzy w Vancouver.

Kanadyjczycy obronili tytuł wywalczony cztery lata temu, gdy w finale w Pinerolo wygrali 10:4 z Finlandią. Brązowy medal zdobyli wtedy Amerykanie, po zwycięstwie nad Wielką Brytanią 8:6.

Cztery lata po igrzyskach w Turynie wysoką formę z tej czwórki zaprezentowali tylko Kanadyjczycy. Amerykanie zajęli dziesiąte miejsce, Finów zabrakło na igrzyskach.

Kanadyjczycy, którzy byli faworytami turnieju, w finale pokonali Norwegów 6:3. W spotkaniu o brązowy medal Szwajcarzy wygrali ze Szwedami 5:4.

Wyniki turnieju curlingu mężczyzn:

finał:

Kanada - Norwegia 6:3

o 3. miejsce:

Szwajcaria - Szwecja 5:4

Końcowa kolejność:

1. Kanada

2. Norwegia

3. Szwajcaria

4. Szwecja

5. Wielka Brytania

6. Niemcy

7. Francja

8. Chiny

9. Dania

10. USA

sobota, 27 lutego 2010

Amerykanie rozbili Finów w 13 minut pierwszej tercji i dzięki zwycięstwu 6-1 w wielkim stylu awansowali do wielkiego finału. W drugim półfinale olimpijskiego turnieju hokejowego Kanada pokonała Słowację 3-2, ale musiała o awans walczyć do ostatnich sekund! Bohaterem meczu bramkarz Roberto Luongo z Vancouver Canucks. W niedzielę o godz. 21 Kanada o złoto zagra z USA. Słowacy z Finami o brąz zmierzą się o 4 nad ranem (również w niedzielę).

Tego się nikt nie spodziewał. Odmłodzony amerykański zespół zmiażdżył Finów już w pierwszej tercji. W 13. minucie po golu Paula Stastny'ego reprezentacja Stanów Zjednoczonych prowadziła już 6-0! Doświadczeni Finowie, którzy we wcześniejszych meczach imponowali grą w defensywie, tym razem byli tylko tłem dla rywali. Amerykanie narzucili zabójcze tempo, a byli przy tym niesamowici skuteczni (6 goli na 13 strzałów). Zszokowani Finowie nie mogli otrząsnąć się i tracili kolejne bramki.

20 sekund przed końcem "Lu" wspaniałą interwencją powstrzymał swego kolegę klubowego Pavola Demitrę, który wydawało się, że dobija na pustą bramkę i musi trafić! Na drodze stanął mu jednak Roberto i 20 tys. ludzi wyartykułowało głośne "Luuuuu"!

Roberto Luongo, czyli bohater całej Kanady, zrodził się ze związku Irlandki z Włochem. Dwóch młodszych synów państwa Luongo - Leo i Fanio uprawia również hokej, zgadnijcie na jakiej pozycji? Są też bramkarzami.

USA - FINLANDIA 6-1 (6-0, 0-0, 0-1)

Bramka: 1-0 Ryan Malone (2.04), 2-0 Parise - Stastny - Rafalski (6.22 w przewadze), 3-0 Johnson (8.36 w przewadze), 4-0 Kane (10.08), 5-0 Kane (12.31), 6-0 Stastny (12.46), 6-1 Miettinen (54.46 w przewadze).

Kary: USA - 6, Finlandia - 20.

Kanada - Słowacja 3-2 (2-0, 1-0, 0-2)

 

Polskie panczenistki Katarzyna Bachleda-Curuś, Natalia Czerwonka, Katarzyna Woźniak i Luiza Złotkowska awansowały do sobotniego półfinału wyścigu drużynowego na dochodzenie. W półfinale walczyć będą z Japonkami. W drugim wyścigu półfinałowym spotkają się USA i Niemcy.

Polki (rezerwową była Czerwonka) pojechały znakomicie, eliminując w 1/4 finału Rosjanki. Uzyskały czas 3.02,90, natomiast Rosjanki były gorsze o 1,96 s. Czas biało-czerwonych był piątym piątkowym wynikiem. Szybciej pojechały Japonki, z którymi Polki rywalizować będą w półfinale, Niemki oraz Amerykanki i Kanadyjki w czwartej, ostatniej parze. W turnieju olimpijskim w Richmond Olympic Oval wystartowało osiem najlepszych drużyn światowego rankingu.

Bieg drużynowy kobiet jest rozgrywany na igrzyskach po raz drugi w historii. W składzie każdego zespołu są cztery zawodniczki, ale jedna z nich to rezerwowa. Zespoły startują z przeciwległych stron toru i mają do pokonania sześć okrążeń (mężczyźni osiem). Liczy się czas ostatniej zawodniczki.

 

Reprezentacja Szwecji triumfowała drugi raz z rzędu w olimpijskim turnieju curlingu kobiet. W finale w Vancouver pokonała Kanadę 7:6 po dogrywce. Brązowy medal wywalczyły Chiny, po zwycięstwie ze Szwajcarią 12-6.

Kierowane przez 43-letnią Anette Norberg zawodniczki "Trzech Koron" powtórzyły osiągnięcie sprzed czterech lat. Na oczach 5600 kibiców, w tym szwedzkiej pary królewskiej, w finale pokonały drużynę gospodarzy. Szczególne powody do radości miała jej siostra Catherina Lindahl, która w piątek skończyła 40 lat.

 

 

30-letnia Holenderka Nicolien Sauerbreij zdobyła w Cypress Mountain złoty medal w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. Srebrny medal przypadł Rosjance Jekatierinie Iliuszynie, a brązowy Austriaczce Marion Kreiner.

W finale spotkały się Sauerbreij i Iliuszyna. Holenderka, która niosła flagę Holandii podczas ceremonii otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Salt Lake City w 2002 roku, odrobiła stratę 0,2 s z pierwszego finałowego przejazdu i supremację udokumentowała w drugim. Wcześniej późniejsza złota medalistka rywalizowała z Niemką Seliną Joerg, która nie ukończyła przejazdu. To pierwszy medal dla Holandii w snowboardzie na tych igrzyskach. W sumie "pomarańczowi" zdobyli w Vancouver już cztery złote krążki.

 


Norwegia zdobyła złoty medal igrzysk w Vancouver w sztafecie biathlonistów. Drugie miejsce zajęła Austria, a trzecie Rosja.

Biegnący na ostatniej zmianie Norweg Ole Einar Bjoerndalen zdobył 11. medal olimpijski w karierze, w tym szósty złoty. Wcześniej w Vancouver był drugi w biegu na 20 km.

O srebrny medal rywalizowali Jewgienij Ustiugow i Sumann. Austriak długo biegł za plecami Rosjanina, ale skuteczniej finiszował. Czwarte miejsce zajęli Szwedzi, a piąte Niemcy, którzy wyjadą z Vancouver bez medalu w biathlonowych konkurencjach męskich.

 

 

Zaledwie kilkadziesiąt minut potrzebował 25-letni Charles Hamelin na wywalczenie dwóch tytułów mistrza olimpijskiego w short tracku. To pierwsze w historii tej dyscypliny sportu złote medale dla Kanady.

Po zwycięstwie na dystansie 500 m, Hamelin triumfował również w sztafecie. W składzie był m.in. jego młodszy brat Francois. Jako pierwsza z gratulacjami Charlesowi Hamelinowi pospieszyła jego narzeczona Marianne St Gelais, która zdobyła srebro na 500 m.

W piątkowym finale sztafet Kanadyjczycy pokonali Koreę Płd. i USA. W decydującym biegu na wąskim torze było aż 20 zawodników (pięć zespołów), co sprawiało wrażenie ogromnego chaosu. Poza podium znaleźli się Chińczycy, będący w cieniu swych rodaczek, które w short tracku sięgnęły po komplet złotych medali.

Wyniki olimpijskiego wyścigu sztafet na 5000 m w short tracku:
1. Kanada
(Charles Hamelin, Francois Hamelin, Olivier Jean, Francois-Louis Tremblay)
2. Korea Płd.
(Kwak Yoon-Gy, Lee Ho-Suk, Lee Jung-Su, Sung Si-Bak)
3. USA
(J.R. Celski, Travis Jayner, Jordan Malone, Apolo Anton Ohno)
4. Chiny
5. Francja
6. W. Brytania
7. Niemcy
8. Włochy
piątek, 26 lutego 2010

Justyna Kowalczyk, Kornelia Marek, Paulina Maciuszek i Sylwia Jaśkowiec zajęły szóste miejsce w sztafecie 4x5 km na trasie w Whistler Olympic Park. Z dużą przewagą wygrały Norweżki. Srebrny medal zdobyły Niemki, a brązowy Finki.

Polki powtórzyły wynik z ubiegłorocznych mistrzostw świata w Libercu, gdzie zajęły wysokie 6. miejsce. Wówczas sprawiły miłą niespodziankę, a powtórzenie tego osiągnięcia w Vancouver jest dobrym rezultatem.

Liderka naszej sztafety Justyna Kowalczyk fantastycznie zaprezentowała się na drugiej zmianie. Gdy odbierała "pałeczkę" od Kornelii Marek była dziesiąta, ale już po pierwszym kilometrze odrobiła 20 sekund do prowadzącej Szwedki. Nasza trzykrotna medalistka olimpijska szybko dobiegła do prowadzącej grupy, w której były Norweżka, Niemka i Włoszka. Justyna wyprzedziła je i swój bieg zakończyła pierwsza z nieco ponad dwusekundową przewagą nad Włoszką i 10 sekundami zapasu przed Norweżką.

Wyniki biegu narciarskiego 4x5 km kobiet:

1. Norwegia 55.19,5

(Vibeke Skofterud, Therese Johaug, Kristin Stoermer Steira, Marit Bjoergen)

2. Niemcy strata 24,6

(Katrin Zeller, Evi Sachenbacher-Stehle, Miriam Goessner, Claudia Nystad)

3. Finlandia 30,4

(Pirjo Muranen, Virpi Kuitunen, Riitta-Liisa Roponen, Aino-Kaisa Saarinen)

4. Włochy 45,4

5. Szwecja 59,4

6. Polska 1.09,9

(Kornelia Marek, Justyna Kowalczyk, Paulina Maciuszek, Sylwia Jaśkowiec)

7. Francja 1.11,1

8. Rosja 1.41,4

9. Japonia 2.20,9

10.Kazachstan 3.03,8

 

Kanada zdobyła złoty medal w olimpijskim turnieju hokeja na lodzie kobiet w Vancouver. W finale zespół gospodarzy pokonał USA 2-0. Wcześniej w czwartek w meczu o brąz Finlandia wygrała po dogrywce ze Szwecją 3-2.

To trzeci z rzędu tytuł mistrzowski wywalczony przez Kanadyjki podczas zimowych igrzysk olimpijskich. W Salt Lake City przed ośmioma laty w decydującym spotkaniu pokonały Amerykanki 3-2, natomiast w Turynie w finale okazały się lepsze od Szwedek 4-1.

Kanada i USA to zespoły, które od lat między sobą rozstrzygają o tytułach mistrzowskich we wszystkich najważniejszych imprezach. Wyjątkiem był występ Szwecji w finale turyńskich igrzysk. Ostatnio w czempionacie globu dwukrotnie lepsze okazały się Amerykanki. W MŚ jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakaś inna drużyna mogła rywalizować o złoty medal.

Kanada - USA 2-0 (2-0, 0-0, 0-0)

Bramki: Marie-Philip Poulin (14. i 17.)

Kary: Kanada - 12, USA - 10 min. Widzów: 16 805.

Końcowa klasyfikacja turnieju hokeja na lodzie kobiet:

1. Kanada

2. USA

3. Finlandia

4. Szwecja

5. Szwajcaria

6. Rosja

7. Chiny

8. Słowacja

 

Niemka Viktoria Rebensburg triumfowała w slalomie gigancie na olimpijskim stoku w Whistler. Srebrny medal zdobyła Słowenka Tina Maze, a brązowy - Austriaczka Elisabeth Goergl.

Zawody były przełożone ze środy. W pierwszym, środowym przejeździe, odpadła Agnieszka Gąsienica-Daniel, która nie ukończyła swojej próby. Dla 20-letniej Niemki to pierwszy sukces na seniorskiej arenie. Tym bardziej nieprawdopodobny, że po środowym, pierwszym przejeździe, zajmowała dopiero szóste miejsce.

 


Koreanka Kim Yu Na zdobyła złoty medal olimpijski w jeździe figurowej na lodzie w rywalizacji solistek. 19-letnia łyżwiarka, pomimo młodego wieku ma już na koncie trzy medale mistrzostw świata, w tym z najcenniejszego kruszcu, wywalczony w 2009 roku.

W swoim debiucie w MŚ w 2007 roku stanęła na najniższym stopniu podium. Trzecia była także rok później.

Jest pierwszą mistrzynią olimpijską z Korei Południowej w tej dyscyplinie. Zwyciężyła z najwyższą w historii notą 228,56 pkt.

Kim Yu Na

urodzona: 05.09.1990

wzrost/waga: 1,62 m/45 kg

osiągnięcia sportowe

igrzyska olimpijskie

1. miejsce - Vancouver, 2010

mistrzostwa świata

1. miejsce - 2009

3. miejsce - 2008

3. miejsce - 2007


 
1 , 2 , 3 , 4